Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Mój kot mnie bije |
|
|
Kazimiera Szczuka
|
|
06.01.2009 |
Pewna pani z Tychów napisała donos na kota. Po sześciu latach mieszkania i pracy w bibliotece kot zostaje usunięty. Sprawa jest politycznie podejrzana.
Robi to od czasu do czasu, kiedy zbyt gwałtownie go tarmoszę, kiedy domaga się uwagi, adoracji albo koteringu. Bije, bo kocha, mawiano niegdyś, dziś wierzymy, że kocha, nie bije. Kocha czy nie – bije z całą pewnością. Niezbyt dotkliwie, ale wystarczająco. Pytanie, czy ja go kocham, skoro mu na to pozwalam. Cóż, przecież nie ze strachu daję się bić ani nie dla zysku. Przez kota bycie pobitą nie hańbi, a nawet nieco przynosi chwały, bo dać się bić kotu to być jak Steve Irwin, łowca krokodyli słusznie przez nie w końcu zjedzony. Nie jestem w byciu bitą odosobniona, sądząc z liczby kretyńskich filmików, którymi kociarze zapełniają sieć. Nas to śmieszy, co robić. Postaw kamerę, zobacz, co kto robi, kiedy śpisz. Skacze ci po głowie, wali łapami, ściąga kołdrę, a potem udaje niewiniątko. Kto? Kot.
Czytam w „Gazecie”, że jedna pani z Tychów napisała donos na kota. Może zresztą nie pani, tylko pan, bo donos jest prawidłowy, anonimowy. Korzyścią pani (?) ma być cicha satysfakcja, że zrobili, co kazała, ukrócili kota wpływy, zdemaskowali, oby jeszcze wywieźli, byłoby najlepiej. Kot należy do nielicznych w kraju kotów bibliotecznych. Mieszka i pracuje w filii biblioteki publicznej numer 3. Podnosi poziom czytelnictwa, jest gwiazdą lokalnej społeczności inteligenckiej, a jego CV (był małą, puszystą kuleczką, kiedy przybył!) oraz opinie bezpośrednich opiekunów są bez zarzutu. Na próżno. „Informuję, że cierpię na alergię. Każde odwiedziny w bibliotece narażają mnie na pogorszenie stanu zdrowia. Jeśli kot w niej pozostanie, a moja alergia się nasili, pozwę bibliotekę do sądu i zażądam odszkodowania”. Podpisano: „Czytelniczka”. Po sześciu latach mieszkania i pracy w bibliotece kot zostaje usunięty na żądanie pani kierowniczki, która uznała, że w istocie grozi jej proces z „życzliwą”.
Społeczność lokalna usiłuje jednak walczyć, zbierane są podpisy, przedstawiane argumenty – wszak biblioteka miejska żyje z podatków, kilkusetosobowe grono zwolenników kota ma prawo wpływać na decyzje dotyczące kadr! Sprawa jest politycznie podejrzana. Wmieszała się w nią „Gazeta Wyborcza”, a to, jak wiemy, może kotu tylko zaszkodzić. Podobnie jak powoływanie się jego stronników na wzory demokracji amerykańskiej, gdzie szeroko opisywane są działania kota bibliotecznego Deweya, bohatera powieści „Wielki kot w małym mieście”. „Mnie nie obowiązują przepisy amerykańskie, tylko polskie” – twierdzi pani kierowniczka, choć te ostatnie nie regulują statusu kotów bibliotecznych. Dobry adwokat mógłby nawet, być może, wygrać kotu sprawę o mobbing.
Po jednej stronie mamy więc łże-elity kocie, wspierane przez publicystów „GW” i ich autorytety w rodzaju Wisławy Szymborskiej. („Tego nie robi się kotu”, zatytułowano tekst w „Gazecie” i aby nie było wątpliwości – zakończono cytatem ze znanego wiersza noblistki.) Po drugiej stronie – usłużna donosicielka, postać sterowana być może przez kręgi narodowe (te „polskie przepisy”!), może narodowo-klerykalne, bo według kierowniczki na kocie ciąży podejrzenie o obrazę uczuć religijnych: „ wlazł nawet do szopki betlejemskiej”. Dlaczego od razu „wlazł”? Może wszedł sobie po prostu? A może szopka to właściwe miejsce dla kota, co? Nie jest jednak wykluczone, że również wśród jego obrońców znajdziemy moherowe chorągwie. Tak czy owak, kierowniczka, gotowa walczyć o władzę z kotem, bez szemrania oddaje pole anonimowej szantażystce. A może to sama kierowniczka napisała donos, bo kot ją po prostu wk…a? Jej zdaniem pracuje na czarno, mieszka na kocią łapę, nie wykazuje odpowiedniej postawy ideowej, bliskie mu są woluntaryzm i subiektywizm. Wiele tu nie zdziałamy.
Kot podobno podjął strajk głodowy, można więc solidarnościowo odstawić kotering swoim podopiecznym. Albo w ramach wprowadzania porządku zamknąć okna do piwnicy. Mróz siarczysty, może niektórych szlag trafi i będzie święty spokój. Uprzejmie jednak przy okazji donoszę na mojego kota, bo jednak jest nadzieja, że wskutek mojego donosu albo przyjedzie policja, aby mnie uratować, albo kot się przestraszy i przestanie. Weźmie się może do jakiejś pracy. Inne koty, jak widać, pracować mogą, a nie tylko wylegiwać się i ryczeć. I rozdzielać razy. Połóżmy temu kres, bo do czego dojdziemy? Wam przede wszystkim dziękuję, TW „Czytelniczko”. Zrobiłyście dobrą robotę. Może dzięki temu coś się zmieni.
Felieton ukazał się w „Gali” 3/2009.
Na podobny temat
|
|
Felietony Kazimiery Szczuki
|
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...