Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Ciocia Dziuba Drukuj
Kaja Malanowska   
27.02.2010
Słyszę, jak idzie korytarzem. Wcale nie szura nogami, stawia lekkie, drobne kroczki, rusza się najlżej ze wszystkich w całym domu. Zgasiła mi światło. „Jestem w łazience!” - krzyczę, chociaż doskonale zdaję sobie sprawę, że to bez sensu, że i tak nie usłyszy. Muszę wyleźć z kąpieli, otworzyć drzwi i znieść podmuch zimnego powietrza, nacisnąć pstryczek. Jasno. Wracam do gorącej wody. Oddycham z ulgą. Leżę w pianie, a ona tam, po drugiej stronie drzwi znowu kręci się niespokojnie, wstaje z krzesła. Szeleści papier, pewno robi porządek na biurku. Potem wychodzi z pokoju i łazienka znowu niknie w ciemnościach. Wzdycham i z rezygnacją wyciągam korek z wanny. Wkładam szlafrok wprost na mokre ciało, bo po omacku nie mogę znaleźć ręcznika. Otwieram drzwi. Stoi po drugiej stronie niezmiernie zmieszana i skruszona. „Oj, kochanie, nie wiedziałam, że tam jesteś…” „Wiem” - cedzę przez zęby i jestem wściekła, ale zaraz potem czuję ten specyficzny zapach starczego ciała, pomarszczonej skóry i siwych, rzadko mytych włosów i już się nie gniewam, już wstyd mi za siebie i uśmiecham się do niej jak mogę najczulej. „Nic się nie stało, ubiorę się i zaraz do ciebie przyjdę”.

Wkładam dżinsy, potem koszulkę. Jeszcze zaparzę herbaty, może coś zjem… Może ona zaśnie w tym czasie, to jest pora jej drzemki. Dlaczego tak trudno tam pójść, zastanawiam się. Dlaczego właściwie? Kiedy w końcu decyduję się zajrzeć do pokoju na końcu korytarza, ona leży już pod kocem, skurczona w embrionalnej pozie małego dziecka, z jedna suchą rączką podłożoną pod głowę, czyta. Ciocia Dziuba, starsza siostra mojej babci, straciła męża w czasie wojny, nigdy nie wyszła drugi raz za mąż, nie miała dzieci. Po wojnie przez jakiś czas próbowała samodzielnie żyć, ale zupełnie się do tego nie nadawała. Inaczej ją wychowano. Miała przecież zostać miłą, dobrze wykształconą kobietką, umiejącą w zręczny sposób podtrzymywać konwersację przy obiedzie, ewentualnie urodzić dzieci, dopilnować, żeby wyrosły na solidnych mężczyzn i słodkie kobietki. O całą resztę dbali odpowiedzialni, dojrzali mężczyźni. Tylko że mężczyźni w momencie, kiedy skończyła dwadzieścia lat i kiedy właśnie była gotowa, żeby zasiąść na tarasie w wiklinowym fotelu z francuskim magazynem na kolanach i wydać kucharce dyspozycje dotyczące obiadu, ci właśnie mężczyźni, którzy mieli otoczyć ją opieką i zapewnić bezpieczeństwo, wymyślili sobie ciekawszą grę niż zabawa w dom i w rezultacie całkowicie zniknęli z jej życia. Więc jak właściwie miała się odnaleźć sama w zupełnie obcym świecie?

Kiedy skończyła czterdzieści lat przeprowadziła się do babci, a potem z babcią do moich rodziców i obie mieszkały w pokoju przy łazience, obie ogłuchły jednocześnie, zmalały, a potem babcia umarła i ciocia Dziuba została sama na straży łazienkowego światła. Co ona znowu czyta, myślę i staję na palcach, żeby zobaczyć, wyciągam szyję. Cholera, Prousta. Czyta Prousta w wieku dziewięćdziesięciu lat! Tak naprawdę Proust to nic w porównaniu z tym, że niedawno tylko dla mnie przebrnęła przez Rykoszetem Agnieszki Graff, calusieńkie, od deski do deski. A kiedy skończyła, odbyła ze mną spokojną, poważną dyskusję. Słuchała uważnie, zaciskając dłonie na zgiętych  kolanach, i te jej intensywnie niebieskie oczy, oczy młodej dziewczyny, zupełnie niepasujące do zmarszczek, zniekształconego nosa i zapadniętej, bezzębnej szczęki, robiły się coraz ciemniejsze, prawie czarne, kiedy tak na mnie patrzyła, kiedy próbowała zrozumieć. „Kochanie, wiesz, to jest dla mnie zupełnie inny świat, mnie takie problemy nigdy nie dotykały” - powiedziała w końcu i wiedziałam bardzo dobrze, że w ten sposób stara się dać mi do zrozumienia, że opowiadam bzdury.

Jeszcze mnie nie widzi, jeszcze w charakterystycznym geście, świadczącym o tym, że zastanawia się nad czymś intensywnie, zakrywa drobną, spękaną dłonią usta, pociera cofniętą brodę. Kiedy tak leży, przypomina wyschnięty orzech włoski, taki niewielki, z pociemniałą skórką, zeszłoroczny orzeszek, który wydaje głuchy, delikatny odgłos, kiedy nim potrząsnąć, bo jądro się skurczyło i odstaje od ścianek. Porusza się niespokojnie, a potem siada wyprostowana, zrzucając okrywający jej nogi koc. Ma trochę spuchnięte kostki, ale stopy wysmukłe i piękne. Patrzę zafascynowana, nie mogę oderwać wzroku od tych drobnych, różowych palców, od okrągłych, gładkich pięt, jasnych, równo obciętych paznokci. „Wejdź, kochanie” - mówi, mocując jednocześnie aparat słuchowy w swoim wielkim, miękkim uchu. Strasznie piszczy, okropny, świdrujący dźwięk. Czy powinnam jej o tym powiedzieć? Pewnie nie, ale mnie to strasznie denerwuje. Ale może wytrzymam.

„Piszczy ten twój aparat!” „Słucham?” „Aparat piszczy!” - drę się jak opętana. „Przepraszam” - martwi się i walczy z baterią, a potem z przyciskiem, którym można regulować głośność. Udało się.  Mam wyrzuty sumienia. Siadam więc obok i obejmuję jej drobne ciałko, ramionka jak wystrugane z drewna, twarde i maleńkie. Plecy trochę już zgarbione z biegnącym przez środek szeregiem kosteczek znaczących pod koszulą kręgosłup. Głaszczę ją po głowie. „Co słychać?” - zadaję w końcu to pytanie, chociaż wiem, co to oznacza, doskonale znam odpowiedź. Teraz powie, że dobrze, że nie przeszkadza jej wcale samotność, bo ma swoje książki, swoje obrazki. Znowu wyrzuty sumienia i po raz kolejny paniczna chęć ucieczki. Jak jej nie przeszkadza, to ją tu zostawię, zajmę się sobą, a nie tą przewidywalną, rytualną konwersacją. „Pokażę ci, co ostatnio namalowałam. Chyba mi się udało”. Wyciąga akwarelkę. Delikatne kolory, białe i niebieskie, ciemniejsze, ledwo zaznaczone kreski pozbawionych liści drzew, w tle szara bryła bloku z przeciwka, ale też lekka, pozbawiona rzeczywistej toporności. Namalowała śmietnik i obrzydliwe ursynowskie podwórko, namalowała tak, że jest teraz zachwycające na lekko pożółkłej kartce papieru. Wydobyła z ponurego widoku coś pięknego, coś, czego nigdy nie umiałabym sama dostrzec.

