> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Pierwszomajowe hasła wciąż aktualne |
|
|
Redakcja KP
|
|
29.04.2006 |
Zanim nasze media zilustrują Święto Pracy kronikami peerelowskich
pochodów, twarzami Władysława Gomułki i Edwarda Gierka, zanim poproszą
o komentarz „przedstawicieli polskiej lewicy” takich jak Józef Oleksy
czy Leszek Miller, przywołajmy inny obraz 1 maja. Irytującym paradoksem
historii jest bowiem fakt, że tylko tę karykaturalną w okresie
sowieckiej dominacji formę obchodów Święta Pracy polskie media pokazują
nam co rok, jakby chciały sztucznie przedłużyć żywot hipokryzji i
obłudy byłego systemu. O ile każde inne święto państwowe liczyć może na
huczną oprawę, o tyle 1 Maja jest dziś w polskiej sferze publicznej
ciałem obcym. Tymczasem, zanim zostało wraz z całą symboliką przejęte – podobnie jak inne tradycje polskiego socjalizmu – przez reżim
peerelowski, służyło kilku pokoleniom Polaków do wyrażania życiowych
ambicji i wolnościowych aspiracji. Odegrało także istotną rolę w walce
z zaborcą o niepodległość Polski.
Przypomnijmy, że święto to zostało ustanowione w 1889 roku, na paryskim
kongresie założycielskim II Międzynarodówki zorganizowanym w setną
rocznicę zburzenia Bastylii. Polską delegację reprezentowało dwóch
wybitnych działaczy socjalistycznych Stanisław Mendelsohn oraz Ignacy
Daszyński. Dzień 1 maja wybrano, aby uczcić datę masowego buntu
robotników Chicago, który miał miejsce trzy lata wcześniej, właśnie
tego dnia. Podstawowym żądaniem manifestowanym w Święto Pracy stało
się „8 godzin pracy, 8 godzin odpoczynku i 8 godzin snu”.
W Polsce obchodzono je od 1890 roku, a już dwa lata później doszło do
masowych wystąpień robotników łódzkich, które przeszły do historii pod
nazwą buntu łódzkiego. Domagano się podwyżki płac, skrócenia dnia pracy
i złagodzenia brutalnego stosunku personelu fabrycznego do pracowników.
Wystąpienia dziesiątków tysięcy robotników stłumiono, używając wojska i
policji oraz organizując prowokacje, które zakończyły się pogromami
Żydów.
Najburzliwiej przebiegł 1 maja rewolucyjnego roku 1905. W Warszawie
wielką demonstrację zatrzymał dopiero krwawy atak carskich dragonów,
zginęło kilkadziesiąt osób. Do podobnych starć doszło także w Łodzi,
Częstochowie i wielu innych miastach, głowę podniosła także wieś. Hasła
socjalne razem z niepodległościowymi łączyły się w antycarskiej
rewolcie Polaków, Żydów i Niemców zamieszkałych w zaborze rosyjskim.
Przez takie wydarzenia 1 maja jest zatem świętem niejako podwójnym,
tego dnia czcimy także pamięć ofiar tych wydarzeń.
Warto wspomnieć, że od 2001 roku w Europie organizuje się tak zwany
Euro May Day (1 maja zwany jest w krajach anglosaskich May Day).
Obchody Euro May Day zapoczątkował Mediolan, w roku 2004 pomysł
podchwyciła, Barcelona a już rok później obchody Euro May Day odbywały
się w całej Europie. W 2005 roku Euro May Day świętowało około 200.000
osób.
Hasło trzech ósemek nie straciło na aktualności. Być może tylko pewnej
zmianie uległo jego znaczenie. „8 godzin pracy” oznacza dziś domaganie
się przestrzegania prawa pracy nagminnie łamanego w sektorze prywatnym,
gdzie nie istnieją związki zawodowe, istnieje zaś masowy wyzysk,
polegający na zmuszaniu zatrudnionych do pracy przekraczającej prawnie
ustalone limity. Ale „8 godzin pracy” to także żądanie pracy dla
milionów Polaków skazanych przez niesprawiedliwy porządek ekonomiczny
na bezrobocie.
