> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
W tonie optymistycznym, o wymierających gatunkach Drukuj
Kaja Malanowska   
18.12.2010

W zeszłą środę, późnym popołudniem umówiłam się w kawiarni z panem R. R. jest pisarzem i krytykiem literackim, Z podziwem oglądając jego szerokie plecy i nakrapiany fular, ściskałam pod stolikiem drżące kolana i czekałam na wino, które pozwoliłam sobie kupić.


- Dla pani białe – R. podsunął mi kieliszek, pokazując w uśmiechu równe, acz nieco pożółkłe od tytoniu zęby. – Dla siebie zamówiłem wiśniówkę, mężczyźni wolą mocniejsze alkohole – wytłumaczył uprzejmie.


Niedbałym ruchem podniósł do ust szklaneczkę i opuścił ją zaraz w sposób równie wystudiowany, a potem zawiesił wzrok tuż obok mojego lewego ucha, i mimo, że usilnie starałam się skręcać i wyginać we wszystkie możliwe strony, czułam, jakby coś ciężkiego i niesłychanie poważnego usiadło mi na ramieniu, coś czemu powinnam okazać należyty szacunek. R. zaczął flegmatycznie cedzić zdania, stukając jednocześnie palcami w szklankę.


- Pani powinna włożyć w swoje pisanie nieco więcej dyscypliny.


Zamilkł, robiąc pełną niewypowiedzianego znaczenia pauzę, która wydłużała się w nieskończoność, nabierając odpowiedniego ciężaru gatunkowego.


- Tak, tak – odpowiedziałam na wdechu.


Milczał, przyjmując z nieukrywaną przyjemnością moje zdenerwowanie, zdystansowany i władczy. W końcu westchnął.

 

- Muszę panią na samym początku uprzedzić, że w ogóle nie przepadam za kobiecą literaturą. Jest przeładowana emocjami i zazwyczaj mocno pretensjonalna. Niech się pani nie oburza, ja doskonale rozumiem, że istnieje zapotrzebowanie na taki rodzaj pisania, ale powiedzmy sobie szczerze, to niszowa działalność, kobiety – kobietom, czy jakoś tak - wyprostował ramiona i uśmiechnął się pobłażliwie. – No, proszę nie robić takiej zawiedzionej minki, chyba mam prawo do własnych opinii?

 

- Ale przecież nie można tak generalizować – próbowałam się bronić.
R. zignorował mnie całkowicie i rozejrzał się z niesmakiem po lokalu.
Ten zakaz palenia w knajpach jest naprawdę nie do zniesienia – sarknął. – Teraz już nigdzie nie mogę się odprężyć, nawet w towarzystwie pięknej damy. - Spojrzał na mnie znacząco. - Moja kobieta zabrania mi palić w domu…

 

Przesunął dłonią po włosach i znowu umilkł, jakby oczekując ode mnie odpowiedniej reakcji. Poczułam się nieswojo, nie miałam pojęcia, co powinnam w tej sytuacji odpowiedzieć: to straszne? Zła kobieta? Nie wszystkie kobiety są złe? Na wszelki wypadek nic nie powiedziałam, tylko napiłam się wina.

 

- Czy pani wie, dlaczego mężczyzna nie powinien brać sobie kobiety o dwadzieścia lat młodszej? – R. posłał mi zmęczony uśmiech.
- Nie… - przyznałam.
- No bo, kiedy on ma czterdzieści lat, to ona ma lat dwadzieścia, kiedy ma lat sześćdziesiąt, to ona ma czterdzieści, ale kiedy dociera do osiemdziesiątki, to ona ma sześćdziesiąt i po co mu taka stara żona?

 

Muszę przyznać, że R. się nie roześmiał, zachował całkowitą powagę wobec własnego dowcipu.

 

- Aaaa – jęknęłam i pochyliłam się do przodu, żeby móc go lepiej zobaczyć, bo zaczęło się ze mną dziać coś bardzo dziwnego, coś co zepsuło nasze spotkanie i spowodowało, że nie zapamiętałam żadnych cennych wskazówek, których być może udzielał mi R. i wróciłam do domu z poczuciem zmarnowanego wieczoru.