„Ładne” - przyznaję sucho. „Bardzo ładne” - dodaję po chwili z rezygnacją. I to jest rzeczywiście śliczne, ale słowa z trudem przechodzą mi przez gardło, no bo ile razy można w końcu powtarzać to samo. Ona jest jak fabryka, produkuje te swoje malutkie dzieła sztuki, kolejne cudeńka w stonowanych, harmonijnych kolorach, bez przerwy od kilkudziesięciu lat. I za każdym razem trzeba je obejrzeć, każdy obrazek kilkakrotnie, w czasie malowania, po, nieoprawiony jeszcze i już oprawiony, za każdym razem pochwalić, podziwiać. Czy to jest taki straszny wysiłek? O co mi chodzi?

Teraz będziemy rozmawiać o rodzinie, o cioci Niuni, co już zdemenciała doszczętnie, wuju Władeczku, że słucha Radia Maryja, i to wstyd przecież. Tutaj otworzy się przed nami szansa na pogawędkę o mediach, o tym, że dziennik okropny, chyba nie będzie go już oglądać, przecież same straszne wiadomości podają, mogliby o czymś bardziej optymistycznym niż wojna albo głód w Afryce opowiadać. Syknę. I tak nie usłyszy. Potem „Tygodnik Powszechny”, jak zawsze świetny, w ostatnim numerze warto przeczytać…
Tymczasem wcale nie. Zaczyna się zupełnie inaczej niż zwykle, ani cioci Niuni, ani wuja Władeczka. To jest jedna z tych rozmów ważnych i rzadkich, z tych, w których możemy się jakoś spotkać nieoczekiwanie i odnaleźć bliskość. Odsuwa się trochę, a potem pyta szybko, nie podnosząc głowy, nie patrząc mi w oczy: „Powiesz mi, jak to jest z tym seksem?”. Milczę zaskoczona. „Bo widzisz, ja właściwie nic o tym nie wiem” - dodaje. „A co chciałabyś wiedzieć” - staram się nadać głosowi jak najbardziej naturalne brzmienie. „No jak to jest? Bo widzisz, twój wuj, kiedy byliśmy razem, robił to nawet z wielkim zapałem…” Tu następuje kłopotliwa chwila milczenia. „Ale ja nie wiem, co mu się w tym podobało… Kiedy wychodziłam za mąż, to nie wiedziałam nawet, jak to się robi”. „Zdziwiłaś się?” - przełykam głośno ślinę. „No trochę, nie tak bardzo, coś wcześniej podejrzewałam” - przyznaje. „Czy… czy to jest… Czy może być bardzo przyjemne?” „Nigdy później tego nie robiłaś?” „Nigdy”. „Ale dlaczego?!” - pytanie wyrywa mi się zupełnie niechcący, za głośno, zbyt dramatycznie. Dobrze, że jest głucha, nie zauważyła. „No, nie czułam takiej potrzeby”. Zagląda mi teraz w oczy, mała, przestraszona dziewczynka. „Czy to jest bardzo przyjemne?”

Patrzę na jej maleńkie nóżki, na związane w ciasny węzełek siwe włosy, na piąstki zaciśnięte kurczowo na wystających spod spódnicy kolankach, nabieram głęboko tchu: „Nie, ciociu. To potrafi być czasem miłe, nic więcej”. A potem dodaję po chwili wahania: „Nie ma czego żałować”. Słyszę, jak oddycha z ulgą. Wygładza bluzkę zdecydowaną serią krótkich trzepnięć dłonią, obciąga spódnicę. „Zobacz, wróciłam do Prousta, to jest jednak niezwykły pisarz…” „Uhm” - odpowiadam, a wychodząc z pokoju, zabieram z sobą Rykoszetem, które do tej pory leżało przy jej łóżku.
Komentarze
Dodaj nowy
Spokojny   |27.02.2010 15:13:04
Mozna by pomyslec, ze wszystkie panie wychowane w tym samym okresie maja te sama
wlasciwosc - nie wyjda za maz po smierci pierwszego meza tylko beda malowac
obrazki tak je ten straszny patriarchat zalatwil. Mozna by tez pomyslec, ze
wsrod czytelniczek Graff az roi sie od dzikich kocic uprawiajacych seks gdzie
popadnie.
maciej   |27.02.2010 17:31:18
Po przeczytaniu tekstu, mam nadzieję, że jak będę w wieku opisanej cioci, to
nikt w rodzaju autorki nie będzie się mną opiekował.
Jak rozumiem, autorka
będzie zawsze piękna, młoda, i często będzie myła włosy.
-Spokojny - zgadzam
się z Tobą, wszystkiemu jest winny patriarchat. Ktoś, lub coś musi być winne.
Tylko nie my.
viking   |27.02.2010 20:33:48
@Spokojny i maciej

A wy w ogóle rozumiecie o co chodzi w tym felietonie?
Bo ja nie. Tzn. nie wiem jakie jest przesłanie. Chodzi o to, że staruszki
powinny czytać Graff lub inne feministyczne książki a nie Prousta? Czy może o
to, że mężczyźni zawsze zostawiają kobiety (niektórzy są nawet tak bezczelni, że
giną na wojnie), które same nie mogą sobie potem poradzić z powodu
,,patriarchalnego wychowania" jakie je ukształtowało? I w końcu czy mamy
żałować cioci, ponieważ nie wie co to seks czy raczej cieszyć się, iż przez tyle
lat żadnemu ,,samcowi" nie udało się nakłonić jej do tego co ,,potrafi być
czasem miłe, nic więcej"?

Obawiam się jednak, że choć tyle nie rozumiem i
tak rozumiem zbyt dużo. Np. to, że cały ten felieton jest przepełniony poczuciem
,,empatycznej wyższości", pseudo-współczucia dla osoby, która, w
przeciwieństwie do autorki, nie pojmuje natury problemów, które ją spotkały.
Tymczasem Ciocia Dziuba pamięta pewnie dobrze te czasy, w których
najistotniejszym doświadczeniem kobiet był strach o wysyłanych na front
mężczyzn- ojców, braci, mężów, narzeczonych itd., co może mieć istotny wpływ na
to, iż nie reaguje ona entuzjastycznie na wizję zbuntowanego przeciwko
mężczyznom ,,siostrzaństwa" jaką chciała jej wpoić pani Malanowska.
maciej   |28.02.2010 00:42:50
@viking - myślę, że felieton zgodnie ze stwierdzeniem R. Girard’a w
"Koźle ofiarnym" :jak ktoś chce ukryć prawdę to ją ujawnia, autorka
ujawniła swój pogląd na temat ludzi starych.
Rykoszetem Agnieszki Graff - to
zbiór felietonów dot. czasów dzisiejszych, dlatego nie dziwi mnie zdanie
dziewiećdziesięcioletniej staruszki:
Kochanie, wiesz, to jest dla mnie
zupełnie inny świat, mnie takie problemy nigdy nie dotykały Obawiam, się że
autorka nie rozumie swojej cioci.
nameste   |28.02.2010 04:29:37
A wam co odwaliło? Z tym niewczesnym moralizatorstwem?

Tekst jest o
szklanych ścianach. O dotkliwości poczucia braku porozumienia. No i o
losie kobiet, o izolacji.

A narratorka (może autorka, może
nie) rzetelnie zwierza się ze swoich odruchów, emocji; sprzecznych,
ludzkich i nielukrowanych; ma udawać Florence Nightingale? Doceńcie
szczerość i autentyzm (i nieoczywistą złożoność), zamiast prychać z
oburzeniem niczym jakaś pańcia z kruchty.

