> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
O „ciepły” projekt lewicy Drukuj
Redakcja KP   
17.10.2005
Lewica zawsze proponowała projekty ciepłe, czasem wręcz gorące. To liberalizm zawsze był chłodny, proceduralny. Dlatego trudno się w nim zakochać i dlatego zawsze się z czymś łączy – w Polsce łączy się niemal chemicznie z konserwatyzmem światopoglądowym.  „Ukąszenie heglowskie” to było nic innego jak zauroczenie ciepłym projektem. -  ze Sławomirem Sierakowskim rozmawiają Michał Godzic i Jakub Lubelski („Znak”, rubryka „Rok 1984”, październik 2005).

MG: Donald Tusk odwołuje się do wartości socjalnych, mówi o swojej biednej matce, która dostała niską odprawę po kilkudziesięciu latach pracy… Lech Kaczyński obiecał pomóc stoczniowcom, jak wygra wybory. Z drugiej strony mamy wciąż rządy SLD-owskie, o czym pisałeś, z liberalną polityką ekonomiczną. Na kogo ma dzisiaj głosować lewicowiec?

Jedne i drugie wybory przypadają na okres przesilenia na scenie politycznej. Wreszcie kończy się postkomunizm, choć ten rozkład zapewne jeszcze długo potrwa. Problem polega na tym, że na jego miejsce nie wchodzi żadna silna struktura. Nie ma lewicy, bo nie ma miejsca dla lewicy w Polsce. Nie ma przede wszystkim żadnych mediów lewicowych, dogorywają postkomunistyczne. Natomiast pozostałe tygodniki, dzienniki i telewizje proponują dyskurs centrowy lub prawicowy. Oczywiście zaprasza się tu i ówdzie nieliczne osoby o lewicowych poglądach, ale znajdują się one w bardzo trudnej sytuacji. W coraz szybszych i płytszych programach publicystycznych nie da się pokazać alternatywnego sposobu myślenia. Jak wiadomo, ludzie lubią piosenki, które dobrze znają. Zresztą i tak częściej do odgrywania lewicy zapraszani są ci, do których media się przyzwyczaiły, tak jak przyzwyczaiły się kiedyś, że SLD to lewica. A tacy publicyści jak Janusz Rolicki, prof. Jacek Wódz czy Robert Walenciak reprezentują partie postkomunistyczne, a nie lewicę. I koło się kręci. Jeśli w dyskursie publicznym nie ma silnego języka lewicy i jego reprezentatntów, to nie ma w polu politycznych możliwości lewicowej polityki i lewicowej partii. Dlatego lewicowiec dziś musi dobrze obejrzeć listy tych, którzy startują w ramach partii postkomunistycznych i kogoś tam znajdzie. Są Zieloni w SdPL, jest parę osób na listach SLD. Ale na lewicę w Polsce trzeba jeszcze poczekać i mocno się napracować, żeby powstała, a okoliczności są wyjątkowo niesprzyjające. Bo jak na przykład założyć dziś lewicowy tygodnik? Za jakie pieniądze? W dzisiejszym świecie reklamy, pieniądze dają poglądy liberalne lub konserwatywne. Jaki biznes odważy się wspierać reklamami albo wydawać medium, które wzywa do ograniczenia jego wpływów i wysokich podatków?

Dlaczego tak jest?

Moment założycielski III RP przypadł na apogeum wiary w liberalizm ekonomiczny na świecie. Rok czerwcowych wyborów to zresztą rok, w którym Francis Fukuyama pisze swój słynny artykuł „Koniec historii” zamieniony następnie w książkę. W świecie dominuje przekonanie o bezalternatywności neoliberalnego paradygmatu. Do tego, w Polsce komuniści oddają władzę, ale pozostają na scenie politycznej, na której mają odgrywać rolę socjaldemokracji. A z jakiego powodu oni mieli akurat mieć socjaldemokratyczne poglądy?! Bo kiedyś poszli do PZPR? Bez żartów, do PZPR nie szło się w latach 70. czy 80. po to, by realizować lewicowe poglądy. Tymczasem obrana przez solidarnościowe elity polityka wywołuje poważne problemy społeczne, rośnie bezrobocie, bieda i nierówności. Nie ma żadnej siły politycznej, która skutecznie łagodziłaby te przemiany. Postkomuniści wchodzą w liberalne buty, bo nie potrafią myśleć samodzielnie oraz sądzą, że w ten sposób zalegitymizują swoją obecność na scenie politycznej. Że w ten sposób udowodnią, iż mogą być poważnymi politykami i nadają się do demokracji. Tymczasem z braku lewicy frustracje społeczne zaczyna obsługiwać prawica narodowa i populiści odwołujący się do wyimaginowanych zagrożeń: Europa, Niemcy, Żydzi, geje itd.
 Konserwatyści żyją z frustracji produkowanych przez liberałów. Taka zresztą będzie przyszła koalicja. A to, że oni odwołują się do socjalnych postulatów wynika z tego, że społeczeństwo jest ciągle w duchu egalitarne…

MG: Czy to nie jest tylko populizm?

Tak, ale populizm w węższym znaczeniu – koniunkturalizm. Donald Tusk – jeśli prześledzilibyśmy jego wypowiedzi począwszy od 1989 roku – mówił w zasadzie wszystko. To jest polityk, który wypowiadał antyklerykalne, liberalne światopoglądowo poglądy. Dziś w wywiadach mówi: jestem konserwatystą!

MG: Czy mamy dzisiaj w Polsce jakąś partię lewicową?

Mamy „Zielonych 2004”, ale to nie jest istotna siła polityczna. Przedstawia się ją w mediach jako mało poważną grupkę gejów, lesbijek, ekologów i rowerzystów…

MG: A zatem w Polsce lewica to postkomuniści, prawica to liberałowie i nacjonaliści. Mnie się wydaje, że to podział dość umowny…

Każdy taki podział jest umowny. W mediach mówią: „lewica głosowała tak, prawica głosowała tak” – przez lewicę rozumieją postkomunistów. „Krytyce Politycznej” udało się ostatnimi czasy nieco odmienić pojmowanie lewicy. Przykładem – ostatnia duża debata prasowa o lewicy w „Gazecie Wyborczej”, kiedy 4 głosy należały do polityków SLD i 4 do „Krytyki Politycznej”. Media wreszcie zaczęły regularnie stawiać znak zapytania nad lewicowością SLD.

MG: Przedstawiasz media jako jedną całość?

Co do podstawowych zasad główne media różnią się minimalnie. Jest coś takiego jak mainstream medialny. To, że Polsat jest bardziej PiSowski, TVN bardziej „tuskowy”, a Gazeta Wyborcza bardziej „cimoszewiczowa”, nie zmienia faktu, że jest pewien zestaw zasad, które media traktują jako oczywiste i stały skład osobowy polityków, prawie niezmieniany od początku III RP. Media ten układ reprodukują. Ostatnie rządy SLD pod względem ekonomicznym były bardzo podobne do poprzednich rządów, a światopoglądowo nic nie zmieniły.

MG: Czy są w takim razie jakieś istotne podziały na polskiej scenie politycznej?

Ciągle dominuje podział historyczny, który paradoksalnie legitymizuje istnienie postkomunistów. Kogo ścigać będą Kaczyńscy w swoich superkomisjach, jak znikną postkomuniści? Każdy ostry podział organizujący debatę publiczną jest korzystny dla obu spierających się stron, bo uzasadnia ich istnienie i nagłaśnia ich przekaz. Ale ten podział jest w gruncie rzeczy szkodliwy dla Polski, bo nie polega na sporze konkurencyjnych wizji rozwoju państwa.

JL: Jaka jest Twoja diagnoza współczesnej demokracji?

Jest ona przeżarta przez kapitalizm. To demokracja telewizyjna. Demokracja miała kiedyś służyć wymianie opinii, kształtowaniu woli publicznej. Dzisiaj to jest głównie socjotechnika, pieniądze, reklama i marketing. Kto nie ma kasy, ten nie ma racji. Dlaczego Tusk ma nagle 41%? Powiedział coś ciekawego? Nie, obejrzeliśmy 20 tysięcy billboardów i reklamówki telewizyjne. Tyle. I choć wielu kręci nosem, to wszyscy to akceptują zgodnie z zasadą: nie zawrócimy kijem Wisły. Wprowadzimy zakaz sondaży, które przecież drastycznie skracają perspektywę w polityce i faktycznie unieważniają sam moment głosowania? Nie. Będziemy podążać za coraz bardziej oderwanymi od swojego pierwotnego przeznaczenia demokracją, partiami, mediami.

JL: Czym jest nowa lewica?

Pojęcie „nowa lewica” miało początek w 68. roku i oznaczać miało odejście od koncentrowania się na kwestiach ekonomicznych w stronę zwalczania opresji kulturowych – wzrosło znaczenie w polityce ruchów feministycznych, gejowskich, ekologicznych. Kiedyś walczyliśmy o prawa polityczne dla obywateli, później o prawa socjalne, a dziś walczymy o prawa kulturowe. W Polsce, gdzie nie ma starej lewicy, podział ten nie ma wielkiego sensu. Tu potrzebna jest po prostu lewica.

JL: Jeżeli jesteś człowiekiem lewicy to czy Marks ma dla ciebie jakieś znaczenie?

Jasne. Dla was też ma znaczenie. Marksizm wszedł do głównego nurtu humanistyki: socjologii, filozofii, ekonomii.

