> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Alik Drukuj
Kaja Malanowska   
18.09.2010

Alik od razu zwraca na siebie uwagę, nie tylko dlatego, że jest starszy. Przyjęliśmy go od razu do drugiej klasy, wyżej się nie dało. Wyrasta ponad tłum. W górze, nad dziecięcymi głowami sterczą mu chude ramiona. Ale to nie szkodzi, inni uczniowie dogonią go za rok, a potem szybko przerosną, nie będzie się już wyróżniał. Ma skupioną, ściągniętą twarz, o niskim czole. Ciemne włosy jak krecie futerko schodzą mu do gęstych, prostych brwi. Pod nosem sypie mu się wąs, czarny, miękki puszek. Ta nieruchoma, importowana prosto z Kaukazu twarz budzi niepokój. Czemu on taki srogi, taki sztywny w tej swojej śmiesznej powadze, jakby chciał wszystkim pod nos podtykać skończone siedemnaście lat, swoją urojoną dorosłość, na wszelki wypadek, na zaś, żeby go poważnie traktować? Gdyby się jeszcze ubierał inaczej - pewnie nie ma pieniędzy, stąd hip-hopowa bluza z bazaru, za duża czapka z daszkiem, stąd spodnie od dresu i tanie półbuty. Wszystko czarne, w jakieś dziwne szare wzory, no i ten łańcuch na szyi, czy on chce wyglądać jak młodociany przestępca? Jeszcze pobije któreś z dzieci, trzeba na niego uważać. Więc przyglądają mu się nauczyciele, odkładają w pamięci jak łypnął okiem, jak wzruszył ramionami. Też mu się przyglądam. Nie będzie łatwo, myślę.
Alik siedzi w klasie tuż pod tablicą. Podnosi rękę. 


- Słucham?

 

- Chciałem coś ogłosić, jeżeli można.

 

- Nie teraz, Alik - mówię - teraz jest lekcja.

 

- Ale ja spytałem o pozwolenie.

 

- Dobrze - odpowiadam z westchnieniem - ogłoś.

 

- Mam taki, można by powiedzieć, pomysł. To dla całej klasy jest taki projekt, co to dotyczy jakiegoś wydarzenia, no coś, co się działo kiedyś, tu się zdarzyło, niedaleko, koło szkoły, taki ważny, można by powiedzieć historyczny, albo też malarski czy budowlany wypadek… - powoli, z trudnością dobiera słowa, denerwuje się i zdania wychodzą mu kostropate, niezrozumiałe, pełne bezsensownych powtórzeń. Ja też się denerwuję, chciałabym skończyć lekcję.

 

- Słuchaj - przerywam w pół zdania - to świetny pomysł, ale może omówisz go ze swoją klasą na godzinie wychowawczej? Teraz jest biologia.

 

- Ale pani mi pozwoliła…

 

- Tak, ale teraz jest lekcja.

 

- Chyba mogę skończyć? - kurczy ramiona, widzę jak wzbiera w nim złość. Biorę głęboki oddech i staram się mówić spokojnie:

 

- Słuchaj, porozmawiamy na przerwie, dobrze?

 

- Nie rozumiem, nie mogę skończyć? - oczy zwężają mu się nieprzyjemnie.

 

- Nie.

 

- Ale dlaczego?

 

- Alik! - krzyczę.

 

Widzę, jak robi wysiłek, twarz łagodnieje mu powoli. Przecież obiecał sobie, kiedy szedł do tej szkoły, że będzie najgrzeczniejszym, najpilniejszym uczniem, bo to przecież jest jego ostatnia szansa, nigdzie indziej nie udało mu się wytrzymać dłużej niż pół roku. Dzieci się z niego wyśmiewały. Śmierdzi od ciebie, mówiły. Kot, kot, wołały za nim, a potem pobiły go w szkolnej ubikacji. Nauczycieli też irytował, najpierw nadmierną aktywnością, potem apatią, w jaką popadał. Poza tym zbyt często się przeprowadzał. W samej Warszawie zmienił adres trzynaście razy. Ale to nic, to nic nie szkodzi, za to dobrze poznał miasto, a teraz zostanie już w tej szkole i będzie się bardzo, bardzo starał, bo przecież chciałby skończyć studia, najlepiej medycynę. Podnosi rękę.

 

- Słucham? - pytam zmęczonym głosem.

 

Alik wstaje, przesuwa dłonią po twarzy.

 

- Chciałbym panią bardzo przeprosić za moje zachowanie. Nie będę więcej przerywał i zadawał głupich pytań.

 

O Boże, myślę, przecież on właśnie popełnia socjalne samobójstwo. Patrzę z niepokojem na resztę klasy, ale dzieci zachowują się bez zarzutu, żadnych głupich uśmiechów, żadnych znaczących spojrzeń. Oddycham głęboko i odpowiadam bardzo poważnie: 

 

- Dziękuję, siadaj - a potem staram się dalej prowadzić lekcję, tyle tylko, że rozmawiamy właśnie o trawieniu i o tym, do czego służą enzymy, więc Alik zgłasza się do odpowiedzi.

