Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Szczęście w nieszczęściu Drukuj
Redakcja KP   
24.10.2005
Wybór Kaczyńskiego traktowany jest przez wielu ludzi o lewicowych poglądach jako narodowa tragedia. A ja się cieszę, że nie jest to Tusk. Co więcej - myślę, że jest to szczęśliwy wybór. Z dwóch kandydatów prawicy wygrał bowiem ten „prawdziwszy”, który nie ma szans udawać, że jest prezydentem wszystkich Polaków. - pisze Sławomir Sierakowski w „Gazecie Wyborczej” z 25 października. Z artykułem polemizuje Marek Borowski w „Gazecie Wyborczej” z 28 października.

Komentarze
Dodaj nowy
thomas  - nie ma szans, ale udaje   |24.10.2005 23:38:27
cóż, Pan Prezydent Elekt raczył w pierwszych słowach mówić o zgodzie narodowej i
zasypywaniu podziałów…

Myślę, że szybkość zmiany strategii Lecha
Kaczyńskiego może nas jeszcze nieraz zaskoczyć. Ale było to do przewidzenia, bo
wynika z programu PiS (ponieważ ze sprzeczności wynika dokładnie wszystko).
bokanon  - Pełna zgoda   |25.10.2005 15:44:30
że taki wynik maksymalizuje szansę na polaryzację i widoczność udziałowców nowej
lewicy. No ale to już akurat od dawna było wiadomo: strategicznie sensowniej
było głosować na PiS niż oddawać nieważny głos.

Nieskończenie
życzeniowo brzmi jednak hipoteza, iż Polacy chcą czegoś, co im PiS
populistycznie obiecał, ale co tylko prawdziwa lewica dać może. Paranoja
‘liberalizmu’ pogoniła bowiem do urn nie tylko beneficjantów redystrybucji, ale
również indywidua, dla których liberał to inne określenie na geja. Migracja tej
części elektoratu na lewo jest wątpliwa (stąd też może porażający brak wątku
homoseksualnego w skądinąd tradycyjnych refrenach artykułu).

Zastanawiam się
jak - patrząc na rozkład wiekowy wyborów i ‘starzejące się społeczeństwa’ -
rozwiązać problem oportunistycznego zachowania emerytów, dla których (bez
względu na poziom przychodu) optymalne jest głosowanie za nawet najbardziej
krótkowzrocznym rozdawnictwem socjalnym? Problem analogiczny do inflacyjnego
‘time inconsistency’, które (u nas już może niedługo) reguluje niezależny bank
centralny.
eryk   |26.10.2005 00:59:23
"(stąd też może porażający brak wątku homoseksualnego w skądinąd
tradycyjnych refrenach artykułu). "

Pewnie autor tekstu to kryptohomofob
:-)
Rylew  - no inconsistency   |26.10.2005 13:09:27
Sierakowski daje dobrą analizę i ocenę sytuacji.
To prawda, że Polacy wybrali
Kaczyńskiego wbrew medialnemu faworytowiTuskowi.
Wynik mógłby być jeszcze
wyraźniejszy gdyby do wyborów poszli ci co już stracili nadzieję, że jeszcze
można coś swoim udziałem poprawić.
Jednak teza, że „Polacy chcą państwa
opiekuńczego i odrzucają liberalną politykę gospodarczą” daje nieco do
myślenia. Samo określenie „państwo opiekuńcze” budzi niejasne
skojarzenia i może być utożsamiane z „nawet najbardziej krótkowzrocznym
rozdawnictwem socjalnym”jak to określa bokanon. Chociaż nie precyzuje on
dokładnie co to jest, to jednak można się domyślać, że to coś bardzo złego.
Również określenie „liberalna polityka gospodarcza” tutaj chyba nie
pasuje.
Jak znam życie i rodaków, pomijając nieliczny element
nieprzystosowywalny, większość znakomita nie chce żeby ich utrzymywano, chce
pracy i zarobku wystarczającego na najważniejsze potrzeby. Wiem także, że w
krajach europejskich Polacy są uznawani i szanowani jako ludzie zdolni i
pracowici.
Większość głosujących wypowiedziała się raczej nie przeciw
liberalnej polityce gospodarczej, a raczej odrzuciła neoliberalną wiarę w
turbokapitalistyczny raj w którym nie widzi dla siebie miejsca. Zwyciężyła wiara
w solidaryzm społeczny
i być może w społeczną gospodarkę rynkową.
There is
no inconsistency.
thomas  - O niespójności   |26.10.2005 13:23:18
Nie można dowieść, że coś jest niesprzeczne, w ramach tego samego systemu (to
prawda logiki).