MG: Bardziej na Zachodzie niż w Polsce.

Wszędzie. Wiele kluczowych pojęć, z pojęciem „towaru” na czele, pochodzi od Marksa. Pamiętajmy, że Marks pisał przede wszystkim o kapitalizmie, a nie o socjalizmie. Bez Marksa nie bylibyśmy świadomi wielu zupełnie oczywistych dziś rzeczy, jak choćby tego, że poznanie jest społecznie uwarunkowane. Weźmy do ręki najbardziej popularny na świecie podręcznik retrospektywnie ujętej teorii ekonomii Petera Blauga i co w nim możemy przeczytać? „Marks jako ekonomista jest nadal tak żywy i aktualny jak żaden z do tej pory omawianych autorów. Tysiące razy poddawano Marksa krytyce, rewidowano, odrzucano i grzebano, lecz on ciągle wzbrania się przed zesłaniem na wygnanie do historii myśli. Na dobre i na złe jego idee stały się elementem klimatu intelektualnego, który nas otacza. (…) Cokolwiek możnaby pomyśleć o ostatecznej słuszności marksizmu, tylko tępy umysł nie jest zdolny do czerpania inspiracji z heroicznego wysiłku Marksa, zmierzającego do konsekwentnego i spójnego ogólnego wyjaśnienia „praw ruchu” kapitalizmu”.

MG: Rozumiem, że aktualność zachowuje także postulat społeczeństwa bezklasowego?

Marksizm można podzielić na teorię normatywną i pozytywną. To diagnoza rzeczywistości i projekt zmiany. Twierdzenia pierwszej – jak choćby to, że w każdej epoce myśli klasy panującej, są myślami panującymi – pozostają zaskakująco aktualne. Inaczej jest z marksowską teorią rewolucji. Ale zapewniam was, że Marks nie odbiega tu zasadniczo od innych wielkich filozofów. U Platona znajdziecie pomysły równie ryzykowne. Poza tym samo pojęcie społeczeństwa bezklasowego wyraża wolę zniesienia niesprawiedliwych podziałów społecznych i w tym sensie zachowuje swój sens.

MG: To spróbujmy może zdefiniować – czym by miała być ta “po prostu lewica”…

Jak pisał Antonio Gramsci: “najpierw hegemonia kulturowa, potem hegemonia polityczna”. Najpierw więc trzeba przekształcić dyskurs publiczny. Zrobić w nim miejsce dla lewicowej wizji Polski. Pokazać taką możliwość, zapracować na inne skojarzenia z lewicą niż obrona PRL. W „Krytyce” staramy się budować adekwatny do polskich problemów dyskurs lewicowy i zakorzeniać go w polskich debatach oraz zbierać ludzi, którzy chcą w tym uczestniczyć. Wypuściliśmy już na szerokie wody głównych mediów wielu, którzy podpisują się „Krytyką Polityczną”, co ma sygnalizować obecność odrębnego głosu w debatach publicznych. Kolejny krok to budowa instytucji, która pozwoliłaby produkować wiedzę konieczną do formułowania odpowiedzialnych propozycji zmian w polityce gospodarczej, społecznej, w prawie. Nie ma polityki, bez fachowego zaplecza. Zatem drugi krok, to lewicowy think-tank.

JL: Krytykujesz dzisiejszą rzeczywistość. Podobnie robią prawicowi intelektualiści. Na przykład Zdzisław Krasnodębski stawia surową diagnozę stanu polskiej demokracji.

Krasnodębski jest doskonałym historykiem socjologii. W PRL tłumaczył i wydawał Habermasa oraz socjologów fenomenologicznych. Napisał dwie bardzo ciekawe książki Rozumienie zachowania ludzkiego i Upadek idei postępu. Wychowałem się na tym, ale do jego dzisiejszej publicystyki stosunek mam bardzo krytyczny. Demokracja peryferii głosi kuriozalną tezę, że w Polsce rządzi skrajnie lewicowy postnietzscheański liberalizm, którego ekspozyturą jest „Gazeta Wyborcza”.
Czy w Polsce rządzi lewicowy liberalizm? Czy w Polsce idolem jest Richard Rorty, czy Jan Paweł II? Czy ekspozyturą takiego liberalizmu jest „Gazeta Wyborcza”, która jest bardzo prawicowa ekonomicznie i ostrożna w kwestiach światopoglądowych?

JL: Jaka jest Twoja ocena okrągłego stołu?

Tu stoję po stronie Adama Michnika i bronię tradycji okrągłostołowej. To było oczywiście porozumienie elit, ale pamiętajmy, że w 1989 roku Solidarność była dziesięciokrotnie słabsza niż w Sierpniu, a połowa społeczeństwa akceptowała stan wojenny. Innej drogi niż hiszpańska nie było. Dziś tacy politycy jak bracia Kaczyńscy zapominają, że w okrągłym stole uczestniczyli. Milczą, gdy ktoś mówi o spisku w Magdalence. Prawicowa krytyka okrągłego stołu dotyczyła zawsze raczej tego, że niepotrzebnie trzymano się tego paktu, który należałoby potraktować jedynie jako wybieg. Należało „przyspieszyć”, jak mówili za czasów Porozumienia Centrum Kaczyńscy. Mnie bardziej interesuje to, że wszystkie ustalenia okrągłego stołu i wizja państwa socjaldemokratycznego, jaka za nimi stała, trafiły natychmiast do kosza, gdy za sterem przemian stanął Leszek Balcerowicz.
Przy okrągłym stole siedzieli nominalni reprezentanci mas robotniczych. Jedni z partii robotniczej – PZPR i drudzy ze związku zawodowego – NSZZ „Solidarność”. I następnie jedni i drudzy poświęcili los robotników, którzy ryzykując najwięcej podczas strajków w 1980 i 1988, doprowadzili do okrągłego stołu. Tylko robotnicy mogli zdelegalizować władzę, która się przedstawiała jako wyrazicielka woli klasy robotniczej. I oni zrobili tę rewolucję, a następnie oni pierwsi zostali spaleni na ołtarzu przemian. To tragiczne, że rewolucja robotnicza stworzyła państwo klasowe, jedno z najbardziej niesprawiedliwych państw w Europie.
Co nas cieszyło w Solidarności? Że ludzie zaczęli decydować o sobie. Dziś dominuje liberalne przekonanie, że polityka jest złem koniecznym, a ludzie powinni realizować się w sferze prywatnej i tam radzić sobie sami. A ludzie sobie nie radzą. Ktoś, kto przez 30 lat żył w komununizmie, teraz ma się odnaleźć na wolnym rynku… Jak się stawia geparda i jeża na jednej linii i mówi „teraz się ścigajcie, reguły są równe – podatek liniowy”, to jest przecież ustawiony bieg.

JL: Dlaczego Krasnodębski jest ci tak obcy? Pisze, że trzeba powrócić do ideałów Sierpnia, które wpisuje w tradycję republikańską. Mówi o upodmiotowieniu, o zaangażowaniu, o rozruszaniu społeczeństwa… Macie bardzo podobną diagnozę problemów współczesności.

Zanim powiem, że tak jednak nie jest, wspomnę o teorii podkowy. Jeśli dominuje paradygmat neoliberalny, to klasyczni konserwatyści też krytykują kapitalizm, tak jak krytykuje go lewica. Kapitalizm rozwala naturalne hierarchie i tradycje, i dlatego nie podoba się również konserwatystom. Ale to nie są identyczne krytyki. Zresztą zarówno prawica jak i lewica odwołuje się do pojęcia wspólnoty. Komunitarianie to Michael Sandel, Charles Taylor, ale to też Michael Walzer, który jest bardzo lewicujący. Odwołanie do wspólnoty nas łączy, ale inaczej ją rozumiemy.

JL: Jak ją zatem rozumiesz?

Krasnodębski i ja mamy krytyczny stosunek do neoliberalizmu. Tylko, że Krasnodębski chciałby go zastąpić wspólnotą opartą na substancjalnych wartościach wyznawanych przez moralna większość. W tak skrojonym państwie nie ma miejsca dla takich ludzi jak ja, albo jest miejsce podrzędne. W państwie skrojonym liberalnie jest miejsce dla konserwatystów, w konserwatywnym państwie nie ma miejsca dla innych.

MG: Mówisz, że trzeba bronić pokrzywdzonych, wykluczonych, dyskryminowanych… to brzmi szlachetnie. Jednak nie widzę, żeby lewica miała pomysł na całe państwo. Może powinna rządzić prawica, a lewica powinna zapewniać jedynie „miękkie lądowanie”?

Państwo urządzone lewicowo to byłoby przede wszystkim państwo silne i dynamiczne. To byłoby państwo, które umiałoby nie tylko obniżać, ale także podnieść podatki, egzekwować ich płacenie. Aktywnie zwalczałoby nierówności. Nie wahałoby się przed interwencją w gospodarce – byłoby w stanie prowadzić politykę keynesowską, która napędzałaby popyt wewnętrzny. A w drażliwych sprawach, jak związki partnerskie, aborcja, preferowałoby liberalne rozwiązania światopoglądowe. To byłoby także państwo współtworzące europejski projekt ponadnarodowy. Lewica w Polsce musi mieć wizję Europy – socjalnej, opiekuńczej, która będzie miała nie tylko wspólną politykę monetarną, ale także fiskalną, zagraniczną, obronną itd.

