> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Przychodzi góra do Mahometa Drukuj
Redakcja KP   
26.08.2005
Przemówienie Olejniczaka na konwencji wyborczej SLD to krok w dobrym kierunku. Jednak do stworzenia z Sojuszu rzeczywiście lewicowej partii droga jeszcze daleka. - pisze Sławomir Sierakowski w artykule Przychodzi góra do Mahometa (Gazeta Wyborcza, 26 sierpnia).
Komentarze
Dodaj nowy
bokanon  - respect!   |26.08.2005 10:57:04
Jestem pod wrażeniem. Szczerze. Wzięcie za uzdę dogorywającą, ale zawsze
mejnstrimową partię polityczną, dumnie potwierdzone w naczelnej gazecie RP.
Konkretne, publiczne i bez żenady wygloszone żądanie etatów i funduszy. Zostaje
jeszcze tylko glosować na PiS i za cztery lata .. kto wie, kto wie.
rewolucyjna poetka  - porażka roku   |26.08.2005 20:29:33
1. Przypomina mi się bajka, w której Zły Wilk najadł się kredy, żeby mieć miły
kobiecy głos i oszukać swoją ofiarę. Przekonanie, że "lewicę" w postaci
SLD można nauczyć mówić jest skrajną naiwnością. Nauczyć mówić można tez papugę,
ale nie nabędzie przez to ani lewicowej wyobraźni ani, co ważniejsze, lewicowego
habitusu. Mówiąc po ludzku: wilk może się najeść kredy, ale jego działanie się
przez to nie zmieni.

2. Jeszcze niedawno think-tank miał być dla całej
lewicy. W tekście o tym ani słowa. Wygląda to na pomysł budowania zaplecza SLD
przy pominięciu innych lewicowych partii i środowisk. Jeśli Sławkowi uda się
znaleźć chociaż trzy lewicowe intelektualistki, które byłyby gotowe wejść w taki
projekt na takich warunkach, to ma u mnie baaardzo duże piwo.

