|
W weekend spotkałam koleżankę Joannę. Z Joanną rzadko się widujemy, rozmawiamy jeszcze rzadziej, obie jesteśmy znerwicowane, przewrażliwione na własnym punkcie, obawiamy się ludzi i siebie nawzajem też się boimy. Joanna się wycofuje, ja dostaję histerycznych napadów i mówię dużo, zdecydowanie zbyt dużo, a potem mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Ucieszyłam się jednak na widok koleżanki, bo przy wszystkich naszych fobiach i narowach, łączy nas coś istotnego, coś zupełnie wyjątkowego. Dzielimy mianowicie pewne ważne doświadczenie: obie spędziłyśmy kilka lat w Stanach Zjednoczonych i obie zdecydowałyśmy się na powrót do Polski.
– I jak? – zaczepiła mnie Joanna. – Jak się teraz czujesz?
– Dobrze – odpowiedziałam. – Teraz już czuję się dobrze.
Trochę kłamałam. Myślę, że nigdy już nie będę się czuła w pełni u siebie ani w pełni sobą. Coś zostało rozdarte, coś zostawiłam tam daleko i już tego nie odzyskam, coś przywiozłam z powrotem – nową, obcą część mnie, która nie czuje się w Polsce ani fajnie, ani na miejscu.
– A jak u ciebie? – zrewanżowałam się grzecznie.
– Spoko – uśmiechnęła się. – Teraz już spoko.
Nie do końca jej wierzę.
O emigracji mówi się dużo, wiele się o niej pisało. W polską martyrologię wpisany jest na stałe wizerunek uchodźcy. Szkoła podstawowa wbiła mi do głowy i utrwaliła obraz bezdomnych wędrowców, którzy tułają się po obcych krajach i tęskniąc do ojczyzny, płodzą nieśmiertelne dzieła, utraconą ojczyznę sławiące. To wiemy, to znamy na pamięć i nawet jeżeli sami nigdy nie przeżywaliśmy emigracyjnych rozterek, bez trudu potrafimy je sobie wyobrazić, mając jednocześnie przed oczami obraz pani od polskiego uderzającej linijką w blat biurka i zadającej wiekopomne pytanie: „Co poeta miał na myśli?” Nikt jednak nie pokusił się o to, żeby się zastanowić, co napisałby taki Mickiewicz albo Słowacki, gdyby dane mu było wrócić do Polski. Czy w rozkosznym dworku, wśród malowanych pól, nie zatęskniliby czasem do Paryża nasi wieszcze narodowi i nie zapłakali gorzko nad spełnionym marzeniem? Doświadczenie emigracji jest bolesne, trudne i tak naprawdę nikt, kto nie mieszkał dłużej za granicą, nie jest w stanie go pojąć, nawet za pomocą przywołanych wspomnień z lekcji języka polskiego. Natomiast doświadczenie powrotu do kraju nazwałabym traumatycznym.
Kiedy pakowałam walizki w maleńkim miasteczku znajdującym się daleko, pośrodku wykarczowanej prerii, na obcym kontynencie, wydawało mi się, że biorę pod uwagę wszystkie czekające mnie trudności. Zdawałam sobie sprawę z tego, że mogę nie dostać pracy, a jeśli ją nawet zdobędę, praca ta w polskich warunkach może się okazać kiepsko płatna i niesatysfakcjonująca. Wiedziałam, że odległość i czas zmieniają perspektywę i moje pełne sentymentu wspomnienie Warszawy i porzuconych w niej znajomych zapewne okaże się mocno wyidealizowane, wszystko to jednak nie zrażało mnie w najmniejszym stopniu. Marzyłam o powrocie. Zakleiłam paczki, powiązałam je sznurkiem, przekręciłam klucz w zamku, wyrzuciłam go przez lewe ramię i z ulgą wsiadłam do samolotu. Na lotnisku w Warszawie czekała na mnie rodzina, w kawiarniach i bistrach dawno niewidziani przyjaciele. Odgrzebałam stare ścieżki, odnalazłam znajome miejsca, wróciłam do dawnych przyzwyczajeń. Pierwsze pół roku wspominam jako najszczęśliwszy okres w swoim życiu. A potem… Potem się załamałam.