JL: Czy lewica nie znajdywałaby wspólnego języka z konserwatywną prawicą i z Kościołem w przypadku takich problemów jak prostytucja albo przedmiotowy stosunek do kobiet w reklamach?

Bardzo byśmy chcieli. Problem w tym, że Kościół się w tej sprawie nie odezwie, bo nie będzie chciał stanąć obok feministek. Dlaczego Kościół nie wsparł ostatnio Magdaleny Środy, gdy ta wydała wojnę uprzedmiotawiającym kobiety reklamom wielkich koncernów?
 
JL: Wróćmy do pojęcia wspólnoty. Co jest według Ciebie spoiwem?

W Polsce istniał w latach 90. ostry spór pomiędzy tymi, którzy uznawali spoiwo „chłodne” i „ciepłe”. Pierwsi mówili, że wystarczą procedury – jak w projekcie Habermasowskiego patriotyzmu konstytucyjnego – zasada demokracji, zasada pluralizmu. Drudzy, jak Krasnodębski, Gowin, Zięba, mówili, że to jest niewykonalne i szkodliwe. Że na tym się nie zbuduje dobrych relacji między państwem i społeczeństwem. Musi być projekt „ciepły”, czyli musi być odwołanie do wartości. Ponieważ żyjemy w Polsce, to naturalne – mówili konserwatyści – że to mają być wartości chrześcijańskie. My także nie ufamy w projekt czysto proceduralny. Poza dwoma dominującymi językami: „ciepłym konserwatywnym” i „chłodnym liberalnym”, proponujemy „ciepły” projekt lewicowy.

JL: Na czym polega „ciepły projekt lewicowy”?

Zacznijmy od tego, że lewica zawsze proponowała projekty ciepłe, czasem wręcz gorące. Marksizm był wizją wręcz millenarystyczną, chiliastyczną. To liberalizm zawsze był chłodny, proceduralny. Dlatego trudno się w nim zakochać i dlatego zawsze się z czymś łączy – w Polsce łączy się niemal chemicznie z konserwatyzmem światopoglądowym. W lewicowych projektach zawsze zakochać się było łatwiej. „Ukąszenie heglowskie” to było nic innego jak zauroczenie ciepłym projektem. Lewica na świecie ma dziś kłopot z ciepłymi projektami. Ale problem pozostaje niezmienny i tu znowu wracamy do Marksa, a raczej do jego bezpośrednich poprzedników Hegla i lewicy heglowskiej. Problem ten nazywa się “alienacja”. Wszystko, co nas otacza jest ludzkim konstruktem, a jednocześnie jesteśmy temu poddani i traktujemy jako rzeczywistość niezależną od naszego działania. Gospodarka jest dla nas jak pogoda. Co taki punkcik, jak każdy z nas poradzi, na ten ogromny mechanizm rządzący naszym życiem? – pytamy. Przy dzisiejszej dominacji systemu tych nastawionych na zysk właścicieli mechanizmów jesteśmy przedmiotami. Ciepły projekt lewicy polega na upodmiotowieniu ludzi. Na włączeniu ich w proces decyzyjny, uświadomieniu im ich sytuacji i praw. Karnawał Solidarności polegał na tym, że ludzie podnieśli się z kolan. Zaczęli samorządnie decydować o sobie. Dziś w gruncie rzeczy chodzi o to samo. Trzeba pomóc ludziom walczyć o ich prawa pracy i prawo do pracy, o godność mniejszości.

JL: Dla mnie to jest cały czas bardziej ciepło konserwatywne. Odwołujesz się do pluralizmu, solidarności i upodmiotowienia społeczeństwa – to jest konserwatywny język Krasnodębskiego, Gowina…

Tu dochodzimy do różnego rozumienia tych samych terminów w obu wizjach: podmiotowości obywatelskiej, samoorganizacji. Dla konserwatysty podmiotowość ludzi to udział w konkretnych praktykach społecznych – na przykład religijnych, choćby i udział bezmyślny. Ci, którzy w ramach katolicyzmu odwołują się do prawdziwego upodmiotowienia, czyli ludzie ze środowiska „Znaku” czy „Więzi”, odgrywają w Kościele rolę marginalną. Jak mawiał Jarosław Gowin, Kościół polski jest jak dinozaur: ma małą główkę i duży tułów. Obawiam się, że prawdziwy konserwatyzm boi się jednostek jako podmiotów. Prawdziwy konserwatyzm szuka prawdy nie w inicjatywie ludzi, tylko w pewnej pozaludzkiej rzeczywistości. My patrzymy przez ludzi.

JL: Wskazałeś różnice w rozumieniu solidarności, upodmiotowienia. Wydaje się jednak, że „ciepły projekt konserwatywny”, szukający prawdy w pozaludzkiej rzeczywistości, jest szerszy i bardziej plastyczny niż „ciepły projekt lewicowy”. W tym pierwszym można patrzeć przez człowieka jak i przez wartości pozaludzkie. W projekcie lewicowym patrzenie pozaludzkie jest wykluczone jako fundamentalne. A to lewica ma walczyć z wykluczeniem…

Odpowiedź nieuczciwa, ale bezpieczna wyglądałaby tak: „o to chodzi, żebyśmy mogli istnieć i żeby mógł istnieć Ryszrad Legutko”. Dziś istnieje Ryszard Legutko, bo ma na kogo głosować, sam startuje do Senatu, może być zapleczem intelektualnym dla jakiejś partii, może swobodnie pisać w bardzo wielu oddanych mu mediach masowych. Ale uczciwa odpowiedź jest taka, że bez wątpienia istnieje tu konfrontacja mocnych tożsamości, które są nie do pogodzenia ze sobą.

JL: W tym co mówisz, jak i w tym co pisałeś, bardzo często pojawia się przekonanie, że wszystko jest konstruktem. Tymczasem są tacy, którzy pewne obszary rzeczywistości odczytują, a nie stwarzają…

Poznawanie jako proces równoznaczny ze współtworzeniem rzeczywistości to najprostsza filozofia kantowska, zakwestionowanie platońskiego realizmu. Ale rozumiem, że gdzieś tam w jaskini Platona żyją ci, którzy się jeszcze z tym nie zgadzają. Idźmy dalej: nie jesteśmy w stanie wyznaczyć granicy między naszym „wkładem” w to, co widzimy a samą materią. Nie jesteśmy, bo poszukiwanie takiej granicy jest poznaniem, a to jest przecież tworzeniem i koło się zamyka. I tak życie nam płynie w błędnym kole tworzenia rzeczywistości wokół nas, a następnie odbierania jej jako już niezależnej od nas, zewnętrznej. W trakcie wychowania, włączając się do społeczeństwa, dołączamy niejako do rzeczywistości, o której nie myślimy, że została przez nas stworzona. Stworzona w tym sensie, że skategoryzowana, zdefiniowana, podana nam już w pewien konkretny i nie jedyny możliwy sposób.
Łatwiej już myśleć o naprawieniu świata, gdy dzięki Kantowi zorientowaliśmy się, że samiśmy go takim stworzyli. Aż się prosi, żeby dalej tworzyć go już świadomie. Oświeceniu się jednak nie powiodło. Okazało się, że po pierwsze, ta świadomość nie rozprzestrzenia się wcale między ludźmi tak łatwo, a po drugie, że wcale nie tak prosto prowadzi do zmiany. Dalej już myśl społeczna poszła dwoma torami. Gdy jedni chcieli kontynuować wysiłki upodmiotowienia człowieka w świecie, drudzy uznali, że próby te skazane są na porażkę i należy się skoncentrować nie na człowieku jako istocie gatunkowej, ale na konkretnych jednostkach. Im zapewnić możliwie największą autonomię działania. Tak powstały dwa sposoby rozumienia wolności. Liberalny projekt, w którym horyzontem jest wolność negatywna i lewicowy, w którym mówi się o wolności pozytywnej. Ten drugi przeżywa kryzys.
Problemem jest jeszcze to, jak być lewicą po przełomie postmodernistycznym? Postmodernizm przede wszystkim rozbił fundamenty lewicowe, wiarę w postęp, w naukę, w ideały Oświecenia. Staramy się być lewicą po-postmodernistyczną. Taką, która przeszła lekcję postmodernizmu, i go nie kwestionuje. Znosi go po heglowsku, zachowując myśl, która za nim stoi. W tym sensie jesteśmy lewicą, która nie kwestionuje pragmatycznej definicji prawdy, czyli tej, która mówi, że atrybut prawdy dostaje zawsze pogląd dominujący w społeczności. Lewica bada mechanizmy, które nadają ten atrybut: rynek, media, edukację. Pokazuje, jak takie instytucje bronią systemu kapitalistycznego i stawiają mu pomniki, by zwiększać pewność siebie i optymizm tych, którzy czerpią z niego zyski, oraz by umilić jego ofiarom ich los – mówiąc słowami Rousseau: „ukryć ich łańcuchy w girlandach kwiatów”. Lewica bada wpajane nam dominujące oczywistości i podważa je, pokazując alternatywy. Występuje przeciwko traktowaniu pewnych przekonań jako naturalnych, oczywistych, bezalternatywnych. Takich jak wiara w to, że rynek rozwiąże wszystkie problemy. Na razie te oczywistości są dla ludzi przezroczyste. To, co niewidzialne, trzeba uwidocznić. Lewica musi pokazać, że to jedynie wariant, że mogłoby być inaczej.

