Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
W pierwszym szeregu na bój |
|
|
Redakcja KP
|
|
10.07.2006 |
Jarosław Kaczyński będzie premierem. Część komentatorów jest zdziwiona, inni twierdzą, że taki obrót sprawy był łatwy do przewidzenia. Kto ma rację? Czy jesteśmy już w Polsce braci Kaczyńskich?
Zdziwieni wskazują, że bracia Kaczyńscy odwołali premiera, który stał się najpopularniejszym w Polsce politykiem i jednocześnie był „ludzką twarzą” PiS. Marcinkiewicz miał zmiękczać wizerunek partii braci Kaczyńskich jako twardego narzędzia sprawiedliwości i bezwzględnego młotu na układ. Miał być dowodem na to, że PiS potrafi rządzić inaczej niż jako partia stanu wyjątkowego. Może bowiem zaproponować miękkiego premiera dbającego o polityczny marketing, gotowego na kompromis i „odpowiedzialnego” w kwestiach ekonomicznych, co w praktyce oznaczało, wbrew postulatom PiS z kampanii, kontynuację polityki liberalnej. Marcinkiewicz był zatem elementem strategii Kaczyńskich na kupienie opinii publicznej i zapewnienie sobie wizerunku przewidywalnych w kwestiach gospodarczych. Czy Kaczyńscy zmienili strategię, czy może stracili sam zmysł strategiczny?
Ci, którzy odejściem Marcinkiewicza nie są zdziwieni, podkreślają, że bracia Kaczyńscy nie znoszą konkurencji. Premier zdobył spory kapitał popularności i zaczął utwierdzać się w przekonaniu, że może stać się samodzielnym politykiem. Pokazać miał to kilka razy w ostatnim czasie, dając do zrozumienia, że chce sprawować kontrolę nad powoływaniem przedstawicieli Ministerstwa Skarbu w państwowych firmach, dymisjonując bez konsultacji z braćmi Kaczyńskimi Zytę Gilowską i powołując na jej miejsce Pawła Wojciechowskiego, czy spotykając się z Donaldem Tuskiem. Takiej samowoli Kaczyńscy znieść nie mogli, ponieważ ufają tylko sobie, a od współpracowników oczekują całkowitego podporządkowania się swoim decyzjom. Każdy, kto zna psychologię braci, mógł zatem przewidzieć, jak potoczą się losy Marcinkiewicza, jeśli ten zapragnie swobody i realnej władzy.
Bać się czy nie bać?
Zaniepokojeni decyzją objęcia teki premiera przez Jarosława Kaczyńskiego obawiają się koncentracji władzy w rękach dwóch braci. Marcinkiewicz miał być gwarantem minimum poprawnych standardów rządzenia i kompetencji. Choć Jarosław Kaczyński był wcześniej premierem de facto, to jednak kiedy staje się premierem de iure, oznacza to rezygnację z podtrzymywania choćby pozorów dzielenia się władzą. Teraz czeka nas władza braci Kaczyńskich, którzy bez skrupułów realizować będą swoje niebezpieczne pomysły.
Spokojni przekonują, że skoro Kaczyńscy i tak rządzili od początku utworzenia rządu Marcinkiewicza, to sytuacja, kiedy Jarosław Kaczyński zamieni funkcję prezesa na fotel premiera, niewiele zmieni. Tak naprawdę odwołanie Marcinkiewicza pozwoli na przyspieszenie prac rządu dzięki usprawnieniu komunikacji pomiędzy liderami trzech partii tworzących koalicję.
Odejście Marcinkiewicza dobrze pokazuje kierunek, w jakim zmierza polska polityka. Coraz częściej jesteśmy zmuszeni myśleć o niej nie w kategoriach długofalowych procesów i konkurencyjnych koncepcji organizowania życia zbiorowego, ale w terminach strategii i aktywności politycznej dwóch braci. Czy braciom można zaufać odnośnie do przestrzegania demokratycznych procedur, czy należy się obawiać?
