Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Śmietanka i konfitury |
|
|
Kazimiera Szczuka
|
|
14.01.2009 |
Gdy nie wiadomo, co robić, należy zachowywać się przyzwoicie. Uznajmy zatem, że każdy Żydem bądź gejem jest wówczas, gdy się za Żyda bądź geja uważa.
Najświeższy skandal zorganizowany przez posła Palikota polegał na przezywaniu byłej pani minister Gęsickiej oraz byłego pana premiera Kaczyńskiego. Ją porównał do prostytutki, bo politycznie naginała meritum. Jego porównał do pani, sugerując w ten sposób skrywane gejostwo, czyli po naszemu pedalstwo. Media miały pełne ręce roboty, musiały to wszystko rozkminić, odsłuchać, skonfrontować, ogłosić, jednym słowem, ubić wielką miskę piany na bezy. Jakie bezy? Nie mam pojęcia, ale każdy głupi widzi, że Palikot to taki wariat, który wie, gdzie stoją konfitury. To pewnie bezy też by znalazł.
Pozostawię chwilowo na boku kwestie ponętnego meritum Gęsickiej, czyli unijne fundusze zaprzepaszczane jakoby przez obecną ekipę. Zatrzymam się, swoim zwyczajem, przy kwestii gejowskiej. Palikot wzbudził słuszne zdumienie i oburzenie w Monice Olejnik, opowiadając wczesnym rankiem w radiowej Zetce, że Jarosław Kaczyński ma na koncie jakiś homo-molest, że jakieś skandale z chłopakami, że zachodnie służby to wiedzą, że on, Palikot, dysponuje zdjęciami. Wiary temu dać nie można, a nawet nie wypada, bo to opowieść w stylu „Kwaśniewski jest Żydem i nazywa się Stolzman, są na to papiery w gminie Pacanowo, możemy okazać”. Czy tego rodzaju historyjki, do upadłego powtarzane przez ludność, powinny być objawiane na medialnych salonach?
Premier, jak powszechnie wiadomo, nie ma żony. Ma za to „uroczą mamę”, wspierającą go i kierującą jego karierą z domowego zacisza. W charakterystyczny dla siebie, żywy i uroczy sposób zapewniała nas o tym niedawno (jakże cierpliwy jest eter u Moniki Olejnik!) posłanka Nelli Rokita. Według internautów pani Rokita też jest gejem, w dodatku gejem w rękawiczkach, nasłanym na Polskę przez KGB. Tymczasem urocza mama braci Kaczyńskich nie podzieliła się sercem syna nawet z zacną i romantyczną posłanką Szczypińską i prezes trwa w starokawalerskim zakonie. Co robić? Jak uczył Słonimski, gdy nie wiadomo, co robić, należy zachowywać się przyzwoicie. Uznajmy zatem, że każdy, czy go lubimy, czy nie, Żydem bądź gejem jest wówczas, gdy się za Żyda bądź geja uważa. Gdy sam znienacka w sobie takie fakty odkrywa i objawia je światu lub też z dawien dawna kultywuje tradycję, współżyje ze środowiskiem, uczęszcza na psychoanalizę bądź ją praktykuje, świętuje Chanukę lub przywdziewa odświętną bieliznę w rocznicę słynnych zamieszek w Stonewall. Niewykluczone jest, że ktoś czyni jedno i drugie, wciąż mając z tego powodu mniej przykrości niż tak liczni w kraju geje katolicy. (Widocznie lubią nurzać się w poczuciu winy. Kobiety też pasjami lubią słuchać, że prosta podzielona komórka jajowa ma większe znaczenie dla Kościoła niż one.)
Anna Laszuk zatytułowała swoją książkę o lesbijkach zachętą „Dziewczyny, wyjdźcie z szafy!”, ale miało to jedynie retoryczny charakter i każda z jej bohaterek, jeśli chciała, pozostała anonimowa. Nikt nikogo z szafy za włosy nie powinien wyciągać, bo to jednak prześladowanie i przemoc. Chociaż… No właśnie. Jeden ze znanych gejowskich działaczy amerykańskich, Michelangelo Signorile, jako nowojorski chłopak z włoskiej rodziny przechodził w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wszystkie katusze poczucia winy, wstydu i lęków „odmieńca”. W końcu przeprowadził coming out, czyli wyszedł z szafy, a co więcej, współtworzył kontrowersyjne pismo „Outweek”, które jako pierwsze zajmowało się outingiem właśnie, czyli ujawnieniem preferencji znanych postaci publicznych. Signorile wyciągnął z szafy multimilionera i magnata prasowego Malcolma Forbesa, a także Pete’a Wiliamsa, wysokiego urzędnika Departamentu Obrony. Jak pisze Paul Russell, autor książki „Stu kochających inaczej”, z której czerpię swoje mądrości, „To, że rzecznikiem Pentagonu, który zabrania gejom służenia w wojsku i regularnie usuwa ich z armii, kiedy tylko zostają wykryci, jest gej, stanowiło hipokryzję, której nie zauważyli tylko nieliczni. Niemniej na Signorile wylano morze pomyj”. Na jego usprawiedliwienie przypomnijmy, że działo się to w początkach epidemii AIDS, kiedy stawką w grze była świadomość i profilaktyka, a skandale wyciągały problemy gejów z milczenia i niebytu.
Palikot sam zapewne gejem nie jest. W dodatku jeszcze nie tak dawno, bodaj trzy lata temu, wydawał ultraprawicowe pismo pt. „Ozon”, które na okładce zamieściło emblemat neonaziolskiej homofobii, niby-znak drogowy „zakaz pedałowania”. To może niech jednak prezes siedzi sobie w szafie maminej, a jego outingiem, jeśli już, niech zajmą się sami geje, którzy przedstawią jakieś poważniejsze motywacje niż bicie piany, kręcenie lodów, chłeptanie śmietanki i dobieranie się do konfitur.
Felieton ukazał się w „Gali” 4/2009.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 14.02.2009 )
|
|
Felietony Kazimiery Szczuki
|
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...