> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Dlaczego Wiedeń jest smutny? |
|
|
Kaja Malanowska
|
|
03.10.2010 |
Z dworca odebrała mnie Klara, szkolna przyjaciółka mamy. Nigdy wcześniej jej nie widziałam, ale ona widocznie mnie tak, na jakimś wysłanym kiedyś z dumą, rodzinnym zdjęciu, bo od razu podeszła i wyciągnęła rękę. Była szczupła, wysoka. Z przedramienia, tuż za podwiniętym rękawem białej koszuli zwisała jej pomarszczona, opalona skóra. Miała krótko ścięte, farbowane na brązowo włosy i trójkątną twarz o ostrych rysach. Chciała zabrać mi torbę, ale nie pozwoliłam. Uśmiechnęła się i jej zmięte, nieumalowane wargi rozpłaszczyły się szeroka kreską, a bruzdy wokół oczu zrobiły głębokie i wyraźne. Spodobała mi się, zgrabna i pomarszczona w miły, estetyczny sposób, w jaki starzeją się dobrze wysportowane, energiczne kobiety.
- Zawiozę panią do mojego mieszkania - powiedziała i od razu wyczułam w jej słowach jakiś ogromny dystans, jak tłumione uprzedzenie, zebrane tuż pod skórą, przyczajone i gotowe w każdej chwili wydostać się na powierzchnię. Nie będziemy mówić sobie po imieniu, pomyślałam.
- W weekendy nocuję poza Wiedniem. Staram się spędzać jak najwięcej czasu na wsi - ciągnęła. - Proszę czuć się jak u siebie w domu. Skręciła łagodnie i wjechała na estakadę, ciągnącą się między ciemnymi zarysami kamienic. Miasto było całkowicie puste, chociaż nie wybiła jeszcze jedenasta. - Proszę uważać, kiedy będzie pani sama. To nie jest najlepsza dzielnica.
- Niebezpieczna?
- Nie do końca…To znaczy trochę. Dużo tu emigrantów z Turcji. Dawni mieszkańcy musieli przenieść się dalej, bo ciężko było im znosić przyjezdnych.
- Dlaczego? - zdziwiłam się.
- Są głośni, nieprzyjemni, nie pracują, brudzą. Rzucają niedopałki po papierosach na klatkach schodowych.
Z rozpaczą przypomniałam sobie peta, którego rozgniotłam na krawężniku, tuż przed wejściem do samochodu.
- Aha - odpowiedziałam cicho.
Klara zaparkowała na wąskiej, wyłożonej szarą kostką ulicy. Otworzyła drzwi i wpuściła mnie na górę. Szła potem lekko po schodach, przed sobą widziałam jej szczupłe biodra i pośladki. Położyła klucze na stole.
- Będę w poniedziałek, proszę się rozgościć.
- Dziękuję - odpowiedziałam.
- To dobranoc. Proszę się dobrze wyspać.
- Dobranoc.
Zamknęła za sobą drzwi. Rozejrzałam się po mieszkaniu. Było niewielkie, wygodne, urządzone prosto i z dużym wyczuciem, ale jednocześnie czuło się w nim nieprzyjemny chłód, sztywność jasnych, nieskazitelnie czystych mebli, przykrą, odpychającą formalność, której nie potrafiłam do końca określić. Wzięłam prysznic w idealnie sterylnej, błękitnej łazience i wpełzając pod nakrochmalone prześcieradło, wiedziałam już, że Wiedeń będzie inny, niż się spodziewałam. Po co właściwie wyjeżdżałam z Warszawy, zastanawiałam się ze złością, przewracając się na drugi bok.
