Nowość w sklepie kp

odczarowanie_okladka_m.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Żeby było weselej, napiszę, jak Cię pamiętam. Pochylnia z Sali Śniadeckich, ty lecisz na czele grupy robotników i studentów goniąc bojówkę endecką, która chciała rozbić wieczór poezji różnych narodów. Masz taką minę wilkołaka, jaką umiałeś robić, zęby na wierzchu, oczy wytrzeszczone, w ręku trzymasz szczątki krzesła. I wyjesz.
list M. do Czesława Miłosza, Rok myśliwego
Advertisement
O co chodzi w projekcie płatnych studiów? Drukuj
ASz   
11.08.2005
Strategia rozwoju edukacji na lata 2007 - 2013” przedstawiona przez Annę Radziwił to akt wiary, wyraz pewnego sposobu myślenia o edukacji wyższej. Sposobu, który wydaje się odwrotny - w stosunku do swoich założeń, i szkodliwy - co do konsekwencji cywilizacyjnych dla Polski - pisze Sławomir Sierakowski w artykule Produkcja zasobów zamiast kształcenia ludzi (Rzeczpospolita, z 11 sierpnia).

Komentarze
bokanon  - deliberacje prymarne   |12.08.2005 12:21:14
Poproszony o zabranie głosu w tej sprawie musze przyznać, że trudno się taki
kogiel-mogiel komentuje. Najlepiej rozumiem zakończenie, gdzie mieści się
zwyczajowe już anty-neoliberalne wyznanie wiary (tym razem w wersji
pompatycznej). Kilka wniosków poniżej.

Ludzie są głupi. Posyłają dzieci na
prywatne studia, które niczego nie dają. Co trzecia dorosła osoba w kraju jest
super irracjonalna. Mało tego, płaci za utrzymywanie bezrobocia (rozumiem, że
brak autonomii edukacji od rynku jest jedną z przyczyn bezrobocia?). Gorzej, co
trzecia osoba w kraju jest neo-liberałem (definiuje sukces edukacyjny
merkantylnie - ma bachor prace? - sam fakt uczestnictwa się nie liczy).


Politycy są głupi (i złośliwi). Można by było osiągnąć cele lizbońskie
promując czytelnictwo książek i subsydiując 1542 gazety. Ja bym jeszcze dla
pewności wykopał 1,260,000 jezior (w Finlandii jest ich 180,000) i pomajstrował
przy zmianie czasu (w Skandynawii jest długo ciemno, co może mieć przecież wpływ
na ich sukces na polu nowych technologii).

Sachs już nie jest głupi (ani
naiwny). Bo był jak sprzedawał neo-liberalny projekt Balcerowiczowi. Teraz już
jest autorytetem (pewnie dlatego, że się koleguje z Bono).

No ale rodzice są
ciągle głupi i nieodpowiedzialni (społecznie). Łamią dzieciom kręgosłupy, celowo
je od siebie uzależniają i generalnie jest jak w Pręgach. Acha, tu chyba Autor
odkrył przy okazji, czemu tak masowo posyłają potomstwo na studia, które są
‘oszustwem transformacji’. A jednak ludzie są co do zasady racjonalni w swoim
zachowaniu (odetchnąłem z ulgą).
thomas  - panie bokanon, do prywatnej szkoły!   |12.08.2005 20:01:18
Skoroś taki Waćpan mądry, to leć do Wyższej Szkoły Czegoś i Czegoś i zobacz, jak
to wygląda. W oficjalnych papierach tysiąc profesorów, w realu - magistrzy i
doktorzy zupełnie innych specjalności, bo profesor służy tylko do uzyskania
akredytacji.

A może wątpisz, że nasze 540 uczelni wyższych to chłam? Pewnie
wszystkie międzynarodowe rankingi są nieuczciwe, a u nas po prostu nauka kwitnie
na prywatnych uczelniach. No i powstaje tyle prac badawczych fascynujących jak
diabli, że mają superwysokie "impact factory". W końcu to przeciętna
prywatna uczelnia jest znana z tego, że nie tylko dokładnie kształci studenta,
oferuje mu dostęp do przebogatej biblioteki, do laboratoriów i najnowszego
wyposażenia, ale także angażuje w badania naukowe.

