> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Skandaliści i prowokatorzy czy poważni intelektualiści? |
|
|
Piotr Marecki
|
|
18.08.2007 |
Mój stosunek do „brulionu” jest przede wszystkim osobisty. Dla pochodzącego z małej miejscowości w Beskidzie Niskim licealisty była to tak naprawdę główna lektura młodości, która wywoływała wypieki na twarzy. Nieobecny w szkolnej bibliotece, „brulion” krążył z ręki do ręki jako pismo zakazane, czytany po kilka razy, skreślony, zniszczony, zużyty. Gwałcił podatne na to nasze umysły i wrażliwości. Kiedy w 95 roku trafiłem na studia polonistyczne do Krakowa, zapisałem się na zajęcia do Krzysztofa Koehlera, w knajpach obserwowałem inne legendarne dla mnie postaci i od razu zacząłem myśleć o podobnej formie uczestnictwa w kulturze.
To z pewnością Tekieli i „brulion” nauczyli mnie faktu, że poprzez wydawanie pisma robi się w Polsce kulturę. Obstawiałbym, że dla większości redaktorów pism kulturalnych powstałych po 1989 roku krakowski nieregularnik był matrycą i w dużej mierze spowodował nieracjonalny i nieekonomiczny wysyp tytułów (w Polsce istnieje ponad 500 niskonakładowych periodyków kulturalnych).
Kiedy kilka lat później zakładaliśmy w akademiku własne pismo, myśleliśmy o „brulionie” i świadomie chcieliśmy wykorzystać kilka wypracowanych przez starszych kolegów mechanizmów. Kiedy więc ubierałem Michała Witkowskiego (Michaśkę Literatkę) w stroje kobiecie i jako ciotę pokazywałem w masowych mediach czy Sławka Shutego w strój proboszcza taniej sprzedającego sakramenty od prawdziwych proboszczów, to w pamięci miałem wypracowaną przez „brulion” poetykę skandalu. Kiedy środowiskowo myśleliśmy o stworzeniu narracji pokoleniowej dla roczników 70 w literaturze przed wydaniem „Tekstyliów” i zrealizowaniem formacyjnych festiwali, to pamiętaliśmy o mechanizmach powstania pokolenia „brulionu”. Kiedy zabiegałem o promocję mniej znanych autorów to - podobnie jak Tekieli - w mediach masowych przy wymienianiu ich nazwisk za każdym razem konsekwentnie zmieniałem kolejność.
Nie było jednak mojej i naszego środowiska zgody na idee proponowane w „brulionie” i w tym sensie pismo to było zawsze negatywnym punktem odniesienia. Redagując kwartalnik i wydając książki konsekwentnie myśleliśmy o tworzeniu w kulturze języków lewicy (stąd „nasze” tematy: aborcja, mniejszości seksualne, antykonsumpcjonizm, wykluczenie ekonomiczne młodych, krytyka Kościoła, papieża). Ale i tutaj rola „brulionu” jako wroga była znacząca…
Tekst ukazał się w „Dzienniku” z 18 sierpnia 2007.
—
*Piotr Marecki (1976) – współtwórca i redaktor naczelny „Ha!artu”, obecnie redaktor „Krytyki Politycznej”
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 18.08.2007 )
|
|
|
|
Na technice za bardzo się nie znam, a...
Echch, ale wam się marzy Wielki Polsk...