 

- Chciałbym powiedzieć, że enzymy to takie chemiczne narzędzia do cięcia pokarmu na cząsteczki - uśmiecham się, nie pierwszy raz zaskakuje mnie swoją wiedzą.

 

- Tak - kiwam głową. - Bardzo dobrze - dodaję.

 

- Chciałbym powiedzieć, że jeszcze nie skończyłem…

 

- Tak - jestem na granicy wybuchu.

 

- Bo to jest tak, że ja się tym interesuję, chodzę nawet na dodatkowe kursy z biologii, płatne, więc muszę na nie chodzić, przy placu Dąbrowskiego… 

 

- Alik, nie możesz mi ciągle przerywać i opowiadać o sobie, nie jesteś sam! - O Boże, co ja robię, myślę z rozpaczą, ale jest już za późno, już to powiedziałam. Zabolało, skurczył się, spochmurniał, zaciął wąskie usta. Przecież chciał tylko pokazać się od najlepszej strony, żeby inni wiedzieli, że ma zainteresowania i że ma pieniądze, żeby opłacić kursy, na to przecież nie każdego stać, a jego właśnie tak i on jeszcze kiedyś udowodni, pokaże wszystkim, zostanie lekarzem takim, którego trzeba szanować.

 

- Skończmy temat - odwracam się do tablicy, żeby ukryć irytację, ale Alik znowu podnosi rękę.

 

Na przerwę wychodzę kompletnie wyczerpana. W pokoju nauczycielskim spowiadam się ze swoich porażek.

 

- Trzeba mu dać do zrozumienia, że nie może cały czas absorbować sobą otoczenia, musi się trochę dostosować, nie wiń się za bardzo, to dla jego dobra - tłumaczy mi pani od chemii. - My nawet powinniśmy być czasem brutalni i zdecydowani. Teraz ma szansę nauczyć się, jak współżyć z ludźmi, potem będzie za późno.

 

Przytakuję. Ona ma rację. Tylko że Alik zupełnie nie rozumie, jak ma się zachowywać i czego się od niego wymaga. Jest w Polsce od pięciu lat i w żaden sposób nie potrafi się dostosować. Przecież w swoim mniemaniu robi wszystko, żeby zdobyć naszą sympatię. Siedzi w ławce z młodszymi dziećmi, które wiedzą więcej i uczą się szybciej niż on. Każdego dnia przełyka nowe upokorzenia. Wiem, będziemy z nim rozmawiać, tłumaczyć i pokazywać, ale ile czasu mamy zanim dzieci poddadzą go całkowitemu ostracyzmowi? On mnie tak strasznie denerwuje, denerwuje nas wszystkich, przecież to widać i dzieci doskonale wyczuwają w nas ten dystans; pokrytą cienką warstwą uprzejmości nieustannie powściąganą irytację. 

 

- Może dać mu jakąś ważną funkcję w szkole - zastanawiam się - żeby poczuł się dowartościowany? Może niech pilnuje porządku na korytarzu?

 

- Oj, chyba lepiej nie, bo prędzej czy później dojdzie do bójki.

 

- Ale on nie jest agresywny…

 

- Nie, ale nie wiesz, jak się zachowa, kiedy inni chłopcy nie będą chcieli go słuchać.

 

Racja, myślę, nie wiem. Poza tym, jak on zacznie ustawiać dzieci z tą swoją kaukaską powagą i srogością, to dopiero zaczną się z niego wyśmiewać. Wkładam płaszcz i zarzucam torbę na ramię.

 

Przed szkołą włóczą się kolorowe, rozgadane grupki. Przyglądam się jasnym, gładko zaczesanym główkom dziewczynek, patrzę na ich rozkloszowane, płócienne płaszczyki, wysokie, sznurowane buty, stoją przed brama, śmieją się, podnoszą z ziemi pierwsze kasztany. Chłopcy grają w piłkę na boisku. Alik stoi sam, oparty o topolę. Grzebie nogą w piasku, żeby zaraz potem wyjąć z kieszeni chustkę i z troską przetrzeć buty ze sztucznej skóry. 

 

- Idzie pani? – pyta.

 

Jezu, myślę, no to mam z głowy drogę do przystanku.

 

- Idę - przyznaję.

 

- Ja pójdę z panią. Tak sobie myślałem… No, bo ja już mówiłem, że będę lekarzem. Założę, tak uważam, taki duży gabinet prywatny i będę w nim miał najlepszy sprzęt…

 

- Jedziesz do domu? - przerywam.

 

- Tak, tak…- odpowiada z roztargnieniem.

 

Po lekcjach zawsze wraca szybko do domu. Mieszka sam z matką, ojciec zginął dziesięć lat temu w zamachu terrorystycznym. Ma młodszą, poważnie chorą i wymagającą stałej opieki, siostrę. Z czego oni żyją, zastanawiam się?

 

- Mówiłeś, że chcesz zostać lekarzem? Opowiadaj dalej.

 

- No… - Alik cichnie niespodziewanie - chciałbym zostać lekarzem, ale ja i tak wiem, że zostanę kloszardem…

 

 

Opowieści Kai Malanowskiej publikujemy w niedziele.