No tak, skoro zdesperowani
sytuacją na rynku ludzie posyłają, zapożyczając się często, dzieci na studia do
gówiennych szkół, to na pewno mają rację i jest tak, jak napisałem: po prostu
genialnie.

Rodzice często nie wiedzą, jak ocenić takie szkoły, a tacy
mądrale, jak bokanon, wstydzą się im powiedzieć prawdę.

Myślę, że możemy
zrobić zrzutkę na bokanona, żeby sobie postudiował na jakiejś renomowanej
uczelni. To co, w Jarosławiu?
thomas  - i jeszcze jedno   |12.08.2005 20:07:38
Panie bokanon, od kiedy moda na posyłanie dzieci na dany kierunek jest
racjonalna?

Zobacz, jakie kierunki są popularne, a po jakich jest praca. Po
warszawskim dziennikarstwie nikt absolwentowi pracy w gazetach nie da, choć na
te studia trudno się dostać, a przyjmują tam naprawdę zdolnych. Tylko że
wypuszczają głupszych niż wpuścili. Politologia na UW to skansen PRL-u. Cierpią
na tym studenci, często do końca nieświadomi, że wdepnęli.

A na prywatnych
uczelniach bywa gorzej. One są tylko bardziej cywilizowaną formą uzyskania nic
niewartego papieru na bazarze.

No ale tak, rynek wyreguluje wszystko. Już
reguluje. Studentów większości prywatnych szkół generalnie nikt nie przyjmuje do
roboty, bo rynek ich weryfikuje. Tylko nie wszyscy z nich wiedzieli, że idą na
tak złe i nic niewarte studia. Myślisz, że warto było ich kosztem robić taki
eksperyment?
Publius  - sens nauki   |12.08.2005 20:43:22
Nauka winna służyć kształcenia przedewszystkim do szczęścia, i jej część
‘oficjalna,’ w formie studiów, jest jedynie przyczynkiem do wielu wielu lat
dalszej nauki, jakiej człowiek wolny winień z radością nabywać.

Niestety, w
Polsce studia państwowe oraz prywatne sa prowadzone niczym fabryki
mięsne.

Nikt nie powinień iść na studia spodziewając się że nauczy się rzeczy
przydatnych "do pracy" - bowiem jedynie praca uczy rzeczy przydatnych do
pracy.

Natomiast przydatne do życia jest wykształcenie, bowiem wolność nie
jest możliwa jeżeli ktoś nie posiada wykształcenia które pozwala mu myśleć
samodzielnie, a szczęście - które jest oparte o przyjaźn i miłość - tym bardziej
nie jest możliwa bez owego wykształcenia, które wnosić winno tyle w nasze
stosunki z bliskimi.

Tym samym, wydaje mi się że Pan Sierakowski pominął
dobrą okazję by przypomnieć sens nauki i wnosić o to by w Polsce wszelkie
reformy nauki toczyły się w oparciu o pytanie tyczące jej powołania.

Publius.
bokanon  - dziękuję za propozycję mecenatu   |12.08.2005 22:24:32
Drogi Thomasie,

Dziękuję za propozycję mecenatu. Skorzystałbym, ale
uzależnienie od handlarzy idei z drugiej ręki jest chyba nawet gorsze od
uzależnienia od swoich własnych rodziców (wykluczy postawy konformistyczne,
zburzy konserwatywny światopogląd, znasz klimaty). Dziękuję też za etykietkę
mądrali, dotychczas myślałem, że jest zarezerwowana dla paternalistycznych
lewaków, którzy są lepsi w przetwarzaniu informacji niż rynek i dumnie prowadzą
zwykłych ludzi z rękę.

Nie kwestionuję opinii, że wiele szkół prywatnych
jest kiepskich, ani tego, że MEN powinno weryfikować rażące oszustwa przy
akredytacji. Kwestionuję imperatyw, że nie mogą istnieć równocześnie szkoły
lepsze i gorsze. I nie przyjmuję na ślepo założenia asymetrii informacji po
stronie rodziców. Jak córka mojego sąsiada z Jarosławia po trzech latach wyższej
szkoły czegoś i kogoś jest sfrustrowana i pracuje w zieleniaku, to daje mi to do
myślenia. I jak już wydaję krwawicę na te studia, to i parę
‘rankingów’ przejrzę (jest u nas Polityka w kiosku) i znajomych z
metropolii popytam.

