Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Śmierć PREZYDENTA? Drukuj
Kaja Malanowska   
17.04.2010
Przepraszam, tym razem będzie inaczej. Napiszę felieton - FELIETON. Miałam tego nie robić, bo się nie nadaję, bo nie lubię i dlatego też, że wolę beletrystykę od polityki. W obecnej sytuacji jednak nie wypada chyba opisywać piękna rozkwitającej wiosny?

Wczoraj spotkałam się ze znajomymi. Siedzieliśmy stłoczeni w rogu kawiarni. Niskie fotele, kolana wystawały nam ponad blat stolika. Między kolanami stały szklanki z piwem, w szklankach plastikowe słomki. Piliśmy szybko, rozmawiali nerwowo. Musieliśmy się śpieszyć, knajpę zamykano o dwunastej, pogrzeb, żałoba narodowa. Kłóciliśmy się. Od tygodnia wszystkie rozmowy obracają się wokół ostatnich wydarzeń. Wspólnie przechodziliśmy przez kolejne etapy: niedowierzania, przerażenia, żalu i frustracji. W sobotę, dziesiątego kwietnia przestały działać telefony, wszystkie linie były zajęte, sieci przeciążone. Ludzie pytali, czy to prawda, nie mogli uwierzyć, potem płakali. Obudził mnie telefon od brata, natychmiast włączyłam telewizor, byłam przerażona. Jeszcze tego samego dnia Warszawa zgodna i wzruszona pobiegła wspólnie pod Pałac Prezydencki złożyć hołd ofiarom. Nie poszłam, nie lubię zbiorowych wzruszeń. Przez kilka dni mijałam ludzi ze zniczami i naręczami kwiatów i miałam wyrzuty sumienia, że idę w przeciwnym kierunku. Znajomi z przejęciem mówili o tych, którzy zginęli. Potem jednak wynikła sprawa pogrzebu i awantura o Wawel. Moi przyjaciele podzielili się zdecydowanie na dwie zwalczające się frakcje. Siedzieliśmy więc w kawiarni, napięci i zdenerwowani, patrzyliśmy sobie wrogo w oczy i dyskutowaliśmy zacięcie.

- Naprawdę, jest mi wszystko jedno - powiedziałam. - Jest mi najzupełniej obojętne, gdzie go pochowają. Nie mam najmniejszego szacunku dla symboli narodowych ani do urzędu prezydenta jako takiego.

- Jak to, nic cię to nie obchodzi? - krzyknął Bartek. Pochylił się gwałtownie do przodu i przewrócił szklankę. Nie zwrócił najmniejszej uwagi na kapiące ze stołu piwo. – Rozumiem, że możesz nie chcieć dyskutować na temat Wawelu, ale mimo wszystko ta historia powinna chyba wstrząsnąć tobą bardziej niż zwyczajny wypadek. Zginął przecież prezydent Polski. PREZYDENT.   

Wtedy pomyślałam o tym, że zbyt wiele nas różni, żebym mogła wytłumaczyć mu swój punkt widzenia, moje uczucia i przypomniałam sobie pewną historię, która zdarzyła mi się siedem lat temu, na samym początku mojego pobytu w Stanach Zjednoczonych. W Stanach spędziłam pięć lat. Przyjechałam naszpikowana stereotypami, najeżona, pełna wrogich uczuć w stosunku do tego społeczeństwa pozbawionego kultury, wychowania i szacunku dla historii. Amerykanie, wiadomo, chamy, buce, nadęte głupki. Wysiadłam na lotnisku w Chicago wprost w objęcia nieznośnego, przepojonego wilgocią midwestowego upału, ciągnęłam za sobą walizki, ciągnęłam za sobą dziecko i z rozpaczą myślałam o tym, że właśnie stanęłam obiema nogami na tej dzikiej ziemi i że muszę na niej pozostać jeszcze parę długich lat, zanim uda mi się wrócić do domu. Z pogardą spojrzałam na urzędnika celnego, trzymałam wysoko głowę, kiedy robił mi zdjęcie, odciskał linie papilarne kciuka. Chamy, myślałam, chamy, skurwysyny, jak oni śmieją mnie tak traktować?

Pierwszy rok minął mi na walce z Amerykanami, na nieustannym okazywaniu im wyższości, potem dostałam nauczkę, która zapamiętam, mam nadzieję, do końca życia. Nie będę się rozpisywać na temat wszystkich moich konfrontacji z kulturą amerykańską, chciałabym napisać tylko o jednej historii, która przypomniała mi się w momencie, kiedy pełen oburzenia Bartek krzyknął: „Przecież zginał Prezydent Polski. PREZYDENT.”