Do najczęściej wymienianych przyczyn depresji zalicza się śmierć bliskiej osoby, kłopoty małżeńskie, utratę pracy i zmianę miejsca zamieszkania. Ja akurat dostałam w promocji cały pakiet. Nie twierdzę więc, że najważniejszym powodem mojej choroby było nagłe zderzenie z polską rzeczywistością, uważam jednak, że miało ono zasadniczy wpływ na stan, w jakim się znalazłam. Kiedy psychoterapeutka zapytała, co uderzyło mnie po powrocie do Polski, odpowiedziałam bez namysłu, że ksenofobia. Ksenofobia i rasizm. Zdziwiła się. A potem dziwił się każdy, komu mówiłam o tym, że Polacy są nietolerancyjni, zamknięci w sobie, że – nie owijajmy w bawełnę – są rasistami. Jak to? Wracasz z kraju, który słynie z braku tolerancji, z tej strasznej Ameryki, która pod przykrywką poprawności politycznej chowa pokłady nienawiści rasowej, i zarzucasz nam, Polakom rasizm? – pytali z oburzeniem. Tu chyba zaszła jakaś pomyłka. Ty chyba nie wiesz, co mówisz. Owszem, zdarza się, że osoby o innym niż biały kolorze skóry mogą usłyszeć w tramwaju nieprzyjemną uwagę, no ale to są przypadki rzadkie, to margines tak się zachowuje, nie ogół społeczeństwa, co jest otwarty i oświecony. A już na pewno nie ludzie wykształceni, z którymi się spotykasz. A potem, żeby rozluźnić sytuację, padał dowcip: – Czym różni się murzyn od ławki? Albo: – Jak zobaczyć murzyna w tunelu?
No nie, cholera, a ta taka poważna, jakby cytrynę zjadła. Nie przesadzasz przypadkiem? Odbiło ci po tym pobycie w Stanach. Weź się w końcu wyluzuj!
Pracowałam wtedy w jednym z najlepszych warszawskich laboratoriów molekularnych. Moi koledzy byli wykształceni i zdolni, po doktoratach, część po habilitacji. Młodzi, ambitni naukowcy, elita polskiej nauki. Lubiłam ich. Wszyscy zgodni politycznie, najeżeni przeciw PiS-owi, potępiający otwarcie prawicowy rząd. Rozumieliśmy się dobrze, miło gawędziło się nam nad blatem przy pipetowaniu. Razu pewnego przyszłam rano do pracy, narzekając na korki, że Grójecką nie da się przejechać, ciągle się spóźniam. Na to jeden kolega poradził mi życzliwie, żebym nie czekała na autobus, tylko podeszła kawałek i wsiadła w tramwaj. – Tyle tylko, że w tych tramwajach to mnie denerwują strasznie ludzie, co zwierzęta karmią – dodał. Zdziwiłam się. Jakie zwierzęta? Żadnych zwierząt w tramwaju na Grójeckiej nigdy nie widziałam.
– Jakie zwierzęta? – zapytałam w końcu.
– No Cyganie – odpowiedział bez cienia zażenowania. – Denerwują mnie ludzie, co dają pieniądze Cyganom.
Zamurowało mnie.
– Co ty mówisz? – wykrztusiłam. – Przecież to straszny, rasistowski tekst.
– Nie przesadzaj – usłyszałam w odpowiedzi. – Sami są sobie winni, mogliby w końcu zacząć pracować, zamiast wyłudzać pieniądze od uczciwych ludzi, albo najlepiej niech wracają do siebie do kraju i przestaną tu brudzić. Taka jest prawda, moja droga. Taka jest rzeczywistość.
Taka jest Polska rzeczywistość. Widocznie trzeba wyjechać i wrócić, żeby zobaczyć ją dokładnie. Życzę więc wszystkim Polakom długich pobytów za granicą i szczęśliwych powrotów do kraju.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...