Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
On, czyli ja Drukuj
Kaja Malanowska   
06.09.2010

Miałam iść z Wiktorem na wystawę, umówiliśmy się, ale była burza, nawet grad zaczął padać, więc Wiktor zadzwonił i… Nie, przepraszam, Wiktor nie zadzwonił, on ma fobię telefoniczną, napisał maila na godzinę przed spotkaniem, że może lepiej nie, że on w grad wychodzić z domu nie lubi. Na szczęście ja mam z kolei obsesję internetową i kompulsywnie sprawdzam skrzynkę pocztową co piętnaście minut, więc dostałam wiadomość na czas i zadzwoniłam.


- Halo? - Wiktor odbiera zawsze ze znakiem zapytania, głosem zza grobu, jakbym go właśnie obudziła z wiecznego snu, co mnie oczywiście niesłychanie denerwuje i peszy jednocześnie. No, o co chodzi? Przecież wyświetla mu się, kto dzwoni, czy on nie ma ochoty ze mną rozmawiać? Jak nie, to niech powie wprost!


- Jak nie masz ochoty na rozmowę, to nie odbieraj! - wykrzyczałam.


Wiktor pomilczał chwilę, pooddychał ciężko w słuchawkę, a potem zapytał już żywo i z autentycznym zainteresowaniem:


- Oszalałaś?


- Nie.. - zrobiło mi się trochę głupio. - Nie. Tylko nie jestem pewna, czy chcesz się ze mną widywać.


Na szczęście Wiktor lubi wariatów, kolekcjonuje wokół siebie wszelkiego rodzaju dziwaków i popierdoleńców, ma już całkiem niezły zbiór.


- Nie, nie, przecież pada… - powiedział, wpadając z powrotem w swój senny ton. - Może spotkamy się w poniedziałek? Ale tak wakacyjnie bardziej, olejemy wystawę, chodźmy zamiast tego na film o lesbijkach-wampirkach, co ty na to?


- Dobra - zgodziłam się udobruchana.


Żar lał się z nieba, trudno było oddychać. Jechałam tramwajem pełnym męskiego potu. Mężczyźni, jak wiadomo, nie używają dezodorantów i nie golą się pod pachami, nawet w najgorsze upały (bo to nie męskie), za to rosyjskim zwyczajem ochoczo rozpinają koszule w środkach masowego transportu. Sądzę, że to taki sposób na przyciąganie samic. W lecie zapach feromonów szybciej się rozchodzi. Ja, w każdym razie, od tych feromonów o mało nie zemdlałam. Wysiadłam łapiąc z trudem powietrze, a potem przypomniałam sobie z ulgą, że Wiktor się goli, nie tylko na twarzy, ale i pod pachami też. Poszłam Świętokrzyską w stronę NWŚ. Na rogu czekał na mnie ogolony Wiktor. Przyprowadził ze sobą Dominikę. Ucieszyłam się. Dominika jest lesbijką, niską, grubokościstą brunetką o mocnych udach, płaskim, zawsze odsłoniętym brzuchu i umięśnionych ramionach. Ma okrągłe, zgrabne pośladki, drobne dłonie o czystych paznokciach i niezmiennie spokojny wyraz twarzy. Zrównoważona, pogodna i zawsze serdeczna, budzi zaufanie, budzi poczucie bezpieczeństwa, słowem Dominika jest osobą miłą, a to naprawdę rzadko się zdarza.


- Cześć - powiedziała wesoło i pocałowała mnie w policzek.


- Cześć - uśmiechnęłam się.


To był zapewne jej pomysł, żeby iść na erotyczny horror, specjalizuje się w wyszukiwaniu filmów klasy C. Pozwolicie, że nie będę rozwodzić się nad tym, co dane nam było zobaczyć. Dość, że do tej pory nie potrafię rozstrzygnąć, czy bardziej podobała mi się muzyka, scenografia, czy porywająca fabuła…


Po pokazie zeszliśmy na dół. Zamówiliśmy piwo. Zaczęła się znana, rytualna rozmowa; co kto napisał, w jakiej gazecie… Ich to interesuje. Pochłaniają ich sprawy bieżące, świat wzajemnych zależności, polityków i dziennikarzy. Milczałam, mało miałam do powiedzenia, machałam nogą pod stołem, było mi sennie i miło. Zaczął padać deszcz, uderzał w rozłożony nad nami parasol z napisem „Żywiec”. Zrobiło się chłodniej. Wiktor wciągnął sweter, Dominika odwinęła nogawki spodni, zakrywając swoje umięśnione łydki. Kelnerka przyniosła frytki i smażone bakłażany. Upijaliśmy się powoli. Rozmowa, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, obniżyła loty. Zaczęliśmy plotkować. Jak wiadomo, nie ma nic przyjemniejszego niż analiza cudzych żyć po czwartym piwie. Dominika opowiadała o przyjaciółce, która ma kłopoty, mąż ją zdradza, nic nie wskazuje na to, żeby w końcu przestał.


