|
Dzięki wam, czytelnikom, „Gala” stała się przez moment awangardą rewolucji obyczajowej. Aż zawrzało na korytarzach telewizji publicznej…
Dziś obiadu nie będzie, podam kanapki, bo roboty tyle od rana do wieczora, a jeszcze w dodatku dopadła mnie grypa, nie ma kiedy człowiek usiąść, odpocząć, w telewizor popatrzeć i z rodziną porozmawiać, normalnie tylko się kłóci i popada w nerwy. W zamrażarce pusto, w pralce kupa brudów, rachunki nie popłacone, bo i kiedy, skoro kobieta na nogach lata cały dzień, tyle co na chybcika jeszcze w łóżku z gorączką trochę zdążyłam poleżeć, to tu to tam. Oto lista rzeczy przyjemnych, które wydarzyły się w ostatnim tygodniu i mogłyby stanowić temat felietonu. Proszę sobie brać, częstować się, może ktoś sam wreszcie coś napisze, nadeśle, pomoże czasami, bo już naprawdę.
1. Po pierwsze – dzięki wam, czytelnikom, „Gala” stała się przez moment awangardą rewolucji obyczajowej, spowodowała wrzenie na korytarzach telewizji publicznej, dyskusje na forach internetowych i popłoch w centrali oraz lokalnych ośrodkach szerzenia nienawiści. Tomasz Raczek i Mariusz Szczygielski nagrodzeni zostali Różą Gali jako tegoroczna Piękna para. Konsumując ten sukces, pokazując światu uradowane oblicza, uśmiechając się do kamer i obiektywów – przeprowadzili podstępną „promocję homoseksualizmu”. Mimo kryzysu akcje homoseksualizmu na giełdach wzrosły o kilka punktów, młodzież masowo skierowała swój wybujały popęd seksualny na osoby tej samej płci, tęczowe fl agi wjechały na maszty. Zamiast przemykać się pod ścianami, przepraszać, że żyją, robić w domu po kryjomu, a najlepiej w ogóle nic nie robić tylko wyspowiadać się i czekać aż przejdzie – ludzie tacy pokazują się publicznie, używają niedozwolonych dla nich słów w rodzaju „miłość”, „przyjaźń”, „związek” czy „duma”. Z jakiś powodów jest to bardzo budujące i przyjemne.
2. Kraj nasz odwiedziła fenomenalnie utalentowana młoda kobieta, Naomi Klein. „Wygląda na dwadzieścia pięć lat, a mówi, jakby miała pięćdziesiąt” – jak określił to Jacek Żakowski. Napisała słynne „No logo”, a także „Doktrynę szoku”, wydaną właśnie i promowaną (!) w Polsce. „Doktryna szoku” jest w istocie promocją alterglobalizmu, krytycznej wobec „kapitalizmu kataklizmowego” lewicowości, wiary w możliwość sprawiedliwszego podziału światowych dóbr i odbudowania zniszczonych przez ludzką chciwość więzi społecznych. Klein jest potomkinią polskich Żydów, zaangażowaną intelektualistką, jedną z najczęściej cytowanych na świecie autorek i zdecydowaną przeciwniczką ortodoksyjnych teorii wolnorynkowej gospodarki oraz ekonomii bezprzymiotnikowej. Krótko mówiąc – uważa Leszka Balcerowicza i jego nieżyjącego już guru, Miltona Freedmana, za niebezpiecznych doktrynerów, ideologów szkodliwej dla ludzi, przyrody i wszystkich żyjących istot, koncepcji nieograniczonej pazerności jako świetlanej drogi rozwoju cywilizacji. Czytając „Doktrynę szkoku” poznajemy drobiazgowe i brawurowe analizy najnowszej historii świata, opisy dorabiania się wielkich koncernów na wojnie, na klęskach, epidemiach i zanieczyszczeniu środowiska, uprzednio, rzecz jasna, organizowanych, kreowanych i wywoływanych. Wieje grozą, ale Klein pisać naprawdę potrafi i trudno oderwać się od jej dzieła, mimo że zgoła nic w nim nie znajdziemy o ptaszkach, kwiatkach, koronkach tiulach i miłości, o czym podobno z natury swej lubią pisać i czytać kobiety. Naomi Klein spotkała się w publicznych debatach z mężczyznami w rodzaju Jana Krzysztofa Bieleckiego, którzy na ogół przy takich okazjach usiłują zbijać kobiety z pantałyku odzywkami w stylu: „pani pisze, że kapitalizm jest taki brzydki, a sama pani taka ładna”. Naomi Klein nie jest jednak w ciemię bita, wychowana w równościowych wzorach, stuprocentowo wolna i zdrowa na ciele i umyśle, znająca swoją wartość, rewelacyjna i triumfująca dzięki błyskotliwej inteligencji, erudycji niebywałej, otwartości i poczuciu humoru. To było coś! Prawdziwa promocja rozumu i wiary w ludzkość.
3. Koty wypromowały nowy consensus społeczny i przestały okładać się łapami, gryźć oraz wlec brzuchami po ziemi. Albo uległy promocji homoseksualizmu uprawianej przez „Galę” – Marian i Fiki- Miki są wszakże dwoma samcami – albo uległy propagandzie alterglobalistycznej i postanowiły odbudować relacje wspólnotowe w miejsce przemocy i wyzysku. Niewątpliwie jest to przyjemne, pytanie jak długo potrwa.
4. Obchody rocznicy uzyskania praw wyborczych przez Polki cieszą się megazainteresowaniem. Może i nam się uda coś wypromować? Np. parytety na listach wyborczych? Czego i sobie życzę, zapraszając wszystkich do promocji, konsumpcji i wzniecania popytu.
Felieton ukazał się w „Gali” 49/2008.
Na podobny temat
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...