> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Populizm nie wziął się znikąd |
|
|
Redakcja KP
|
|
08.05.2006 |
„Musimy spalić za sobą mosty i iść do przodu”, „Nie chcemy żadnych
czarnych owiec, ogniem i mieczem wypalimy to, co niepewne” – mówił
jeszcze niedawno nasz nowy wicepremier i minister edukacji, Roman
Giertych (5 grudnia w przemówieniu do „Młodzieży Wszechpolskiej”).
Prawo i Sprawiedliwość obiecało nam nowe standardy i mamy nowe
standardy. Okazało się, że żul wystawiający z okna wagonu zaciśniętą
pięść, przedstawiony na pierwszej stronie weekendowego wydania
„Dziennika” może być w Polsce ministrem. Jaki jest Giertych i Lepper
wszyscy wiedzieli, ale na co naprawdę stać braci Kaczyńskich,
przekonujemy się dopiero dziś. Tak jak przekonujemy się, na co stać
takich polityków jak Gilowska, Legutko czy Religa, którzy otworzyli
drzwi przed polityczną zarazą. Przed tymi, którzy posługują się
kamieniami i hasłami „Do gazu!”. I nie zapominajmy, że do niedawna byli
to przyjaciele, z którymi tak bardzo Jan Rokita i Donald Tusk chcieli
zmieniać Polskę. Kto wie, czy PO od podobnej utraty cnoty nie dzieli
raczej brak okazji niż ochoty.
Czy teraz Giertych spali mosty, o których mówił, czy wytępi czarne
owce? Zapewne nie. LPR i Samoobrona, żeby dostać się do synekur
rządowych gotowe były porzucić swoje główne pomysły polityczne. W końcu
istotą populizmu nie jest fanatyzm, ale cynizm. Giertych więc ogniem i
mieczem walczyć nie będzie. Ale jaka to pociecha? Że stało się
oczywistsze niż kiedykolwiek, że Kaczyńskim, Giertychowi i Lepperowi
chodzi wyłącznie o władzę i jej atrybuty? Że zmarnujemy kolejne lata?
To dobrze, iż powrócił pomysł szerokiej centrolewicowej koalicji
obronnej przed prawicową ekstremą i fałszywą dla niej alternatywą w
postaci PO. Wspólna konferencja prasowa oraz oświadczenie SLD, SdPL,
PD, UP i Zielonych to pozytywny sygnał. Stworzenie trzeciego silnego
aktora na polskiej scenie politycznej dałoby Polakom prawdziwy wybór
przyszłych dróg rozwoju. Oczywiście tylko wówczas, jeśli ów trzeci
aktor będzie czymś więcej niż skleconą naprędce łodzią ratunkową dla
zgranych polityków i samorządowców. Być może jednak fakt, że doszliśmy
już do ściany, pomoże jednym się naprawdę zreformować, a drugim
przestać na wszystko kręcić nosem. Może też obudzi się społeczeństwo,
gdy już do końca rozwieją się złudzenia naprawy państwa oraz państwa
solidarnego. Na razie bowiem kontynuuje ono niesprawiedliwą politykę
gospodarczą i czeka z założonymi rękami liberałki Zyty Gilowskiej na
spadek bezrobocia i poprawę losu najgorzej sytuowanych.
Pamiętajmy, że prawdziwa przyczyna dzisiejszego stanu rzeczy tkwi nie w
takich czy innych cechach charakterologicznych polityków, ale w tym, że
dużą część społeczeństwa rządzące dotąd elity skazały na wegetację i
odruchy desperacji. Nie byłoby Giertycha i Leppera w centrum polskich
wydarzeń politycznych, gdyby polskie przemiany i elity nimi zawiadujące
wybrały sprawiedliwszy model transformacji.
Zatem wszyscy ci, którzy wołają o obronę demokracji i praworządności
pamiętać powinni, że głucho brzmią ich hasła w uszach ludzi
ekonomicznie wykluczonych. I nie ma się co dziwić, dla nich opowieści
znanych profesorów i szanowanych intelektualistów o praworządności
niepoparte działaniami na rzecz ich sytuacji to właśnie kpiny z
demokracji. Bunt przeciw Giertychowi i Lepperowi musi być więc buntem
przeciw źródłom ich politycznego powodzenia, a nie zaklinaniem
rzeczywistości słusznymi hasłami o demokracji. Tego życzę uczestnikom
niedzielnej konferencji i wszystkim, którzy naprawdę chcą obalić w
Polsce prawicowy populizm.
Tekst ukazał się w „Dzienniku” z 8 maja 2006.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 08.05.2006 )
|
|
|
|
Na technice za bardzo się nie znam, a...
Echch, ale wam się marzy Wielki Polsk...