- No, ale ten gość jest w sumie ok. Zajmuje się dziećmi, Asią się też zajmuje, wcale nie chce jej zostawić, tyle że zaangażował się w jakiś dziwny związek z inną laską. Czasem do niej jeździ, nie częściej niż raz na pół roku, bo tamta mieszka w Hiszpanii - Dominika wzruszyła ramionami. - I po co ona się tak miota? Co to znaczy, że ją zdradza? A co to w ogóle jest zdrada?


- No jak to? - zdziwiłam się. - To chyba jasne, zdrada jest wtedy, kiedy ktoś, będąc z tobą, prześpi się albo zakocha w kimś innym.


- O, a niby, dlaczego?


- Z definicji - odpowiedziałam.


- Nie ma definicji - zezłościła się Dominika. - Jak nie potrafisz znieść, że twój facet ma oprócz ciebie jeszcze inny świat, to znaczy, że coś z tobą jest nie w porządku!


Była zła, a to się Dominice rzadko zdarza.


- Ja myślę, że zdradzamy tylko wtedy, jeżeli dając coś innej osobie, odbieramy jednocześnie naszemu partnerowi to, czego potrzebuje. Jeżeli potrafimy zadowolić na raz dwie osoby, to nie powinno być problemu – mruknął Wiktor.


- To znaczy, że jeżeli sypiasz na boku ze swoją kochanką, a twoja dziewczyna się nie zorientuje i nie odczuje różnicy, to nie jest zdrada? - zapytałam Dominikę.


- No właśnie.


- A powiedziałabyś o tym swojej dziewczynie?


- Nie.


- No właśnie!


Dominika złagodniała. Wróciła do opowieści o koleżance.


- W każdym razie mam już dość tej całej afery. Asia ciągle przychodzi do mnie i narzeka. Jak nie może w takim związku wytrzymać, to niech rzuci tego kolesia.


- Może ona go kocha i nie potrafi odejść? - zapytałam.


- Jak jej tak zależy, to niech się przyzwyczai i zaakceptuje rzeczywistość – Dominika zrobiła się czerwona. Wiedziałam, że sama przeszła nie jedno, że zgadzała się w życiu na układy wielce nietypowe.

Ona wcale nie atakowała Asi, ona broniła samej siebie!


- Ludzie chcą wszystkiego – wybuchła. - Wszystkiego! Nie ma tak w życiu!


- Ja chcę wszystkiego – tym razem mi puściły nerwy. - Nie zgadzam się na półśrodki!


- Ale czy nie lepiej zadowolić się tym, co masz? - odezwał się ponuro Wiktor.


- Ja nie mogę.


- Widzisz - ciągnął Wiktor - nie ma związków, które nam zapewnią wszystko. Zamiast trwać w absurdalnej nadziei, że odnajdziemy ideał, może lepiej wziąć po trochu od wielu osób i w ten sposób poczuć się chociaż trochę zadowolonym?


- Właśnie - przyznała Dominika - tłumaczyłam jej wielokrotnie, że powinna się wyluzować albo iść do psychologa.


- Ale dlaczego ty chcesz tak koniecznie zmienić Asię? - zwróciłam się do Dominiki. - Może ona nie chce być „trochę” zadowolona?


- No, dobra, a w zamian za to jest nieszczęśliwa?


- Ma do tego prawo!


- Ma prawo, ale po co? Tkwi po uszy w przesądach, jakiś idiotycznych uwarunkowaniach kulturowych.


- Myślisz, że jestem uwarunkowaną kulturowo idiotką?


- A ty myślisz, że to ja jestem niemoralna?


- Uspokójcie się - Wiktor poruszył się nerwowo na krześle. - Co wam odbiło?


