> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Wiktor Drukuj
Kaja Malanowska   
04.04.2010
Wiktor jest moim starym przyjacielem, albo może właściwie tylko kolegą. Znamy się od dwudziestu lat i widujemy bardzo nieregularnie, bardzo rzadko, a w przerwach pomiędzy spotkaniami w ogóle o sobie nie myślimy. Zdarza się za to, że raz na parę miesięcy jedno z nas nabierze chęci, odzywa się i wtedy umawiamy się na wiele długich, rozgadanych godzin, prowadzimy niekończące się trzewiowe rozmowy o życiu. Wczoraj zadzwonił późnym wieczorem.

- Przyjedziesz?- spytał.

- Jadę! - odpowiedziałam natychmiast i zamówiłam taksówkę, bo jestem stara, leniwa i w związku z tym czuję się usprawiedliwiona

Wiktor mieszka na strychu przedwojennej kamienicy, czyli na piątym piętrze bez windy. Wyplułam płuca, wchodząc schodami pod górę. Zastukałam. Otworzył mi chudy i przygarbiony, ubrany w te swoje odwieczne dżinsy, których nigdy nie zmienia, podarty, biały t-shirt, z papierosem zwisającym w kącie warg.

- Nie powinnaś palić - przywitał mnie krótko, a ja - zamiast odpowiedzieć - próbowałam złapać oddech.

Siedliśmy w dużej kuchni Wiktora, którą tak bardzo lubię, bo jest zawsze czysta, jasna, a jednocześnie panuje w niej niezobowiązujący chaos nagromadzonych przedmiotów, młynków do kawy, pudełek na suszone grzyby i makaron, kolorowych kubków i ustawionych w piramidy pozmywanych garnków. Patrzyłam, jak pochyla się nad zlewem, żeby nalać wody do czajnika. Ma szczupłe, żylaste ręce, sękate, porośnięte czarną szczeciną dłonie z rudymi piegami na wierzchu i wyjątkowo gęstą, twardą siecią popękanych linii na spodzie. Jest ode mnie młodszy o pięć lat, ale wygląda na starszego, zawsze zmęczonego, niedospanego z tymi swoimi wielkimi, wiecznie podbitymi oczami, wpadniętymi policzkami i haczykowatym nosem.

- Zakochałem się - powiedział ponuro.

- Nie wyglądasz, jakby ci to dobrze robiło - przyznałam szczerze.

- Bo nie robi.

Nie wiem, czy jest na świecie chociaż jedna taka rzecz, która robiłaby Wiktorowi dobrze. On zapewne uważa, że nie ma. Uważa też, że większość rzeczy i zdarzeń nie pozostaje wobec niego w stosunku obojętnym, tylko zdecydowanie źle na niego wpływa, a już zwłaszcza przede wszystkim wykonywany zawód. Wiktor jest malarzem, bardzo kiepskim, bardzo upartym i nieposiadającym złudzeń co do własnej osoby. Jeśli większość rzeczy, jaka przytrafia się Wiktorowi, ma na niego niszczący wpływ, to zakochanie się musiało mieć wpływ potrójnie fatalny. Wyglądał strasznie, niedogolony, chudszy niż zwykle, oczy wpadły mu w głąb twarzy, świeciły gorączkowo.

- Czarna? - zapytał i nie czekając na odpowiedź, postawił przede mną filiżankę.

- Czarna - odpowiedziałam bez sensu - No i?

- No i nic, do dupy, jak zwykle.

Wiktor siadł naprzeciwko i zaczął opowiadać bez zbędnych wstępów i przydługich wyjaśnień. Po dwóch kolejnych herbatach i jednym winie, po wypalonej paczce papierosów i odbitej wiśniówce zdołałam w końcu połączyć wszystkie wątki rozsnutej przede mną opowieści.