3. W sumie
uważam, że ten gest miłości wobec burżuazyjnej pseudolewicy może zablokować na
długie lata artykulację autentycznie lewicowych postulatów przez ludzi, którzy
byliby gotowi je realizować. Dobry język skompromituje się w rękach
niewiarygodnych osób, jak to się już raz czy dwa razy w Polsce zdarzyło. Tak
niedawno, że nawet najmłodsi spośród nas powinni to pamiętać.
żiżi   |27.08.2005 03:06:46
Rewolucyjna Poetko, a ja odniosłam wrażenie, że ten tekst pokazuje, że KP się
szanuje i że bez względu na odwołania, a tym bardziej na podziękowania SLD za
inspirację, KP nie zmieni dotychczasowych zasad postepowania środowiska KP:
"Nie zmieni to jednak zasadniczo ani naszych poglądów, ani ocen
politycznych, ani metod działania". Czyli bez względu na to z jakich
motywów wilk je tu kredę, na kredę się nie nabierzemy. A warto też zauważyć, że
jednak ta góra rzeczywiście drgnęła w stronę Mahometa. A "Jeśli pójdzie za
tym choćby minimalna zmiana praktyki politycznej - to świetnie.".
Nadinterpretacją wydaje mi się także twoja uwaga dotycząca lewicowego
think-tanku. Autor mówi o tym, dlaczego jest to ważne dla KP i dla lewicy w
ogóle. Bałabym się i nie chciałabym wysuwać tak daleko idących wniosków, że
powstaje tutaj jakieś zaplecze tylko dla partii z betonu. Tym bardziej też
think-tank jest potrzebny także dlatego, żeby słuszne słowa nie pozostały
gołosłowiem.
ze zrozumieniem, żiżi
żiżi   |27.08.2005 03:19:11
I jeszcze w odniesieniu do punktu 3: miejmy nadzieję, że wygłoszone tezy - jako
cyrograf - raczej pobudzą artykulację lewicowych postulatów. Przez tubę brzmi
donośniej, a szczególnie w sferze "dominującego dyskursu publicznego",
że zacytuje znów autora ulubione słowa. Boisz się, że zagłuszy innych? Innym
pytaniem jest, czy inni są dziś słyszalni… Może warto jest więc wejść tylnymi
drzwiami i wysadzić jaskinię… wilka?
żiżi  - I jeszcze jedno : )   |27.08.2005 03:36:43
A już zupełnie innym pytaniem jest, jak rozbić dominację obowiązującego dziś
języka liberalnego, a potem nowy język zamienić na treści, a treści na idące za
tym działania. Czy, z całym szacunkiem dla obu inicjatyw, stać pod KFC jak
kandydaci do parlamentu z ramienia Zielonych 2004 i protestować z gigantycznym
kurczakiem za plecami lub jak Młodzi Socjaliści w przebraniu monitora rozdawać
ulotki o wolnym oprogramowaniu na Nowym Świecie i walić w bębny na Polach
Mokotowskich? No właśnie, bębny czy tuba? To jest właściwie pytanie o metody
możliwych działań politycznych na dziś…
yours, żiżi
glutaminian  - jaskinia…   |27.08.2005 14:50:38
tylko czy wilk jest taki jaki jest ze wzgledu na swoj podly charakter, czy ze
wzgledu na jaskinie, w ktorej mieszka? bylo juz kilku, ktorzy tam wchodzili,
zeby ja odwilczyc, np. w 1993, kiedy wilk tez nagle uznal, ze oplaca sie mowic
ludzkim glosem. ci co weszli, dzis albo wyja jak wilki, albo ich resztki leza
gdzies przed jaskinia (patrz PPS)
sceptyk  - faustowskie dylematy   |27.08.2005 14:52:35
Bardzo dużo trzeba automanipulacji aby odczytać tekst S., jako odcięcie się od
SLD i deklarację utrzymania dotychczasowej linii. Na zdanie "Nie zmieni to
jednak zasadniczo ani naszych poglądów, ani ocen politycznych, ani metod
działania" mogą się złapać czytelnicy GW ale nie KP. Tekstów programowych
 – a "Przychodzi góra… " jest swoistą deklaracją programową
 – nie pisze się po to aby powiedzieć, że się nic nie zmieniło. Wygląda na
to, że S. zaczął grać Fausta (a raczej Fauścika) tyle, że postanowił donieść o
tym opinii publicznej zanim zrobią to inni. W tekście warto zwrócić uwagę na to,
że podziękowanie Olejniczaka bardzo Sławkowi w smak, że Zieloni pojawiają się
jako listek figowy i nic więcej, a pointą jest propozycja dealu adresowana do
Olejniczaka (być może zgłaszana już post factum?). Uderza przy tym
manipulatorskie stosowanie przymiotnika „postkomuniści”, które ma
oddzielić złych byłych członków PZPR (cyników, oportunistów, karierowiczów) od
dobrych, nieskażonych i „czystych” ideowo młodych polityków SLD,
którym można wszczepić postulaty nowej lewicy. Bajeczka dla naiwnych, które
służą legitymizacji partnera z którym się gra!!! Postkomunizm nie jest atrybutem
byłych PZPR-owców lecz mentalnym wirusem, który jest genetycznie wpisany w
struktury, program i historię SLD (SdRP). Jeżeli cyniczny pragmatyzm, dystans do
ideologii, oportunizm są symptomami postkomunistycznej choroby, to młode
pokolenie SLD jest większym, a nie mniejszym stopniu zakażone. Bezideowi
karierowicze, bezduszni sybarci, spece od „zarządzania procesem
politycznym” oto czym jest nowe pokolenie SLD. Tu trzeba kwarantanny a nie
nauki mówienia, trzeba Mojżesza, który wygubi pamiętających lata mentalnego
samozniewolenia, a nie Mahometa. Rozpad „lewicy” i nadchodząca
wyborcza porażka SLD mogły być szansą na taką kwarantannę. Prawdą jest, że teraz
najłatwiej. Prawdą jest, że tonący brzytwy się chwyta. Jednak czy na pewno S. i
KP chcą odgrywać rolę brzytwy? Ja osobiście wolę ludzi lewicy robiących politykę
na ulicy (nawet w przebraniu kurczaków) niż biznesmenów i liberałów mówiących
Marksem lub Gramscim. Tych ostatnich jeszcze dobrze pamiętamy z ostatniej dekady
PRL-u.
żiżi   |27.08.2005 17:52:40
Oczywiście, że i dla mnie są bardziej wiarygodni przebrani za kurczaków zieloni
niż podejrzani biznesmeni i technokraci przebrani za marksistów. Ale jak
przeprowadzić jakąkolwiek zmianę za pomocą bezruchu, czyli kwarantanny, jak
piszesz sceptycznie? Jak przeprowadzić jakąkolwiek rewolucję, rewolucyjna
poetko? Prawda, cel jest jasny. Tylko, która metoda jest skuteczniejsza?
Przecież przemówienie Olejniczaka różni się zdecydowanie od tego, co słychać
było z jaskini do tej pory? Nawet jeśli to nie jest jeszcze "rewolucja
semantyczna", o której na tym portalu też można bylo wielokrotnie
przeczytać, to jest to zaskakująca próba głosu. Tylko jedno zastrzeżenie,
"rewolucja semantyczna" nigdy nie wydawała mi się wystarczająca, bo
prowadzi tylko do zamiany w zakresie słowa, a niekoniecznie działania. I tu jest
wilk pogrzebany.
może czerwone  - Miłość?   |28.08.2005 13:20:22
1. Na ile zrozumiałem gest KP to nie jest to gest miłości wobec SLD. W tekście
Sławka Sierakowskiego znajduję raczej kilkakrotne gesty dystansu wobec tej
formacji i wyrazistą deklarację odrębności KP wobec SLD. Jednocześnie pojawia
się (warunkowa) akceptacja dla używania języka lewicy przez Olejniczaka.
2.
Jeśli Droga Poetko chcesz się wyzłośliwiać to KP nie chce chyba niczego zmieniać
od wewnątrz, bo nigdzie się nie zapisała w przeciwieństwie na przykład do
Zielonych 2004, którzy legitymizują swoją obecnością w koalicji SDPL-UP-Zieloni
2004, partię Marka Borowskiego. Jest on nie tylko przedstawicielem burżuazyjnej
lewicy (chyba pamięć Tobie niestety szwankuje, bo do niedawna był on czołowym
liderem SLD), ale w dodatku ma habitus niewolnika i jest w stanie wyłącznie
imitować dominujący prawicowy dyskurs kręcący się wokół moralności i uczciwości.