"Rykoszetem" jako wizja zbuntowanego przeciwko mężczyznom ,,siostrzaństwa - litości!
magda   |28.02.2010 05:06:04
nameste -> dokładnie
przede wszystkim to jest proza, rodzaj literackiego
portretu/obrazka, a nie felieton, więc wymowa tego tekstu buduje się w nieco
innych relacjach i w bardziej zapośredniczony sposób niż w felietonie.
stosunek
do osób starszych: jest tu bardzo uczciwie pokazany. to zwykle jest właśnie taka
mieszanina przywiązania, czułości, szacunku z mniej fajnymi uczuciami: irytacją,
odruchowych traktowaniem starego człowieka jak dziecko, pewnym estetycznym
odrzuceniem (tak, maciej, stary człowiek jest brzydki, pomarszczony i czasem
śmierdzi). i wyrzutów sumienia wynikających z uświadomienia sobie tej
ambiwalencji uczuć. jeśli ktoś mieszkał albo opiekował sie kimś starszym, to
wie, o czym mówię. a jeśli ogląda swoją babcię dwa razy do roku na święta (bo
się zajmują nią jakies inne kobiety w rodzinie), to rzeczywiście z łatwością
przychodzi mu pitolenie farmazonów o "szacunku dla starszych" i
oburzenie, że ktoś mu rysuje obrazek z pianki i cukru.
co do obrazu kobiet z
tego pokolenia: tu mamy wprawdzie opis pewnej jednostkowej historii, ale można
to spokojnie uogólnić. owszem, w pewnym sensie "wszystkie panie wychowane w
tym samym okresie maja te sama wlasciwosc" - co w tym sensacyjnego? ja bym
wprawdzie dodała tu jeszcze jeden, obok kobiety-bluszczu (jak ciocia Dziuba)
typ, wynikający z polskiej specyfiki: siłaczkę, która w każdym ustroju i w
każdych warunkach sobie poradzi: załatwi, zorganizuje, nakarmi, umyje i podetrze
nos, nadal nie mając tak naprawdę prawa i możliwości wyboru i decydowania o
swoim losie. ale o tylko rewers tego pierwszego typu, bo oba są jedynie funkcją
pozycji mężczyzn, którzy mają ważniejsze Sprawy do załatwienia niż proza życia.
bo właśnie albo umierają za ojczyznę, albo dzielnie walczą ze złą komuną. i tak,
tak właśnie działa ptariarchat.
Graff: tak, takie książki pozwalają zdobyć
świadomość własnej pozycji lub przynajmniej popatrzeć na nią z innego niż
dominujący punktu widzenia. można to kupić albo nie, ale dobrze mieć taką
możliwość. Ciocia Dziuba jej nie miała. Moja babcia i matka tez nie. Zauważcie
jednak, że bohaterka nie bije swojej ciotki książką Graff po głowie. po prostu
przyjmuje do wiadomości, że tamta odrzuca radykalnie feministyczną narrację
(również o swoim) życiu. to tez jest wyrazem empatii, która przenika ten tekst.

siostrzaństwo (rozumiane jako świadomość pewnej wspólnoty kobiecych
doświadczeń, przy wszystkich, klasowych i innych, zastrzeżeniach): a w jaki
sposób jest ono niby przeciwko mężczyznom? i jak się kłóci ze strachem o idących
na wojnę ojca czy brata? za dużo się, chłopcy, Seksmiji naoglądaliście. to
szkodzi
maciej   |28.02.2010 05:33:00
@magda:
1. chłopcem już dawno nie jestem, ale
dzięki zawsze to miłe,
możesz jeszcze
napisać ty gówniarzu, będę w 7 niebie.
2. przede wszystkim
to jest proza, rodzaj
literackiego portretu/obrazka -
ciekawe gdzie to
pisze? Tytuł:
Felietony Kai Malanowskiej.
@nameste: A wam co
odwaliło?
1. tego typu odzywki zostaw dla siebie,
lub dla ludzi których
znasz.
magda   |28.02.2010 06:25:01
1) nie napisałam do nikogo per "ty gówniarzu" i nie mam takiego
zwyczaju
2) o "chłopca" mógłby się chyba viking obrazić, bo to on
podjął wątek siostrzaństwa i to jego tu uszczypnęłam lekko, jeżeli już
3)
felieton: tak, taka jest struktura tej strony i taki ten dział ma tytuł. ale
wystarczy przeczytać te trzy dotychczasowe teksty Malanowskiej, żeby wiedziec, z
jakim gatunkiem mamy do czynienia. chyba warto wziąć to pod uwagę, interpretując
te teksty
4) wszyscy użyliście w swoich komentarzach protekcjonalnych zwrotów
i argumentow ad personam: "mam nadzieję, że nikt w rodzaju autorki nie
będzie się mną zajmował", czytelniczki graff jako "dzikie kocice",
"pani Malanowska", "te panie" itp. jeżeli sami narzucacie taki
styl, to rodzi się naturalny odruch, żeby tak samo odpowiedzieć
5) a co do
meritum?
viking   |28.02.2010 06:30:42
@magda

Nie, dziewczynko, za dużo się w Szwecji namieszkałem i za dużo
przeczytałem feministycznych bzdur. Może też dlatego, mimo ,,figury naiwności i
niezrozumienia" jaką tu początkowo przyjąłem, nie dziwi mnie ten ton, ten
sposób podejścia do sprawy.

,,są jedynie funkcją pozycji mężczyzn, którzy
mają ważniejsze Sprawy do załatwienia niż proza życia. bo właśnie albo umierają
za ojczyznę, albo dzielnie walczą ze złą komuną. i tak, tak właśnie działa
ptariarchat"

To wiesz, dziewczynko, mam dla Ciebie świetny pomysł na
to,jak radykalnie zawalczyć z ,,patriarchatem". Jeśli w Polsce wybuchnie
kiedyś wojna TY, nameste, K. Malanowska, A.Graff, K.Dunin, M.Środa i cała reszta
,,niezwykle uciśnionych", pójdziecie umrzeć za Ojczyznę. Ja, Spokojny i
maciej oraz oczywiście Wasi partnerzy, bracia i ojcowie, posiedzimy sobie w domu
i zajmiemy się upokarzającymi sprawami dnia codziennego. A 40 lat później
walniemy tu felieton o tym jakie byłyście okropne ośmielając się umierać na
froncie czy gnić w więzieniu, podczas gdy my zajmowaliśmy się prozą życia,
płakaliśmy, że was nie ma i zastanawialiśmy się czy jesteśmy odpowiednio
wychowani do tego, żeby sobie bez was radzić czy też zbyt ,,matriarchalnie".

Zanim jednak nadarzy się okazja, polecam zacząć od małych kroków. Np. kiedy
coś zacznie dziwnie trzeszczeć w domu, to Ty, dziewczynko pójdziesz sprawdzić
czy ktoś właśnie włamał się i przystawi Ci spluwę a Twój chłopak zostanie w
łóżku i będzie oczywiście w pełni empatycznie się o Ciebie bał.


,,siostrzaństwo (rozumiane jako świadomość pewnej wspólnoty kobiecych
doświadczeń, przy wszystkich, klasowych i innych, zastrzeżeniach): a w jaki
sposób jest ono niby przeciwko mężczyznom? i jak się kłóci ze strachem o idących
na wojnę ojca czy brata?"