 

Oto postać R. zatarła się nieco i zblakła, a spod niej zaczął wyłaniać się nabierając z każdą chwila kształtów i kolorów obraz niewidzianego przeze mnie od lat wuja Jerzego. Wuja Jerzego, który nosił białe, rozpięte pod szyją koszule i srebrne spinki do mankietów, który poklepywał mnie łaskawie po pośladkach, kiedy miałam dziesięć lat, tak samo, jak łaskawie poklepywał swoją żonę, ciocię Łucję, z którą musiał wziąć rozwód, kiedy okazało się, że nie jest zdolna „dać mu dzieci”. Ach, wuj Jerzy, mój dziecięcy ideał mężczyzny, pachnący wodą kolońską i niedogolony, zasiadał w sobotnie wieczory ze swoim przyjacielem Stefanem na zielonych fotelach w rogu salonu, wyciągał papierosy i talię kart, odbierał tacę z kanapkami, którą przygotowała ciotka, a potem obejmował mnie w pasie, szczypał w policzek i mówił:

 

- No idź, już idź, moja kochana. Prawdziwa królowa z ciebie rośnie. Już czas, żebyś się nauczyła, że mężczyźni lubią czasem porozmawiać tylko we własnym gronie. Zmykaj stąd.

 

Czułam się niezwykle ważną osobą, mogąc odnieść brudne talerze do zlewu i przycupnąć obok ciotki, podczas gdy tamta zmywała. Czułam się prawdziwą kobietą.

 

Siedząc w knajpie naprzeciwko R. zastanawiałam się, co też miałby mi do powiedzenia wuj Jerzy gdybyśmy teraz się spotkali.

 

- No, chyba zdaje sobie pani sprawę z tego, że każda kobieta marzy o tym, żeby spędzić życie z prawdziwym mężczyzną?

- Słucham? – zdziwiłam się.

- Mówiłem, że redakcja powinnam wkładać więcej wysiłku w to, co tam wydajecie – powtórzył.
- A tak, tak – odpowiedziałam. – W zupełności się z panem zgadzam.
- A prawdziwych redaktorów jest już niewielu, to wymierający gatunek w naszych czasach.
- Tak pan sądzi?
- Ja nie sądzę, ja wiem – oburzył się. – Przecież czytam to wszystko i widzę, jak jest napisane.
- Uhm – sięgnęłam po kieliszek.


R. uniósł brwi, poprawił fular, a potem chrząknął i odezwał się głosem spokojnym i pewnym:


- Każda kobieta pragnie być matką i żoną, mówię ci kochana, przestań się w końcu wygłupiać i zajmij się odpowiednimi dla ciebie sprawami. Od razu poczujesz się lepiej.


Zakrztusiłam się.


- Nie denerwuj się moja droga – dodał z rozbawieniem. – Ja naprawdę doskonale rozumiem kobiety, spędziłem z nimi wiele lat, mam doświadczenie.

 

Pożegnaliśmy się z R. w lodowatej atmosferze. Było mi przykro, że nie uważałam odpowiednio, kiedy on starał się poświęcić mi swój cenny czas. Idąc do przystanku wyjęłam komórkę i zadzwoniłam do cioci Łucji, która po rozwodzie z Jerzym wyszła za mąż za wuja Andrzeja, niepokojąco przypominającego jej pierwszego męża, i natychmiast urodziła mu zdrowego, męskiego potomka.


- Cześć – powiedziałam. – Chciałam się dowiedzieć, co u was słychać?


- Wszystko bardzo dobrze – zaszczebiotała ciotka. – Wyobraź sobie Janusz znalazł sobie w końcu dziewczynę i tak spoważniał, tak wydoroślał. Widać, że czuje się dumny, ma w końcu kobietę, którą będzie się opiekować.


- Aha, to cudownie – odpowiedziałam, myśląc jednocześnie, że Janusz, który nigdy nie należał do grona prawdziwych mężczyzn, co dla jego rodziców stanowiło niekończący się powód do zmartwień, padłby trupem, gdyby usłyszał własną matkę. I ta myśl podniosła mnie niespodziewanie na duchu, bo świat jednak ruszył z miejsca i zmienił się w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Ani nieszczęsny, sterroryzowany przez rodziców Janusz, ani nikt z moich znajomych, będąc przy zdrowych zmysłach, nie użyłby określenia „moja kobieta”. Wróciłam do domu przepełniona optymizmem, tak wielkim, że nie przejęłam się specjalnie, kiedy przeczytałam w Internecie, że Pan Prezydent Komorowski, który niewątpliwie wraz z R. i wujem Jerzym należy do wymierającego gatunku prawdziwych mężczyzn, deklaruje w Waszyngtonie gotowość wyjścia na polowanie. Niektórych gatunków nie powinno się chronić, należy spokojnie poczekać, aż wymrą.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.12.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.96944 Seconds