> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Przywrócić rozsądek Drukuj
Kasia Malinowska-Sempruch   
21.11.2010
W sobotę, 30 października w Waszyngtonie odbył się „Wiec na rzecz przywrócenia rozsądku” (Rally to Restore Sanity). Spotkanie skrzyknął Jon Stewart, gospodarz „Daily News” – programu kultowego dla wszystkich, do których „normalne” media nie przemawiają. Stewart to niezwykle sprawny komik, ale jeszcze sprawniejszy obserwator i komentator życia polityki, a zwłaszcza mediów w USA. Jego zdaniem to one właśnie zwielokrotniają poziom społecznego konfliktu, przedstawiając nas sobie w krzywym zwierciadle i przez to inspirując i napędzając dalsze awantury. Nie jest to zwierciadło ujmujące nam lat i kilogramów: „Media prezentują nam obraz potworów z trzema gałkami ocznymi i tyłkiem wielkim i obwisłym jak dynia miesiąc po ścięciu”. Taki wizerunek przeciwnika nie zachęca, by zasiąść do okrągłego stołu. Na wiecu postulowano więc urealnienie politycznego dyskursu i spokojniejszą debatę – bez oskarżeń i wrzasku, za to wspartą elementarnym zdrowym rozsądkiem. Amerykanie nie zawiedli – na Washington Mall przybyły ich dziesiątki tysięcy. Oficjalnych liczb nie podawano, bo po co – i tak jedna strona będzie je zaniżać, a druga zawyżać. Tłum był jednak imponujący.

Trzy dni później wybory „połówkowe” odebrały Izbę Reprezentantów Demokratom.  Partia Obamy przegrała. Daleka jestem jednak od zgody z opisami tej porażki, jakie przedstawiają nasze media – „dramatyczna strata”, „największa klęska wyborcza od…”, itd. Wygląda na to, że Stewartowski opis problemu mediów w Stanach pasuje i do nas.


Jestem zadeklarowaną fanką Obamy i rezultat wyborów bardzo mnie smuci. Wydaje mi się jednak, że rozumiem mechanizm, który tu zadziałał – i dlatego sądzę, że nie należy rozdzierać szat. Inna sprawa, że nie świadczy on dobrze o tych z nas, którzy mają w USA prawo do głosu. Trafnie opisał go mój kolega z Waszyngtonu, idąc spać o drugiej nad ranem, tuż po ogłoszeniu wyników w ostatniej strefie czasowej: głosowanie przeciwko Demokratom w tych wyborach jest jak wrzeszczenie skacowanego faceta na kogoś, kto podaje rano szklankę wody: że woda jest zła i ten ktoś jest winny jego bólu głowy. Bush przejął po Clintonie państwo z ogromną nadwyżką. Po dwóch kadencjach zostawił je z pokaźnym deficytem. Ci sami Republikanie, którzy autoryzowali wydatki Busha, teraz oskarżają Obamę o zły stan gospodarki. Zdumiewające jest to, że Demokraci nie starali się tego klarownie wyjaśnić w kampanii. Nadzieją Demokratów za dwa lata jest rozumny PR – bo już gospodarka będzie potrzebować czegoś więcej, by w pełni stanąć na nogi.  Myślę, że się uda i że – paradoksalnie – pomoże w tym reforma zdrowia, która dziś jest jedną z głównych przyczyn porażki.

Amerykanie żyją w strachu o pracę, o domy, które im zabierają banki, o rosnące podatki,  za które niewiele dostają w zamian. Zapominają często o tym, że jednym z największych zagrożeń związanych z utratą pracy jest brak ubezpieczenia zdrowotnego. Dopiero kilka tygodni temu weszły w życie pierwsze zmiany z pakietu Obamy – firmy ubezpieczeniowe nie mogą już ograniczać wydatków na leczenie i odsyłać z kwitkiem tych, którzy wykorzystali swój limit. Limitów nie będzie. Osobom chorym na nowotwór czy inne choroby przewlekłe nie grozi już nędza. Rodzice ciężko chorych dzieci nie muszą sprzedawać domu, by kontynuować leczenie po przekroczeniu ubezpieczeniowego limitu. Inna zmiana to wprowadzenie możliwości pozostawienia dziecka w pakiecie ubezpieczeniowym rodziców do 26 roku życia. Młodzi, którym nie udało się jeszcze zatrudnić, a którym przytrafiła się choroba, nie będą już finansowym obciążeniem dla rodziców. Co kilka miesięcy wprowadzane będą w życie kolejne elementy pakietu reform z założeniem, że skorzystają z nich 32 miliony osób. Przed wyborami przestraszeni Amerykanie wciąż słyszeli o kosztach. Dotąd nie mieli jeszcze czasu odczuć żadnych pozytywów. Dla większości ludzi toczące się tutaj dyskusje były totalną abstrakcją. Żyją w kraju, w którym „od zawsze” dostęp do służby zdrowia był symbolem komfortu. Pomimo świadomości, że utrata pracy to nie tylko brak przychodu, ale też brak lekarza, wiele osób nie umie sobie wyobrazić, jak wdrażane zmiany wpłyną na ich codzienność. Kolejne dwa lata to czas, by poczuli, jak reformy przekładają się na ich realne życie i aby Demokraci, prosto i konsekwentnie, te pozytywy promowali.