Kłóci się w ten sposob, że wierząca w nie
osoba, taka jak Ty, jest w stanie napisać coś tak bezczelnego jak to co
napisałaś Ty. Tzn. wpisać los młodych chłopaków zaciągniętych najczęściej siłą
na wojnę lub los opozycjonistów walczących o lepszą przyszłość nie tylko dla
siebie, ale także dla histeryczek, które 20 lat później będą wypisywały takie
bzdury w paradygmat ,,patriarchalnej opresji".

Jeśli chodzi o ten
felieton. Tu nie ma empatii dla starszych ludzi ani empatii dla tej kobiety w
związku z jej starością. Jest jedynie fetyszyzacja ,,ofiary", która
najprawdopodobniej wcale ofiarą się nie czuje.
viking   |28.02.2010 06:45:23
Ad. pkt.2

Nie obrażam się za ,,chłopca". Wprawdzie nie jestem już
chłopcem, ale jestem młody.
,,Wieczni chłopcy" bywają zresztą bardzo
kreatywni a ,,chłopięcość" jest wartością, której dorośli mężczyźni wcale
nie powinni się pozbywać.
Pewien rodzaj niewinnego łobuzerstwa, fascynacji i
zdziwienia różnymi zjawiskami (to wieczne niszczenie zabawek, żeby sprawdzić co
jest w środku), skłonności do rywalizacji- to wszystko podstawy kultury.
Faktycznie, jestem dumny z tego, że jestem chłopcem.
maciej   |28.02.2010 07:09:19
@magda:
1. nkt się nie obraża, zwrot "chłopcy" odebrałem jak
protekcjonalizm (traktowanie innych z wyższością).
2. "za dużo się,
chłopcy, Seksmiji
naoglądaliście. to szkodzi"
jak to nie jest w
liczbie mnogiej to
ciekawe w jakiej?
3. gdybym nie czytał T. Żeleńskiego,

pewnie A.Graff wzbudzała by mój
zachwyt.
4. ciekawe, co stoi na
przeszkodzie
zmienić tyt. na opowiadania? Jeżeli
nimi są .
magda   |28.02.2010 07:37:29
@viking
no proszę, co za fantastyczny przykład zupełnie niekonfrontacyjnego
stylu dyskusji z oponentką. a skąd ten wybuch furii? bo sie: a) nie zgadzam, b)
użyłam nieopatrznie okreslenia "chłopiec", a wiadomo, że podszczypywać
to my, a nie nas
tylko że cała Twoja argumentacja opiera się na fałszywych
przesłankach dotyczących tego, czym jest feminizm, przynajmniej taki, w który ja
wierzę, a także dunin, środa i inne osoby, którym tu się przy okazji oberwało.
ja nie chcę nikogo wysyłać na żadną wojnę, viking. ani sama nie chce na nią
chodzić. nie chcę się zamieniać rolą z facetami, no litości, znowu ta seksmisja
nieszczęsna w tle. a apoteoza tak właśnie rozumianej "męskości" (czy
chłopięctwa jako kreatywności) jest fundamentalnie wpisana w patriarchat.
podobnie jak deprecjacja specyficznie rozumianej "kobiecości" (histeria,
bierność i codzienna krzątanina). ja chlipiąca w łożku, a mój facet ze spluwą
przy drzwiach. i ja się na to po prostu nie zgadzam. a jeżeli Ty też
dostrzegasz, że chłopcy są często wtłaczani w ten schemat siłą i zaciągani na te
wojny - to zamiast domagać się krzykiem szacunku i akceptacji dla status quo,
może po prostu przyłącz się do feministek? bo tu chodzi o rozmontowanie tego
systemu, który tak naprawdę jest opresyjny dla wszystkich, a nie licytowanie
się, kto tak naprawdę ma lepiej, a kto gorzej
viking   |28.02.2010 09:38:59
,,cała Twoja argumentacja opiera się na fałszywych przesłankach dotyczących
tego, czym jest feminizm"

Nie ucz mnie, Magdo czym jest feminizm, bo może
się przypadkiem okazać, że przeczytałem na ten temat więcej niż ty.
I naprawdę
nie muszę walić z grubej rury, pisać o Dworkin, Solanas czy choćby Gudrun
Schyman z mojego pięknego północnego kraju. Wystarczy mi nawet przyjrzenie się
polskim przykładom. Np. fantastyczna jest analiza Kingi Dunin, w jej, poza tym
akurat całkiem niezłej, książce ,,Czytając Polskę", w której to przedstawia
wizję, wedle której siedzenie w więzieniu z powodów politycznych jest mniej
straszne niż ,,opresja macierzyństwa". To ja się pytam dlaczego nie działała
tak aby do więzienia trafić i móc po latach mówić o tych sprawach bardziej
obiektywnie? Bo o ile mężczyźni nie mają możliwości urodzenia dziecka o tyle
kobiety mają możliwość działania w opozycji i pójścia za to do więzienia.

Środa, która prowadzi szeroką krucjatę przeciwko Mistrzostwom w Polsce oraz
budowaniu boisk w małych miasteczkach (ponieważ to w mniejszym stopniu
interesuje dziewczynki), też jest fajna.

,,apoteoza tak właśnie rozumianej
męskości (czy chłopięctwa jako kreatywności) jest fundamentalnie wpisana w
patriarchat"

Kocham te teorie spisku:) Z jakiegoś powodu, wszystkie
istotne wynalazki (tzn. jakieś 98%) są dziełem mężczyzn, wszystkie formy
twórczej organizacji czasu od graffiti, przez deskorolkę po parkour są dziełem
nastoletnich chłopców. Kwestię nagrody Nobla pominę z wrodzonej grzeczności.

Oczywiście napiszesz albo, że kobiety nie są dopuszczane do tego wszystkiego,
gdyż dyskryminują je okropni inżynierowie i naukowcy oraz wredni chłopcy albo,
że są wychowywane tak aby nie potrafiły dokonywać odkryć. Ja jednak wierzę w
tego rodzaju teorie spisku mniej więcej w tym samym stopniu co w spisek masonów,
więc póki co pozostanę przy tym co widzę. A to podpowiada mi, że mężczyźni są
jako grupa o wiele kreatywniejsi i skoro np. Sroda powtarza do znudzenia, że
kobiety są w Polsce lepiej wykształcone, co jest prawdą obiektywną (nie
zastanawiając się czy z kolei tu wychowanie odgrywa jakąś rolę), to mnie wolno
chyba przywoływać inną obiektywną prawdę, co niniejszym uczyniłem powołując się
na istotne przykłady.

,,nie chcę się zamieniać rolą z facetami"

a to
ciekawe, bo np. każdy biedny zamienił by się z bogatym a każdy chory ze zdrowym.
Problem polega jednak na tym, że oczywiście żadna z was tak do końca nie wierzy
w to, że mężczyznom jest lepiej niż kobietom w społeczeństwie. Chodzi jedynie o
to, że jak napisał maciej ,,wszystkiemu jest winny patriarchat. Ktoś, lub coś
musi być winne. Tylko nie my."
viking   |28.02.2010 09:53:12
,,bo tu chodzi o rozmontowanie tego systemu, który tak naprawdę jest opresyjny
dla wszystkich, a nie licytowanie się, kto tak naprawdę ma lepiej, a kto
gorzej"

Dzięki za wyjaśnienie, bo od kilkunastu lat w Szwecji i od kilku
w Polsce odnosiłem akurat odwrotne wrażenie. Właśnie o tym jest między innymi
ten felieton. Cioci Dziuby nie ma nam być żal ze względu na to, że jest stara,
tylko dlatego, że jest starą kobietą i dlatego ma gorzej niż starzy mężczyźni.
Nie chodzi o współczucie dla starości, tylko o ,,siostrzaństwo". I to jest
wizja, którą odrzucam. Stopień mojej empatii wobec starszych ludzi jest
wyłącznie zależny od ich chorób, złych doświadczeń, stopnia zmęczenia życiem a
nie od ich płci. Dlatego jedyny wniosek jaki wyciągnąłem z lektury felietonu
jest taki, że cioci Dziuby jest mi faktycznie żal, ale z powodu faktu, iż
opiekuje się nią pani Malanowska.