3. Zawsze można być jedynie słuszną kanapą, która będzie recenzować działania
innych denuncjując je jako niedostatecznie lewicowe. Jeśli jednak rezygnuje się
z heroicznego pesymizmu trzeba być gotowym na próbę wprowadzenia swoich idei do
sfery publicznej tak, aby były one obecne w języku polityków. Jest to
rzeczywiście projekt ryzykowny. Idee będą używane przez aktorów, których nie
można do końca kontrolować i którym nie można do końca ufać. Jeśli miałbym
jednak wybierać pomiędzy wygodną kanapą, a ryzykownym zaangażowaniem, wybrałbym
zaangażowanie.
rewolucyjna poetka  - uchem freudystki   |29.08.2005 09:55:21
Zaprzeczenia Sławka, że nowa sytuacja oznacza sojusz z SLD, są tym bardziej
niewiarygodne, im bardziej zaprzecza. Wszystkie zdania markujące dystans mają
charakter werbalny i ogólnikowy. Wszystkie konkrety kierowane są w stronę SLD i
tylko w tę stronę. Wygląda na to, że Sławek został PR-owcem Olejniczaka.


Rozumiem doskonale fantazmat dokonania rewolucji rękami SLD. Marzenie, że
burżuazja sama siebie obali, oczarowana pięknym głosem Sławka, to ludzka rzecz,
chociaż trudno je uznać za przejaw politycznej trzeźwości. Przypomina to bajkę o
szczurołapie z Hammeln. Szczurołap z Hammeln jest prototypem wszelkich
politycznych idealistów, którzy nie odróżniają słów od rzeczy. Ta maetoda mogła
być kiedys skuteczna (serio), ale… w naszych czasach szczury się wycwaniły.


Nie rozumiem natomiast, dlaczego pojawił się wątek Borowskiego (nie mówimy
tu przecież o Borowskim). Podobnie dyskusja nie dotyczy strategii Zielonych, tak
więc trochę mnie zdumiewa, że dowalenie Zielonym lub co najmniej wyśmianie ich
działań jest obowiązkowym punktem w pojawiających się tu obronach strategii
Sławka. (Jako freudystka mówię: znamienne). Przypomina to obronę własnej pozycji
na zasadzie „A u was Murzynów biją”. Trudno to też uznać za element
strategii „think-tank dla wszechlewicy”. To ma być duży czołg?


Jako freudystka mówię: piszcie dalej…
rewolucyjna poetka  - czym się różni kompromis od kompromitacj   |29.08.2005 09:55:44
Napiszę jednak o Borowskim, bo pozwala to zobaczyć pewne istotne różnice i
zdefiniować rodzaje kompromisu w lewicowej polityce.

1. Po pierwsze, Boro
nie najadł się kredy, tylko się trochę posunął, dając miejsca na liście
lewicowym kandydatkom i, w rezultacie, pewna szansę na wejście do sejmu.
Podobnie Belka (który nie jest lewicą nawet pseudo) posunął się rok temu trochę
i oddal ważny urząd Magdzie Środzie. Wcale przy tym nie jadł kredy. W obu
przypadkach porozumienie nie odbiera niezależności tym, którzy w nie wchodzą i
doraźnie poszerza bezpośrednie możliwości działania ludzi lewicy na rzecz
lewicowych celów.

2. Po drugie, Magda Środa jest jednostką i może robić co
chce. Zieloni są partią polityczną, co oznacza, że mogą i muszą decydować się na
kompromisy pewnego typu. Środowisko KP nie jest natomiast partią polityczną. To
znaczy, że wykonując pewne ruchy, traci wiarygodność, której nie traci partia w
analogicznej sytuacji.

3. Po trzecie, decyzje Magdy Środy to Jej własna
sprawa. Decyzje Zielonych podejmowane są zgodnie z partyjnymi procedurami,
dzięki czemu żaden Zielony nie dowiaduje się ex post z mediów o swoim poparciu
dla Boro. Decyzje Sławka oznaczają natomiast, oprócz utraty kapitału
niezależności, także nieuchronnie utratę części własnego zaplecza. Na ile
istotnej części, nie mnie to oceniać.