A sprzeczne jest mówienie, jak Pan Michał Kamiński, że
ideałem jest socjalne państwo dobrobytu takie jak w Szwecja i polityka Partii
Pracy w Wielkiej Brytanii, a jednocześnie mówienie, że taki jest program też
PiS, a potem dodawanie… że wśród partii prawicowych w Europie PiS ma
najbardziej prawicowy program w Europie. Albo ma prawicowy program, który nie
jest lewicowy w sensie szwedzkim czy blairowskim (bo w końcu ma być skrajnie
prawicowy ekonomicznie), albo nie ma. Nie można być jednocześnie zwolennikiem i
przeciwnikiem Blaira w tej samej sprawie. (Cytuję wypowiedzi z rozmowy z
Kamińskim w radiu PIN, poniedziałek 24.10.2005).
fmigas  - nie za wysoka cena?   |26.10.2005 18:02:37
Bardzo ciekawy artykuł i z niektórymi obserwacjami autora wypada się zgodzić.
Ale z kluczową tezą zgodzić się nie można.
Tegoroczne wybory - prezydencki i
parlamentarne - były rzeczywiście pierwszymi, w których polityka rozgrywana na
ekranach naszych telewizorów miała coś wspólnego z tym, czym polityka jest
naprawdę. Być może zapominamy o tym często, ale polityka to nie potyczki
polityków z tv, ale ciągły proces uzgadniania rozbieżnych interesów i oczekiwań
różnych grup społecznych oraz dyskusja o systemach wartości i wywiedzionych z
nich prawach. W tym sensie prawdziwa jest uwaga autora, że znaczne przepływy
wyborców w łańcuchu AWS-SLD-PiS świadczą o braku komunikacji między partiami
politycznymi a grupami społecznymi świadomymi swoich interesów i sposobu ich
reprezentacji i realizacji w systemie demokratycznym. Polacy ciągle nie
rozumieją do końca czym jest polityka i w jaki sposób kształtuje ona
rzeczywistość, w której żyją. Ten brak rozumienia znajduje swoje potwierdzenie w
rzucanych często od niechcenia przez przedstawicieli wszystkich pokoleń i
środowisk uwagach w rodzaju "mnie tam polityka nie dotyczy". Długo
funkcjonujący na polskiej scenie politycznej układ, w którym partie
reprezentowały raczej tożsamość historyczną obywateli niż ich realne interesy,
odbił się negatywnie przede wszystkim na świadomości młodych ludzi, dla których
podziały rządzące polityką były coraz mniej czytelne i przede wszystkim
nieproduktywne.
Być może też prawdziwa jest teza, że prezydentura Lecha
Kaczyńskiego, świadomie i celowo podnoszącego coraz wyraźniej kwestię interesów
uboższych, przegranych w procesie transformacji grup społecznych, będzie
sprzyjała przywróceniu prawdziwego znaczenia polityki. Donal Tusk, odpowiadający
raczej oczekiwaniom zadowolonej mniejszości, siłą rzeczy zmuszony byłby
potencjalne różnice interesów zamazywać.
Pozostaje jednak pytanie, czy nie
zapłacimy zbyt wysokiej ceny za ten przywilej powrotu do rzeczywistości w
polityce? Zdecydowanie uawżam, że teza zakładająca, że zwycięstwo Kaczyńskiego
jest lepszym rozwiązaniem dla Polski jest tezą fałszywą. Prezydentura Tuska
stwarzała możliwość zdecydowanej modernizacji kraju w zgodzie z najnowszą wiedzą
o tym, jak efektywnie zarządzać państwem, aby obywatelom żyło się w nim
najlepiej. Modernizacji nie poprzez wyśmiany "liberalny eksperyment" (a
więc dogmatyczne trzymanie się prostych haseł prywatyzacji, deregulacji i
wycofania państwa na pozycję "stróża nocnego") a poprzez lepszą alokację
zasobów i mądrą politykę gospodarczą i społeczną dostosowaną do realiów czasu
globalizacji. W myśl takiej polityki redystrybucja dochodu nie ma charakteru
wyłącznie transferów socjalnych (a więc nie jest skierowana bezpośrednio do
konkretnych ludzi). Dużą rolę odgrywa tworzenie narzędzi wspierających aktywność
w tych obszarach, w których tworzy się potęga narodów - przedsiębiorczość,
innowacyjność (naukowcy, wynalazcy, twórczy przedsiębiorcy), kultura (artyści,
intelektualiści, naukowcy) a także inicjatywy społeczne, ochrona środowiska
naturalnego i wiele innych. Państwo nie zachowuje dla siebie w tych obszarach
wszystkich ról - inicjatora działań, dyspozytora środków i wykonawcy - bo nie w
każdej z tych ról państwo jest najlepszym wykonawcą zadań składających się na
daną rolę. Państwo pozostaje przede wszystkim głównym strategiem (passe jest tu
określenie "planista"), w dużej mierze dyspozytorem pieniędzy (wiele z
tych działań nie ma charakteru dochodowego i naiwnością byłoby liczyć, że
sfinansuje je sektor prywatny) oraz rozsądnym regulatorem. Dobrym przykładem
takiej filozofii działania są tzw. polityki Unii Europejskiej - wypływające z
pewnej ogólnej myśli strategicznej nt. rozwoju całego obszaru UE, dysponujące