P.S. A z tą Seksmisją to ci się zacięła
płyta? Ja tego filmu nawet nie widziałem, wiem tylko, że taki był. Przecież Ci
mówiłem, że wychowałem się w Szwecji a tam tego filmu nie pokazywano.
magda   |28.02.2010 11:40:05
zacznę od bohaterki Malanowskiej: ja nie potrafię rozgraniczyć tych wszystkich
wymiarów - tego, że ciocia Dziuba jest stara i że jest kobietą, do tego z
okreslonej klasy społecznej, ukształtowaną w taki, a nie inny sposob, która
przeżyła życie tak, jak przeżyła. "stary człowiek" czy "młody
człowiek" to pustawa kategoria. zresztą nie wiem, czy ten tekst wymusza na
nas współczucie dla niej. raczej pokazuje zawiłość relacji między dwiema
kobietami, skupiając się zreszta bardziej na ambiwalencji uczuć tej młodszej.
tyle o Malanowskiej.
a co do reszty: jej, coż za rozbudowana analiza mojej
wypowiedzi. spójna, erudycyjna i sprawna językowo. miło się czyta. ale ciągle
rozmijamy się na poziomie najbardziej podstawowych założeń.
to symptomatyczne,
że zacytowałeś tylko kawałek tego mojego zdania o feminizmie: bo ja wcale nie
pouczam Cię, czym jest naprawdę feminizm. (jak dla mnie możesz wierzyć w
jakikolwiek, na podstawie dowolnych lektur). zwróciłam Ci tylko uwagę, że nie
rozumiesz założeń, od których ja wychodzę, mowiąc o feminizmie. i nie
dyskutujesz tak naprawdę ze mną, tylko ze swoją własną projekcją na ten temat.
esencja tej projekcji zawarta jest plus minus w tym zdaniu: "każdy biedny
zamieniłby się z bogatym, a każdy chory ze zdrowym". no właśnie, system
zero-jedynkowy, bogaci-biedni, mężczyźni-kobiety, ci walczą, tamte siedzą, tu
kultura, tam natura, tu nagrody nobla, a tam kotlety. takie są przecież
"obiektywne" fakty. to jest właśnie esencja patriarchalnej kultury,
którą, przy całej swojej inteligencji, reprodukujesz. ale reprodukujesz z
zadowoleniem, bo się świetnie w tym podziale odnajdujesz, masz w sobie tę
chłopięcą kreatywność, czytałeś na pewno więcej ode mnie, a do tego mieszkasz w
Szwecji. dobrze jest. a jeśli ktoś się w nim nie odnajduje (ja, inne feministki,
mniej "chłopięcy" chłopcy czy geje), to najwyraźniej ma sam ze sobą
problem. no i histeryk, rzecz jasna.
z Dunin to akurat jak kulą w płot
trafiłeś, bo ona zrobiła to, co "należy" zrobić, żeby szlachetnie,
politycznie i po męsku trafić do więzienia. więc chyba jednak wie, co mówi -
według Twoich własnych kategorii.
to chyba tyle

PS. Obejrzyj tę Seksmisję
koniecznie. to jest fantastyczna inscenizacja Twoich poglądów: stado głupich
bab, które dorwały się do władzy i wydaje im się, że zmienią naturę, i dwóch
sprytnych facetów, którzy i tak je w końcu załatwią. bo takie jest zycie, proszę
państwa.
Pozdrawiam :))
viking   |28.02.2010 16:55:19
@Magda

A więc twierdzisz, że ja po prostu bronię ,,systemu", którego
jestem beneficjentem. Nie, ja w ogóle nie wierzę w jego istnienie i nie piszę tu
o sobie.
Dam ci przykład: Szwedzki feminizm wykształcił nową filmową modę,
która sprawia, iż wielka część produkcji w tym kraju jest festiwalem wzruszeń
nad ciężkim losem nastoletnich dziewczynek. Ja nie jestem już nastoletnim
chłopcem, więc nie chodzi o to, żebym bronił siebie. Nie jestem też arogancki
wobec kobiecych problemów. Ale wiem, że najczęściej popełniającą samobójstwo
grupą społeczną nie są ani kobiety ani dziewczynki tylko chłopcy w wieku między
12 a 18 lat. To sprawia, iż kiedy po raz setny ktoś mi wmawia, że mam uważać
dziewczynki za uciemiężone i ,,biedniejsze" niż chłopcy, wizja ta wchodzi w
konflikt- nie z moją ,,męskością" tylko poczuciem obiektywnej prawdy. No
chyba, że ci chłopcy zabijają się w Szwecji 7 razy częściej niż dziewczyny z
nadmiaru szczęścia jakie daje im uprzywilejowana, ,,patriarchalna" pozycja.

Z ciocią Dziubą jest podobnie. Ja też mam pewne doświadczenia ze starszymi
ludźmi. Np. z moim dziadkiem, który opiekował się moją babcią 7 lat aż do jej
śmierci, po której wpadł w depresję. Sytuacja ich obu stała się tragiczna przez
starość i w jakimś sensie wciąż miała aspekt ,,genderowy", bo chodziło tu o
kobietę i o mężczyznę. Natomiast, ponieważ nie jestem feministką, nie uznałem
,,z automatu" sytuacji mojej babci za gorszą od tej w jakiej znalazł się mój
dziadek.
viking   |28.02.2010 17:44:01
,,a jeśli ktoś się w nim nie odnajduje (ja, inne feministki, mniej chłopięcy
chłopcy czy geje), to najwyraźniej ma sam ze sobą problem"
Sytuacja
mniejszości- seksualnych, narodowych nie jest tym samym co sytuacja kobiet. W
Polsce a także na północno- szwedzkiej prowincji, fakt, iż ktoś jest gejem bywa
już sam w sobie szokiem, którego ,,bycie kobietą" zazwyczaj nie wywołuje.
Podejrzewam też,w nawiązaniu do samobójstw, iż feministyczna polityka, która
doprowadziła w Szwecji do tego, że w większości małych miast jest kilkanaście
do kilkudziesięciu poradni psychologicznych przeznaczonych wyłącznie dla
dziewczynek i jedna lub żadna dla chłopców odbija się także na tych, których
problemy psychiczne biorą się z braku akceptacji własnej orientacji seksualnej
czy też poczucia,że nie są wystarczająco ,,chłopięcymi" chłopcami.
A tak
po drugie, cieszy mnie, że podałaś przykład gejów. Feministki wmawiają nam
bowiem, że brak kobiet w niektórych kontekstach jest wynikiem ich opresji.
Tymczasem chociażby literatura pełna jest Żydów i gejów. Pisali często właśnie
po to, aby znaleźć pocieszenie w swej trudnej sytuacji. Nie wiem czy Heine
napisałby choć jeden wiersz a Genet choć jedną książkę, gdyby nie traktowali
literatury jako terapii. Może to jednak ta męska kreatywność? No bo chyba nikt
mi nie powie, że na początku wieku łatwiej było być gejem lub Żydem niż kobietą.


