> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Trauma dnia dziecka Drukuj
Kazimiera Szczuka   
21.11.2008
Dobre mamy twierdzą, że dziecko ma wieczyste prawo do obchodów. Z czasem dobre mamy przerzucają się na wnuki, a dziecko-rodzic nie protestuje. Chyba że cierpi na syndrom ciepłego łóżka albo piotrusiopanizm.

Horror”, „koszmar”, „piekło”. Tak określamy kłótnie z partnerem, nieporozumienia w pracy, fiasko pogoni za autobusem. Albo konieczność rannego wstawania. „Masakra” – powtarzał jeden z bohaterów filmu „Testosteron”, wyraźnie akcentując „s” i doprowadzając ludność do paroksyzmów wesołości. Wszystko to mało. Zaczęliśmy powszechnie używać słowa „trauma”. Ten pochodzący z psychologii termin oznacza uraz psychiczny niedający się już nigdy usunąć. Nieodwracalny wstrząs ciała i duszy. Uczeni mówią o objawach traumy wojennej, gwałtu, katastrof lotniczych, długoletniej przemocy, czystek etnicznych, deportacji i tak dalej.

Nasz potoczny język znalazł sie na szczytach absurdu. Baśka ma traumę czerwonych paznokci, więc robi sobie frencza. Zdzisiek ma traumę u teściowej, a Heniek w warsztacie, bo letnie opony drogie. Jedne słowa robią karierę, inne tkwią w specjalistycznych niszach. Znacznie mniej od traumy popularny jest „syndrom”, potencjalnie bardziej elastyczny, pasujący i do opon, i do teściowej. „Jestem wk…, bo mam syndrom dziury budżetowej” – mógłby oznajmić Heniek, wzbudzając powszechny szacun i nabożne niekumanie. Psychologom znany jest „syndrom ciepłego łóżka”, czyli niemożność puszczenia maminej spódnicy, odmiana kompleksu Piotrusia Pana.

Przyczyny rażącej przesady, jaka cechuje naszą potoczną mowę, są zapewne psychologiczne. Hasła „konfl ikt na Bliskim Wschodzie”, „birmańska junta” czy „powódź w Chinach” wywołują spadek ciśnienia u odbiorców oraz słuchalności i oglądalności u nadawców. Wstyd przyznać, ale średnio nas junta interesuje. Pożyczamy, przemieszczamy lub też kradniemy pojęcia takie jak „trauma” i używamy ich na dowód, że nam też jest źle. Piekło i horror mają nie tylko w Birmie, ale i na Opaczewskiej, bo rura pękła, a zsyp się zapchał gruzem.

Skoro słyszałam (a nawet sama pisałam!) o horrorze świąt wielkanocnych, porażce długich weekendów majowych czy martyrologii turystycznej, pora sformułować teorię traumy Dnia Dziecka. Istnieje coś takiego jak „traumatyzm narodzin”, łagodzony przez progresywne mamy porodami w wodzie. Wstrząs i szok są wówczas znacznie mniejsze. Łatwo o aforyzmy w rodzaju „Życie jest traumą”, skoro jest ono – jak głosi za anonimowym graffi ciarzem Krzysztof Zanussi – „Chorobą śmiertelną przenoszoną drogą płciową”.

Rzeczywiście, nasze istnienie zaczyna sie od wstrząsu urazowego, a kończy zgonem. Pomiędzy jednym a drugim czeka nas sporo dobrego, jeśli nie urodziliśmy się w Darfurze albo w Tybecie. W Polsce 1 czerwca przysługują dzieciom prezenty, dzień wolny od szkoły, lody, a dawniej wata na patyku. Dobre mamy twierdzą, że dziecko ma wieczyste prawo do obchodów, choćby kombatanckich. Z czasem dobre mamy przerzucają się na wnuki, a dziecko-rodzic nie protestuje. Chyba że cierpi na syndrom ciepłego łóżka albo piotrusiopanizm. Wśród większości panuje zgoda, że z dzieckiem rywalizować nie wypada. Ani się wszyscy obejrzą, skończy mu się kadencja i zaczną schody.

À propos kadencji: może decyzja o odwołaniu niezapomnianej pani Rzecznik Praw Dziecka powinna była zostać odłożona do 1 czerwca, czyli dnia obrad Sejmu dzieci i młodzieży? Nikomu nie przyszło to do głowy. Wiadomo, obrady dziecięce mają być treningiem do dorosłości, a nie realną reprezentacją wielkiej grupy nieletnich żyjących pod opieką rodziców, nauczycieli, księży, polityków i policji. Oraz pani Rzecznik, mającej chronić dzieci przed traumą zberezeństwa i zepsuciem płciowym.

Felieton ukazał się w „Gali” 23/2008.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.70592 Seconds