istotnymi środkami finansowymi i określające warunki brzegowe działania i wymogi
formalne dla uzyskania środków finansowych na te działania. Wykonawcy pozostają
jednak poza układem państwowym - są to samorządy, firmy, organizacje społeczne -
każdy kto ma dobre pomysły, wolę działania i określony zasób kompetencji. Każdy
kto chce poświęcić swój czas, energię i aktywność dla realizacji celów, które
uważa za swoje i ważne.
Słowem kluczem jest tutaj aktywność. Donald Tusk zdaje
się rozumieć lepiej niż jakikolwiek inny wpływowy polityk w Polsce, że
prawdziwym skarbem każdego państwa jest energia i aktywność jego obywateli. Cała
reszta to tylko system, który wspiera bądź tłumi tę aktywność, pomaga jej lub
przeszkadza. W jednej skrajności (naiwny liberalizm) wycofuje się całkiem,
ustalając tylko absolutne minimum reguł gry i wprowadzając policjanta
pilnującego tych reguł. W drugiej skrajności (idealistyczny socjalizm)
przejmując wszystkie zadania i w roli dobrego mamy, taty i dziadka usypiając
aktywność i energię obywateli. PiS zdaje się mieć, wbrew temu co pisze Pan
Sierakowski na temat liberalizmu Kazimierza Marcinkiewicza, raczej inklinacje w
kierunku idealistycznego socjalizmu, miłego sercu, ale najzwyczajniej na świecie
nieskutecznemu we współczesnym świecie. Koalicja POPiS zdominowana przez
zwycięskich braci Kaczyńskich znajdzie pole kompromisu w miejscu wyznaczającym
najgorsze a nie najlepsze punkty programów obu partii. Możemy się spodziewać
kosmetycznej obniżki podatków z jednej strony, a utrzymania transferów
socjalnych na obecnym poziomie z drugiej strony. W transferach dokona się też
nieznacznych, raczej niekontrowersyjnych przesunięć - zabierzemy ubeckim
emerytom (i słusznie) a dodamy rodzinom wielodzietnym i głodnym dzieciom (to też
akurat słusznie). Polityka gospodarcza pozostanie sferą działań pozorowanych, bo
dla przyszłego bogactwa Polski jest rzeczą raczej obojętną czy sprywatyzujemy 10
więcej czy mniej firm i czy przedsiębiorcy dostaną po 1000 zł za każde stworzone
miejsce pracy. Modernizacji państwa zgodnie ze standardami i przede wszystkim
wymogami XXI wieku spodziewać się nie możemy.
Platforma Obywatelska ustami
Jana Rokity odniosła się też do kluczowego, a kompletnie zaniedbanego
zagadnienia jakości i efektywności zarządzania administracją publiczną. W
polskiej dyskusji politycznej o rządzeniu krajem dominują trzy zagadnienia
(pomijam tu oczywiście całą otoczkę stricte politycznego szumu
personalno-marketingowego) - jaką część dochodu redystrybuować, na co go wydać i
kto ma go wydawać (a więc jak podzielić kompetencje między poszczególne
instytucje). Brakuje czwartego elementu czyli właśnie jakości zarządzania tymi
instytucjami, które wydają nasze pieniądze. Dla ilustracji, o czym myślę,
posłuże się przykładem służby zdrowia. Jest to być może najbardziej jaskrawy
przypadek obszaru, w którym to jakość zarządzania a nie ilość pieniędzy czy
nawet system ich redystrybucji stanowi problem. W tym samym systemie
finansowania służby zdrowia funkcjonują szpitale bankrutujące i nie zapewniające
swoim pacjentom elementarnego poziomu opieki i usług medycznych, a jednocześnie
prasa opisuje coraz liczniejsze przypadki szpitali, które dzięki efektywnemu,
sprawnemu zarządzaniu samodzielnie pozbyły się zadłużenia, podniosły jakość
usług a nawet inwestują w rozwój. Skoro w tym samym systmie finansowania, z
takimi samymi pieniędzmi do dyspozycji i podobnym zakresem świadczonych usług
medycznych można uzyskać tak różne efekty, przyczyna nie może leżeć gdzie
indziej niż własnie w zarządzaniu na poziomie instytucji.
Problem jakości
zarządzania podniósł Jan Rokita w swoim liście do Kazimierza Marcinkiewicza,
liście niesłusznie zbagatelizowanym przez media. Zmiana sposobu zarządzania na
zadaniowy - na poziomie instytucji i poszczególnych pracowników administracji
państwowej, począwszy od ministrów - byłaby zmianą fundamentalną i epokową w
polskim państwie. Metoda zarządzania przez cele jest metodą znaną dobrze w
biznesie, wcale nie najnowszą i z całą pewnością nie idealną, ale prawdopodobnie
najlepszą w administracji publicznej, która pod wieloma względami różni się
istotnie od biznesu. A na pewno lepsza jest niż obecny kompletny brak
jakiejkolwiek metody. Metody brak po prostu dlatego, że nikt nigdy o tym nie
myślał zajęty "ważniejszymi" sprawami. Czy możemy jednak spodziewać się
pozytywnych zmian, skoro to PiS będzie odpowiadał za większość administracji?