Następnego dnia wstałam późno. Wypiłam kawę, zjadłam grzankę z dżemem i ruszyłam do Kunsthistorisches Museum z mocnym postanowieniem, że obejrzę Bruegla i Rembrandta, jak się należy, z uwagą i czcią postoję przed płótnami. Wsiadłam do kolejki, której tory ciągnęły się wzdłuż wyschniętego kanału, minęłam rzędy secesyjnych, podobnych do bezowych tortów kamienic i wysiadłam przy Ringu. Szłam ulicą, oszołomiona rozmachem, z jakim zbudowano to miasto. Serce imperium, po którym pozostał jedynie niepozorny kraik, ze stolicą zbudowaną na wyrost, robiącą wrażenie karykaturalnie rozdętej. Przygnębiający, dziewiętnastowieczny monumentalizm. Rozległe place i szerokie aleje, równo przycięte żywopłoty, planowane z nieskrępowanym rozmachem przestrzenie, budynki zdolne pomieścić tysiące urzędników i petentów równocześnie, a nad tym wszystkim górująca, kamienna, gigantyczna i sroga Maria Teresa w otoczeniu swoich czterech wodzów, zwróconych w cztery strony świata. Jakież mniemanie musi mieć o sobie naród, który buduje takie miasta? Tymczasem po wiedeńskich ulicach spacerowali niczym niewyróżniający się, spokojni mieszkańcy. W swoich krótkich spodniach i pozbawionych charakteru T-shirtach, siadali pod parasolami, żeby napić się dobrej kawy i zjeść ciastko przy dźwiękach dochodzących z pobliskich sklepów, wszechobecnych walców wiedeńskich. Mieszczańskie, ospałe społeczeństwo emerytów wśród monumentalnej architektury. W muzeum nie mogłam się uspokoić i zamiast dobrze wykorzystać wydane na bilet 20 euro i skupić na zbiorach galerii, gapiłam się na marmurowe ściany i kryształowe żyrandole, przez okno obserwowałam z niepokojem ciągnących ulicą statecznych spacerowiczów. W końcu dałam za wygraną i wróciłam do domu. Wieczorem zadzwoniła Klara, że chętnie oprowadzi mnie po Wiedniu, przyjedzie rano i zabierze ze sobą do centrum. Dręczący upał opadał na zakurzone dachy domów. Nie mogłam spać. Zeszłam na parter do kawiarenki internetowej. Od monitorów odwróciły się same ciemne twarze, zdumione, że wchodzę do środka, mając tak jasną skórę i tak porządne ubranie na sobie. Wycofałam się. Kupiłam piwo i zabrałam je na górę. Siedziałam potem długo na parapecie, paląc papierosa i przyglądając się rozświetlonym oknom naprzeciwko. W jednym z nich ciemnowłosa kobieta wieszała na sznurku mokrą bieliznę. Na krzesełku obok pralki posadziła tłustą dziewczynkę i mówiła do niej coś szybko i nerwowo, zaciągając śpiewnie w nieznanym mi języku.
Następnego dnia, równo o dziewiątej, przyjechała Klara, pomarszczona, opalona i estetyczna. Zabrała mnie na spacer po tym dziwnym, pustym mieście, które nigdy nie zdołało dorosnąć do wizji swoich budowniczych i piłyśmy kawę w anonimowych, nieciekawych kawiarniach, gdzie filiżanki podawali kelnerzy ubrani w sterylne fartuchy. Upał lał się z nieba i zniekształcał spoconą rzeczywistość. Naprawdę nie chciałam wstawać, iść pomiędzy te place i ciężkie budynki, ale Klara, która zna się dobrze na architekturze, prowadziła mnie od domu do domu, poprzez aleje i pasaże, mówiąc tym swoim łagodnym, trochę zmęczonym głosem, że Wiedeń umarł, że dawni mieszkańcy wynieśli się na przedmieścia, a w odnowionych kamienicach, za złudnie strojnymi fasadami mieszkają przybysze z Bliskiego Wschodu i brudzą tylko i straszą miejscowych. Zaniepokoił mnie ten jednostajny potok narzekań: na kryzys, ciężką sytuację i brak perspektyw, na obcych, którzy są co prawda bezrobotni, ale odbierają też pracę Austriakom i nie wiadomo, co lepsze, czy ich wrodzone lenistwo, czy też nadmierna aktywność, bo znowu jak nie pracują, to brudzą i