JL: Czy konserwatysta będzie w sytuacji mniej opresyjnej w ramach racjonalnego systemu lewicowego, niż lewicowiec, który musi zostać poddany konserwatywnej opresji większości moralnej…

Polski konserwatysta musi się poczuć źle, jeśli zrobimy tak, że państwo będzie stało w równej odległości od katolików i nie-katolików, od gejów i heteryków, od kobiet i od mężczyzn. W tym sensie oczywiście nasza oferta nie jest ofertą dla wszystkich. Nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji. Legutko w kraju, w którym lewica jest istotną siłą polityczną, oczywiście będzie się czuł gorzej niż w dzisiejszej Polsce. Ale będzie miał swoje miejsce! Nie będzie wykluczany tak jak dzisiaj gej. Nie będzie wyśmiewany, jak feministka!

MG: Właśnie chyba będzie, bo… nie będzie się mieścił w dyskursie.

Na razie trudno Legutkę traktować, jako przedstawiciela dyskursu marginalnego, a to on swobodnie może pisać o Marii Janion – „gerontofeministka”. Jakoś Marii Janion nie zbiera się na takie żarty. Protekcjonalizm, idący za konserwatyzmem, nie jest atrybutem drugiej strony.

MG: No ale u Kingi Dunin już jesteśmy w stanie podać takie przykłady. Też jest zaczepna w felietonach.

Kinga ma ostre pióro, ale nie pamiętam, by stać ją było na tak prymitywne obrażanie innych.

MG: Mam wrażenie, że wśród młodych ludzi nasila się konserwatywne usposobienie. Pokolenie JP2, tłumy na dniach młodzieży w Kolonii… Czy młodych ludzi można „nawrócić” na lewicowość w czasach „konserwatywnej rewolucji”?

Kiedy dominowało hasło „Nicea albo śmierć” nawet Miller jechał walczyć o Niceę. Cimoszewicz po przemówieniu Rokity, powiedział, że to lepszy projekt niż rządowy. Michnik z Beylinem pisali odpowiedź Cohn-Benditowi i też bronili hasła „Nicea albo śmierć”. Jak podawano w sondażach, 90% Polaków chciało wtedy „walczyć o Niceę”. Ale gdy wydrukowaliśmy „List otwarty do europejskiej opinii publicznej” w polskich i zagranicznych dziennikach, który rozbił ten front i pojawiły się różne głosy w debacie publicznej, nagle okazało się, że proporcje w opiniach Polaków wyglądają zupełnie inaczej. Ludzie mają takie poglądy, jakie mogą znaleźć w sferze publicznej. Jeśli pojawi się w niej silny dyskurs lewicowy, poglądy młodych Polaków mogą się zmienić.

Komentarze
Dodaj nowy
msoa  - bezsilnosc?   |18.10.2005 08:57:26
wszystko pieknie.
zgadzam sie i mi sie podoba i w ogole ;)
tyle tylko, ze p.
Sierakowski w gruncie rzeczy kapituluje przed potega liberalnego molocha -
konserwatyzm i lewicowosc to raczej "dodatki", "oslabiacze" czy
"ocieplacze" liberalizmu a nie rzeczywiste alternatywy.
ja to
oczywiscie rozumiem - wcale nie jestem taki madry by przedstwawic racjonalna
alternatywe i wiem ze zarowno model konserwatywny (ktory przeciez istnieje) jest
anachroniczny i niemozliwy do realizacji (oraz do akceptacji nawet przez polskie
spoleczenstwo) jak i model lewicowy jest anachroniczny i nieprzekonujacy.

odbieram wiec ten tekst jako swego rodzaju projekt minimum i przyznanie (a
moze i zachete? apel?) ze lewica w Polsce bedzie zbudowana od podstaw.
zol   |18.10.2005 11:45:19
"Kinga ma ostre pióro, ale nie pamiętam, by stać ją było na tak prymitywne
obrażanie innych."

He, he… Oto chocby cytat z jednego z ostatnich jej
felietonow z "Wysokich Obciachow":

"Tusk wygląda jak liberał -
mówię na razie o "obyczajówce" - i ma taką legendę z przeszłości. Nie
podkreśla tych kwestii, nie zaperza się, ale pytany prezentuje poglądy
zdecydowanie konserwatywne. I nawet wyjaśnia, skąd się one wzięły - kiedy córka
kończy 18 lat, każdy mężczyzna staje się konserwatystą. Wiadomo, bab trzeba
pilnować, bo albo będą się puszczały, albo nie będą chciały się rozmnażać. Nadal
jednak zachowuje pewne pozory liberalnej retoryki - skoro nie podoba mu się
Parada Równości, to i Normalności też nie. Ale żadnej by nie zakazał. Po prostu
- wszystko, co mówi Tusk, jest proste jak szprycha - nie należy eksponować
swojej seksualności. Sam jednak pokazuje się w spocie z żoną i dzieckiem, na
dowód, że akt seksualny nie jest mu obcy, eksponując w ten sposób swój
seksualizm. A przecież, gdyby chciał być konsekwentny, zachowałby w tej kwestii
tajemnicę, pozostawiając naszym domysłom, czy sypia z żoną, kolegą, czy kotem
Jarosława Kaczyńskiego."

Rozumiem, ze dla przodownikow postepu i
rewolucji obyczajowej, Slawka S. i Kini D. nie ma roznicy pomiedzy sypianiem z
zona czy z kotem, dlatego takie sformulowania nie mozna uznac za uszczypliwe.
msoa  - czytanie   |18.10.2005 12:03:41
hm… zona mi odradza wdawanie sie w bezsensowne dyskusje, ale niech tam - to co
napisala p. Dunin to sprowadzenie do absurdu pogladow p. Tuska.
to co pisze p.
Legutko jest wprost obrazliwe.
czy to naprawde takie trudne dla zaslepionego
poczuciem wlasnej racji wielbiciela prawicy?

btw. nie czytalem wszystkiego co
p. Dunin opublikowala , wiec sie nie upieram ze nigdy nikogo nie obrazila. ale
akurat w tym tekscie doszukac sie obrazy mozna tylko posiadajac nieokielznana
zla wole.
pa.
zol   |18.10.2005 12:21:29
Tak sie sklada, ze nie jestem zwolennikiem Tuska - wrecz przeciwnie, uosabia on
sily polityczne, ktore zahamowaly proces narodzin spoleczenstwa obywatelskiego w
Polsce. Ale jesli ktos mowi, ze Legutko obraza Janion, a Dunin nie posuwa sie do
takich rzeczy, to rece opadaja. Oczywiscie Dunin czyni to w sposob bardziej
subtelny, ale jednak czyni. Zreszta na miejscu Tuska bym sie tym nie przejmowal
- opinie jakiejs niszowej frustratki sa niewarte uwagi.
zol   |18.10.2005 12:33:04
I prosze, zeby nie przypinac mi latki prawicowca. Bohaterami mojej bajki sa
Napoleon I, Otto von Bismarck i Jozef Pilsudski, a wiec politycy oskarzani przez
prawice o… rewolucyjnosc i socjalizm.
msoa  - pytania   |18.10.2005 12:40:31
"niszowa frustratka" - niezle, niezle - idzie Pan w slady p. Legutko?
-
a moze jacyc bohaterowie zywi jeszcze?
- pytanie osobiste: jesli tak strasznie
Panu nie odpowiada to co sie pisze i mysli w Krytyce Politycznej, to po jakiego
grzyba sie Pan tu wypowiada? i to tak aktywnie?
zol   |18.10.2005 12:48:48
Bo w przeciwienstwie do wielu udzielajacych sie tu forumowiczow jestem
zwolennikiem rzeczywistej, a nie deklaratywnej roznorodnosci. I w gruncie rzeczy
nie mam nic przeciwko temu, zeby pani Dunin uzywala sobie na roznych osobach
publicznych, tylko nie pojmuje, dlaczego do swobody ekspresji maja prawo tylko
osoby z tej jednej strony barykady. Bo jesli mozna obrazac Kosciol (co sie tutaj
nieraz robilo), to dlaczego nie wolno obrazac gejow?
thomas  - kilka refleksji   |18.10.2005 12:49:39
1. "Po prostu lewica" - bardzo dobre hasło, przemyślany pomysł. Cieszę
się, że te słowa padły.

2. Ciepły i zimny projekt a liberalizm. Cóż, można na
liberalizm patrzeć inaczej. Nie mam na myśli tego, co za liberalizm biorą
ko-libry (czyli tzw. konserwatywnego liberalizmu, innymi słowy leseferyzmu). Mam
na myśli liberalizm myśli oświeceniowej, ideę praw człowieka. To projekt gorący
i to z tego liberalnego ruchu bierze początek lewica, także w swoich nieco
bardziej konserwatywnych odmianach takich jak marksizm.