Polska braci – jak to działa?
To, że w polskiej polityce bracia Kaczyńscy odgrywają od pewnego czasu znaczną rolę, nie jest odkryciem. Zrozumieć jednak trzeba, jakimi środkami utrzymują swoją centralną pozycję i jak określa to kształt sceny politycznej. Oni nie czekają aż na scenie politycznej pojawią się wydarzenia, na które będą musieli reagować. Sami je wywołują i dbają o to, aby stosunek do nich wyznaczał kryteria politycznego sporu. Widać to było przy okazji ostatniej międzynarodowej afery. Prezydent odwołuje udział w spotkaniu Trójkąta Weimarskiego ze względu na dolegliwości żołądkowe i jednocześnie „przypadkiem” rozpętuje burzę wokół satyrycznego artykułu na swój temat w „tageszeitung”. Publiczność ma się podzielić na zwolenników ochrony dobrego imienia Kaczyńskich przedstawiających samych siebie jako uosobienie Polski i na przeciwników, którzy ich nie akceptują i zawsze mogą być oskarżeni o sprzyjanie obcym interesom.
Podobnie sytuacja wygląda w przypadku odwołania premiera. Nie pojawiła się żadna dyskusja na temat polityki rządu. Ze strony Jarosława Kaczyńskiego nie padły w zasadzie żadne argumenty uzasadniające usunięcie Marcinkiewicza, bo nie można brać na poważnie zapewnień, że chodziło o znalezienie odpowiedniego polityka zdolnego kandydować na prezydenta Warszawy. Jarosław Kaczyński przyparty do muru pytaniami o przyczyny odwołania wypowiedział znamienne zdanie: „Jesteśmy przedmiotem nieustannego ataku. Chcielibyśmy udowodnić tym, którzy nas atakują, a ostatnio dołączyły się do tego pewne czynniki zagraniczne, ale mają tutaj też związki w Polsce, że po prostu ich wysiłek do niczego nie prowadzi”. Powodem zajęcia fotela premiera przez Jarosława Kaczyńskiego jest zatem zaostrzanie się walki. Skoro w walce tej on i brat są głównym przedmiotem ataków to właśnie oni muszą stanąć w pierwszym szeregu.
Alternatywa dla Kaczyńskich
Polska Kaczyńskich to nie Polska, gdzie Kaczyńscy sprawują władzę absolutną, ale Polska, której Kaczyńscy zdołali narzucić siebie (w roli reprezentantów tego co polskie albo tego co moralne) jako zasadniczy przedmiot sporu. Dopóki spór toczy się na tym terenie, Kaczyńscy są zawsze niejako krok do przodu, ponieważ zachowują dużą swobodę w tworzeniu dynamiki sytuacji politycznej. To oni zadecydują, kiedy wybuchnie nowy konflikt, i oni w sterować mogą jego natężeniem. Jeśli opozycja ograniczy się do roli krytyków Kaczyńskich, a oni opozycję będą przedstawiać jako część zagrożonego układu, to taka wojna może się toczyć, skrywając realne problemy społeczne, które wyniosły Kaczyńskich do władzy, pod pozorami konfliktu pomiędzy sprawiedliwymi braćmi a moralnie podejrzanymi elitami.
Jeśli ktoś chce rzucić realne wyzwanie polityce Kaczyńskich, nie może ograniczać się do straszenia wszechwładzą premiera i prezydenta. Realną alternatywą dla Kaczyńskich byłoby wprowadzenie nowych kryteriów politycznego sporu, który nie tylko postawiłby Kaczyńskich na marginesie, ale także pozwoliłby lepiej wyartykułować realne problemy, jakie wyniosły ich do władzy. Jeśli nie wystarczy na to pomysłu i odwagi, możemy jeszcze przez jakiś czas pozostać w Polsce Kaczyńskich.
Maciej Gdula
Tekst ukazał się w „Życiu Warszawy” z 10 lipca 2006.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 10.07.2006 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...