Czytaj teżDrobne szaleństwa - powieść Kai Malanowskiej w promocyjnej cenie w sklepie internetowym KP!

szalenstwa_okladka_100px.jpgZobacz:
Wprost o „Drobnych szaleństwach”
Opowieści o zwyczajnym szaleństwie

Drobne szaleństwa” nominowane!

„Polityka” poleca „Drobne szaleństwa”
Szczuka o „Drobnych szaleństwach”: Hit 
„Splot” o „Drobnych szaleństwach”
Uczucia są sprawą wstydliwą. Rozmowa z Kają Malanowską

Darska o Malanowskiej: Świetny debiut!
O „Drobnych szaleństwach”: Cierpię, więc jestem
„Dwutygodnik” o „Drobnych szaleństwach”
Anna Dziewit poleca „Drobne szaleństwa”
 
Drobne szaleństwa: Pierwsze recenzje

 

Komentarze
Dodaj nowy
Willen   |19.09.2010 13:37:20
Robimy krzywde zarowno im i nam, pozwalajac czeczenom osiedlac sie w naszym
kraju.
Inż.Karwowski   |19.09.2010 18:10:57
Czy można do tego stopnia nie mieć serca?
Proponować zrobienie ze
skrzywdzonego dzieciaka szkolnego ciecia (pariasa), żeby
go "dowartościować", a potem jeszcze to:
Jezu, myślę, no to mam z głowy drogę do przystanku.- bo chłopak chce pogadać, a nie ma z kim, a Dobrej Pani szkoda 15 minut,
bo lepiej w tym czasie posłuchać sobie muzy z ipoda.
Ja też noszę buty
ze sztucznej skóry, czy to mnie jakoś piętnuje?
AndrzejRoztocki   |19.09.2010 18:21:55
a Dobrej Pani szkoda 15 minut,

Mysle ze nie chwyciles konwencji. Pani autorka wlasnie nie chciala
pozowac na Dobra Pania. Chciala przekazac ze problem jest tym
trudniejszy bo takie dziecko autentycznie potrafi wkurwic nawet kogos
kto chcialby mu pomoc i nie ma co udawac ze te uczucia w nas nie powstaja.
Willen   |19.09.2010 18:55:57
Kaja z tego co mi wiadomo wlasnie pracuje z dziecmi uchodzcow. Pewnie nie
chciala sie tym chwalic, ale gdzies o tym juz czytalem.
Willen   |19.09.2010 19:01:18
Prosze bardzo "Kaja Malanowska (1974) - z wykształcenia biolożka, napisała
doktorat z genetyki bakterii na University of Illinois, pracuje w 20. Społecznym
Gimnazjum na Raszyńskiej w Warszawie, zajmuje się głównie uchodźcami - dziećmi z
Czeczeni, Tybetu, Turcji, Gany, Ugandy i Serbii. Matka 15-letniego syna.
"

Tak czy inaczej szczerze uwazam ze powinnismy wyciagnac nauczke z
nieudanych eksperymentow asymiliacyjnych zachodu. Niestety jest tak, ze pewne
nacje sie asymiluja a inne nie. Wietnamyczcy na przyklad sa wrecz idealni i
takim emigrantom powinnismy ulatwic emigracje do Polski.
AndrzejRoztocki   |19.09.2010 19:13:57
Tak czy inaczej szczerze uwazam ze powinnismy wyciagnac nauczke
z
nieudanych eksperymentow asymiliacyjnych zachodu.


No ale dla bardzo wielu multi-kulti to jest jak dogmat religijny. I nie
ma przebierania w uchodzcach. Trzeba brac z otwartymi
ramionami wszystkich. Na religijne urojenia argumenty nie pomagaja. I
ja rozumiem tych co mowia takim brzydkim prawicowym jezykiem ‘kazdy moze
kochac kogo chce ale za wlasne pieniadze’.
Inż.Karwowski   |19.09.2010 19:01:45
No nie chwytam Panie Andrzeju i nie kupuję tego. Czy Pan kiedyś był w publicznym
gimnazjum (bo to z felietonu raczej nie jest)? Tam dopiero mają problemy z
nieprzystosowaniem społecznym i to nie obcokrajowców. Nasz gimnazjalny krajowiec
potrafi zrobić takiej miłej, młodej pani nauczycielce z życia piekło. Znam
nauczycielki, które by chciały mieć takie problemy jak opisane w felietonie.
A
jak już się jest tym nauczycielem i ma się taką wspaniałą okazję wykazać swoją
wrażliwością społeczną to trzeba ją wykorzystać, a nie już w połowie września
stroić fochy :)
cursorium  - eee taaaam , bujda !   |21.09.2010 22:14:22
Przecież ten Alik to zmyślona postać !
trzeciak   |22.09.2010 14:03:31
Już miałem zarzucać komentatorom nieumiejętność czytania ze zrozumieniem, a to
zwykły niedorozwój emocjonalny.
AndrzejRoztocki   |22.09.2010 14:10:11
a to zwykły niedorozwój emocjonalny.

U Alika czy u pani nauczycielki?

Ok. OK. Odwoluje! Dzast kiding…
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.02497 Seconds