Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kryzys 10 kilometrów od Manhattanu Drukuj
Kasia Malinowska-Sempruch   
12.08.2010

Po ponad dwóch latach wracamy na kilka tygodni do naszego domu w Rutherford, New Jersey.  Małe, urokliwe miasteczko, 10 kilometrów od Manhattanu, z autobusem i pociągiem, które dostarczają mieszkańców do pracy, teatrów, restauracji – z imponującą częstotliwością o każdej porze dnia i nocy.  Mieszkają tu ci, którzy albo urodzili się w New Jersey, albo uważają – tak jak my – że rozmiar mieszkania osiągalny na wspaniałym Manhattanie plus dwójka dzieci nie łączą się w logiczną całość z żadną godziwą pracą z dala od Wall Street.  

Pierwszy dzień to spacer po zaprzyjaźnionych sąsiadach – u kilku z nich samochody stoją na podjazdach a domownicy, jak zawsze, wyjechali na urlop. W ich finansach nie zdarzyło się nic, co zachwiałoby wakacyjna rutyną. Lokalna biblioteka działa pełną parą – co poniedziałek teatr dla dzieci i mnóstwo zajęć przez cały tydzień. Summer camp, w dużej mierze finansowany przez mały ratusz, podobnie jak zajęcia sportowe, wciąż na pełnych obrotach. Gdy pytam o lokalne problemy, słyszę tylko jedno – republikański gubernator, realizując obietnicę zmniejszenia podatków stanowych, skutecznie przerzucił wiele kosztów publicznych na miasta. A podatki zbierane od właścicieli domów w tej części Stanów są już prawie najwyższe w całym kraju. 

Kilkudniowy wyjazd nad ocean – plaże, hotele, motele pełne. Tłok nie mniejszy niż kilka lat temu. Cechą Wielkiego Kryzysu z lat 30. były zmiany w sposobie spędzania wolnego czasu – popularne stały się np. gry planszowe. Może tłum plażowiczów w Wildwood, New Jersey to nie znak finansowego komfortu, ale raczej dowód na to, że mniejsze dochody nie pozwolają na wyjazdy do Europy lub na Karaiby? 

W tle toczy się awantura o świątynię muzułmańską na Manhattanie, która ma powstać w bardzo bliskim sąsiedztwie miejsca po World Trade Center. Decyzję podjęto – meczet powstanie. W naszym małym parku w Rutherford leży płyta z nazwiskami osób, które zginęły 11 września. Można by się spodziewać, że to właśnie ich rodziny będą motorem dyskusji. Poważniejszych emocji jednak nie widać. Może dlatego, że w naszym osiemnastotysięcznym miasteczku jest 18 miejsc modlitwy piętnastu różnych wyznań?  Wyważone wystąpienie burmistrza Nowego Jorku skutecznie ochłodziło poziom debaty, gdy tylko zaczęła nabierać rozpędu – Bloomberg stanowczo podkreślił wartość wolności religijnej, ale i rozdział kościołów od państwa. Daleko Amerykanom do naszej awantury o krzyż przed Pałacem Prezydenckim – a przecież rangą miejsca i skalą nieszczęścia zdecydowanie mogą z nami konkurować.