Wiktor jest bi. To znaczy jest tak naprawdę zdeklarowanym gejem, ale zdarzają mu się „wpadki” z kobietami. Sama pamiętam blond Monikę, co to nie chciała się odczepić, wydzwaniała, groziła samobójstwem i w ogóle okazała się całkowicie niezrównoważona i mocno uciążliwa. Przewinęła się też Kasia czy też Basia o ciemnych oczach, ale była krótko i nie pozostawiła po sobie specjalnych wspomnień. Od dwóch lat Wiktor pomieszkuje z Markiem, to wiedziałam. Marek jest miły, Marka lubię i nawet nie uważałam do wczoraj, żeby należał do tej ogromnej większości świata, która Wiktora konsekwentnie niszczy. Nie wiedziałam natomiast, że Marek nie wprowadził się na stałe na poddasze przy ulicy Siennej dlatego, że ma żonę i dwójkę dzieci, a prócz tego jeszcze stałego kochanka w Norwegii.

- No to chyba dosyć skomplikowana sytuacja… - bąknęłam, zakładając nogę na nogę, bo naprawdę nie miałam pojęcia, co właściwie miałabym powiedzieć.

Wiktor nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi, tylko ciągnął swój monolog, z zaciętą twarzą, wpatrując się w ścianę tuż nad moją głową, przez co miałam wrażenie, że jestem trochę wyższa niż normalnie. Otóż ta żona Marka wie o wszystkim (żony jak wiadomo zawsze o wszystkim wiedzą i zawsze na wszystko się zgadzają, więc nie należy się nimi przejmować), a poza tym ona też ma kochanka i oboje z Markiem bardzo się przyjaźnią, nie chodzą ze sobą do łóżka i tylko wspólnie wychowują dzieci.

- Cóż za uroczy, prosty i pełen ciepłych uczuć układ. Te dzieciaczki to mają farta w życiu, udało im się, nie ma co! - nie mogłam się powstrzymać, ale zostałam zignorowana. Bo właśnie opowieść osiągnęła swój punkt kulminacyjny. Otóż Wiktor się zakochał. Niedawno, pół roku temu zakochał się i to zakochał się w kobiecie.

- No dobrze, ale kim ona właściwie jest i dlaczego ten związek cię niszczy? - spytałam, bo wydawało mi się, że w porównaniu z układem powstałym pomiędzy Wiktorem, Michałem, żoną Michała, jego dwójką dzieci i szwajcarskim kochankiem, związek z kobietą powinien być dziecinnie prosty, mało toksyczny, ba, może nawet przyjemny.

- Jest tancerką, to znaczy byłą tancerką, bo ma już 57 lat i przeszła na emeryturę. No była baletnicą.

Była baletnica, starsza, doświadczona kobieta o umięśnionych udach, cudownie, idealny układ, nadal nie pojmowałam, dlaczego Wiktor tak marudzi.

- Marudzę, bo ona też ma męża, z którym nie chce się rozstawać. Męża i dziecko, na szczęście dorosłe. Poza tym ja kocham Michała. No ale bez niej jakoś nie potrafię sobie poradzić… Spotykamy się raz na tydzień, raz na dwa tygodnie, idziemy ze sobą do łóżka, wyznajemy dozgonną miłość, a potem dochodzi do dzikiej awantury, ryków, histerii. Niestety zazwyczaj kłócimy się w kuchni, wytłukła mi pół zastawy stołowej - dodał żałośnie. - Może mogłabyś to opisać, to chyba dobry materiał na książkę?

Dostałam ataku śmiechu.

- Żartujesz sobie - wykrztusiłam w końcu. - Przecież nikt mi w to nie uwierzy. Trudno o bardziej wydumaną fabułę.

A nad ranem wróciłam do domu z poczuciem, że moje życie emocjonalne jest cudownie nieskomplikowane, najnormalniejsze na świecie.
Komentarze
Dodaj nowy
dekaem   |05.04.2010 07:47:20
Przepraszam, że przeszkadzam, ale Marek czy Michał? I norweski czy
szwajcarski?

A fabuła faktycznie niebanalna.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.80743 Seconds