|
Moja pierwsza wizyta w 30-tysięcznej faweli w Rio de Janeiro miała miejsce dwa lata temu. Wchodząc do dzielnicy najbiedniejszych, pierwszy raz w życiu zobaczyłam broń maszynową – w rękach chłopaków rządzących tą częścią miasta. Rządzących w bardzo dosłownym tego słowa znaczeniu. Policja nie miała tam wstępu. Terytorium okupowane było przez dilerów narkotyków. Wszelkie praktyki religijne czy działalność społeczna musiały być wcześniej zaakceptowana przez ich szefostwo. Moja wizyta także.
Trochę jak na filmie – kilka metrów ode mnie na imponująco błyszczącym, wielkim motorze zatrzymał się przystojny latynos z karabinem, powiedział no photos! i pojechał dalej. Odezwał się ponoć po to, by pokazać innym, że jestem tam „legalnie”. Poza facetami z widoczną bronią życie na ulicy wyglądało jak w innych biednych dzielnicach dużych miast – skromnie ubrani ludzie szli do pracy lub z niej wracali, odpoczywali w malutkich barach z piwem, sklepiki sprzedawały wszystko, co na co dzień potrzebne, dzieci na ulicy grały w piłkę.
Podczas mojej kolejnej wizyty – w faweli, którą narkodilerom odebrała policja – też bardzo szybko zauważyłam duży karabin. Tym razem należał do policjanta. To specjalny oddział pod nazwą UPP (Unidades de Polícia Pacificadora). Ich pomysł na pacyfikację faweli jest następujący: aby zminimalizować liczbę ofiar po obu stronach, kilka dni przed akcją gangi dostają informację, że „ich” teren przejmuje policja i że mają czas na opuszczenie dzielnicy. W określonym terminie z ogromnym impetem wkraczają elitarne jednostki. Ich zadaniem jest wystawienie „certyfikatu” bezpieczeństwa, tzn. potwierdzenie, że gangsterzy z bronią opuścili teren. Pozwala ono UPP na wprowadzenie się do faweli i rozmieszczenie stanowisk policji. UPP, jak żadna inna jednostka policji, współpracuje ściśle z lokalnymi inicjatywami społecznymi, które np. organizują zajęcia dla dzieci i młodzieży. Dowódca grupy, którą odwiedzałam kilka razy w tygodniu, uczy gry na perkusji. Inni angażują się sportowo, uczestnicząc np. w meczach piłkarskich. Wcale nie starają się dobrze bronić – jak mówi jeden z nich: „to fajnie, żeby dzieciaki miały poczucie, że mogą z nami wygrać”. W mojej obecności wkopały im ze trzy gole. Drużyny piłki nożnej składają się z obu płci. Obecnie w Rio działa dziesięć oddziałów UPP, do końca roku ma ich już być dwadzieścia. To wciąż kropla w morzu, dlatego starannie wybiera się strategiczne dzielnice.
Na wizytę do UPP zabrał mnie brazylijski policjant, wieloletni członek specjalnego oddziału. Był jednym z doradców reżysera Elitarnych, filmu o gangach w Rio. Sam z akcji policyjnych się wypisał. Przez pięć lat, podczas których uczestniczył w spektakularnych interwencjach, widział ogromne straty ludzkie po obu stronach, w rezultacie których zupełnie nic się nie zmieniło. Teraz uczy na czterech uniwersytetach i w akademii policyjnej. Tłumaczy, że należy inaczej zdefiniować rolę policji. Celem działań policyjnych powinno być zapewnienie bezpieczeństwa poprzez rozbrojenie. Dotychczasowa polityka tylko wzmacniała pozycję narkobiznesu – z narkodilerów robiła gubernatorów faweli. Policjantom UPP nie przeszkadza, że narkotyki się wciąż sprzedawane na ich terenie. Jeśli będzie się to odbywać bez użycia karabinów maszynowych, bez miast-w-mieście opanowanych przez bandziorów – to już ogromny sukces. Zakładają, że drobni handlarze zmienią zawód, gdy będą bezpieczniejsi i poprawi się standard życia ich rodzin.
UPP to interesujący eksperyment. Na fachową analizę – Domosławskiego i innych, którzy rozumieją tę część świata – musimy jeszcze poczekać. Dla mnie najważniejsze jest to, czy UPP sprawi, że narkodilerzy zrezygnują z obecnego stylu życia. Bo istniejące struktury utrzymują się nie tylko z powodu pieniędzy. Istotne jest tu przede wszystkim poczucie władzy, łatwy dostęp do pięknych kobiet, prestiż głośnego motoru, przed którym rozstępuje się tłum. Pytanie brzmi też, czy wsparcie socjalne dla środowisk, w których UPP działa, będzie trwałe, czy ludzie będą mieli alternatywne źródła utrzymania. Odwiedziłam zajęcia, na których młodzi ludzie uczyli się angielskiego, by móc pracować jako tłumacze dla turystów – w związku z nadchodzącymi imprezami sportowymi będzie ich w mieście coraz więcej. Bardzo bym chciała, aby to władzom Rio, a nie zorganizowanym gangom udało się stworzyć im miejsca pracy.
Po tej wizycie rozmawiałam z kilkoma osobami mieszkającymi w pobliżu spacyfikowanej faweli. Spytałam, co sądzą o działaniach UPP. W odpowiedzi usłyszałam: „Przecież to totalne wariactwo. Kiedyś, jak chciałem kupić trawę albo kokainę, szedłem do faweli. Jestem stąd, traktowali mnie jak klienta, więc nigdy się nie bałem. Teraz nie wiadomo, o co chodzi. Wszędzie włazisz na policję”. Jak zwykle perspektywa tych ze wzgórza faweli i tych na dole, z Copacabany, różnią się znacznie.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...