Pisałam doktorat z mikrobiologii na Uniwersytecie of Illinois w Urbana-Champaign. Niestety, wszyscy doktoranci, nawet Ci zagraniczni, nawet bardzo kiepsko mówiący po angielsku, mieli obowiązek uczenia studentów przez co najmniej dwa semestry. W wyniku tego rozporządzenia dochodziło do stałych konfliktów na linii amerykańscy studenci – obcokrajowi wykładowcy. Obrazek czerwonego na twarzy Chińczyka, który oburzony stoi nad rozwalonym na krześle, żującym gumę Amerykaninem był nieodmiennym elementem uczelnianego życia. Ja też czułam się obrażona, że studenci, zwłaszcza mężczyźni, nie wstają, kiedy do nich mówię, stoję koło nich i poświęcam swój czas, żeby coś wytłumaczyć. Złościło mnie, że nie okazują mi cienia szacunku z powodu tego, że jestem starsza, więcej wiem i znajduję się wyżej w akademickiej hierarchii. Zupełnie mnie jednak zatykało, kiedy te dzieci, te osiemnastoletnie szczyle, które dopiero co zaczęły wchodzić w dorosłe życie i niczego, ale to zupełnie niczego, nie rozumiały ani z mikrobiologii, ani z genetyki, w ten sam sposób traktowały swoich profesorów, wzruszały ramionami i wychodziły z sali, jeżeli wykład był nudny. W połowie semestru sytuacja zaczęła się nieco polepszać. Odnalazłam kontakt ze studentami, słuchali mnie, uważali na zajęciach. Nie rozumiałam, skąd wzięła się ta nagła zmiana. Wtedy właśnie zorganizowano kursy dla obcokrajowców. Poszliśmy na nie niechętnie, były obowiązkowe. Kolorową, rozgadaną w różnych językach grupką weszliśmy do sali i usiedliśmy naprzeciwko psychologa. Jak się potem okazało, była to jedna z ciekawszych i ważniejszych dla mnie lekcji kultury amerykańskiej, a pierwszą rzeczą, jaką wtedy usłyszałam było to, że żaden Amerykanin nie będzie szanował mnie tylko i wyłącznie z powodu stanowiska, jakie zajmuję. Na szacunek musicie sobie zasłużyć, powiedział psycholog, pokazując, ile umiecie i kim jesteście jako naukowcy.

Zginął prezydent mówią znajomi. PREZYDENT, głowa państwa. No dobrze, odpowiadam, ale czy ja muszę szanować kogoś za to tylko, że piastuje jakiś urząd? Czy muszę być wstrząśnięta katastrofą bardziej, dlatego, że zginął prezydent, a nie dlatego, że zginął człowiek?

Parę dni temu w Tybecie doszło do straszliwej tragedii. W trzęsieniu ziemi zginęło ponad tysiąc osób. Gazety zamieściły tę informację gdzieś z boku, za kolejnymi zdjęciami Pary Prezydenckiej, przedrukiem apelu Wajdy i dyskusjami na temat tego, gdzie chować tragicznie zmarłych. Nikt z moich znajomych nie zająknął się na ten temat, wszyscy z przejęciem omawiają nadal skutki smoleńskiej katastrofy. 
Komentarze
Dodaj nowy
micpol   |17.04.2010 15:23:39
Kolejny przykład protekcjonalnego traktowania ‘mas’ z punktu widzenia ‘wielkiego
świata’.
Ze smutkiem obserwuję postępującą dewaluację jakości felietonów
publikowanych przez KP. Miejsce, gdzie można było przeczytać dogłębne analizy
staje sie forum miałkich dyskusji. Nikt nie interesuje sie postępującą
strukturalną słabością państwa, która przyczyniła sie do ostatnich wydarzeń,
natomiast wszyscy zajmują sie wbijaniem doraźnych szpilek czy to w odwołanie
WST, czy w Wawel.
Princeton, we have a problem!
Eurypides77   |17.04.2010 16:09:42
Nonsensowny komentarz micpola (micpolu)?

Niestety to nie KP protekcjonalnie
traktuje "masy" - to "masy" same sobie na szyję zakładają kierat
takiego traktowania. Rację miał p. Michalski pisząc swego czasu że Polska to
społeczeństwo feudalne. Ze wszystkie co nas otacza - od zawodzeń po śmierci
Jaśnie Oświeconego Ojca Narodu, po deklaracje wielu skąd inąd istotnych ludzi,
że w sprawie Wawelu "muszą podporządkować się decyzji Kościoła" - ta
właśnie feudalność przebija.