Wracając jeszcze do listu - jakże on swoim poziomem odcina się od miałkości i
nędzy intelektualnej naszego dyskursu politycznego toczonego na szczytach
władzy. Czy pamiętamy choć ślad podobnej myśli państwowotwórczej w rozmowach
koalicyjnych sprzed 4 czy 8 lat? Zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego w wyborach
prezydenckich odbierając Platformie resztki inicjatywy i mocy stwórczej w
rodzącym się układzie władzy pozbawia nas nie tylko potencjalnych owoców tej
nowej, świeżej myśli politycznej, ale choćby nawet przyjemności płynącej z
satysfakcji, że rządzą nami ludzie, których wiedza na temat praktyki i teorii
rządzenia państwem nie zatrzymała się gdzieś w mrokach minionego już wieku XX.
Łatwo bowiem wyobrazić sobie, że pogrążona w ciągłej walce z PiS’em,
konsekwentnie marginalizowana i targana wątpliwościami z gatunku Hamletowskiego
"wyjść czy nie wyjść z tej koalicji", Platforma pokaże nam swoją gorszą,
zmięta i ponurą twarz polskiego polityka.
Na koniec jeszcze kilka słów o
podatku CIT i propozycji podniesienia stawki do 30 proc. przy zachowaniu ulg
inwestycyjnych. Nie jest to pomysł dobry, a po prawdzie jest bardzo zły, choć
pozornie dobre intencje za nim stoją. Wszystkiemu jak zwykle winna globalizacja,
która sprawia, że państwa dzisiaj jak na konkursie piękności rywalizują o
wybrednych kandydatów, którzy w wianie przynoszą ze sobą miejsca pracy.
Kandydaci przyglądają się różnym państwom i oceniają atuty. Atuty mogą być
różnego rodzaju, a my niestety posiadamy głównie te z niższej półki - niskie
płace, niskie podatki, duży rynek zbytu. Kraje dysponujące atutami z wyższej
półki - zaawansowane otoczenie instytucjonalne, innowacyjni dostawcy i partnerzy
biznesowi, bogate źródła finansowania, zaawansowanie technologiczne gospodarki -
mogą sobie pozwolić na wyższe podatki i płace, bo są one czymś rekompensowane. A
i zwykły czar miejsca i smak życia nie są tu bez znaczenia - menedżer wielkiej
firmy przy zrównoważeniu innych atutów wybierze raczej Francję niż Polskę, bo
będzie się wolał przeprowadzić do Paryża niż Warszawy.
Trudno też wymagać, aby
całość zysków wypracowanych u nas była na miejscu reinwestowana. Logika
działania globalnych korporacji jest taka, że ich procesy produkcji, centra
kosztów i centra przychodów rozsiane są po całym świecie. Środki wypracowane w
jednym miejscu inwestowane są w innym a opodatkowane w jeszcze innym. Może nam
się to nie podobać, ale wymagając wierności - czyli reinwestowania środków
dokładnie w tym miejscu, gdzie one powstały - odrzucamy na wstępie większość
kandydatów. A raczej to oni odrzucają nas. Nie możemy pozwolić sobie - mając
stosunkowo niewiele atutów - na wybrzydzanie i przebieranie w inwestycjach jak w
ulęgałkach - te nam się podobają, dostają ulgę, a tamte są be, to my im bach, 30
procent, a jak wam się nie podoba, to wasz problem. Bolesna prawda dnia
dzisiejszego jest taka, że nie możemy nie tylko my, ale nawet znacznie
zamożniejsze i bogatsze w atuty państwa coraz bardziej się przekonują do tej
niewesołej konstatacji, o czym świadczy ruszająca powoli na całym świecie fala
obniżej podatków korporacyjnych. Globalizacja to potężna siła, czy nam się to
podoba czy nie, i lamentując nad jej skutkami próbujemy zatrzymać kijem Wisłę.
Reguły gry się zmieniają - trzeba to zaakceptować i grać dalej. Przykłady
Irlandii, Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii wskazują, że wcale nie trzeba
przegrać.