rewolucyjna poetka  - przypis   |29.08.2005 09:56:08
O innych sprawach, takich jak różnica między słowem a rzeczą, już zamilczę, bo o
tym by długo. Odsyłam do „Ideologii niemieckiej” Marksa (fragment o
sile ciążenia oraz, na samym końcu, aneks zaczynający się od słów
„Dlaczego ideolodzy stawiają wszystko na głowie?”). Działania Sławka
są przejawem idealizmu w najgorszym sensie, krytykowanym przez Marksa: idealizmu
jako ignorowania rzeczywistości.
jagoda  - Konkrety   |29.08.2005 12:31:51
Sierak! Przestań w końcu lać wodę i zacznij pisać o konkretach. Jak już Ci
pozwalają napisać artykuł w "Gazecie Wyborczej" czy "Polityce",
mógłbyś to wykorzystać i napisać o co Ci chodzi, a nie rzucać ogólnikami,
chędożyć o języku lewicy i innych bzdurach. Jeśli zaś nie masz nic do
powiedzenia, to po kiego robisz to, co robisz? Trochę mnie ostatnio
rozczarowujesz… Szuja też nie jest z Ciebie dumny…
almanzor   |29.08.2005 16:04:38
Rewolucyjna poetka jesli nie chce byc obludnym klamca powinna odpowiedziec na
nastepujace pytania:
- gdzie w tekscie "Przychodzi gora do Mahometa"
jest napisane, ze think-tank ma byc dla SLD a nie dla calej lewicy?
- gdzie w
tym tekscie jest wyrazone naiwne przekonanie, ze SLD mozna nauczyc mowic
lewicowo?
- gdzie sa te przeciwskuteczne zaprzeczenia, ze KP nie jest w sojuszu
z SLD?
- czym jesli nie klamstwem jest zarzut, ze w tym tekscie nie ma
konretnych odwolan do innych partii niz do SLD, jesli jest w nim stwierdzenie,
ze SdPL otwierajace sie na Zielonych to sygnal dobry dla przyszlosci
lewicy?

Dorzuce do tego jeszcze jedno pytanie: Dlaczego rewolucyjna poetka
wyodrebna tekst "Przychodzi gora do Mahometa" ze zbioru innych tekstow
drukowanych w tym samym czasie w mediach masowych? Przypomne, ze kilka dni
wczesniej ukazal sie artykul "Niech lewica nauczy sie mowic" w Polityce,
gdzie wprost wyrazone jest poparcie dla 3 osob wymienionych po nazwisku: Magdy
Mosiewicz i Darka Szweda z Zielonych oraz Michala Syski z SdPL. Nie pamietam,
aby rewolucyjna poetka wyrazala zadowolenie z tego faktu, zeby go w ogole
dostrzegla. Tylko wyjatkowo nieuczciwa lektura tekstow ludzi KP moze prowadzic
do wniosku, ze KP weszla w jakis sojusz z Sojuszem oraz, ze nie kieruje swojego
glosu do innych srodowisk.

Atakowanie KP za rzekome popieranie SLD i
przedstawianie przez rewolucyjna poetke SdPL jako partii, ktora sie posunela na
lewo, bo rzucila pare ochlapow Zielonym jest z kolei podwojna obluda.
Ani SLD,
ani SdPL to nie sa partie lewicowe i nikt w KP nie wierzy, ze to sie zmieni.
Strategia KP polega na legalizowaniu lewicowego jezyka. Jesli SLD przedstawia
nasz jezyk, jako jezyk lewicy i mowi to otwarcie, to przeciez tylko nadaje mu to
znaczenia, a nas do niczego wobec SLD nie zobowiazuje. My - inaczej niz Zieloni
czy Magdalena Sroda - nie legitymizujemy swoja obecnoscia obok zadnych
postkomunistycznych klamcow ani rzezimieszkow.

Kuriozalny argument
rewolucyjnej poetki, ze KP skoro nie jest partia polityczna jak Zieloni ani
osoba jak Magdalena Sroda, nie moze wykonywac "pewnych ruchow"
ostatecznie mnie przekonuje, ze rewolucyjna poetka zamienila logiczna
argumentacje na rzucanie oszczerstw. Podobnie jak wprost oszczercze
stwierdzenie, ze Sierakowski stal się PR-owcem Olejniczaka.
Pierwszy raz widze
rewolucyjna poetke w takiej roli.
może czerwone  - kompromitacja to za mocne słowa   |29.08.2005 16:54:07
Droga Poetko,
Jeśli chodzi o Freuda to cygaro, to czasem po prostu cygaro.

Nie zgadzam się z Twoim odczytaniem strategii KP jako wyrazu idealizmu, który
łatwo daje się wpisać w Marksowską krytykę ideologii. Gdyby tak było, nie
istniałby problem jakiegokolwiek zaangażowania politycznego, wystarczyłoby pisać
teksty i wygłaszać tyrady.
Słowa nie są zbyt wyraźnie oddzielone od rzeczy i z
tego powodu jak mi się wydaje powstał tekst Sławka. Właśnie dlatego, że KP nie
jest ani partią, ani osobą jej zaangażowanie wymaga zdefiniowania. Jeśli miałbym
szybko streścić komuś główną myśl brzmiałoby to tak: „KP dąży do
wprowadzenia lewicowego języka do sfery publicznej, bo uważa, że warunki zmiany
są związane rekonstrukcją języka. To, że ktoś używa tego języka nie zmienia w
niczym sposobów działania KP, które nie jest partią polityczną, ale dąży do
oddziaływania na świat polityki. KP chce budować instytucję, która stanowiłaby
ośrodek oddziałujący na politykę. ośrodek nie jest afiliowany przy żadnej partii
i jest otwarty na różne środowiska”.
Jeśli odwołałem się do przykładu
Zielonych to nie dlatego, że to usprawiedliwia kogokolwiek. Także nie dlatego,
że jestem przeciw obecności Zielonych w koalicji. Pokazać jedynie chciałem, że
każde zaangażowanie można przedstawić jako zdradę i utratę wiarygodności.
mikeurbaniak  - Obrona mniejszosci?!   |29.08.2005 22:39:26
Obrona mniejszosci, w tym seksualnych? Blagam! Olejniczak to oddany katolik! A
jesli biskup jego diecezji przypomni mu, ze wygloszony przez niego poglad stoi
jako zywo z sprzecznosci z nauczaniem kosciola katolickiego, to co zrobi
Olejniczak? W Kanadzie jeden z politykow popierajacych ustawe o malzenstwach
osob homoseksualnych zostal pozbawiony, zgodnie z reszta z prawem kanonicznym,
mozliwosci przystepowania do komunii. Czy jak pan Olejniczak zostanie postawiony
przez swego proboszcza przed podobnym dylematem, to czy dalej bedzie glosil
postulaty rownosci (cokolwiek to w jego rozumieniu znaczy) i obrony mniejszosci
seksualnych? Oczywscie, ze nie! Kolejna paplanina SLD, ktore ma tyle wspolnego z
idealami lewicowosci, co Platforma Obywatelska z liberalizmem…

