Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Tajemniczy opiekun |
|
|
Kazimiera Szczuka
|
|
30.11.2008 |
Są gorsze rzeczy od polowania – piszą czytelnicy oburzeni czy też poruszeni moim skromnym tekstem poświęconym książce Zenona Kruczyńskiego „Farba znaczy krew”. Ostatnio odezwał się pan (dr med. z Gdyni!) myśliwy we własnej osobie. Twierdzi, że powinnam poświęcić swoją stronę „Gali” pedofilii, kazirodztwu i wypadkom samochodowym, a nie potępianiu jego osobistej pasji. Jak się państwu podoba ten pomysł? Za tydzień podsumuję wyniki akcji „Znicz” (w istocie imponujące!), za dwa – poszukam inspiracji w piśmie „Detektyw”. Dlaczego piszę o tym, a nie o tamtym albo owamtym? Odpowiem zwięźle i okrutnie: bo tak. Tak mi się podoba. Napisałam w życiu sporo tekstów o przemocy domowej, dzieciach w beczkach, okaleczaniu kobiecych narządów płciowych, czyli tak zwanym FGM, o podziemiu aborcyjnym, molestowaniu i pornografii. Teraz mam ochotę pisać od czasu do czasu o zwierzętach. I będę to robić, mimo że dzielnych myśliwych zapewne doprowadzam tym do szału. „Przeciwnicy polowań, do których i Pani należy – pisze ten wzburzony czytelnik – rzadko kiedy są wegetarianami i nie wiedzą, skąd się biorą kotlety schabowe lub wołowe bitki, a na imprezach z pieczonym dzikiem pierwsi ustawiają się po swoją porcję”. Nic bardziej mylnego, panie doktorze! Gdyby uważniej czytał pan moje wynurzenia na łamach „Gali”, bez trudu rozpoznałby pan we mnie cnotliwą wegetariankę. Na uczcie z pieczonym dzikiem nigdy nie byłam i nie zamierzam się udawać w takie miejsca. Wystarczy mi to, co napisała o nich na przykład chorwacka pisarka Vedrana Rudan. Albo Zenon Kruczyński. Swego czasu dzieliłam miłe obowiązki jurora w konkursie na knajpę roku między innymi z Agatą Buzek, która obrazowo opisała znakomity warszawski lokal U Kucharzy jako miejsce, gdzie nie sposób uniknąć widoku nieżywych zwierząt. Nie chodziło jej o jakieś myśliwskie trofea, a jedynie o to, co z dumą obnosili, wozili i wszechstronnie eksponowali na półmiskach i talerzach kelnerzy. Nie każdy lubi takie widoki! Owszem, większości z nas, ludzi, mięso bardzo smakuje. Mnie też. W powieści Michela Fabera „Pod skórą” bohaterka doznaje niemal ekstazy, kiedy bierze do ust wodisinę. Co to takiego? Proszę przeczytać. To powieść w pewnym sensie o polowaniu. Wegetarianie z czasem nabierają do mięsa obrzydzenia, nie łudźmy się jednak – w każdym czy prawie każdym drzemie mięsożerca. Tak samo jednak, jak decydujemy się nie upijać, nie palić czy nie ciągnąć do łóżka, kogo popadnie, spokojnie możemy powstrzymać się od różnych innych potencjalnie przyjemnych rzeczy, na które zezwala albo nie zezwala prawo. Wystarczy podjąć taką decyzję.
Dostałam również list od pani, która podpisała się jako „żona myśliwego”. Sympatyczna, jak można się domyślać, czytelniczka czuje się rozdarta. Dzikom, sarnom i zającom bardzo współczuje. Kocha jednak męża, a ten poluje, więc pani tłumaczy swoje rozterki niezgłębioną i niezmienną naturą płci. „Bo takie jesteśmy my – kobiety. A tacy są oni – mężczyźni. I to jedno się raczej nie zmieni”. „My, kobiety”… Która feministka nie da się złapać na takie wspólnotowe upodmiotowienie! Za pozwoleniem jednak – kim właściwie jesteśmy „my”? Pani gubernator stanu Alaska Sarah Palin nad zarżniętym własnoręcznie gigantycznym łosiem? Wzywająca do usunięcia niedźwiedzia polarnego z listy zagrożonych gatunków, entuzjastka odstrzału wilków? Podobnie jak Hillary Clinton – nie mam z nią nic wspólnego! („Oprócz chromosomu”, jak ujęła to Gloria Steinem). Fakt, że w patriarchacie polowanie utożsamiono z męskością, więc po szczególnie troskliwym „zaopiekowaniu się” jakąś dużą lub małą istotą koleżka ze sztucerem czuje, że ma prawdziwe jaja. Ale umówmy się – takie jaja to każdy może mieć. Nawet Sarah Palin. Przypuszczam, że pana doktora- myśliwego dręczy jednak coś na kształt sumienia, skoro wszędzie dookoła widzi zbrodnie, choćby pod postacią… robienia prawa jazdy i jeżdżenia samochodem, a zabijanie zwierząt w lesie uważa za czyn miłosierny i humanitarny. „Myślistwo to jedyny sposób na opiekowanie się zwierzyną” – pisze mój czytelnik. Cóż, pozwolę sobie się z panem nie zgodzić. Podobnie jak okaleczanie kobiet nie jest jedynym sposobem na robienie z nich dobrych żon, a molestowanie dzieci – proszę bardzo, sam pan chciał! – metodą wychowawczą. Zwierzęta nie potrzebują tajemniczych opiekunów czających się w lesie ze sztucerami.
Felieton ukazał się w „Gali” 47/2008.
Na podobny temat
|
|
Felietony Kazimiery Szczuki
|
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...