*********

Pisałem to sobie wczoraj wieczorem, dziś wklejam tutaj
już po tym, jak okazało się, że koalicji może w ogóle nie być. Prawdopodobnie
wybierając prezydenta Kaczyńskiego przegraliśmy jeszcze nawet dużo więcej niż
mogło się to wydawać jeszcze wczoraj.
Rylew  - niezdolni do kompromisu   |27.10.2005 15:27:21
Powyższa wypowiedź dodana przez fmigas jest dosyć typowym zestawem poglądów
zwolenników Platformy Obywatelskiej wierzących, a może nawet „krzewiących
wiarę” w neoliberalną modernizację, której gwarantem miałby być Tusk jako
prezydent. Dla lewicowców, którzy tej wiary nie podzielają, poglądy jej
głosicieli są bezwartościowe tym bardziej, że i podawane rzadko uzasadnienia są
nieprzekonywujące.
W tych wyborach lewica była zasadniczo podzielona na tych
którzy protestując nie poszli do wyborów lub wrzucili głos nieważny, a tymi
którzy wybrali mniejsze zło. Ci ostatni wybierali prawdopodobnie L.
Kaczyńskiego.
Lewica, chociaż jest ona bardzo zróżnicowana od radykalizującej
do socjaldemokratycznej stojącej na gruncie kapitalizmu, generalnie nie wierzyła
w „dobroć” żadnego z dwóch kandydatów, podobnie jak nie wierzy w
skuteczność rządów oczekiwanej koalicji PO-PISU, oczekując raczej, że wkrótce
okaże się ona niezdolna do kompromisu i skutecznego rządzenia.
Ostateczny
wynik wyborów prezydenckich zaskoczył PO, natomiast w żadnym stopniu osoby o
lewicowych poglądach.
Działacze PO i ich zwolennicy twierdzą z dużą dozą
megalomanii, że źle się stało, bo tylko oni mają monopol na nowoczesność i
prawdziwą wiedzę o mechanizmach gospodarczych, a także odnośnie sposobu
sprawowania władzy.
Przeczy temu najnowsza historia, która wykazała, że osoby
które teraz pretendują do najważniejszych stanowisk rządowych i doradczych w
poprzednich „rozdaniach władzy” niczym pozytywnym się nie wyróżniły,
doprowadzając obywateli tego kraju do wysokiego nominalnie 20% bezrobocia,
faktycznie znacznie wyższego, powiekszając zadłużenie budżetowe, przeprowadzając
złe reformy( np. zdrowia i administracji ) i pozostawiając po sobie odór nie
wyjaśnionych afer.
Dlatego dzisiaj człowiekowi który jeszcze nie zapomniał,
śmieszne mogą wydawać się próby wykazania, że źle się stało, że społeczeństwo
tak wybrało
i przyjdzie mu jeszcze za to zapłacić wysoką cenę. To swoiste
manethekel w tym świetle wygląda nieco groteskowo.
Śmieszne wydaje mi się także
powielanie pewnej kliszy, którą na swój użytek zmajstrował Lech Wałęsa, że oto
całej biedzie winna jest demokracja, że ludzie nie znają się na polityce i nie
wybierają optymalnie (to znaczy nie tych których chciał LW).
Myślę, że
mechanizmy demokratyczne są tak oczywiste, że każdy nawet mało rozgarnięty
obserwator sceny politycznej w każdym kraju może stosunkowo łatwo przewidzieć
wynik demokratycznych wyborów, uwzględniając naturalnie, przmożny wpływ tuby
propagandowej którejś ze stron.
Trudno było wybierać Tuska bo on (cytuję za
fmigas) „Donald Tusk zdaje się rozumieć lepiej niż jakikolwiek inny
wpływowy polityk w Polsce, że prawdziwym skarbem każdego państwa jest energia i
aktywność jego obywateli.”
Tylko co my aktywni i energiczni obywatele z
tego rozumienia będziemy mieli, jeśli praktyka rządzenia jest i będzie taka jak
była: preferowanie obcego kapitału, wybieranie „inwestorów
strategicznych”, ulgi podatkowe i kredytowanie dla największych, a nasze
pieniądze w bankach i funduszach służą wspieraniu obcych inwestycji i
niekoniecznie w naszym kraju.
Poczciwy Tusk nawet nie obiecywał niczego
wiedząc, że za jego kadencji nie stanie się nic czego mogą oczekiwać wyborcy.