W ostatnim „New York Times Magazine” ciekawy artykuł pokazujący wyniki badań dotyczących skali kryzysu ekonomicznego. Najbardziej dotknął klasę średnią – taką jak mieszkańcy Rutherford – która straciła około 20 procent przychodów. Jestem zdumiona – kryzys gospodarczy, przynajmniej w tym małym świecie, oglądany zupełnie niefachowym okiem (daleko mi do ekonomisty), wygląda łagodniej niż wynikałoby ze statystyk. Może to dlatego, że klasa średnia jest na tyle stabilna, na tyle dobrze zabezpieczona materialnie, że 20 procent mniej nie przekłada się na drastyczne szkody?  Amerykańscy tubylcy są od nas dużo spokojniejsi – w sporach o krzyże i meczety, ale także spokojniejsi o byt. I nie chodzi tu tylko o różnicę bogactwa między Polską a USA. Pomimo dekad Reagana i Busha (a i momentami Clintona), stworzona tu przez Roosevelta i Johnsona klasa średnia trzyma się mocno – jej standard życia ma całkiem trwałe podstawy, których kryzys tak łatwo nie łamie. Kryzys, przynajmniej w nowojorskiej metropolii, gdzie opiekuńcza safety net funkcjonuje sprawnie, jest więc znośniejszy niż życie w polskiej rzeczywistości wolnych, przedsiębiorczych i religijnie rozgorączkowanych.

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
KrzysztofMazur   |12.08.2010 19:23:35
Pan Kasiu.
W czasie wielkiego kryzysu Pan Herbert Hoover zabronił obniżać płace
i właśnie dlatego powstało bezrobocie w wysokości 30 %.
Mieszkańcy USA są
dzisiaj bezpieczni, ponieważ państwo nie zabrania obniżania wynagrodzeń, inaczej
byliby bezrobotni.
Na kryzysach ekonomicznych traci wielki biznes, chyba że
wtrąci się państwo.

Pan Roosevelt kontynuował politykę pana Hoovera z czasu
początku kryzysu i dlatego depresja trwała lat 20. Oto fragment wystąpienia pana
Hoovera z dnia 12.05.1926 (czyli 10 lat przed książką Keynesa i przed nazwą
"Nowy Ład"):
"jeszcze niedawno pracodawcy wydawało się, że w jego
interesie jest wykorzystywanie bezrobocia i imigracji do obniżania płac bez
względu na okoliczności. Możliwe najniższe płace za jak najdłuższy dzień pracy
traktowano jako sposób na obniżenie kosztów pracy i osiągnięcie największego
zysku. (…) Dziś mamy do dyspozycji nowe koncepcje. Zasadniczym warunkiem
zwiększenia produkcji są wysokie płace i niskie ceny, ponieważ produkcja zależy
od rozszerzania się (…) konsumpcji, która jest możliwa wyłącznie dzięki sile
nabywczej wysokich płac realnych oraz wysokiemu poziomowi życia."
Ta
doktryna zastosowana przez pana Hoovera zakończyła się 30 % bezrobociem. Kryzys
zaczął się kończyć, gdy pan Roosevelt zajął się wojną i nie miał czasu na
gospodarkę.
Poza tym przeoczyła Pani Trumana, Eisenhowera, Kennedy’ego, Nixona,
Forda i Cartera.

Pozdrawiam
KrzysztofMazur   |12.08.2010 19:26:44
Poleciłbym Pani książkę na temat wielkiego kryzysu, ale jej autor jest tutaj
wyklęty i jego nazwisko mogłoby wywołać szok estetyczny u czytelników.
KrzysztofMazur   |13.08.2010 08:46:53
Nie wiem czy autorka czytuje komentarze, czy niepotrzebnie się
produkuję.

Odnośnie religijnego rozgorączkowania - zgoda.

Natomiast jeśli
autorce się wydaje, że w Polsce jest "wolność i przedsiębiorczość", a w
USA socjalizm, to informuję:
W USA z tego co mi wiadomo, chociaż tam nie byłem,
nie ma państwowych emerytur, służby zdrowia, polityki prorodzinnej (jest za to
więcej dzieci), płatnych urlopów macierzyńskich, becikowego, ulgi prorodzinnej,
zasiłku pogrzebowego, zasiłków rodzinnych. Państwowe są tylko: GM, Chrysler,
Wall Street i trochę opieki społecznej.
antenka_beretowa   |13.08.2010 14:21:51
This is a song for KrzysztofMazur.

http://www.youtube.com/watch?v=
no6-vsHgHJg
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 15.08.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.37163 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273