> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Naprawiaczka świata w Japonii Drukuj
Kasia Malinowska-Sempruch   
07.07.2010

Tydzień spotkań w Tokio, czyli polityka, ale nie ta z prezydenckich gabinetów. Spotkania z urzędnikami, działaczami małych organizacji pozarządowych i osobami leczącymi się z uzależnienia, do tego dwa wykłady na uniwersytecie. Mam zagadnąć Japończyków o ich niezwykle surową politykę narkotykową i dowiedzieć się, czy jest szansa na zmianę ich stanowiska na forum międzynarodowym. Wielu z rozmówców dopiero ode mnie dowiaduje się, że Japonia wspiera Rosję, która po zmianie polityki USA przez Obamę zajęła miejsce Amerykanów i jest teraz najgłośniejszym „prohibicjonistą” świata. Ich zdumienie budzi głównie koalicja z Rosją – w wypowiedziach nie czuć sąsiedzkiej sympatii. Stosunek do samego tematu nikogo nie dziwi, bo Japonia jest znanym przodownikiem w światowej wojnie z narkotykami. 

 

Profesor z Tokyo University, prosto z pociągu przychodzi na mój wykład. To ponoć ważne, bo wparcie tej prestiżowej instytucji –  kuźni rządowych kadr – może pomóc przepchnąć w Japonii każdy temat. Następnego dnia – długa, intensywna rozmowa w jego instytucie. Jest farmakologiem, zna się na narkotykach, ale nie ma bezpośredniego wpływu na politykę narkotykową swojego kraju. Proponuje, żebym skontaktowała się z dużą organizacją dziennikarzy piszących o medycynie i zdrowiu i z największą szkołą zdrowia publicznego. Oferuje też „patronat” nad moim wykładem na jego uczelni – jeśli będę chciała wrócić. Nie mam pojęcia, czy to wschodnia grzeczność, czy prawdziwe zainteresowanie. Ta wątpliwość towarzyszy mi podczas wielu spotkań. 

 

Pracownicy rządowi są niezwykle ostrożni. Dopiero, kiedy zostałam „sprawdzona”, kilku zgodziło się na spotkanie w drugiej połowie tygodnia. Ta droga współpracy będzie najtrudniejsza. Nie wiem, czy w ogóle możliwa. 

Odwiedziny u organizacji pozarządowych to pouczające doświadczenie. Dowiaduję się, że jest ich niewiele, są malutkie, nie mają pieniędzy, rząd ich nie wspiera, biznes też nie. Trochę jak w byłym ZSRR ponad 10 lat temu, kiedy zaczynałam zajmować się wspieraniem polityki „redukcji szkód”. Albo jeszcze marniej. Bo nikt nie udostępnia im np. miejsca na biuro – tyle był w stanie dać nawet biedny Tadżykistan, siłami rządu bądź władz lokalnych. W Japonii mówią mi, że społeczeństwo obywatelskie to „zupełnie nowa koncepcja” (!!!). Nie wiem, czy naprawdę jest to tutaj novum, czy też mówi się o tym od lat – i tak ta idea nikogo tu nie przekonuje. A różnica przecież jest duża, bo „nowe” sugeruje, że kiedyś dojrzeje, że się rozwinie. Ale jeśli „nowe” jest nowe od czterdziestu lat?!

 

Wszyscy się zgadzają, że temat substancji psychoaktywnych staje się w Japonii palący, ale wciąż brak ludzi, którzy coś o tym wiedzą. Nie ma osób zajmujących się uzależnieniami, polityką narkotykową, sprawami dotkniętych problemem ludzi – takich, którzy wykraczają poza jasno określony mainstream – karno-represyjny. Działa tu np. organizacja, która od lat wprowadza w życie idee samopomocy. Żyje z leczenia uzależnionych, ale nie – z leczenia uzależnień, gdyż ubezpieczenie zwraca tylko koszty „opieki medycznej”. W efekcie lekarz leczący tylko infekcje i otwarte rany po wstrzykiwaniu, „zarabia” na cele całej organizacji.  

 

Z powodów dla mnie niejasnych – może dlatego, że temat jest zupełnie egzotyczny – zaproszono mnie do newsowego programu telewizyjnego. 40 minut czasu antenowego (z tłumaczeniem) nie darowano mi jeszcze nigdzie na świecie. Telewizja kablowa, nieduża jak na Japonię – „nędzne” 5 milionów widzów. Udało się nam pokazać cztery minuty filmu Se-ma-fora. Prowadziły piękne, uprzejme Japonki. 


Na koniec o Mundialu. Obejrzeć w Tokio mecz z Paragwajem, po którym dzielna Japonia wróciła do domu, to spore przeżycie. Wszyscy w koszulkach Samurai Blue, dramatyczna końcówka i karne – cały bar, za przykładem klęczących na boisku piłkarzy zwarty w jeden kordon, wciągnęli też mojego 13-letniego syna. Niecelny strzał, przegrana i ogromny zawód, w wielu oczach łzy. Bez złości czy agresji. Przez kolejne dni gazety i telewizja pokazują przejmujące obrazy płaczącego Komano i pocieszających go kolegów.  Na podtrzymanie dobrej energii – widoczna z daleka wieża nadawcza w Tokio jeszcze cztery dni po meczu świeciła błękitem koszulek piłkarzy. 

 

Wyjeżdżam z poczuciem zamętu, może napięcia. Bo dla mnie sprawa jest jasna – jest spory problem, większość spotykanych osób go widzi. Ale niewiele z tego wynika. Nie ma przełożenia na „więc należy coś z tym zrobić”. Cholernie przykre dla „naprawiacza świata”. 

 

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 08.07.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.76627 Seconds