> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Wybory bez emocji |
|
|
Kasia Malinowska-Sempruch
|
|
02.07.2010 |
|
Pisząc ten tekst, z prędkością tysiąca kilometrów na godzinę oddalam się od Warszaway. Nie będzie mnie w Polsce 4 lipca. To moje drugie wybory w ciągu ostatnich dwóch lat. Tamte, kiedy wybieraliśmy Obamę, były ważne i ekscytujące. Ważna była kampania wyborcza, ekscytujący był sam dzień wyborów. Obecne nie wzbudzają emocji. Czy to dlatego, że jestem bardziej amerykańska niż polska? Nie sądzę. Raczej dlatego, że efekt tamtych wyborów był niewspółmiernie ważniejszy dla społeczności międzynarodowej i dla samej Polski. Listopad 2008 jasno definiował, jak chcemy, aby wyglądał nasz świat.
Rok 2000 i 2004 - wygrane młodego Busha, pamiętam je jako koszmar. Sam proces wyborczy w 2000 roku był okropny. Ogromne emocje towarzyszące przyglądaniu się, jak mapa poszczególnych stanów zmienia się na niebieską lub czerwoną, wściekłość na Clintona za to, że dobrą prezydenturą, ale brakiem kontroli nad własną seksualnością oddał Amarykę Republikanom, poczucie, że ukradziono Florydę i ogólny fatalizm. Jasne było, że arogancki, bezmyślny Bush, w tandemie z chytrym i despotycznym Cheyneyem zrobią coś, za co będzie płacił cały świat. Teraz, długie lata po niekończących się, krwawych wojnach w Iraku i Afganistanie i rosnącej wrogości Bliskiego Wschodu, po ogromnym wstrząsie na rynkach, który jasno pokazał, że pozostawienie instytycji finansowych samym sobie tylko pogłębia nierówności społeczne - również te między poszczególnymi państwami. Teraz, kiedy wiemy już, w jaki deficyt popadły poclintonowe Stany widać, że poczucie przegranej z 2000 roku i przerażenie tym, co będzie, nie były przesadzone. Z tym, co zafundowali nam Bush/Cheyney, walczyć będą jeszcze nasze dzieci, na wszystkich kontynentach.
Wartości, jakie przyniósł ze sobą Obama, nie można przecenić: otwartość, troska o słabszych nie tylko w Stanach, ale też na świecie, koniec amerykańskiego zadufania i despotyzmu, kwestionowanie płytkiego patriotyzmu, który nakręca wrogość do innych, racjonalność dyskusji, życiowa mądrość i szacunek do partnerów oraz tych po drugiej stronie debaty, imponująca charyzma. I zwykła uczciwość w podejmowaniu decyzji, nawet jeśli są one niewygodne i inne niż by się chciało.
Obecni kandydaci w polskich wyborach Polsce nie promują siebie jako zadufanych w sobie, bezmyślnych nacjonalistów, ale tym bardziej nie są podobni do inspirującego, ciepłego, wyważonego Obamy. Są bez wyrazu i ani nie mają wiele do zaoferowania nam w Polsce, ani nie mówią o tym, co Polska może znaczyć dla innych. 4 lipca będziemy głosować na coś, co przypomina partię republikańską, lub na partię bardzo-republikańską. Kiedy tego wieczoru będę wracać z Tokio, usłyszę o wygranej jednego albo drugiego kandydata. Nie spodziewam się, że poczuję jakieś większe emocje - ktokolwiek by nie wygrał.
Na podobny temat
|
|
Felietony Kasi Malinowskiej
|
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...