Pewnie, najlepiej, żeby córka poszła na MISH. Ale licea u
nas w Jarosławiu kiepskie, na korki nie mam, no i nie jestem inteligentem (moja
córka ma dopiero być). Mogę napisać list otwarty do EOP, żeby więcej miejsc na
MISH dali (wszystkim najlepiej i może nawet obowiązek nałożyć, celem
krystalizacji postaw zaangażowanych ma się rozumieć).

Ale nie dadzą. Górnicy
są lepiej zorganizowani, służba zdrowia ledwo dysze, dzieciaki w PGR nie mają co
jeść. To trochę mi wstyd tak też wołać o kasę. No i na instytucje musi być.
Walka o równouprawnienie to też przecież sztywna pozycja budżetowa.

To co mi
proponujesz?
thomas  - szkoły lepsze i gorsze   |13.08.2005 21:55:17
Wróćmy do początku dyskusji, drogi bokanonie.

Otóż i ja nie kwestionuję, że
mogą istnieć szkoły lepsze i gorsze. Faktem niestety się stało, że za
przyzwoleniem pewnej części starszej stopniem kadry naukowej w Polsce odbywa się
drenaż kieszeni studentów szkół gorszych, którzy w zamian nie dostają nic. W
interesie MENiS nie jest dokładne sprawdzanie tych wszystkich szkół, bo mogłoby
się okazać, że niewielki odsetek w ogóle miał prawo przyznawać jakiekolwiek
stopnie — i co wtedy? Koniec mitu z edukacyjnym boomem.

Wprowadzenie
odpłatności w tym systemie nic nie polepszy, ani nauczycielom akademickim, ani
studentom. Największym nieszczęściem tego projektu jest to, że został wyssany z
palca: nie stoją za nim żadne sensowne analizy, modele rozwoju nauki i edukacji.
Projekt absolutnie nie zgadza się z polityką edukacyjną UE: 1) nie mówi się o
zwiększeniu mobilności młodych naukowców, ogólnokrajowych konkursach na
stanowiska, ułatwianiu kariery - a to wszystko jest w Europejskiej Karcie
Naukowca, przyjętej przez UE w marcu tego roku; 2) nie ma żadnych realnych
kroków w stronę realizacji procesu bolońskiego (zwłaszcza nie planuje się, żeby
studenci poprzez ankiety mogli wpływać na dobór kadry nauczającej — w końcu
przy założeniu odpłatności powinni mieć wpływ: płacą, to wymagają wysokiego
poziomu); 3) nie ma powiązania ze strategią rozwoju gospodarczego (pani
Radziwiłł sądzi, że za dziesięć lat będą nadal w Polsce potrzebni pastuszkowie
krów, jakże sielankowy pomysł — a raczej gospodarka oparta na niewiedzy;
strategia lizbońska została więc zignorowana 4) nie ma kompleksowego programu
zmian w nauce polskiej, która jest w stanie kompletnego zastoju od 15 lat, co
pogłębi jeszcze nowa ustawa, która petryfikuje obecny stan; 5) nie ma nawet
pomysłu na promocję kształcenia ustawicznego… I tak dalej.

Nie sądzę, żeby
do naprawy edukacji i nauki były potrzebne przede wszystkim pieniądze. Bardziej
potrzebne są przejrzyste, racjonalne zasady funkcjonowania nauki i szkół (nowe
matury to przecież pierwszy oceniany w miare obiektywnie ważny egzamin
ogólnopolski). Potrzebna jest wizja rozwoju wysokich technologii i rezygnacji z
finansowania obecnie hegemonicznych dziedzin nauki (w III RP najwięcej pieniędzy
dostaje się na badania z zakresu górnictwa i hutnictwa, które jest, jak wiadomo,
ostoją wysokich technologii i gospodarki opartej na wiedzy; informatycy, choć
wybitni i znani na skalę światową, jakoś nie realizują dużych ogólnokrajowych
projektów badawczych czy badawczo-rozwojowych). W Finlandii, która nie była
mlekiem i miodem płynąca, udało się dokonać wielu zmian, gdyż była wizja, że
zamiast kaloszy Nokia będzie produkować nowoczesną elektronikę. U nas zamiast
kaloszy proponuje się chyba onuce, no chyba że ktoś bogaty z domu, to sobie z
Zachodu coś innego sprowadzi.

