Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Wielcy ludzie Drukuj
Kazimiera Szczuka   
24.11.2008
Niedawno odwiedził nasz kraj wielki pisarz francuski Michel Houellebecq. Houellebecq pisze wiersze, eseje, piosenki i powieści, z których dwie – Poszerzenie pola walki i Cząstki elementarne  – są naprawdę wybitne, a pozostałe dwie stanowią popłuczyny po tamtych. Houellebecq jest pisarzem skandalizującym. Atakuje religie, zadarł z wyznawcami islamu, opisuje orgie seksualne. Przedstawia się światu jako nihilista, pełen obrzydzenia dla zdobyczy współczesnych cywilizacji. Główną jego obsesją jest seks i starzenie się kobiet.

Bohaterkom po czterdziestce na ogół każe umierac na straszne choroby albo popełniac samobójstwo. Nic dziwnego, skoro – jak czytamy w „Możliwości wyspy” – ciało czterdziestoletniej Isabelle „pomimo pływania, pomimo tańca klasycznego, zaczynało ulegać pierwszym zniszczeniom niesionym przez czas, zniszczeniom, które, wiedziała to aż nadto dobrze, zaczną się rozszerzać, aż doprowadzą do całkowitego rozpadu”. Z tego powodu biedna Isabelle często posyła swojemu ukochanemu, starszemu o dwa lata mężowi „upokorzone i smutne spojrzenie chorego zwierzęcia, które oddala się od sfory, opiera głowę na łapach i cicho wzdycha, ponieważ jest dotknięte chorobą i nie może oczekiwać od swoich braci litości”. Ta choroba to spodziewane zmarszczki, brak jędrności, cellulitis etc. Wiotka i gibka mimo podeszłego wieku bohaterka wkrótce popada w alkoholizm i niespodziewanie przybiera na wadze dwadzieścia kilogramów. Dochodzi do rozwodu. Po jakimś czasie czterdziestolatka przerzuca się na heroinę i wraca do dawnej wagi, tyle tylko, że jej ciało wygląda jak ciało kompletnej staruszki, jak zresztą Isabelle samą siebie określa.

Pisarz odbył w Polsce kilka spotkań i udzielił wielu wywiadów. Dał się poznać jako rozmówca przede wszystkim bardzo powolny, zajęty odpalaniem papierosa od papierosa i popadający w środku każdego niemal zdania w długie minuty odrętwienia. Palce ma pożółkłe od nikotyny, na twarzy ślady nierównomiernie rozsmarowanego samoopalacza (albo czort wie czego). Na grzbiecie kożuch, mimo czerwcowych upałów wzmożonych przez globalne ocieplenie. Na dłoniach kropki, które pisarz nazywa wysypką. Urody i tak nieszczególnej, postury drobnej, cherlawy, łysawy, przedstawia dodatkowo obraz nieprawdopodobnego zaniedbania. Wbrew oczekiwaniom nie okazał się nawet szczególnie przykry ani tym bardziej agresywny – po prostu zdawał się bezbrzeżnie znudzony.

Moja przyjaciółka Agnieszka, wielbicielka pisarstwa Houellebecqa, udała się na wywiad z nim starannie zaaranżowana, na obcasach, w cudnej sukni, z przećwiczoną francuską frazą. W ten sposób udało jej się zyskać przychylność człowieka w kożuchu już na wstępie. Wkrótce wykazała się dogłębną znajomością jego dzieł, co, jak łatwo zgadnąć, dodatkowo przysporzyło jej pisarskiej łaskawości. Czego się dowiedziała? Między innymi, że nikt już dziś nie wierzy w psychoanalizę i że liczy się tylko xanax (lek antydepresyjny i antylękowy). Że kobiety z rozpaczy obżerają się i tyją, a mężczyźni chleją. Sam pisarz nie precyzował, czy czuje się bardziej alkoholikiem, czy może – jak jego bohaterka – przerzucił się już na coś innego, o czym świadczyłby kożuch jako środek zaradczy na tak zwane telepacje oraz dziwna, przypominająca wkłucia wysypka na dłoniach. Jedzenia nie lubi i nigdy się nie obżera. Mimo ewidentnych oznak „całkowitego rozpadu” Houellebecq wciąż ma przed sobą niemal nieograniczone możliwości. Młode kobiety będą go leczyć, pielęgnować, nauczyciele duchowi albo neurolodzy być może wyprowadzą go z uzależnień. Może założyć rodzinę, jeśli dojrzeje do tego w wieku lat sześćdziesięciu, może rzucić literaturę i luksusowo się w najbliższym czasie wykończyć. Zapewne, jak religijni żydzi, z których lubi się nabijać, codziennie rano dziękuje Panu, że w roku 1958 nie urodził się kobietą. Gdyby nią był, od dziesięciu lat powinien już nie żyć.

Felieton ukazał się w „Gali” 29-30/2008.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 14.02.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.65422 Seconds