Na obchodach Święta Pracy w wolnej Polsce zaciążyło to, że lewicę po
Okrągłym Stole reprezentowali ludzie poprzedniego, antyrobotniczego
przecież systemu. Co więcej, danego im drugiego politycznego życia nie
wykorzystali do faktycznej rekonstrukcji lewicowej polityki, łatwiejsza
była ucieczka „trzecią drogą” i uznanie obrony ludzi pracy czy walki z
nierównościami ekonomicznymi za zachowanie niegwarantujące komfortowej
obecności na nowej scenie politycznej. Tym, którzy nie mieli poglądów i
dobrze z tego żyli w KW i KC, łatwo przyszło „okazać polityczny
rozsądek” w nowych czasach i podpisać się pod neoliberalną instrukcją
obsługi polskich przemian. Podpisać się tym samym pod wyrokiem na
całych grupach społecznych, które w ostatnich wyborach zmiotły ze sceny
politycznej premierów-profesorów, liderów-kanclerzy i „lewicę
liniową”. I to im, między innymi, zawdzięczamy wyniesienie do władzy
dzisiejszej ekipy, oni też ponoszą odpowiedzialność za kolejne szczeble
kariery, na które wznosi się właśnie Andrzej Lepper.
Podobnie jak na feministycznych manifach z każdym rokiem coraz
ważniejszego znaczenia nabierają hasła ekonomiczne, podobnie
całościowego – socjalnego i światopoglądowego – wymiaru nabrać powinno
Święto Pracy. Coraz powszechniejsze jest w Polsce przekonanie, że nie
da się wiarygodnie domagać praw dla mniejszości albo dla kobiet inaczej
niż w połączeniu z postulatami zmian w polityce gospodarczej, podatkach
i prawie pracy. Przekonaniu temu towarzyszy także pragmatyczny
argument, że dziś odpór pseudosocjalnej retoryce i solidarnościowemu
konserwatyzmowi dać może tylko odbudowana i wiarygodna lewica. Taka,
która zna swoje tradycje i umie na nowo obudzić dla nich serca Polaków.
Taka, która nie będzie się wahała żądać realnej progresji podatkowej,
zwolnienia z obciążeń najuboższych i objęcia wysoką stawką najlepiej
zarabiających, podniesienia płacy minimalnej i skoncentrowania głównych
wysiłków na rzecz walki z bezrobociem. W końcu taka, która będzie
potrafiła nawiązać dialog z tymi siłami w Europie, które dają nadzieje
na zatrzymanie neoliberalnej ofensywy i stworzenie na kontynencie
organizmu zdolnego wykorzystać rosnący ogólny dobrobyt w sposób
sprawiedliwy i gwarantujący podstawowy dobrobyt wszystkim obywatelom.
W poniedziałek ulicami Warszawy przejdą dwa pochody. Jeden
zorganizowany przez SLD i OPZZ, drugi zaś przez szereg środowisk
lewicowych i alterglobalistycznych. Rozdarcie to, mimo pewnych
istotnych choć daleko niewystarczających zmian w SLD, symbolizuje
niestety stan polskiej lewicy. Jedni mają struktury, pieniądze i glejt
od mediów na reprezentowanie lewicy, a drudzy po prostu lewicą są, mimo
wszystkich swoich słabości i rozdrobnienia. Kiedy dojdzie do ich
połączenia? Zależy to przede wszystkim od stopnia zmian w SLD i
otwarcia po stronie tych, którzy przez lata nie bez powodu nabrali
wielkiej nieufności do tej partii.
Sławomir Sierakowski
Tekst z niewielkimi zmianami ukazał się w „Dzienniku” z 29 kwietnia 2006.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 01.05.2006 )
|
|
|
|
Na technice za bardzo się nie znam, a...
Echch, ale wam się marzy Wielki Polsk...