A felieton p. Malanowskiej pokazuje, że tego
rodzaju postawa nie musi być na porządku dziennym, nawet w tak konserwatywnym
kraju jak Stany Zjednoczone.

Choć mam poglądy lewicowe, nie uważam, że
prawdziwym problemem Polski jest konserwatyzm, ani nawet katolicyzm - ale
właśnie ta feudalność, bezmyślne posłuszeństwo pańszczyźnianego chłopa.
micpol   |17.04.2010 16:37:22
Nie napisałam, że KP traktowała i traktuje ‘masy’ pogardliwie. Chodzi o to, że
takie głosy pojawiają sie coraz częściej.
Wizja ze masy są same sobie winne i
mają wpływ na to co sie dzieje jest skrajnie naiwna i pogardliwa zarazem.
Naiwna, ponieważ jest fundamentalnie sprzeczna z lewicowym postrzeganiem zjawisk
społecznych: nie wszystko co robia ‘feudalne masy’ jest ich intencją.
Pogardliwa, ponieważ zakłada że inteligencja (intelektualiści?) wie, że jest
źle, ale nie chce (nie może?) działać, bo sie brzydzi ‘chłopami’ i ich
‘prymitywnymi’ odruchami.

Dlaczego?
kot   |17.04.2010 16:59:21
Masy masami ale niektórzy nowo przybyli forumowicze maja kłopoty ze zrozumieniem
słowa pisanego, ba tekst komentowany rozumieją odwrotnie do intencji autora.
Nawet tak łopatologicznie napisany jak ten powyżej.
Roger  - KP   |18.04.2010 04:54:22
Domena portalu Krytyka Polityczna zobowiązuje do zamieszczania felietonów
obnażających z punktu widzenia klasowego stan państwa i społeczeństwa. Państwa
reprezentującego interesy wielkiej burżuazji, czego zmarły był najlepszym
przykładem. Społeczeństwa ogłupianego przez prywatne i partyjne media, gdzie
zmarły też miał swój udział.
Tymczasem otrzymujemy papkę, jak to dobrze jest w
USA. Krytyka na poziomie walki demokratów z republikanami nie jest polityczna
tylko zastępcza.
Nie jest winną pani Kaji, że pisze to, co rozumie. Winni są
ci, krórzy rozumiejąc interesy klasowe pozwolili jej pisać.
Spokojny   |18.04.2010 05:13:29
Zastanawiający jest na Krytyce ten zalew tekstów na ciągle ten sam temat.
Wszystkie piszą w zasadzie o tym samym - dystansują się do histerii. A ilość
tych zdystansowanych tekstów przekroczyła już chyba 40. Tymczasem w Krakowie
tłum wygwizdał telebimy na których pokazywano transmisję TVN. Rzeczywiście
sposób widzenia prezydentury Kaczyńskiego zmienił się pod wpływem moralnego
szantażu. Chrześcijaństwo w takich wypadkach jest niezawodne. Zawsze gotowe
sprawić, byśmy poczuli się winni za czyjąś wcale przez nas nie zamawianą śmierć.
Ech to umieranie na krzyżu codzienne matek Polek z siatami pełnymi zakupów. To
ich jękolenie nieustanne nad losem swoim. To mękolenie tych "zrobisz jak
uważasz" mamusiek rozmodlonych które się tyle przy świętach narobiły i ci
wałkonie ani nie pomogli ani nie docenili i to serce przekłute mieczem boleści..
Polski matriarchat pod pełnymi żaglami. Rządy kumoszki Kaczyńskiej schowanej za
plecami bliźniaków zbliżają się. Powrót Królowej półmózgów na półksiężycu.
Artur Stadnik  - Tybet a sprawa polska   |18.04.2010 11:10:52
"Parę dni temu w Tybecie doszło do straszliwej tragedii. W trzęsieniu ziemi
zginęło ponad tysiąc osób.[…] Nikt z moich znajomych nie zająknął się na ten
temat, wszyscy z przejęciem omawiają nadal skutki smoleńskiej katastrofy".

Śmierci anonimowych istot się nie zauważa,
chyba że przyjmuje rozmiar
hekatomby.
Śmierć tych, którzy zginęli miała
twarz, stąd reakcja.
Studenci
pierwszego roku nie znają
podstaw mikrobiologii, a ich nauczycielka
podstaw
socjologii.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.90493 Seconds