rozrabiają. Leniwy, uparty nurt wypowiadanych cicho słów. Zaniepokoiło mnie to, że Klara mnie nie słuchała, nie odpowiada na pytania, przyglądała mi się tylko z daleka, jakby patrzyła przez dźwiękoszczelną szybę z grubego szkła. Więc zanim mi to powiedziała, nie zmieniając tonu, akurat pomiędzy dziewiętnastowieczną apteką a nowoczesna plombą ze szkła, tuż przed drzwiami do sklepu, na którego drzwiach w dziewięćdziesiątym roku zawisła kartka: „Turystom z Europy Wschodniej wstęp wzbroniony”, to wiedziałam już sama, bez tego jej obojętnego zwierzenia, rzuconego jakby od niechcenia, że ma depresję i ani mieszkanie w Wiedniu, ani dom na wsi, dwa samochody i kot przed kominkiem nie mogły uspokoić poczucia zagrożenia, jakie w niej narosło. A po ulicach chodziły kobiety w burkach i pchały przed sobą wózki pełne ciemnych dzieci. Zatrzymałyśmy się przed budynkiem secesji i rozmawiałyśmy chwilę o Hitlerze i o tym, że nie dostał się na tę sama akademię, na której w tamtym czasie studiował Klimt i Schiele. To były złote czasy Wiednia, a teraz galerie muszą oddawać obrazy Schielego spadkobiercom tych, którzy sprzedawali je tak pospiesznie, żeby ratować własne życie. To wstyd, oni się tu cały czas przecież wstydzą przeszłości i żałują, tak bardzo żałują, ale muszę przecież zrozumieć, z drugiej strony wtedy była depresja, ludziom zmaltretowanym przez biedę trudno się dziwić, że witali Hitlera tak owacyjnie. Potem przyszła wojna. Miasto ucierpiało, tak je zniszczono, porozrywano bombami… A teraz jest coraz gorzej, trudno się utrzymać na powierzchni, nastały ciężkie czasy. A tu, przed teatrem, wyrzucono kupę gnoju w czasie premiery Bernharda. Klara ucieszyła się niespodziewanie, kiedy powiedziałam, że znam to nazwisko.
- Nie chciałaby pani wrócić do Polski? - spytałam.
- Nigdy - odpowiedziała z mocą. - Nic mnie nie łączy z tamtym krajem. Czuję się Wiedenką.
Niewątpliwie, pomyślałam, bo znowu przebiegli koło nas arabscy chłopcy i Klara znowu ściągnęła usta w pomięty ciup. Doleciał nas gwar podniesionych głosów.
- Rząd powinien chyba coś w końcu postanowić w sprawie emigrantów – westchnęła. Ona absolutnie nie popiera Haidera, co więcej, brzydzi się nim, ale czasem trudno się jej dziwić ludziom, którzy na niego głosowali.
A kiedy wieczorem piłyśmy wino w jej schludnej kuchni, zrozumiałam, że w żaden sposób nie zdołam się od niej uwolnić przez resztę wieczoru, że ona nie przestanie mówić, ani na jeden moment nie przerwie, dopóki nie przekona mnie, że kobiety w chustach zniszczyły to miasto i dlatego nie potrafi bronić ani Schielego, ani Bernharda. Pod powierzchnią jej słów rysowała się wyraźna tendencja i w żaden sposób nie potrafiłam znieść dłużej tego, że nie potrafi się wydostać na powierzchnię. Wymówiłam się więc bólem głowy i poszłam do sypialni.
W nocy wyszłam zapalić na klatkę schodowa. Siedziałam w otwartym oknie, a daleko w dole, na betonowym podwórku spały gołębie. Włączyłam telefon i zadzwoniłam do Polski, do kogoś, komu chciałam wytłumaczyć, dlaczego Wiedeń jest smutny, ale zanim odebrał, rozłączyłam się i wróciłam do mieszkania spakować torbę.
Następnego dnia pociąg ruszył delikatnie i lekko i widziałam jeszcze cofający się powoli peron, machającą mi Klarę, przysadziste kamienice, a pod jedną z nich stała wesoła turecka rodzina i rozmawiała, gestykulując żywo. Wysoki, szczupły mężczyzna zgasił papierosa o podeszwę buta i rzucił peta na czystą ulicę.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 06.10.2010 )
|
|
Felietony Kai Malanowskiej
|
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...