> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Hej szkoło! Drukuj
Kazimiera Szczuka   
25.11.2008
Staje się tradycją, że przed 1 września gazety zamawiają u mnie teksty o koszmarze szkolnych wspomnień. Jestem w tym świetna.

W liceum czułam się hippiską, nosiłam koraliki, dzwony, szmaty i zatłuszczoną kurtkę po ojcu myśliwym. Brakowało mi tylko krowiego dzwoneczka na szyi. Paliłam zefiry i carmeny. Szary i zaśmierdły PRL-owski dworzec kolejowy – oto co pojawia się przed mymi oczami, kiedy wymawiam te nazwy. Nic obrzydliwszego od carmenów nie pamiętają synowie i córy mojego pokolenia ani na Litwie, ani w Koronie, ani w NRD. Owszem, były jeszcze deesy, zdaje się, że z bratniej Albanii, ale nic jak carmeny nie zwalało z nóg. Alkohol? Niekoniecznie. Czasem wino Sofia. Lektury egzystencjalne, muzyka rockowa albo ballady dysydenckie. Kaczmarski tak! I oczywiście, fatalne wyniki w nauce, wagary, wagary i jeszcze raz wagary.

Nauczyciele, na ogół poczciwi, raczej humorystycznie stosowali wobec takich jak ja określenia „bumelant”, „degenerat”, „niebieski ptak”. Straszono wówczas kolegów wojskiem, ale i wysyłką na Żuławy Wiślane, do obozu pracy. Chyba coś takiego rzeczywiście istniało. W ogóle wizji degradacji i kar za nieuctwo było sporo, przede wszystkim mityczna „praca w mięsnym”, „za ladą” albo „zamiatanie schodów”. Dziwne, bo ten sam mój ojciec, który w domu szydził z pań ekspedientek, w mięsnym robił się dziwnie nerwowy. Zawsze gotów desperacko wszcząć awanturę albo – na widok jakiegoś fragmentu zabitej krowy bądź świni – wpaść w euforię. Szynka i polędwica. Polędwica i szynka. Piękna polędwica, tłusta szynka. W sekretnych marzeniach byłam panią z mięsnego, w białej plastikowej opasce, w białym nylonowym fartuszku lekko zbryzganym posoką. Mogłam wetknąć ojcu w paszczę szynkową kulę albo polędwicową lagę i uczynić go szczęśliwym. Drogą do tego, jak rozumiałam, miało być zbieranie dwój w szkole. Innym wyobrażeniem o szkolnych wyrzutkach było technikum ekonomiczne. W ekonomiku – w przeświadczeniu takich jak ja bumelantów – uczyli się ludzie skazani od najmłodszych lat na szarzyznę, podporządkowanie, pełzanie i odwijanie z papieru bułek z serkiem topionym. My mieliśmy zostać Joplinami, Morrisonami albo ewentualnie Yoko Ono, choć do tego nie należało się kolegom przyznawać. Wyjechać! W tym słowie zawierało się wszystko i… nic. Bo nie było dokąd, za co i jak. I tak leciały lata…

Szkoły bałam się i nienawidziłam jej. Była miejscem towarzyskich uciech, ale i straszną katownią. Przeżywałam znany wszystkim wagarowiczom dylemat – jak spotykać się z ludźmi, nie chodząc na lekcje? Zakradanie się do szkolnej palarni w kiblu byłoby jednak absurdem. Nie dawało się uniknąć spotkań z nauczycielami. A to rozbijałoby w proch wszystkie niestworzone historie, które miałam zamiar im opowiedzieć, kiedy już dojrzeję do ukazania się na lekcjach. Pozostawało więc czekanie z książką w domu, w parku, w kinie albo wyciąganie co słabszych psychicznie przyjaciółek na współbumelanctwo i szwendactwo. Ohyda. Chętnie opowiadałabym dziś, że wagarowałam z powodów politycznych, że walczyłam w ten sposób z systemem, cierpiałam za miliony i dawałam świadectwo. Niestety, nie jest to prawda. Moja szkoła była całkiem fajna. To ze mną było coś nie halo. Spróbowałam – w latach nauki i wędrówki – i zamiatania schodów, i stania za ladą. Nie było to takie złe. Dziś z czcią obserwuję potęgę księgowych, absolwentek ekonomika. Szynki i polędwicy nie biorę do ust. Namawiam uczniów liceum, żeby posłuchali rad wojennej weteranki i zaliczali wszystko w terminach. Nikt mnie nie słucha.

Felieton ukazał się w „Gali” 34/2008.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.70043 Seconds