P.S. Ja już nie mieszkam w Szwecji:) Nie twierdzę też, że ,,baby są
głupie". Denerwuje mnie jedynie nowa moda na współczucie dla jednej płci i
oskrżanie drugiej.
Nie wiem dlaczego próbujesz mi tu imputować mizoginię. Ja
kocham kobiety:)
Ale to akurat też nie pozostaje bez związku z moją niechęcią
do feminizmu. Bo nie mogę się niestety z tego wypisać, że jestem
heteroseksualnym mężczyzną, który ma pewne emocjonalne potrzeby, i który woli
kobiece kobiety niż takie jak Kinga Dunin (której elokwencję i inteligencję skąd
inąd bardzo szanuję).

Również pozdrawiam!
ale_akcja   |28.02.2010 18:27:12
Strasznie przykre, że dyskusja pod tym tekstem zaczyna się wyłaniać dopiero
po serii jakichś nieprzemyślanych gniotów, w których jedni starają się
przede wszystkim odciąć drugim.
Pierwsze komentarze świadczyły o
kompletnym niezrozumieniu tekstu. Dopiero magda poniekąd naprostowała sytuację.
Bo owszem, jest to tekst literacki. Jeśli
felieton, to nie w stylu Johnsona (tego kwasiarza od
książki "Intelektualiści").
Chciałbym się wypowiedzieć z
perspektywy męskiej.
Rozumiem vikinga, który czuje się
atakowany genderowszczyzną i ponieważ rozumie, że płeć się liczy, razi
go ciągłe wydobywanie na wierzch tego aspektu. Niestety jednak trzeba to
robić, nawet jeśli staje się to nudne i nawet mimo ryzyka, że będzie
bezpłodne. A to dlatego, że druga strona nie chce o tym mówić WCALE.
I
zmęczenie tematem nie usprawiedliwia ujadania przeciwko.
Tekst jest
moim zdaniem bardzo subtelny i przede wszystkim mówi o starości. O starości
kobiecej, w której przeszłości nie było nigdy wesołego i przyjemnego
seksu. O zmarnowanym czasie.
Jest tu też ambiwalencja spotkania z obcym,
jakim przeważnie jest osoba starsza. Czas odkłada się w ludziach, aż w
końcu wypiera większość innych rzeczy. Trudno to przeskoczyć. W zetknięciu
z tym zalegającym czasem, który powtarza sam siebie (te same
czynności, te same rozmowy) trudno jest zachować zimną krew.
Ale są
rzadkie chwile, kiedy spod czasu wychyla się osoba, z którą
można nawiązać kontakt. I to jest niezwykłe. Magiczne.
Jest też
szacunek. W tekście ewidentnie ważna dla autorki prawda o kobiecej
seksualności etc., ustępuje przed szacunkiem dla człowieka. Pozwala mu
zachować iluzję normalności, której strzaskanie nie służyłoby
niczemu.
***
Owszem, jestem egzaltowany i jest późno, ale wydaje
mi się, że tekst Malanowskiej wart jest jednak przemyślenia. A nie
tylko pyskówki.
I cieszy mnie, że ta wymiana zdań zaczęła zmierzać
ku myśleniu, a nie tylko dosrywaniu.
Spokojny   |01.03.2010 02:29:11
Zycie starzej pani uplynelo bez dobrego seksu poniewaz w jej czasach nie bylo
feministek. Obecnie sa feministki i dlatego kobiety maja lepszy seks. Feministki
sa bowiem entuzjastkami seksu z mezczyznami i ich nieskrepowany entuzjazm sie
udziela takze pozostalym paniom.
maciej  - Piszący gnioty   |01.03.2010 02:33:19
ale_akcja :
Wg dewizy Henry’ego Forda z 1914 roku: "możesz otrzymać
samochód w każdym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny" jesteś
wyznawcą tego poglądu i parafrazujesz go odnośnie komentarzy pod felietonami,
czyli - można pisać komentarz pod warunkiem, że jest on pochlebny dla
tekstu.
Wyobraź sobie ( jeżeli możesz), że świat jest kolorowy, a nie
manichejski.
Ps. pewnie masz plus u magdy.
viking   |01.03.2010 04:41:57
@ale_akcja

,,Niestety jednak trzeba to robić, nawet jeśli staje się to
nudne i nawet mimo ryzyka, że będzie bezpłodne. A to dlatego, że druga strona
nie chce o tym mówić WCALE"

Nie rozumiem. To znaczy kto jest tą drugą
stroną. Feministki, które mówią tylko o kobietach czy ludzie, którzy nie mówią o
genderach?

,,I zmęczenie tematem nie usprawiedliwia ujadania
przeciwko"

Czyżby? ,,Gendery" mają to do siebie, że analizują
wszelkie aspekty życia nie tak abyśmy się czegoś o sytuacji kobiet i mężczyzn
faktycznie dowiedzieli, tylko tak aby udowodnić wcześniej założoną tezę. A ta
jest taka, że kobiety są dyskryminowane i mają ,,w każdym aspekcie społecznym
gorszą pozycję niż mężczyźni", cokolwiek mogło by naruszyć tę tezę zostaje
przemilczane. To jest naukowość bliska naukowości astrologii i fakt, że Gender
Studies w ogóle istnieje na uniwersytetach, feministki zawdzięczają wyłącznie
gentlemańskiej postawie tych, którzy nie mówią, że ,,król jest nagi".


,,W tekście ewidentnie ważna dla autorki prawda o kobiecej seksualności
etc., ustępuje przed szacunkiem dla człowieka".

A co jest Twoim zdaniem
tą prawdą o kobiecej seksualności? Zdanie Dworkin, że ,,każdy seks
(penetracyjny) to gwałt"?
Wizja Jelinek z jej książki ,,Lust"? A może
prawdę o kobiecej seksualności pokazuje ten słynny francuski film ,,Anatomie de
l’enfer", w którym jak to mówiła krytyka ,,zdemitologizowany zostaje obraz
kobiety jako obiektu pożądania" a demitologizacja ta polega na filmowaniu z
bliska miesiączki oraz upławów? A może sprawa jest o wiele prostsza i
reprezentacyjna jest po prostu sytuacja cioci Dziuby albo też zdanie z felietonu
o tym, że seks jest czasem miły i nic więcej?
magda   |01.03.2010 07:01:18
@ viking
dopiero teraz tak mnie tknęło: a może Ty mnie/nas podpuszczasz z
tymi swoimi lekturami feministycznymi? bo jeśli rzeczywiście trochę się tym
interesowałeś, to musisz wiedzieć, że feminizm ma swoją historię i nurty, pewną
dynamikę rozwoju, i ciężko ekstrapolować na całość akurat radykalne i
specyficzne poglądy dworkin i solans
więc nie wiem: sprawdzasz naszą
orientację w temacie? czy naprawdę budujesz swój obraz ruchu kobiecego tylko na
tej podstawie? ja się z tym nurtem nie utożsamiam. poza tym to zbyt łatwy
przeciwnik do ustrzelenia jest. w tym wąskim wycinku mogę się nawet zgodzić z
twoją krytyką obsesji na punkcie absolutyzacji krzywdy kobiet, zwłaszcza na polu
seksualnym. choc w sumie to jest wizja komplementarna z Twoją: one mówia, że
kobiety strasznie cierpią, Ty - że nieprawda, bo nie cierpią. i tak się możecie
przerzucać
Kadarka   |01.03.2010 07:43:58
Nie bardzo rozumiem, dlaczego akurat ten felieton sprowokował aż takie
nieprzyjazne komentarze- może ja przeczytałam jakiś inny tekst niż Spokojny,
maciej i viking, ale nie doszukałam się w nim żadnych skarg, wniosków i zażaleń
pod adresem facetów. To tekst o kobietach i kobiecej relacji, kobiecym
doświadczeniu. A równocześnie mam wrażenie, że Autorzy pierwszych trzech
komentarzy poczuli się niesprawiedliwie oskarżani. Czy możecie napisać, co was w
nim konkretnie wkurza?
viking   |01.03.2010 09:38:41
@magda