Mike
sceptyK  - Czytając Almanzora   |30.08.2005 10:48:01
Almanzor przerwał ciszę, która stawała się tym bardziej krępująca im dłużej
trwała. Oberwało się m.in. rewolucyjnej poetce za jej coraz bardziej nachalne
domaganie się wyjaśnień od S. Niestety sposób w jaki almanzor próbuje bronić
racji S. rozczarowuje. Do czegoś innego zdążyliśmy się przyzwyczaić. To żądanie
aby łapać za słówka, szukać cytatów wskazujących, że think-tank ma być dla SLD,
że SLD można nauczyć mówić… Czy w tekście są odwołania do innych partii niż
SLD? Jest jedno do Zielonych i SdPl oraz 12 do SLD i Olejniczaka. Nie w tym
rzecz. Problem jest to, że Almanzor każe nam śledzić zdania, kiedy nam chodzi o
cały tekst S., a przede wszystkim jego KONTEKST.
Almanzor mówi:
„Przychodzi…” trzeba czytać razem z innym tekstem S. „Niech
lewica…” I co? Wówczas zobaczymy, że nie ma różnicy, że teksty takie
same? Otóż różnica między nimi jest taka, jak między kolacją i śniadaniem. Nawet
jeśli make-up nie rozmazany, a i szata cała to pozostaje cień podejrzenia.
Założyciel filozofii praktyki pisał kiedyś, że „Narodowi i kobiecie nie
wybacza się owej chwili nieopatrzności…” Komuś z kim łączy swoje
nadzieje nowa lewica też nie! Gdyby to, co twierdzi Almanzor mogło znaczyć , że
pomiędzy „Niech lewica…” i „Przychodzi góra…” tej
chwili nieopatrzności nie było, to była by to bardzo dobra wiadomość. To
chcieliśmy usłyszeć i w to chcemy wierzyć. Jeśli jest to próba mydlenia oczu to
trudno. Jeśli jednak pójdzie za tym konsekwencja w dotrzymaniu wierności ideałom
lewicy oraz wcześniejszym deklaracjom to świetnie. S. ma wielu sojuszników wśród
życzliwych krytyków.
thomas  - glos z boku   |30.08.2005 20:29:31
Widze tu ciekawa debate. Ja w tekscie p. S. zauwazam bardzo interesujaca zmiane:
wreszcie przestaje mowic, ze chodzi tylko o jezyk, lecz ze chodzi rowniez o
dzialania.
Prawde mowiac, zawsze dziwilem sie, po co mowic tyle o jezyku, skoro
wystarcza nim po prostu mowic, a rozwazania strategiczno-praktyczne wiesc sobie
w zaciszu gabinetu czy innej kanciapy (w zaleznosci od tego, czym sie w danej
chwili dysponuje). Lewica nie jest jakas sekta, w ktorej chodzi o artykuly
wiary. Nie jest tez ruchem na rzecz zmiany jezyka. Jest ruchem na rzecz zmiany
swiata, o czym jasno mowia chocby slynne slowa z tezy o Feuerbachu.
Czy
istniejace partie okaza sie wystarczajaco lewicowe? Do tej pory nie byly, ale
teraz nie maja szans na wladze. Istnieje szansa, ze co lepsze rodzynki przejda
do Leppera czy LPR-a, szukajac partii wladzy. Inne wstapia sobie do PO. Pewnie
troche oportunistow pozostanie, bo nie beda mieli gdzie pojsc. Ale pamietajmy,
za cztery lata Oleksy bedzie jeszcze wiekszym dziadem niz dzis i jego wplywy
odpowiednio sie zmniejsza. Podobna rzecz dotyczy innych politykow.
Te
nadchodzace cztery lata powinny byc czasem przygotowania nowych ludzi do wejscia
w polityke. Jedynym przygotowaniem moze byc stworzenie zupelnie nowych podstaw
dzialania politycznego. Tymi podstawami beda po raz pierwszy w naszym kraju
wiedza i analizy. Do tej pory polityke uprawiano tak jak chiromancje i
astrologie: na wyczucie i tak jak dawniej. Pora stworzyc wiedzotworczy osrodek
analiz z prawdziwego zdarzenia. I niech bedzie slyszalny jego glos. I niech
bedzie sprawnie zorganizowana instytucja, bo bez tego nic.
Czy uda sie to
srodowisku KP mimo paktu z Dyablem w skorze Oleyniczaka? Dyabel sam pewnie nie
raczy wiedziec. Ale pomarzyc warto. I kierujac sie zasada zyczliwosci, taka
intencje wyczytuje u p. S., obok roznych innych twierdzen, z ktorymi pozwole
sobie sie nie zgodzic, ale daruje sobie czepliwosc i szczegolowosc.
rewolucyjna poetka   |03.09.2005 12:23:05
Drogi Almanzorze!