3. Specyficzna
odmiana kantyzmu. Cóż, Kant nigdy i nigdzie nie twierdził, że tworzymy
rzeczywistość, a jeno ją współtworzymy - to celnie pan Sierakowski zauważył.
Lecz dalej już poszedł w idealistyczną interpretację fichteańską, gdzie wszystko
jest naszym konstruktem, cała rzeczywistość. A jednak u Kanta jest, choćby i
bardzo paradoksalne, pojęcie rzeczy samej w sobie, która nas
"pobudza".
Zostawmy na boku kwestie interpretacji Kanta. Rzecz w tym,
że aura paradoksu, która towarzyszy tym rozważaniom teoriopoznawczym, jest chyba
akurat sprawą zupełnie obok rozważań politycznych. Prawdą bowiem zupełnie
oczywistą i niekwestionowalną przez nawet bardzo zażartego kantystę (a i
platonicy pewnie w dużej mierze się zgodzą) jest to, że ustrój społeczny jest
kwestią, o której ludzie decydują, a nie którą wyczytać mogą w gwiazdach.
Decyzje te nie są może zupełnie arbitralne (jak mogłaby sugerować retoryka
niekiedy pana Sierakowskiego), lecz opierają się na wiedzy produkowanej przez
np. lewicowe think tanki, lecz są one decyzjami, a nie odkryciami. I myślę, że
to jest kwestia, którą warto podkreślać. Nie ma ona jednak zbytniego związku np.
z rozważaniem statusu bytowego cząstek elementarnych czy teorii fizykalnych w
ogóle.
zol   |18.10.2005 12:52:21
Z bohaterow zywych cenie chocby Ariela Szarona. To bardzo odwazny polityk, ktory
potrafi isc pod prad wlasnemu obozowi politycznemu. Poza tym podoba mi sie w
Izraelu polaczenie zasad solidarnosci spolecznej z poszanowaniem dla tradycji i
utrwalonych obyczajow.
msoa  - dziekuje   |18.10.2005 13:47:41
… za wyjasnienia.
do zol:
wiec jesli moge sobie pozwolic na prywatna probe
wrzucenia Pana do jakiegos worka to bylby to worek socjalkonserwatywny? taki
troche Bugaj?
to potwierdza z jednej strony "teorie podkowy" o ktorej
mowil p. Sierakowski, ale z drugiej pokazuje slabosc lewicowego przekazu - na
ktory zwracali tez uwage prowadzacy wywiad.
konserwatyzm jest "cieply"
i ma eschatologiczna perspektywe..
lewica w procesie wyzwalania zrywa wiazania
spoleczne - przed czym stara bronic sie Sierakowski.

do thomasa - (zawsze
czuje taka pewna niesmialosc gdy mam sie odniesc do wypowiedzi filozofa?
socjologa? ;))
no i wlasnie. owszem lewica moze byc goraca , ale raczej trudno
by byla ciepla. prawa czlowieka wyzwalaja ale nie przeciwstawiaja sie procesowi
alienacji - a to mysle jest kluczowym problemem.
we wspolczesnej mysli
dotyczacej tzw. "urban studies" wyraznie widac - sa na to dowody
empiryczne - ze koncepcja budowania miasta w oparciu o tzw. social capital jest
sprzeczna wobec koncepcji creative capital.
wyzwalanie konczy sie na
liberalizmie.
i to powoduje moj smutek - ze nie widze poki co wyjscia - ale
pracuje nad tym.

czekam na powstanie lewicowego think-tanku :)

zol   |18.10.2005 14:00:12
Bardzo szanuje Ryszarda Bugaja. Najblizej mi jednak w Polsce do srodowiska
dwumiesiecznika "Obywatel". Jesli musialbym jakos nazwac swoje poglady
to uzylbym okreslenia solidaryzm spoleczny. Nowa lewica jest
antysolidarystyczna, gdyz wspiera rozmaite mniejszosci obyczajowe przeciwko
wspolnocie politycznej w jakiej funkcjonuja.
msoa  - trafiony zatopiony   |18.10.2005 14:06:03
:) tak wlasnie mi sie wydawalo - ze Obywatel to Pana pismo :)
Pozdrawiam :)
msoa  - pytanie bez zlosliwosci   |18.10.2005 14:26:39
czy jednak nie powinno byc Panu w takim razie najblizej do LPRu, albo jeszcze
bardziej do tych tworow o.Rydzyka - Dom Ojczysty etc… - czyz one nie maja
solidarystycznego programu a na dodatek radykalnie wspieraja fundamenty na
jakich osadza sie to co Pan nazywa "wspolnota polityczna" w jakiej
funkcjonuja? (funkcjonujemy?)
zol  - nie   |18.10.2005 14:32:59
Nie. Po co popierac projekty niszowe? A Pan na kogo glosuje?
msoa  - no tak   |18.10.2005 14:37:49
coz - o. Rydzyk nie do konca jest projektem niszowym ;)
wiec to czysta
kalkulacja?
gdyby byli slilniejsi to by och Pan poparl? pytam z czystej
ciekawosci…
pewnie pojde do piekla ;)
glosowalem w wyborach na zielonych
2004, ale zaluje :(
glosowalem na projekt radykalnie niszowy, bo nie ma w
Polsce nikogo kto by mi odpowiadal. wiec w zasadzie glosowalem przeciw, a nie
za.
sam Pan widzi - jestem zwyklym postmodernista zakochany w peryferiach ;)
zol   |18.10.2005 14:52:48
1. Bardziej mi chodzilo o niszowosc projektow typu Dom Ojczysty. W przypadku
poparcia dla ojca Rydzyka wszystko zalezy od biezacych okolicznosci, ale
generalnie bardzo niechetnie - mimo, ze jestem katolikiem, to nie podoba mi sie
angazowanie autorytetu stanu duchownego w sprawy polityczne.
2. Nie rozumiem
tego dowcipu z pieklem. Przeciez ja nikogo nie potepiam. Odrozniajmy ludzi od
ich pogladow i postaw.
thomas  - co do alienacji   |18.10.2005 14:58:25
To prawda, liberalizm ani socjaldemokratyczne formy liberalizmu nie tykają
problemu alienacji. Ale marksizm akurat problem alienacji wyjątkowo
zmitologizował.

Bez alienacji byśmy nie mieli języka, kultury, społeczeństwa,
więc biadolenie nad alienacją jest odrobinę nie na miejscu. A to, że mój wytwór
nie jest mną, jest niemalże definicyjnym truizmem. Ale nie tragedią
wszechczasów.

Inna sprawa - wykluczenie społeczne. I tutaj można mówić o
różnicy między kapitałem twórczym a kapitałem społecznym itd. Natomiast nie
jestem pewien, czy różnice tego rodzaju rzeczywiście istnieją, bo w Finlandii są
chyba: małe nierówności społeczne, mała opresywność społeczna, bardzo wysoki
stopień kreatywności, gospodarka oparta na wiedzy.
msoa  - Finlandia   |18.10.2005 15:26:03
:)
dotknal Pan mojego ulubionego kraju :)
model Finski jest mi szczegolnie
bliski.
to prawda - jest tak jak Pan pisze, i zaprawde warto Finlandie
studiowac! zwroce tylko uwage, ze model finski jest bardzo liberalny jesli
chodzi o rynek pracy - zaden zawod nie jest chroniony korporacyjnie - ostatni,
taksowkarze jakis czas temu tez :) no i jednak kwestia kultury. finskie prawo
swobodnego dostepu do ziemi - dawniej zwyczajowe, dzis zapisane, wspolnoty
bardzo mocno zakorzenione - moi znajomi sa w stanie podac swych krewnch 300 -
400 lat w przeszlosc!!!
Finowie sa narodem ktory sie "stwarza",
korzystajac z tego co prof. Staniszkis pisala we Wladzy Globalizacji - Finowie
sa narodem, ktory tworczo potrafi manipulowac wlasna kultura…
wiec zapewne
Finlandia jest swietnym przykladem - szkoda ze jedynym…

co do alienacji -
pisalem nie w sensie filozoficznym, lecz "potocznym"- podawanym przez
slownik pwn w pkt 1. :)))
wiec chodzilo mi li tylko z zrywanie wiezow
spolecznych - ktore ma miejsce.
i na ten temat "biadola" zarowno
katoliccu konserwatysci jak i - przynajmniej czesciowo - lewicowcy.
ja rowniez
uwazam to za problem - na ktory nikt poki co nie daje satysfakcjonujacej mnie
odpowiedzi.

do zol - uwaga o piekle dotyczyla mojej ciekawosci :)
nameste  - wróćmy do tekstu wywiadu   |18.10.2005 15:56:03
Metafora "termiczna" (ciepło-zimno) nie porządkuje, raczej zaciemnia.
Podobnie nie służy jasności niefrasobliwość terminologiczna: liberalizm
światopoglądowy (ustrojowy) versus (neo)liberalizm gospodarczy; konserwatyzm
versus tradycjonalizm - te dystynkcje gdzieś giną w ferworze wypowiedzi. Ale że
wolę ferwor od akademickiego międlenia formuł, kilka uwag na gorąco.

1. Jeśli
dobrze rozumiem, opis "termiczny" odwołuje się do dwóch płaszczyn:
aksjologii (wartości) i uczestnictwa (w zbiorowości). Mówi się więc, że prospekt
liberalny (w 1. znaczeniu) jest chłodny, dotyczy procedur, lokuje się na
płaszczyźnie meta-aksjologicznej. Konserwatyzm natomiast odwołuje się do
wartości religijnych, tradycjonalizm zaś do patriarchalnego porządku rodzinnego
i plemiennego porządku zbiorowości. Ale przecież lewica historycznie była (jest?
powinna być?) silna poczuciem uczestnictwa w organizującej się zbiorowości
pokrzywdzonych/wykluczonych i odwoływała się do aksjologii równościowej i
projektów niwelowania niesprawiedliwości. O oświeceniowym, liberalnym
(światopoglądowo) rodowodzie wartości lewicowych wspominał też thomas. Jeśli
więc diagnoza Sierakowskiego brzmi: lewica nie ma dziś "ciepłego"
projektu, to nie wiem, czy chodzi mu o to, że "zbiorowość" pro-lewicowa
jest w rozsypce, a aksjologia uległa terminologicznemu zamazaniu (do czego
zresztą powyższy wywiad też się przyczynia), czy też o to, że pewien sposób
myślenia i mówienia został wyrugowany z dyskursu publicznego.