Ja podobnie jak mój przedmówca fmigas chciałbym się na koniec ustosunkować do
problemu podatku CIT i globalizacji. Opisane zjawiska i zależności są znane
zarówno z autopsji jak i z rozlicznych opisów.
Polska zasadniczo bierze już od
pewnego czasu udział we wspomnianym konkursie piękności i nawet nie bez
sukcesów, a ponadto tendencja wydaje się być wyraźnie wzrostowa. Można się
spierać o kryteria, a zwłaszcza o ich ważność oraz o skuteczność użytych
„powabów”.
Obok powabów jednak, nie zapominajmy, Polska pokazuje
światu paskudną gębę skorumpowanych polityków, decydentów różnego szczebla.
Niezbędną operację chirurgii plastycznej obiecuje właśnie wykonać
L.Kaczyński.
Może to właśnie lęk przed tą operacją powoduje reakcję alergiczną
u jego przeciwników ?

Jak dotąd chyba nie wymyślono nic lepszego w polityce
fiskalnej jak umiarkowany podatek przy ukierunkowanych odpowiednio ulgach
podatkowych. Polska jako kraj do inwestowania ma naprawdę wiele powabów i nie
ma powodów, aby prosić kapitał inwestycyjny na kolanach lub sprzedawać swoje
powaby za jałmużnę.
To właśnie korporacyjna tuba głosi z całą ogłuszającą
mocą, że nie ma alternatywy, że świętych krów nie wolno w żadnym wypadku doić, a
tylko na kolanach prosić o łaskawe przybycie.
Załóżmy tłumiki na uszy,
otwórzmy oczy na świat i zastanówmy się czy rzeczywiście tak jest ?
Czy musimy
ulegać presji wielkich korporacji ? Czy to naprawdę jest tak nowoczesne ? Do
czego to prowadzi w końcowym rozrachunku?
Czy naprawdę nie ma
alternatywy?
Czy żródłem dobrobytu narodu nie może być uruchomienie społecznej,
powszechnej inicjatywy gospodarczej?
Czy to właśnie paradujący król nie jest
nagi?

P.s. Właśnie doszło prawdopodobnie do definitywnego zerwania rozmów w
sprawie koalicji POPISU. Konserwatywni liberałowie z PIS i neoliberałowie z PO
okazali sie niezdolni do kompromisu i współpracy dla dobra społeczeństwa które
ich wybrało.
Prawdopodobnie z powodu megalomanii, prywaty, pazerności i
pychy.
A może Kaczyńscy rzeczywiście chcą realizować swój program naprawy
Rzeczpospolitej ?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 27.10.2005 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.57888 Seconds