Sposób, w jaki interpretuję artykuł "Przychodzi
góra…" jest zgodny z tym, jak go czyta większość osób, które o to pytałem.
Myślę, że jest całkowicie zgodny z potoczną (tj. powszechną - ale to by trzeba
zbadać) jego interpretacją. Powód, dla którego nie wiążę go z tekstem z
"Polityki" jest taki, że między nimi upłynęło trochę czasu (biorąc pod
uwagę, że podczas kampanii wyborczej czas mierzy sie inaczej: bardzo duzo
czasu). I w tym czasie parę rzeczy się zmieniło. Jesli Redaktor chciał, zeby te
teksty czytano łącznie, to powinien to wyraźniej zaznaczyć w drugim tekście. W
przeciwnym wypadku zrzuca cały ciężar interpretacji na Czytelnika.

Dlatego
sądzę, że wyjasnienia, które tu padły, nie powinny być skierowane do mnie, lecz
do szerszej publiczności. Oświecenie jednej poetki nic nie da, kiedy ludność
całego kraju pozostaje w głebokiej niewiedzy co do intencji Redaktora.

W
kwestii tego, czy interpretacja może być kłamliwa, i to na dodatek obłudnie,
można by toczyć długą debatę.

Przykro mi, że uraziłem Redaktora pewnymi
sformułowaniami, ale taki jest właśnie fach poetki, zeby nazywać rzeczy w
sposób, który nie zostawia obojętnym. Lacan, którego Redaktor ostatnio cytuje,
mógłby to nazwać interwencją Realnego. Obiecuję, że będę obrażać dalej, kiedy to
mi się wyda potrzebne.

Pisząc o "pewnym posunięciach" miałem na
mysli napisanie tekstu "Przychodzi góra…". Tekst wszyscy znają, więc
nie mozna tego uznać za oszczerstwo. Podobnie jak nie jest oszczerstwem opinia,
że ten artykuł kompromituje całe środowisko KP. To po prostu opinia, którą
podtrzymuję.

W innych sprawach podpisuję sie pod zdaniem Sceptyka.

Mam
nadzieję, że ta moja odpowiedź na 5 pytań Almanzora jest dość klarowna, pomimo
swego skośnego charakteru.

Z najlepszymi życzeniami,
haneczka  - ale co to za alternatywa?   |07.09.2005 10:50:39
Włączę się jeszcze na moment do zanikającej dyskusji, poruszona często
powracającą figurą:

1. Alternatywa polegająca na skojarzeniu przysłowiowych
już kurczaków wychodzących na ulice z bezruchem a wejścia w tradycyjną politykę
z ruchem, wartościująca tylko to ostatnie, wydaje mi się fałszywa, a co najmniej
anachroniczna. Opiera się ona na
a) zadziwiającej we współczesnym świecie
rozpowszechniającego się politycznego aktywizmu niechęci do odróżniania
znaczenia terminu "politics" od "the political", polityki od
polityczności, na niechęci i niedocenianiu tego drugiego;
b) zafiksowaniu się
na przekonaniu, że wszystko, co należy do sfery polityczności a nie polityki,
czyli owe kurczaki na ulicy właśnie, przyczynia się jedynie do wzmocnienia
fikcji tudzież fasady symbolicznego uniwersum w sferze publicznej. Jeśli tak, to
dwa ostatnie numery KP należałoby odczytywać jako hipokrytyczną szopkę,
maskującą dzisiejsze posunięcia…

2. Ocenianie metod działania politycznego
wyłącznie z punktu widzenia ich dość enigmatycznej acz arbitralnie aplikowanej
"skuteczności" (kryteria?) prowadzi do zdeprecjonowania części z nich i
zubożenia własnego instrumentarium politycznego. Za to rzeczywiście, co należy
przyznać, wzmacnia pozycję tego, kto tę skuteczność ocenia i definiuje.
thomas  - do haneczki   |08.09.2005 00:23:14
Szanowna Haneczko,

jeśli dobrze rozumiem Twoje wywody, to sądzisz, że
zaangażowanie się w politykę może być (1) bezpośrednie, przekładające się na
działanie partii i działaczy politycznych; (2) pośrednie, oparte na
publicystyce, działalności kulturowej i kulturalnej itd.

Sęk w tym, że (2)
jest zupełnie bezradne wobec tak wspaniałych polityków jak George W. Bush, o
czym zaświadcza sytuacja w USA, gdzie znacznie silniejsza kulturowo od Polskiej
lewica nie ma po prostu kogo popierać, bo Demokraci są bardziej na prawo niż
Republikanie. W Polsce całe szczęście jeszcze politycy lewicowi nie wzywają do
ograniczania praw obywatelskich i wyglądają odrobinę lepiej od kompletnie
bezjajecznych Demokratów.