2. Dziwi
podejście typu "trzeba zamieszać w ‘nadbudowie’, a ‘baza’ sama się
znajdzie" (Gramsci: “najpierw hegemonia kulturowa, potem hegemonia
polityczna”. Najpierw więc trzeba przekształcić dyskurs publiczny),
zwłaszcza że bezpośrednie przywołanie "hegemonii" kojarzy się jak
najgorzej. Czy kryje się za tym czysto techniczny postulat: dajcie więcej
przestrzeni w mediach (ale kto miałby ją dać?).

3. Okazuje się jednak, że
kryje się coś więcej, rodzaj arogancji (niespełnionego?) demiurga. Bo oto
końcówka wywiadu brzmi: "Ludzie mają takie poglądy, jakie mogą znaleźć w
sferze publicznej. Jeśli pojawi się w niej silny dyskurs lewicowy, poglądy
młodych Polaków mogą się zmienić." Czyli: "dajcie mi media, poglądy
urobię".

Punkt 3. jest pewną prowokacją, bo całkiem zasadne wydaje się
pytanie, czy (młodzi, ale nie tylko) Polacy w ogóle mają jakieś poglądy, czy też
raczej podlegają kilku socjotechnicznie stymulowanym tropizmom. Zwłaszcza gdy
zważymy, że postulat Sierakowskiego polega na "ociepleniu" lewicowego
przekazu, aby się lepiej sprzedawał.
msoa  - tresc wywiadu   |18.10.2005 16:13:03
mysle ze ta "termiczna" metafora jest dosc czytelna - intuicyjnie
"czuje"o co chodzi. no ale nie mam filozoficznego wyksztalcenia - wiec
moze nie zrozumialem ;)
1. mysle ze Sierakowskiemu chodzi o jedno i o drugie,
a moze - ale to jest chyba moja nadinterpretacja - lewicowosc ma problem z
wlasna tozsamoscia
2. dlaczego ten postulat dziwi?
co do techniki - to
przeciez mowimy o walce o wladze - wiec oczywiste jest ze Sierakowski i jego
srodowisko chce wiecej przestrzeni - w mediach i wszedzie indziej
3. nie
odbieram tego jako arogancji. zeby dokonac wyboru trzeba wiedziec ze wybor
istnieje.
a jesli obowiazuje TINA…

i znow jesli chodzi o
"ocieplanie"przekazu by sie lepiej sprzedal.. mimo wszystko zupelnie w
inny sposob odbieram ten postulat - nie tak komercyjnie :)
thomas  - młodzi Polacy   |18.10.2005 19:14:09
Cóż, zgodzę się z Sierakowskim, że młodzi kierują się właśnie czymś w rodzaju
tropizmu. No bo czym innym można wytłumaczyć fakt, że studenci, w miażdżącej
większości przeciwni płaceniu za studia, głosują za partiami, które chcą te
opłaty wprowadzić w takiej czy innej formie? Fakt, PO i PiS później starały się
zakłamać swoje programy w tej kwestii, ale ani Tusk, ani Kaczyński nie podpisali
petycji w sprawie bezpłatności studiów, tylko popierali rozwiązania, które
wprowadzą odpłatność.
Gdyby więc studenci byli dociekliwi i krytyczni,
kierowali się swoim interesem itd., to by nie głosowali na POPiS, tylko na
lewicę. Tyle że lewica jest obrzydzana przez telewizję platformiczną Dworaka, a
młodzi ludzie niestety nie czytają, tylko chłoną obrazki i dżingle.

Nadzieją
prawicy mogłoby byc to, że pokolenie urodzone w stanie wojennym nigdy nie
zacznie samodzielnie myśleć. Rolą lewicy jest jednak nakłuwanie medialnego
balona, wypuszczanie powietrza z Miodowicza, Marcinkiewicza, Wassermana czy
Rokity, krytyczne nastawienie do programów prostych i równie mądrych jak cep.
Droga do tego wiedzie także przez media i o tyle fraza Gramsciego jest tutaj
prawdziwa.
I jest ona tym bardziej na miejscu, że być może nawet większości
ludzi w Polsce w ciągu rządów SLD się sytuacja polepszyła, ale nie ocenia owego
polepszenia jako polepszenia (brak porównania w AWS-UW/POPiS). Baza nie
determinuje nadbudowy. Gramsci pany.
nameste  - młodzi Polacy c.d.   |18.10.2005 20:45:27
Studenci to osoby, które już rozpoczęły studia, a więc tak czy inaczej
rozwiązały (lub za nich/dla nich rozwiązali to ich rodzice) problem bytowy. Nikt
nie lubi płacić (są więc przeciwni), ale wprowadzenie pełnej odpłatności dotyczy
raczej przyszłych maturzystów, studenci mogą się więc w swoich wyborach
politycznych kierować zupełnie innymi przesłankami (a więc np. poprzeć partie
nie przeciwstawiające się odpłatności). Nie widzę tu prostego przełożenia
"bazy" na "nadbudowę"; co innego, gdybyśmy rozpatrzyli grupę
osób, która musiała (lub będzie musiała) zrezygnować z edukacji z powodów
materialnych.

Druga sprawa to przypisywanie (pozytywnej, bez dwóch zdań)
cechy "samodzielnego myślenia" takiemu bytowi pozornemu, jak pokolenie.
Wyjście poza tropizmy (szczególnie te stymulowane socjotechnicznie czy przez
presję medialną) jest udziałem pewnego procentu każdego pokolenia; jeśli
pokolenia czymś się różnią, to zakresem doświadczeń życiowych. Ale i
doświadczenia one nie przekładają się w żaden prosty sposób na trafność diagnoz
i wyborów. Nie mamy zresztą kryterium oceny tej "trafności".

Ale to
uwagi na marginesie: mnie bardziej interesował ogólny problem
"termiczny" i kategorie, w których Sierakowski go postawił i próbował
wskazać rozwiązanie. Myśl Gramsciego dotycząca następstwa w zdobywaniu hegemonii
wydaje mi się jednak zbyt podobna w konstrukcji do cepa, tym bardziej, że
osiąganie hegemonii niweluje różnorodność i marginalizuje mniejszości. Nie wiem,
czy tego typu pomysł pasuje do współczesnej lewicy. Gramsci ssie.
msoa  - studenci   |18.10.2005 21:22:40
moim zdaniem to nie tropizm - i nemeste jest chyba blizej prawdy - studenci
glosuja zgodnie ze swoim wyimaginowanym obrazem swojego przyszlego zycia i
przyszlej kariery.
a poniewaz uwazaja ze beda wiecznie mlodzi, piekni i bogaci
i nikogo i nieczego nie potrzebuja - sami sobie poradza - wiec glosuja na
PO.
strasznie mi sie podoba Panow (??)
dyskusja nt Gramsci’ego :) mam
nadzieje ze to nie koniec …
amta  - pismo nowej lewicy   |18.10.2005 23:03:34
Zainteresowala mnie ta dyskusja i zgadzam sie, ze niezwykle trudno bedzie
wprowadzic na rynek nowe pismo lewicowe dla młodych czytelnikow, i nie pasc z
braku sponsorow. W USA (podobnych do Polski z racji fanatyzmu neoliberalnego)
ukazuje sie niezly tygodnik lewicowy „The Nation”, ale jest on
drozszy od np. Time czy Newsweek, choin wydany tanio, dlatego raczej
niedpostepny dla biednych. Jest on dostepny glownie w ksiegarniach/kioskach
akademickich oraz poprzez prenumerate. Mysle, ze powinniscie zaczac od
popularnego lewicowego pisma internetowego, typu
http://www.zmag.org/antiwarres.cfm

Zmag jest dostepny za darmo dla
wszystkich. Tylko w ten sposob mozna liczyc, ze dotrze sie z mysla lewicowa do
szerokich mas ludzi niezamoznych, bo oni sa potencjalnymi odbiorcami idei
lewicowych, a nie bogaci kapitalisci, zyjacy z wyzysku. teksty zamieszczane w
takim internetowym pismie powinny byc proste, a nie pisane zagmatwana mowa
filozoficzna. Oczywiscie warto utrzymac pismo typu KP dla inteligencji, ale do
mas trzeba dotrzec ze slowem prostym i przekonujacym. Powodzenia.



zol  - do amty   |19.10.2005 11:16:20
Tyle ze interesy mas i zrewoltowanej wielkomiejskiej inteligencji sa sprzeczne.
Holdujacy wartosciom patriarchalnym, a zarazem wyzyskiwany przez wlasciciela
zakladu, robotnik nie interesuje sie kwestiami poruszanymi chocby przez ruchy
Zielonych, jak np. kwestia praw wielorybow. I interesowac sie nie bedzie.
thomas  - Gramsci. Reaktywacja   |19.10.2005 17:33:42
O tyle, o ile hegemonia lewicy w mediach oznaczałaby monopol, o tyle Gramsci
rzeczywiście ssie. Nie jest to specjalnie piękna wizja.

Natomiast rację ma w
tym, że zmiana nie zaczyna się w ekonomii. Zaczyna się w głowach. Przecież i w
PRL-u podwyżki dopiero wtedy zaczęły zagrażać strajkami przeciwko systemowi, gdy
pojawiła się opozycja przeciwko systemowi. Przedtem strajki nie groziły rozpadem
systemu.