Zadecydować mogą media. Inicjatywa Jon Stewarta To Restore Sanity, może okazać się jeszcze bardziej trafiona, niż się to dzisiaj wydaje. Oto kilka moich ulubionych napisów z tysięcy, z jakimi na Washington Mall przyszli Amerykanie zniesmaczeni poziomem debaty politycznej:
Speak Softly And Carry a Bibliography of Statistics [Mów łagodnie i miej przy sobie zestaw statystyk; aluzja do słynnej rady Franklina Delano Roosevelta: „Mów łagodnie i miej przy sobie gruby kij, a zajdziesz daleko”]
Make Awkward Sexual Advances, Not War [Czyńcie niezdarne próby seksualnego zbliżenia, nie wojnę]
He’s Black, Get Over It [Jest czarny, przebolej to]
This Sign Contains Correct Grammar and Spelling [Ten znak jest poprawny pod względem gramatyki i ortografii]
I love America. Even Though We Get It Wrong Sometimes, It’s Still a Nice Place To Raise a Family [Kocham Amerykę. Czasami się mylimy, ale to i tak fajne miejsce na wychowywanie dzieci]
Retired CIA Analyst for a Sensible Drug Policy [Emerytowany analityk CIA za sensowną polityką narkotykową]
Minorities: They are Not So Scary When You Get to Know A Few [Mniejszości nie są takie straszne, kiedy się parę z nich pozna]
We The People, Not We the Corporations [My, Naród, a nie My, Korporacje]
Polecam także rozmowę Stewarta z Obamą. Ciekawa, nie nadęta, a i miło na obu popatrzeć 
Komentarze
Dodaj nowy
Agnieszka G.   |22.11.2010 12:06:16
firmy ubezpieczeniowe nie mogą już ograniczać wydatków na leczenie i
odsyłać z kwitkiem tych, którzy wykorzystali swój limit. Limitów
nie będzie.


Trzeba dużej naiwności, by w to wierzyć. Jakieś limity będą, gdyż
współczesna medycyna, naszpikowana kosztowną techniką, stosowana
bez limitów doprowadzi do ruiny KAŻDE społeczeństwo. Może pewne
kosztowne procedury zakwalifikuje się jako "badawcze" a nie
"lecznicze". Przedefiniuje się "stan terminalny".
W każdym razie coś się wymyśli, bo wszystkich leczyć na 100%
technicznych możliwości po prostu się nie da. Już prędzej można każdemu
fundnąć Merca.
KrzysztofMazur   |22.11.2010 15:40:23
Z tego co wyczytałem w gazecie odpadli najbardziej skrajni kandydaci obu
stron.

Obama oczywiście wygra niezależnie od czegokolwiek. Republikanie nawet
się nie będą specjalnie pchać. Wystawią kogoś do odstrzału.

Clinton może od
Busha Jr. gorszy od Busha Sr. Kto zrobił bańkę dot comów?
Ustawy nakazujące
udzielanie kredytów hipotecznych każdemu kto się zgłosi też wymyśliła
administracja Clintona w ramach walki z tzw. dyskryminacją.

Panowie Clinton,
Bush Jr., Obama drukują coraz więcej pustych dolarów, będzie stagflacja i
kolejna wielka bańka.

Odnośne zdrowia oczywiście nic nie wiem.
Nie wiem też czy
to ma znaczenie i jakie.
Zamorano   |23.11.2010 15:13:08
@Ustawy nakazujące
udzielanie kredytów hipotecznych każdemu kto się zgłosi
też wymyśliła
administracja Clintona w ramach walki z tzw. dyskryminacją.

To
legenda miejska przecież.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 22.11.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.81516 Seconds