No właśnie, zastanawiałam się pijąc wódkę z sokiem, którą zamówiliśmy na poprawę nastroju, co się nam stało? Tyle różnych myśli przewinęło mi się przez głowę, że opisując teraz ten zupełnie przecież niewinny wieczór, trudno mi oprzeć się niepokojącemu uczuciu zawikłania. Bo jestem zawikłana, głęboko i nieodwołalnie w cudze losy, połączona drobnymi, leniwymi strumyczkami emocji z dalszymi znajomymi i szerokimi, wartkimi nurtami z tymi, którzy są mi bliscy. Wszyscy nieustannie spotykamy się i przenikamy, dając sobie bliskość, która niesie niebezpieczeństwo bólu i krzywdy, jaką możemy wyrządzić bądź której ofiarą możemy się stać. Im jesteśmy starsi, im bardziej doświadczeni, tym więcej cierpienia otrzymujemy, rozdajemy też cierpienie całymi garściami. Każdy z nas niesie coraz cięższy, coraz trudniejszy do wytrzymania bagaż. I gdyby było tylko tak, jak mówi Wiktor, gdybyśmy mogli ograniczyć się wyłącznie do tych dobrych momentów, wyjąć ze spotkań krótkotrwałe chwile szczęścia, a zamknąć złość, nienawiść i rozczarowanie, jak bardzo prosty byłby wtedy świat. Siedziałam przy stoliku i zastanawiałam się nad przyjaźniami, które skończyły się dla mnie gwałtownie i boleśnie, nad ludźmi, którzy mnie zdradzili, olali, odeszli bez słowa, zostawiając po sobie zamęt, rozrzucone po podłodze, pogniecione papiery, niedopałki papierosów w popielniczkach i ogromny żal, frustrację i furię, że przestałam się dla nich liczyć. A potem przeliczyłam w pamięci tych, do których ja z kolei przestałam się odzywać, bo mnie znudzili, irytowali i w końcu tych, z którymi spotkania były zbyt trudne, bo nieśli ze sobą fragmenty przeszłości, z którą nie potrafiłam sobie poradzić. Tamte spojrzenia - zbyt intensywne, zapach perfum, twarze, których nie chciałam oglądać, historie, o których wolałam zapomnieć. Kiedyś przestałam odzywać się do przyjaciela, dlatego, że odszedł od żony. Kogo wtedy broniłam jej czy siebie samej? Czy naprawdę jesteśmy tak egocentryczni, żeby rozpaczliwie szukać w innym człowieku odprysków własnych przeżyć? Każdy ma prawo do oddzielnych, niezależnych wyborów. Każdy ma prawo podejmować decyzje, ranić i otrzymywać razy, trwać w cierpieniu bądź o nim zapominać, bo tylko i wyłącznie on będzie żył swoje życie, nikt inny nie może go wyręczyć. Jak wielkie zagrożenie stanowi dla nas ktoś, kto postępuje inaczej, ma inne priorytety, inne miłości, inaczej wyobraża sobie związki? Takich innych próbujemy zmienić, rozmawiamy, tłumaczymy, wysyłamy do psychologa. To dla twojego dobra, powtarzamy łagodnie, żeby w końcu odsunąć się i zerwać znajomość z tymi najbardziej opornymi. Wieczorami w kawiarni plotkujemy zawzięcie. Tak naprawdę rozmawiamy o sobie. Nie obchodzą nas cudze życia, desperacko, rozpaczliwie bronimy własnych racji, bo umiemy potwierdzić się tylko przez drugą osobę.

  

  

Powieść Kai Malanowskiej Drobne szaleństwa dnia codziennego.

  

Komentarze
Dodaj nowy
kot   |06.09.2010 13:37:50
Nawet literatura zaczyna się zmieniać pod wpływem możliwości internetu
Batistuta   |08.09.2010 20:49:28
boże…brawura narracyjna niby Pilch, ale jednak nie Pilch, nawet nie 20%
Pilcha, poza tym banalny, mdły senytmentalizm, niby Paulo - wiadomo jaki, a
wszystko zaprawione ideologia, maskakra….umieśniona lesbija i facet, ktory sie
depiluje…pare zdan rytmem żywcem z Pilcha, wiekszosc zdan bez rytmu, albo z z
rytmem zabudzonym(ale to chyba taka nowa moda…maskakra…masakra…
cursorium  - mamałyga prawie myślącej o niczym   |09.09.2010 13:02:58
Wiktor Cię nie kocha i tyle.

No widzisz. Wogóle jakoś towarzystwo nie jest
wystarczająco socjalistyczne i nie chcą dzielić się uczuciami. Tacy kapitaliści
emocjonalni. Może zmuś ich prawnie albo oskarż. Michnik Ci pomorze. On w sądach
jest obryty. Niech maja karę za aspołeczne postawy emocjonolne.
Albo sie upij.
polikuj8  - Tylko Hłasko.   |14.09.2010 13:22:25
On by całą sytuację spuentował : " Nie wiem dokąd uciec przed ludźmi , są
tacy jak ja".
Nie wiem tylko czy cały tekst można nazwać
"sytuacją".

pozdrawiam

Cytat z " Sowa córka piekarza".
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.92525 Seconds