Dlatego też krzewienie krytycznego spojrzenia na rzeczywistość jest
ważne, bo sama praca na rzecz polepszenia bytu może nie dać efektów. Wyborcy
bowiem mogą pójść na lep prostej ideologii Wassermana czy Miodowicza, choćby i
była najbardziej odległa od ich własnych interesów ekonomicznych.

To pewnie
truizm, że do programu trzeba ludzi przekonać. Jeśli nie będą wiedzieli, że
program jest i co znaczy, to się nie przekonają. A przecież jakaś alternatywa
jest :)
zol   |19.10.2005 17:50:05
Thomasie, rozumiem, ze Twoja ideologia jest bardziej skomplikowana niz
Wassermana czy Miodowicza. I oczywiscie wiesz lepiej od nich, jakie propozycje
sa blisko interesow ekonomicznych zwyklych obywateli. Po raz kolejny sie
przekonuje o tym, ze nowa lewica ma spoleczenstwo w pogardzie.
msoa  - we wlasnym imieniu   |19.10.2005 19:23:58
dlaczego zol atakujesz thomasa w taki sposob?
troche dziwi mnie to uwielbienie
sla "spoleczenstwa" - moze dlatego ze ja nie wiem o czym mowisz.. co to
jest owo "spoleczenstwo", ktore nowa lewica ma w pogardzie? a jak
rozumiem Ty wrecz przeciwnie?
czyz wylaniajaca sie z Twoich postow ideologia
"zwyklego czlowieka" nie jest kolejna utopia? ja znam sporo prawicowcow
oraz ludzi ktorzy czytuja i utozsamiaja sie z Obywatelem ktorzy wielbia
podejrzane dzielnice, puby pelne podpitych kiboli etc. to jest dla nich to
"prawdziwe zycie". ale czy nie jest to po prostu jakies przywodzace na
mysl Gombrowicza uwielbienie prostactwa?
szanuje kazdego czlowieka - co mam
nadzieje udowodnilem prowadzac z Panem dyskusje bez inwektyw i personalnych
wycieczek - choc czasem moze bylem na krawedzi ;) ale "spoleczenstwo"
nic dla mnie nie znaczy, a wrecz - jako tlum - budzi moj lek.
czasem niesmak -
ze wzgledu na hipokryzje, korupcje, nepotyzm etc. to sa zjawiska powszechne w
"spoleczenstwie" - czy je rowniez bedzie Pan akceptowal? by nie
pogardzac tym bozkiem - spoleczenstwem?
mam nadzieje, ze nie odbiera Pan tego
co pisze jako personalnego ataku.
thomas  - Prosty język   |19.10.2005 19:55:50
amta - rzeczywiście KP nie jest propozycją masową. To kwartalnik polityczny, o
stosunkowo wysokim nakładzie jak na ambitny periodyk, lecz bynajmniej nie pismo
masowe.

Brakuje pisma lewicowego, tygodnika czy miesięcznika. Trzymam kciuki,
żeby współpracownicy KP coś takiego byli w stanie założyć. I jestem przekonany,
że są na tyle realistyczni, iż nie będzie to pismo poświęcone dyskusjom nad
interpretacjami Gramsciego czy rewolucji semantycznej ;)
eryk   |19.10.2005 22:00:35
"I jestem przekonany, że są na tyle realistyczni, iż nie będzie to pismo
poświęcone dyskusjom nad interpretacjami Gramsciego czy rewolucji
semantycznej"

A ja jestem pewien, ze wlasnie temu bedzie poswiecone. Bo
"lewica" a la KP o niczym innym nie potrafi dyskutowac, bo na niczym
innym sie nie zna. To mala grupka dzieciuchow elity, odizolowana i od problemow
spolecznych, i od zwyklych ludzi, i od ich walki o poprawe swego losu. Gdyby nie
zielone swiatlo od neoliberalnego rezimu i promowanie KP przez tych samych
kolesi, ktorzy zainstalowali w Polsce Balcerowicza, to o KP nikt by nie slyszal.
Tygodnik robiony przez KP to bylyby slogany w stylu "wyrownywanie
szans", promocja gejow, plus troche lzawych reportazy "o biedzie i
wykluczeniu" w stylu Duzego Formatu. Formula kwartalnika a raczej
polrocznika jest idealna dla ludzi z ekipy KP, jako tako im to wychodzi, przy
tygodniku bylby szybki blamaz…
thomas  - Eryk Demaskator I   |19.10.2005 22:14:32
Nie wiedziałem, że KP redagują bogacze. Czy może szanowny Pan zdradzić, czymi
dzieciuchami są redaktorzy KP? Rozumiem, że ubogi ubiór, jaki prezentują na
publicznych spotkaniach, to tylko zasłona dymna, a tak naprawdę KP to bananowa
młodzież.

A Eryk to zapewne zdolne pióro "Naszego Dziennika". Wiedzę
moją opieram na tych samych podstawach, co imć Eryk.
eryk   |19.10.2005 22:50:44
Pytam zatem: jakimi dzialaniami spolecznymi zajmowali sie tworcy KP zanim
stworzyli nudna, akademicka gazete? Z jakimi srodowiskami tego typu
wspolpracowali? Jakie dzialania i akcje wspomagali? Konkrety prosze. Bo znam
takie srodowiska od 20 lat - nikogo z osob tworzacych KP nigdy w niczym
powazniejszym tego typu nie spotkalem. To jest "lewica" wirtualna. Gdy
moi znajomi slysza w mediach, ze Sierakowski to lewica, to mowia, ze wstydza sie
okreslac tym mianem…

Panie Thomas, albo jestes pan idiota, albo cwaniakiem.
Sprobuj pan np. mieszkac w Rzeszowie albo Suwalkach, zalozyc samemu za pensje
studenta albo doktoranta pismo polityczne i w ciagu 2 lat zaistniec tylko dzieki
swojej pracy we wszystkich mediach w Polsce, zostac czolowym myslicielem lewicy
mimo powtarzania komunalow, zdobyc przyczolki . Komu pan i panscy kumple z KP
chcecie opowiadac takie bajki?

Nie bede z panem gadal o "ubogim
ubiorze", bo to nie jest dyskusja o czyims portfelu (niechze sobie
Sierakowski i spolka zarabiaja krocie) - choc do tego i do rzekomej zazdrosci
wobec karierty KP usilujecie takie dyskusje dosc czesto sprowadzac - lecz o
srodowisku, z ktorego sie to towarzystwo wywodzi i w ktorym tkwi po uszy.
Owszem, srodowisko KP to wlasnie bananowa warszawska mlodziez, a KP to po prostu
sposob na kariere. Nie znam zadnego faktu, ktory swiadczylby, ze jest inaczej.
Gdy Sierakowski i spolka zgarniaja szmal u kumpli Balcerowicza z Czerskiej, to
ludzie autentycznej lewicy maja rozprawy sadowe, placa grzywny, sa zwalniani z
pracy itp. za swoja dzialalnosc.

I tyle, do widzenia.
thomas  - Odpowiedź idioty i cwaniaka   |19.10.2005 23:28:32
Panie Eryku drogi, pan chyba na głowę upadł.

O ile mi wiadomo, zanim twórcy
KP stworzyli gazetę, nie zajmowali się działalnością polityczną na większą
skalę, choć pewnie gdyby zobaczyć, kto to pismo zakładał, to jakieś działania by
się znalazło (wszak zespół tworzący KP to była spora grupa aktywnych ludzi,
m.in. Piotr Szumlewicz, Aleksander Pawlicki, Sebastian Kawczyński). Ale czego
Pan wymaga od studentów? Żeby byli w Pańskim wieku? To jawne kpiny.

Poza tym
wiem dobrze, ile kosztuje prowadzenie pisma takiego jak KP, bo jestem
współpracownikiem jeszcze bardziej akademickich periodyków. I wiem, że nie
wydaje się takich rzeczy z własnych pieniędzy, tylko z pieniędzy sponsorów. Lecz
wcale nie oznacza to, że trzeba w tym celu uprawiać publicznie seks z
Miodowiczem czy Kaczyńskim; są i firmy, i instytucje, które sfinansują takie
działania. KP finansuje PWN, co wyczytałem na tej właśnie stronach internetowej.
Powód do wstydu?

Rozumiem, że chce się Pan licytować. O tak, tu szwabska
kula, a tam rana od pogryzienia przez ochroniarza w supermarkecie.
Intelektualiści z "Lewą Nogą" chyba też nie mają rozpraw sądowych,
pisują do "Wyborczej", a "Bez Dogmatu" nie płaci grzywien. A to
chyba są lewicowe pisma, prawda?

Podziwiam tych, którzy nadstawiają głowy.
Ale czasem nadstawianie głowy nie daje wyników, gdy nikt o tym nie wie.
Martyrologia jako taka nie jest żadną zasługą. A za taką kanapową lewicę ja się
wstydzę, czytając komentarze na lewicy.pl, choć jestem tylko socjalliberałem.
eryk   |20.10.2005 01:02:11
"Ale czego Pan wymaga od studentów? Żeby byli w Pańskim wieku? To jawne
kpiny. "

Znam ludzi mlodszych od Sierakowskiego lub w jego wieku, ktorzy
dzialaja spolecznie juz ladnych kilka lat i nadstawiaja kark za lewicowe idealy.
To kiedy doczekamy sie tych dzialan ekipy KP wykraczajacych poza nudnawe,
niekonkretne artykuliki w mediach establishmentu? O czym bedziecie pisali w tym
tygodniku - ze Sierakowski spotkal sie z Dunin i debatowali o nowej ksiazce
Szczuki? I ze Michnik nie poparl parady zwolennikow legalizacji marihuany? I ze
Kaczynski proponuje pseudosocjal, w przeciwienstwie do Olejniczaka i s.p.
Kuronia - zupodawcy?


