Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Normalne nienormalne |
|
|
Kazimiera Szczuka
|
|
17.03.2009 |
Biję się w piersi. Posypuję głowę popiołem. Padam do nóżek. Nie miałam racji! Tydzień temu zapowiedziałam, że feministyczna manifa ogólnopolska zostanie jak zwykle obsmarowana przez media i pokazana jako dom wariatek i parada nieudacznic. A tymczasem – nic podobnego się nie wydarzyło! Media pokazały manifę w całej liczebności, wesołości i przede wszystkim normalności. Byłam w Warszawie, ale w telewizorze moim starożytnym obejrzałam sobie z dumą siostrzane demonstracje w Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Łodzi. Żadnego obśmiewania, komentarzy w rodzaju „kilkadziesiąt kobiet wyszło na ulicę, żeby zamanifestować swoją niechęć do mężczyzn”. Autentyk, ale już całkiem passé! W serwisach informacyjnych przedstawiano statystyki i fakty dotyczące dyskryminacji, mówiono o tradycji manif i powadze poruszanych przez nas problemów.
Na pięciotysięcznej manifie warszawskiej były całe rodziny z wózkami i psami, weseli staruszkowie nie zrażeni marną pogodą i malownicza młodzież. Był i jego jamniczość Duduś ze swoją panią i grupą jej przyjaciół, ale – i niech to będzie oznaką sukcesu – w ogóle nie mogliśmy się spotkać w tłumie! Marysia Seweryn, Renata Dancewiecz, Małgorzata Szumowska, Paulina Młynarska, Kasia Kwiatkowska i Hania Samson czytały postulaty manifowe, a potem oddały się ekstazie taneczno-politycznej na jadącej platformie. Spotkałam kolegę Romana Kurkiewicza z dwiema córkami i trzymiesięczną wnuczką, co oznacza, że feminiści powinni jednak – w miarę możliwości – rozmnażać się, bo wzmaga to liczebność i dobrze rokuje na przyszłość. Dzieci w ogóle była taka masa, że momentami miałam wrażenie, że to może anomalie pogodowe uczyniły dzień dziecka aż tak dżdżystym i chłodnym, ale wszyscy byliśmy starannie opatuleni. Na końcu manify turkotał wielki obraz lekko przerobiony z Chełmońskiego. Pamiętacie Bociany? W wersji manifowej mężczyzna na pierwszym planie miał twarz posła Gowina i palił z dwururki do świętego ptaka. Zły Gowin!
Nie oznacza to, że my, feministki odcinamy się od wariatek i nieudacznic. Przeciwnie. Stajemy po ich stronie albo wręcz się do nich zaliczamy. Myślenie feministyczne polega miedzy innymi na tym, że nie uznaje kobiety bez mężczyzny i/lub bez dziecka za gorszą i nie obdziela uznaniem jedynie osób pięknych, młodych, zdrowych i bogatych. W tym sensie nie pieję tu z zachwytu nad „normalizacją” manify i awansem prorodzinnym, jaki udało się zyskać. Normalność, którą tu się zachwycam, jest trochę innej maści niż ta, którą swego czasu giertychowcy usiłowali promować pod postacią „Parady Normalności” przeciwstawionej gejowskiej Paradzie Równości. Jest jak widać normalność nasza i ich. Ta nasza polega na tym, że hasło „lesbijka na prezydenta” nikogo nie gorszy. Bo właściwie, gdyby tak się zastanowić, dlaczego nie? Skoro konstytucja gwarantuje wszystkim równość, a państwo nasze jest świeckie, skoro według posła Palikota prezes PiS-u Jarosław Kaczyński jest skrycie gejem, to dlaczego kobieta odmiennej orientacji nie mogłaby jawnie ubiegać o fotel prezydenta? Statystycznie byłoby to mało prawdopodobne ale w dalszym ciągu – jako idea – normalne.
Mniejsza o to. Kiedy już odegrałyśmy z Kasią Kwiatkowską skecz o plemniku i jajku na osiedlu probówek strzeżonych, kiedy w sporej podgrupie rodzinnej zjedliśmy zasłużony żołnierski posiłek wegetariański w „Mandali”, kiedy znalazłam się wreszcie w domu.. sięgnęłam po „Wysokie Obcasy”. I tu, muszę przyznać – zdziwko! Oto moja niezbyt bliska, ale jednak znajoma, niejaka Anna Kornacka, obecna przewodnicząca kanapowej Partii Kobiet udziela wywiadu „Wysokim Obcasom”, które uhonorowały ją tytułem Polki Roku. O Partii nigdy złego słowa publicznie nie powiedziałam, bo niech się kobiety organizują, ale jak powszechnie wiadomo, było to pospolite ruszenie amatorek, które nie zarejestrowały nawet krajowej listy wyborczej. Nic w tym złego, nie od razu Kraków zbudowano. Do rosołu może nie należało się rozbierać na plakatach wyborczych, bo to jednak obciach, ale jak chciały tak zrobiły, tolerancja jest. Otóż ta właśnie Ania Kornacka opowiada, że manify ją „żenują”, gdyż ona wybiera się do Sejmu na posłankę. W ogólności uważa się za osobę normalną i od ekstremizmów feministycznych stroni. Cóż. Szkoda, że nie przybyła jednak na manifę, bo spotkałaby tam kilka zawodowych parlamentarzystek, od których mogłaby się tego i owego nauczyć. Na przykład zyskiwania poparcia i zabiegania o głosy. Ale po co ja się w ogóle tym zajmuję? Nienormalna jestem?
Na podobny temat
|
|
Felietony Kazimiery Szczuki
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...