A wiesz, że ja byłem pewien, że napiszesz o historii i nurtach?
Albo jestem jasnowidzem albo feministki są straszliwie
przewidywalne:)

Powiedzmy, że byłem złośliwy podając skrajne przypadki. Tylko
powiedz mi czy aby feministki kiedykolwiek radykalnie zerwały z amerykańskimi
teoriami lat 60. i 70? Pomijając nieliczne przypadki jak Hoff Sommers, która
najpierw skrytykowała feminizm w ,,Who stole feminism?" a obecnie zmieniła
zdanie co do tego kto jest naprawdę dyskryminowany w USA, o czym napisała
książkę ,,War against boys". Za obie posypał się na nią grad krytyki
feministek w amerykańskiej prasie. Była jeszcze Susan Faludi, na którą za
,,Stiffed" posypał się już nie grad, ale kubeł gówna od kobiecej części
bostońskiej elity.
G. Schyman chcąca podatku od bycia mężczyzną oraz Inicjatywa
Feministyczna śpiewająca na swych spotkaniach pieśni o ucinaniu fiutów to już
natomiast współczesność. Podobnie jak francuskie filmy ,,Baise-moi" czy
,,Anatomie de l’enfer" oraz polska Magdalena Środa i jej esencjalistyczna
bajka (bo każdy naturalizm jest ,,be" jeśli jest na korzyść mężczyzn, na
odwrót jest w porzo)o tym, że kobiety nie są agresywne i nie uprawiają korupcji.
Mógłbym tak siedzieć tutaj tydzień i wymieniać. A ty mówiłabyś za każdym razem,
że są różne nurty.

Faktycznie symptomatyczne jest natomiast, że odpowiadasz
wyłącznie na moją ironię co do feministycznych poszukiwań istoty kobiecej
seksualności a nie odnosisz się do meritum mojej argumentacji. A ono nie dotyczy
Dworkin, tylko samej koncepcji ,,patriarchatu" jako sposobu opisu
rzeczywistości. Dla mnie jest on zywkłą teorią spisku nie potwierdzoną w faktach
lub też potwierdzoną tylko wtedy gdy patrzy się na odpowiedni fragment
rzeczywistości. Kobiety faktycznie zarabiają mniej i jest ich mniej w polityce.
Tylko zdecydowanie rzadziej odcina się je od kontaktu z dziećmi i nie ma ich też
w zawodach, w których trzeba narażać zdrowie i życie.
Dzisiejszy feminizm jest
ekskluzywną zabawą małej grupy pań z klasy średniej i wyższej, czasem
przetwarzaną na ,,wersję ludową" w kobiecych pismach i imprezkach
prowadzonych przez uciemiężoną Henrykę Bochniarz.
Prawda jest taka, że
,,cierpią" i mężczyźni i kobiety, zależy kiedy i gdzie.
Feminizm mówi nam,
że kobiety z założenia bardziej. I to właśnie ta teoria, z jej założeniami,
nawet bez pomocy radykałek, sprawia, iż dziś kraj, w którym np. sytuacja w
psychiatrii dziecięcej wygląda tak, jak opisałem powyżej nazywany jest
,,najbardziej równouprawnionym na świecie".
Najlepiej tę farsę opisuje
przykład z francuskiego radia. Był kiedyś program o sytuacji mężczyzn, pełen
załamujących danych, czarnych statystyk- o samobójstwach, o systemowych
zaniedbaniach. Po tym wszytskim facet, który to opowiadał mówi: ,,ale oczywiście
we Francji wciąż najbardziej dyskryminowane są kobiety". Argumentu nie było,
ale przecież nie o argumenty tu chodzi tylko o to, żeby nie zapomnieć dogmatu o
tym jak strasznie jest źle kobietom. Choć oczywiście nie jesteś jedyną, która
wcale by się nie zamieniła, jakby miała okazje.
viking   |01.03.2010 09:54:21
@Kadarka

W artykule zdenerwował mnie protekcjonalny ton wyższości i
pseudo-współczucia wobec starszej osoby (nie wobec mężczyzn). Moją
antyfeministyczną reakcję wywołała teoria o umieraniu na froncie jako
reprodukowaniu patriarchatu.

Ale może nie powinienem się złościć na autorkę.
Przynajmniej ma jakiś kontakt z ciocią. My, ludzie wychowani w Szwecji jesteśmy
natomiast tak przykładnymi ,,feministami", że wylewamy łzy nad losem
uciemiężonych kobiet z centrum Sztokholmu, z laptopem w ręce. Co do starszych
pań, mamy w zwyczaju czekać aż spokojnie sobie zdechną w naszych higienicznych
domach starości, gdzie zajmują się nimi pozbawione empatii cyborgi.
maciej   |01.03.2010 10:34:16
@Kadarka -
Z historią i faktami się nie dyskutuje. Autorka felietonu to
robi.
Zaczynanie rozwiązywania problemów kobiet od szukania winnych prowadzi
donikąd.
Przypomnę Ci, że występowało takie zjawisko w przyrodzie jak
matriarchat ( patrz Śląsk ale nie ten Kutza, tylko rzeczywisty).
maciej   |01.03.2010 10:56:46
Newsweek nr 8/2010 str. 31, art. Jak Kutz wymyślił Śląsk.
Spokojny   |01.03.2010 16:00:28
Wiele z tego co mnie wkurzylo opowiedzial juz Viking. Napisalbym o pewnej
jednowymiarowosci opowiesci snutej przez autorke. Teza tekstu jest jak rozumiem
taka, ze oto mamy starsza pania, ktora w zasadzie zmarnowala zycie, poniewaz
zyla nieswiadomie siebie samej. A zyla nieswiadomie, poniewaz nie bylo jej dane
zetknac sie z filozofia, ktora by jej mogla swiat otworzyc i ktora sie nazywa
feminizm. A ze jej nie miala, to tylko biedna na tych mezczyzn czekala co poszli
umierac i ja sama zostawili i nawet ona nie wie czego jej brak i jaki jest seks,
bo jej nikt nie powiedzial.
Mozna by pomyslec, ze chlopakom by sie tez seks
nie podobal jakby im nikt nie powiedzial ze to moze byc fajne. I przezywalby
taki facio cale zycie nieswiadomie, co moze sie stac dobrego jak sie zacznie
bawic ptaszkiem. Do glowy by nam przeciez nie przyszlo ze seks moze byc fajny
jakby nam patriarchat nie powiedzial tego. Blizej zainteresowanych tym tematem
odsylam do filmu Samsara. Ladnie tam pokazane, jak chlopcy w buddyjskich
klasztorach od urodzenia niemal na sutrach wychowani probuja sobie radzic z
narastaniem popedu. Ale to dygresja. Wazne jest cos innego. Umieranie w
samotnosci. Bez mezczyzny w sumie przez cale zycie. Ile kobiet z pokolenia tej
starszej pani moze to spotkac i dla porownania ile feministek to czeka? Ile
wspolczesnych kobiet upija sie w domu wieczorem samotnie? Polece jeszcze jeden
film - W pulapce wojny, nakrecony przez jedna pania. Swietna rzecz i wiele
genialnych scen o ktorych tutaj nie ma sensu, ale jedna scena a’propos.
Amerykanski zolnierz wchodzi samotnie do domu irackiej rodziny. Bez munduru, z
pistoletem w rece, ktorym mierzy przed siebie. Jest w lekkiej szajbie. Gospodarz
probuje go uspokoic, proponuje, zeby "gosc" usiadl. I na to pojawia sie
nagle iracka zona w chuscie na wlosach. I co robi? Ano wkurwia sie straszliwie,
zaczyna goscia opieprzac z dzikim wrzaskiem, wali go taca z herbata po lbie i
wywala z domu. I jestem przekonany ze ta scena jest realistyczna i nie tylko
dlatego, ze wymyslila ja kobieta. Po prostu wiem jak moze funkcjonowac
"zdominowana przez patriarchat" baba ze ścierą w reku, ktorej ktos sie
wladuje na jej teren i zadnej "deseczki" jej do tego nie potrzeba. Z
cala sympatia dla polskich instruktorek wendo, ale zadnej z nich nie widze w
takiej akcji. Opowiesc o meskiej opresji nie jest calkiem falszywa. Jest po
prostu totalnie jednowymiarowa i jednostronna. To troche jak wizja zycia
terapeuty od uzaleznien. Wszystko mozna przepuscic przez ten filtr i wszyscy
wyjda z niego z diagnoza. I to mnie wkurwia.
viking   |01.03.2010 20:25:51
Mnie też to wkurwia:) Ale mimo tego ostrego tonu, w który tu popadłem często też
śmieszy.