Efekt takiej reformy jest do przewidzenia.
Bogatsi i dysponujący większym kapitałem kulturowym odpłyną już wcześniej na
bezpłatne uczelnie zagraniczne (co za problem dla mieszkańca Szczecina studiować
w Berlinie?) czy na renomowane uczelnie płatne (Oxford jest dziś już bardzo
modny). Biedniejszym pozostaną studia zaoczne na uniwersytetach i harówka za
dnia, a średniacy - bogatsi z domu, lecz bez zaplecza inteligenckiego - pójdą na
studia płatne. Jeśli się nie mylę, studia te im wiele nie dadzą, bo nadal będą
tam uczyć ci sami ludzie, co dzisiaj. Obawiam się, że dla wielu w ogóle
wykształcenie wyższe przestanie być osiągalną perspektywą, a o pracy w
zieleniaku będą mogli tylko marzyć. Jeśli zieleniaki jeszcze będą za dziesięć
lat istnieć, bo w wielkich miastach stopniowo zanikają.

Reformy w nauce i
edukacji są potrzebne, ale będą hamowane przez lobby, któremu świetnie się
powodzi w obecnym systemie.
thomas  - aha, gwoli uzupełnienia   |13.08.2005 21:59:27
Pogląd na temat niskiego poziomu polskiej nauki i edukacji motywuję pozycją
polskich uczelni w międzynarodowych rankingach. Chyba we wszystkich jesteśmy
daleko w tyle za USA, całą Europą, Chinami i Indiami.
mikeurbaniak  - Bzdurne rankingi   |14.08.2005 20:08:02
A ja drodzy Panowie jestem swiecie przekonany, ze mozna skonczyc uczelnie, ktora
nie miesci sie w zadnych rankingach i odniesc sukces zawodowy i nie
tylko…

Swego czasu studiowalem na panstwowych uniwersytetach: Uniwersytecie
Lodzkiem i Uniwersytecie Jagiellonskim i przezylem szok, szczegolnie na UJ,
ktory jest podobno cherry on the top!
A prawda jest taka, ze takie uczelnie jak
UJ czy UW jada na renomie, nazwie, historii…Jest sie tam numerem w indeksie,
badz ewentualnie numerem w indeksie przynoszacym zysk… Trzeba tam walczyc o
miejsce na wykladzie (doslownie!) i unizenie wszystkim przytakiwac. To jest
uniwersytet?!

A teraz studiuje sobie na malutkiej uczelni, korej prozno
szukac w rankingach (Wyzsza Szkola Europejska im. ks. Jozefa Tischnera), a ktora
daje mi najlepszych wykladowcow, wolnosc myslenia, stypendium naukowe, kontakty
zagraniczne i jest naprawde intelektualna przygoda! Dodam tylko, ze 6000
czesnego nie placa mi moi bogaci rodzice (bo bogaci nie sa), ale place za nie
sam pracujac ciezko od czerwca do pazdziernika, tak jak wiekszosc mich
przyjaciol.

Zblizajacy sie niz demograficzny bedzie swietna okazja do
zweryfikowania tych wszystkich geszeftow, zwanych uczelniami, ktore po prostu
upadna. I niech padaja jedna za druga!

A kolejna strategie niech sobie Pani
Radziwill schowa do szuflady, bo zadnej strategii dotyczacej szkolnictwa
wyzszego w tym kraju nie bylo i nie bedzie. Prawdziwymi strategami sa za to
stetryczali starcy, nazywani profesorami, ktorych strategi poleaga na tym, zeby
nic nie robic, zgarnac kase, no i jeszcze by sie przydal jakis portret
zawieszony w Collegium Novum…

Mike
thomas  - pewnie i trochę bzdurne…   |15.08.2005 00:34:41
Te rankingi bywają może i trochę bzdurne, ale bądźmy szczerzy - wysoka renoma UJ
czy UW - nie ma absolutnie żadnego odzwierciedlenia w międzynarodowych
rankingach. Co więcej, w rankingach porównujących wąskie dziedziny może przegrać
z niewielkim niezależnym ośrodkiem badawczym czy niewielką uczelnią
wyższą.

Polskie rankingi "renomy" kierunków studiów w tygodnikach
można sobie wrzucić tam, gdzie nakazuje ekologiczne myślenie: do pojemnika na
makulaturę.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 20.08.2005 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »