> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Najgorszy dzień w roku |
|
|
Kaja Malanowska
|
|
11.04.2011 |
– Nie ma tortu – mój mąż dzwoni do mnie do pracy, czego nie lubię, bo nie mam czasu rozmawiać. – A poza tym obudziłaś mnie rano, jak się rozbijałaś po pokoju. – Nie rozbijałam się, tylko zapominałam o różnych rzeczach i musiałam po nie wracać – mówię i jestem dogłębnie urażona, bo nie wspomniał o prezentach, które zostawiłam w kuchni na stole, pośród rozsypanego cukru. Urodziny męża są tradycyjnie najgorszym dniem w roku, od czasu kiedy dwadzieścia lat temu przyszłam go odwiedzić i babcia przyniosła z ogródka kwiatki dla wszystkich dziewczynek, tylko dla mnie nie, bo myślała, że jestem chłopcem. – Ale tortu nie ma – nie daje za wygraną, bo był niedopieszczony w dzieciństwie. – A poza tym twój syn pali trawę. – Jest, tylko jeszcze nie przyniosłam – kłamię. – Pali i nie wiem, co mam z tym zrobić.
Ja też nie wiem. Mikołaj dorasta. Pofarbował irokeza na blond, naszył anarchię na ramieniu, glany pomalował czerwonym sprayem. Ściemnia, włóczy się z nieznanymi indywiduami i ma własne zdanie. Został punkowcem i my nic nie rozumiemy. Przestaliśmy się zamartwiać, że nie ma znajomych, jest outsiderem samotnikiem i zaczęliśmy rozpaczać z powodu nieodpowiedniego towarzystwa. – Może zaproś kolegów do domu? – proponujemy nieśmiało. – Po co? – Chcielibyśmy ich w końcu zobaczyć… – Ale oni wcale nie chcą was widzieć. Wychodzę, wrócę wieczorem.
I zostajemy sami w domu, przed zamkniętymi gwałtownie drzwiami. I nie mamy pojęcia, jak reagować i czy reagować w ogóle. Co robić z takim kimś, kto jest jeszcze dzieckiem, ale już dorosłym? Jak go uchronić przed światem, żeby go nie popsuł? Jak go zabezpieczyć przed nim samym? – Pamiętasz, co my robiliśmy w jego wieku? – staramy się pocieszać, ale przywołane wspomnienia tylko wytrącają nas z równowagi. O dobry Boże, o Jezu drogi…
A teraz mąż mi mówi w słuchawkę, że taka jedna znajoma usłyszała od znajomej, co jej córka powtórzyła, że Mikołaj ciągle jara blanty, nawet na lekcjach siedzi upalony. – Więc trzeba coś z tym zrobić, sprawdzić to jakoś – drży mu głos w słuchawce. – Dobrze, kupię ten tort w drodze do domu – poddaję się i idę do pielęgniarki szkolnej po test na narkotyki.
Z pracy wychodzę koło trzeciej. Słońce świeci wściekle i ogarnia mnie strach. Tramwaj turkocze po szynach jak rozklekotana zabawka. Mężczyźni to mają zawsze ogromny sentyment do dzieciństwa, myślę. Mali chłopcy w ich opowieściach są delikatni jak bibułka i skrzywdzeni. Nie sądzę, żeby zdawali sobie sprawę z tego, że wszyscy zawsze mówią o tym samym. Mój syn też będzie skrzywdzony.
Do domu idę piechotą, niosę tort i test, na przekór migotaniu światła i roziskrzonym blaskom odbijającym się w szybach. – Zrobisz test – mówię i czuję się winna. – A potem zjemy tort – dodaję, mając nadzieję, że to jakoś załagodzi sprawę. – Czekoladowy, dobry – zachwalam. – Nigdy wam tego nie wybaczę – odpowiada Mikołaj i sika.
I jest czysty jak łza i niewinny jak dziewica. Zamyka się potem w pokoju, a my zostajemy z tortem czekoladowym, którym możemy się wypchać. Jemy go zgodnie, siedząc naprzeciw siebie po dwóch stronach stołu w całkowitym milczeniu. – Mam wyrzuty sumienia – mówi w końcu mąż. – Ja też. – Ale co niby mieliśmy zrobić? – No właśnie, co?
Wieczorem, leżąc w sypialni, słyszymy, jak Mikołaj miota się po domu. Jest w furii, robi herbatę, trzaska drzwiami, rozmawia głośno przez telefon. Koło pierwszej M. szturcha mnie łokciem. – Słuchaj – szepcze – słuchaj, może powiesz mu, żeby się już kładł? Jest strasznie późno, a on jutro musi się uczyć.
Wstaję więc. Nie ubieram się, tylko lezę zaspana do pokoju Mikołaja. Otwieram drzwi, zapalam światło i staję nagusieńka w pełnym świetle, a tam na łóżku siedzi trzech młodocianych anarchistów i pije wino. – No tak – mówi Mikołaj – mama bardzo chciała was poznać.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 11.04.2011 )
|
|
Felietony Kai Malanowskiej
|
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...