Najzabawniejsze jest feministyczne odkrywanie kobiecej
seksualności. ,,Monologi waginy" , siostrzańskie kursy masturbacji i tego
typu sprawy. Podczas, gdy dla każdej normalnej i nieprzeidologizowanej,
heteroseksualnej kobiety podstawą jej seksualności jest chęć obcowania z
mężczyzną. To jest właśnie podstawowy problem cioci Dziuby- brak odpowiednich
mężczyzn w jej życiu a nie patriarchalna opresja. I mam wrażenie, że ten akurat
problem dzieli z dość znaczną częścią feministycznego środowiska;)

Ja
natomiast bardzo lubię zarówno konserwatystów, księży jak i feministki. Środa,
Glemp i Terlikowski jarają mnie swoją a(nty)seksualnością. Widzę ich i cieszę
się, że nie muszę np. popierdalać w czarnej kiecce i uważać seksu za
grzech.
Jak przypomnę sobie kwaśną minę Środy, brak stylu Szczuki, doceniam dwa
razy bardziej każdy uśmiech pięknej kobiety. A już naprawdę nie ma to jak
oglądnąć relacje z manify- pełnej antymęskich haseł oraz dziewczyn ubranych tak
jakby chciały wyglądać najgorzej jak to tylko możliwe a potem pójść do jakiegoś
klubu pełnego seksownych kobiet, które są tam dlatego, że mają na temat mężczyzn
inne zdanie niż uczestniczki antypatriarchalnych krucjat.
magda   |02.03.2010 03:40:27
cóż - przez moment zapowiadała się jakaś sensowniejsza dyskusja, przy wszystkich
róznicach.
ale nie: znowu trochę tanich stereotypów, wylew frustracji i
rechocik. no trudno
ale Wisły kijem i tak nie zawrócicie, więc pozostaje wam
już tylko powyżywać się na tym forum. enjoy!
Spokojny   |02.03.2010 06:33:01
Jak sie pojawiaja argumenty w ktorych jest opis tego jak druga strona wyglada to
i nie dziwne, ze dyskusja sie konczy. Trudno wymagac od kogos, zeby tak dalece
sie siebie zaparl, zeby to olal.
No ale inne argumenty tez sa. Ja na przyklad
taki podalem argument:
skoro mowi sie o tym ze patriarchat poprzez swoja
opresyjnosc zniecheca kobiety do seksu i przez to one sa wobec swego seksu
opresyjne, a gdyby nie to to by takie nie byly, to czy mozna sobie wyobrazic
taka sytuacje, w ktorej to mezczyzni jako masa byliby do seksu zniecheceni i
wobec wlasnej seksualnosci opresyjni? Mozna gdzies znalezc przyklad takiej
kulturowej niecheci mezczyzn do seksualnosci? Mozna gdzies znalezc przyklad
mezczyzn ktorzy by przez cale zycie nie odkryli co im daje masturbacja?


Drugi argument konkretny - skoro mowi sie o tym, ze feminizm prowadzi do
seksualnej wolnosci kobiet do radosci z heteroseksualnego seksu, to
a. skad
wsrod feministek taka nadreprezentacja kobiet homoseksualnych?
b. skad brak
odzwierciedlenia emocjonalnego tej tendencji u jej najbardziej naturalnych
adresatow, czyli u mezczyzn? Skoro to ma kobiety do nich zblizyc, to czemu oni w
swej masie (z calym szacunkiem i uznaniem istnienia wyjatkow) uparcie twierdza,
ze czuja cos wrecz przeciwnego? Zle czuja?
viking   |02.03.2010 07:39:21
@Magda

W kilku wpisach podałem dość szeroką argumentację dotyczącą tego
jak się kończy feministyczny terror emocjonalny. Najlepszym przykładem była tu
różnica w ofercie psychologicznej kierowanej do chłopców w stosunku do tej jaką
otrzymują dziewczynki w ,,najbardziej równouprawnionym kraju świata" oraz
umieralność mężczyzn w wypadkach zawodowych. Było też parę przykładów z Polski,
z Francji. Nie odniosłaś się do żadnego. To mnie nie dziwi, ponieważ jeszcze nie
widziałem w swoim życiu aby jakakolwiek feministka odniosła się do tego typu
argumentów inaczej niż albo mówiąć o ,,różnych feminizmach" albo zarzucając
rozmówcy seksizm ( i w konsekwencji znów ustawiając się w pozycji ofiary, co
akurat jest feministycznym hobby). Niestety nie udało ci się ani dowieść mojej
niewiedzy ani mojej homofobii (co Bóg jeden wie czemu, próbowałaś tu zrobić)-
pozostałaś więc bezbronna na placu boju, bo niesprawiedliwość sytuacji przez
mnie opisanych jest tak oczywista, że nie ma na nią logicznych
argumentów.

,,ale Wisły kijem i tak nie zawrócicie"

To znaczy której
Wisły, którym kijem? Feminizm jest silny w środowisku akademickim. Jest też
pop-feminizm kobiecych gazet- ten jest akurat dosyć niegroźny. A tak poza tym?
Większość młodych Polek nie lubi feminizmu- ani jego antymęskich fobii ani
skłonności do wiktymizacji kobiet. Zapytane co sądzą o feministkach mówią
zazwyczaj, że są ,,niedoruchane". W Szwecji jest to pogląd wyznawany przez
20% społeczeństwa- jak na 40 lat powszechnej indoktrynacji to mało.
viking   |02.03.2010 07:49:38
@Spokojny

Zle czuja?

No pewnie, że źle. Najwyraźniej nie wiedzą, że są
,,różne feminizmy", opierają się wyłącznie na stereotypach (większość
feministek to piękne kobiety, które kochają seks) i są sfrustrowani (tym, że
cudowne feministki nie bardzo ich lubią).
A tak serio, to myślę, że większość
mężczyzn w ogóle się nie zastanawia nad tym czy feministki lubią seks- jest
wystarczająco dużo kobiet, które lubią.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 28.02.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 7.32974 Seconds