A nawet gdyby obecni politycy lewici przypominali
obecnych Demokratów z USA, to lekcja amerykańska powinna nas nauczyć, że tysiące
pism niszowych i nawet najfajniejsze wykłady guzik mogą wobec Fox News czy innej
gadzinówki. Co poddaję pod rozwagę.

Pamiętajmy, że mówić mieliśmy o
think-tanku, czyli o czymś, co stoi między (1) a (2) - jest koniecznym
łącznikiem, który może zmienić lamentujących intelektualistów we współtwórców
nieco bardziej opartej na wiedzy polityki. Bo siedzenie w wieży z kości
słoniowej to prawdziwy anachronizm.
haneczka  - Thomasie Drogi   |08.09.2005 09:39:19
Dlatego właśnie westchnęłam nad fałszem powielonej przez Ciebie również
alternatywy.

Oczywiście, że zdaję sobie sprawę z nieporównywalnie większej
siły wpływu zaangażowania polegającego na wejściu w struktury instytucjonalne
systemu politycznego w porównaniu z działaniem związanym z kreowaniem
alternatywnych przestrzeni, poszerzaniem sfery tego, co polityczne. Nie musisz
się nawet powoływać na Busha, polski ogródek dostarcza równie wielu przykładów.
I zgadzam się w zupełności, że skuteczne działanie polityczne wymaga podjęcia
decyzji o uwikłaniu się - czy to bezpośrednio w struktury partyjne, czy też w
formie wspomnianego również przez Ciebie think-tanku.

Sęk w tym, że
konsekwencją powyższego spostrzeżenia nie musi być koncentracja WYŁĄCZNIE na
metodzie pierwszej, koncentracja której na dodatek towarzyszy coraz wyraźniejsza
chęć pozbycia się czegokolwiek, co się kojarzy z metodą drugą. Środowisko KP
przez ostatnie lata ciężko pracowało nad otwarciem sfery publicznej na
różnorodność, inność, wielość. To nagłe odwrócenie się, zadeklarowanie, że to
już środowiska nie bawi, że to kość słoniowa itp, jest bezsensowne. Powtórzę to
co napisałam wcześniej - to niepotrzebne pozbywanie się atutów, które we
współczesnej rzeczywistości mogą się przydać. Tym bardziej, jeśli rozmowa tyczy
się think-tanku, czyli instytucji pośredniej mediującej między sferą polityki a
sferą polityczności, wykorzystującej swoje dobre kontakty z tą drugą, by
skuteczniej wpływać na mechanizmy w tej pierwszej.
thomas  - co do tego zgoda   |08.09.2005 12:25:22
Prawda to, że nie warto rezygnować ani z jednego, ani z drugiego. Czysta
polityka bez zaplecza intelektualnego czy kulturowego to czysta walka o władzę,
a taka nas chyba nie interesuje, bo w niej nie będzie już podziałów na lewicę i
prawicę, tylko na wrogów i przyjaciół — tak jak w walce o władzę w stadzie
ssaków naczelnych.

Masz rację, nie należy rezygnować z innych działań. Lecz
rezygnować ze zmiany świata na rzecz jego interpretowania też chyba nie warto.
Dawno temu przekonano się, że to ślepa uliczka.

Nie sądzę, żeby
"polityka" i "polityczność" w Twoim znaczeniu się wykluczały.
Kibicuję środowisku KP, żeby w obu dziedzinach miało sukcesy ;)
dokurobei  - politics i political   |08.09.2005 12:45:28
Podpisuję się pod słowami thomasa. Polityka i polityczność wcale się nie
wykluczają, a ujmowanie ich w taki właśnie wykluczający sposób, to jest dopiero
anachronizm (jeśli już mamy używać języka haneczki). Jeśli polityczność
(political) rozumiemy, w sposób bardziej ogólny, jako niekończący się proces
kwestionowania społecznego "illusio" (jak robią to c,i którzy
rozróżnieniem tym się posługują), to bez trudu można pokazać, że czasem właśnie
polityka w sensie ‘politics’ może być do tego najskuteczniejszym narzędziem.
haneczka  - zgoda, ale nie do konca i w tym sek   |08.09.2005 22:54:20
Oj, chcialoby sie westchąć mocno…

Pełna zgoda i podpis pod statementem
Thomasa. Polityka i polityczność się nie wykluczają.

Problem zaczyna się
jednak wtedy, gdy od tego niewykluczania się przechodzimy do zlania ich w jedno.
Traktując ‘politics’ jako "najskuteczniejsze narżędzie ‘polityczności’
kwestionującej społeczne ‘illussio’" (pozwoliłam sobie na lekkie
zaokrąglenie frazy dokurobei) nie pozostaje nam nic innego jak ulec mitycznemu
argumentowi ostatecznej skuteczności. No bo kto z tym będzie dyskutował? Tyle że
tym samym otwartość znika, a pozostaje oświecona dyktatura tych co najlepiej
wiedzą co jest skuteczne. Wszystko inne traci istotność, wagę i jakiekolwiek
znaczenie. Samospełniająca się przepowiednia: na końcu takiego równania zawsze
okaże się, że rzeczywiście wszystko poza głównym nurtem polityki, wszystko co
zaledwie polityczne, jest odklejoną mrzonką, wieżą z kości itp., epitety można
mnożyć w nieskończoność.

Sęk więc w tym, żeby nie dochodzić w rozumowaniu (i
w decydowaniu) do banalnego tudzież instrumentalnego wniosku, że w zasadzie
mozna zlać (dosłownie i w przenośni) to rozróżnienie. Czyli wracamy do początku
rozmowy.
haneczka  - i drobiazg   |08.09.2005 23:03:01
Dlaczego tak uparcie powraca w tej rozmowie zrównanie ‘innych działań’ z
‘rezygnacją ze zmiany świata’?? Może to jest temat na kolejną dyskusję -
nieefektywność funkcjonowania sektora pozarządowego, NGOsów, instytucji
organizujących alternatywną przestrzeń dla działań kulturowych, takich jak
zangażowane spektakle teatralne, dyskusje czy wystawy. Z drugiej strony,
przewrotnie, taki zgeneralizowany wyrok na ten typ działalności oznaczałby
wyparcie się ewidentnych sukcesów środowiska KP. Umówmy się, że nie są one
związane wyłącznie z ostatnimi posunięciami S. należącymi bezsprzecznie do
zakresu ‘politics’ - czy raczej nie byłoby tych posunięć bez tych wcześniejszych
niemal trzech lat działania dokładnie w sferze tej niby ulotnej, ale jak się w
tym przypadku okazuje bardzo istotnej ‘polityczności’. To jak w końcu, bo się w
takiej sytuacji gubię…?
dokurobei  - Kto zlewa?   |08.09.2005 23:11:06
Przecież ja zasugerowałem tylko możliwość takiej społecznej konfiguracji, w
której moc kwestionowania oczywistości i tym samym generowania zmiany,
należałaby jednak do sfery wąsko rozumianej polityki. Nie za bardzo wiem na
jakiej podstawie możesz taką możliwość wykluczyć. Nie zająknąłem się nawet o
małym znaczeniu innych sfer życia społecznego, nie znajdziesz też w mojej
wypowiedzi nic na temat wieży ze słoniowej kości. Pytanie i problem wokół
którego toczyć się powinien ten spór brzmi: czy w Polsce mamy do czynienia z
taką konfiguracją, o której wspomniałem. Moim zdaniem tak, ale chętnie posłucham
głosów polemicznych w tej kwestii.
haneczka   |08.09.2005 23:18:10
to ja raczej zapytam, po raz kolejny: jaką ważność w kontekście trzech lat
działalności KP w sferze szeroko rozumianej polityczności ma teza, że ‘moc
kwestionowania oczywistości i tym samym generowania zmiany’ należy wyłącznie do
sfery ‘wąsko rozumianej polityki’?
dokurobei  - ?   |08.09.2005 23:33:18
Nie za bardzo wiem, kto użył sformułowania "wyłącznie", "należałaby
jednak" to chyba nie jest to samo, co "należałaby jedynie"?
thomas  - dajmy już temu pokój   |09.09.2005 21:39:37
Bo wydaje mi się, że:

1. Dorobek KP w sferze polityczności jest
niekwestionowalny. Niechaj go KP zachowa; nie wycofuje się z tej sfery.

2.
Debiut KP w sferze polityki wydaje się mocny, ale czy okaże się udany, to się
jeszcze okaże. Mam nadzieję, że pójdą za tym działania, a nie tylko czcze
deklaracje.

3. Dorobku think-tanku KP jeszcze nie ma.

Jako obserwator
proponuję, drodzy krytyczni polityczni, abyście mieli lewicę na tych trzech
nogach. Kto wie, może Wam coś wartościowego do czołgu myślowego wrzucę ;)
blofeld  - jeszcze jeden glos   |13.09.2005 00:03:55
Problem z wypowiedzia redaktora naczelnego Krytyki jest mimo wszystko dosc
powazny - wazne jest nie tylko CO sie mowi, ale tez KIEDY to sie mowi.

Otoz
teraz SLD jest partia wladzy i sojusz z nimi oznacza wsparcie ich dazen w
najblizszych wyborach. Przeciez jesli Krytyka chciala sie z nimi dogadywac, to
Slawek mogl to zrobic po wyborach! Przeciez Thinktank nie ucieknie! A miejsc na
listach i tak miec nie bedziemy. Wiec zupelnie nie rozumiem motywacji stojacych
za tym dzialaniem…

Widze duza roznice miedzy wspolpraca z SLD - partia
wladzy a SLD - przyszla opozycja lewicowa. Na drugie zgadzam sie bez problemu.
Pierwsze mnie troche wkurza, bo nie od dzis znam mlodziezowych dzialaczy SLD i
pamietam, jak w latach 90tych szokowali oportunizmem i wazeliniarstwem wobec
owczesnych przywodcow partii.

Wiec wspolpracowac z nimi mozna tylko w
sytuacji podbramkowej (np rzady Kaczorow) - inaczej to raczej tracimy na tym
wiecej niz zyskujemy.

Mam nadzieje, ze bedzie okazja pogadac o tym w bardziej
publicznym Krytykowym gronie, a nie tylko na forum internetorym.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 29.08.2005 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.51217 Seconds