"są i firmy, i instytucje, które sfinansują takie
działania. KP finansuje PWN, co wyczytałem na tej właśnie stronach internetowej.
Powód do wstydu?"

I oczywiscie te firmy i instytucje dzialaja na takiej
zasadzie: przychodzi trzech nikomu nieznanych kolesi w wieku studenckimi i
mowia: wiecie, chcemy wydawac lewicowa gazete, na poczatek kwartalnik, a pozniej
tygodnik, dacie nam kase? Chcemy ostro przywalic w kapitalizm, napietnowac
wyzysk i nierownosci spoleczne, stworzyc srodowisko, ktore w bojowy sposob
powstrzyma neoliberalna ofensywe. A pan szef mowi: idzcie do sekretariatu, tam
dostaniecie skierowanie do pokoju nr 19, a tam wam wypiszemy czek. Nastepnie ci
sami trzej zwykli studenci ida do Michnika i mowia: panie redaktorze, wlasnie
zaczynamy wydawac ostre, lewicowe pismo, ktore przypier… w uklad tworzony
przez pana i panskich kumpli - czy mozecie nas wypromowac? A Michnik mowi: nie
ma sprawy, zaraz kaze Pacewiczowi to zrobic, przedzwonie tez do Rzepy i Polityki
oraz do TVP, zeby tez wam pomogli. Oczywiscie chlopcy pytaja w firmie i u
Michnika: jak sie mozemy odwdzieczyc za te pomoc? A tamci na to: drobiazg,
podoba nam sie wasz zapal i zaangazowanie, pomozemy wam bezinteresownie teraz i
w przyszlosci, mozecie liczyc na nas, na nasz szmal i promocje.

Pan chyba
naprawde jestes idiota, skoro uwazasz, ze w takie bajki ktos uwierzy.

Jak
to ladnie napisala na forum lewica.pl bodajze K. Szumlewicz - z ktora na codzien
w malo czym sie zgadzam - KP to dokladnie taka lewica, jakiej potrzebuje rezim
neoliberalny. I nic dziwnego, ze prominenci tego reizmu (wspol)kreuja te wasza
"lewice". My, ludzie lewicy, musimy zatem bronic Polske nie tylko przed
neoliberalizmem i kapitalizmem w ogole, ale takze przed wami.

amta  - do zol i nie tylko:   |20.10.2005 01:42:48
Zol napisal: „Tyle ze interesy mas i zrewoltowanej wielkomiejskiej
inteligencji sa sprzeczne. Holdujacy wartosciom patriarchalnym, a zarazem
wyzyskiwany przez wlasciciela zakladu, robotnik nie interesuje sie kwestiami
poruszanymi chocby przez ruchy Zielonych, jak np. kwestia praw wielorybow. I
interesowac sie nie bedzie.”
 — -
Nie zgadzam się, ze interesy
wielkomiejskiej inteligencji lewicowej sa automatycznie sprzeczne z interesami
robotnikow. Lewicowość to idee oraz dzialania, których celem jest osiagniecie
sprawiedliwości spolecznej, demokracji oraz szans godnego uczciwego zycia dla
wszystkich obywateli – co nie znaczy, ze zycie wszystkich ma być takie
samo. Należy tu zaliczyc także dbałość o środowisko. Wyzyskiwanych robotnikow
trzeba przede wszystkim OSWIECIC. Miałam kontakt z takimi ludzmi i zapewniam
was, ze oni sa jak najbardziej otwarci na idee ekologiczne, idee równości plci,
tolerancji dla odmiennych orientacji seksualnych, itp. Oni chlona wiedze jak
gabki. Należy do nich dotrzec z mysla lewicowa, ale trzeba się temu poswiecic.
Mysle, ze pismo internetowe dostępne za darmo typu „Zmag” byloby
idealnym medium trafiania do ludzi w calej Polsce. Mozna nim najpierw dotrzec
do młodzieży szkolnej, a poprzez nia - do rodzicow. Ludzie w Polsce sa dzis
bardzo biedni (60% zyje na skraju nedzy), wiec trudno oczekiwac, żeby kupowali
pisma lewicowe, natomiast Internet jest dostępny w szkolach, swietlicach,
bibliotekach, klubach itp.

I trzeba zaczac działać wspolnie, by przełamać
monopol opiniotwórczy kapitalistycznych neokonsow – których celem jest
calkowita orwellizacja Polski i swiata. Nie mysle, ze wielkmiejska lewicowa
młodzież powinna się odcinac od starszych pokoleń autentycznych lewicowcow (choc
od skorumpowanych tak!), którzy przeciez istnieja (i vice versa). Raczej trzeba
działać szerokim zjednoczonym frontem, by docierac z lewicowymi ideami do jak
największych kręgów społeczeństwa. Tylko w ten sposób będziemy efektywni.
Rozlam pokoleniowy, jak i każdy inny, wśród lewicy jest bardzo na reke
oligarchom i liberalnym kapitalistom, którzy sa zjednoczeni i konsekwentni w
lupieniu oraz wyzyskiwaniu słabych i biednych. :)

amta  - oto prawdziwa lewica!   |20.10.2005 02:56:45
Czy jestescie z nia? czy potraficie autentycznie dzialac, a nie tylko dyskutowac
o tym co powiedzial ktory filozof, co inny mu odpowiedzialm, kto ma racje i
dlaczego, w jakich okolicznosciach i z jakimi wyjatkami?;) Prawdziwa lewica
przekuwa idee w dzialanie.;)
 —  — 
Dość wyzysku
„Razem możemy
przeciwstawić się wyzyskowi kapitalistów" - napisali działacze Nowej Lewicy
w jednej z ulotek przygotowanych dla pracowników fabryki lodówek Indesit w
Łodzi. Pracownicy rozpoczęli serię pikiet przeciwko złym warunkom pracy. Kilka
tygodni temu brak zapezpieczeń prasy spowodował wypadek, w którym zginął
21-letni robotnik Tomasz Johann. Prasa zmiażdżyła mu głowę. (wiecej w Trybunie)

msoa  - prawdziwa lewica   |20.10.2005 05:24:42
jako czlowiek stojacy z boku, raczej zainteresowany lewica niz bedacy
"lewica" wpadlem pod stol ze smiechu czytajac ostatnie wpisy.
no tego
wlasnie mozna sie bylo spodziewac - "wy nie jestescie prawdziwa lewica",
"to wy nie jestescie prawdziwa lewica!" " a Wy znacie Michnika"
" a Ty jestes gupi"
czyzby wszystkie marginalne grupki byly chore na ta
sama chorobe? chlopcy z lpru zwalczaja sie w bardzo podobny sposob - wlasnie
przegrali wybory i teraz juz bedzie tylko gorzej, wszystko zassa pis…
KP ma
ambicje stworzyc opiniotworcze pismo, na wysokim intelektualnym poziomie.
ja
bardzo przepraszam ze mnie to interesuje. i moich kolegow - ktorzy sa jeszcze
dalej od lewicy niz ja (bo ja w sumie jestem chyba dosc blisko) - tez to
interesuje.
nie sadze by p. Sierakowski zawlaszczyl polska lewice dla siebie.
wciaz jako "lewica" w mediach wystepuje p. Olejniczak (ktory powoduje u
mnie fizjologiczna reakcje odrzucenia i negacji ;))) propozycja KP jest swieza
bo intelektualnie interesujaca. jak ktos ma problem ze zrozumieniem tekstu, to
nie znaczy ze tekst jest nudny ;)
a co do posadzen o branie kasy i zaleznosci
to powiem tak - mieszkam poza Polska i udalo mi sie w ciagu roku wejsc w
publiczny obieg i wplynac na polityke lokalna. i tez wciaz slysze plotki kto to
mi za to placi i czyim jestem lokajem.
a nie placi mi nikt (niestety ;). po
prostu - jak to na rynku (idei) pojawila sie dziura i ja w nia wszedlem.
wiec
podchodze bardzo ostrozenie do takich poglosek.
prawdziwa lewica, ktorej jak
rozumiem przedstawicielem jest p. Ernest to jakies marginalne w Polsce grupki -
np PPP - ile to promili zdobyla w ostatnich wyborach? prosze mi przypomniec? A
Nowa Lewica? czy ktos oprocz czytelnikow lewica.pl o niej slyszal? a Pan
Ikonowicz kiedys byl czlonkiem sld - wiec byl czescia establiszmentu - i co?
dokonal czegos? niezauwazylem…
wiec jakakolwiek proba poszerzenia
publicznego dyskursu o "nowa lewice" (o jakiekolwiek nie-liberalne i
nie-totalitarne watki) jest przyjmowana przeze mnie z szacunkiem i
zainteresowaniem.
a jak sie nie podoba - mozna nie czytac.
mozna nawet pluc na
forum, a co - to wolny kraj ;)
zol  - Panie Msoa,   |20.10.2005 10:32:26
Czy szanuje Pan poglady szerokich mas spolecznych w Polsce, dla ktorych
autorytetem pozostaje nauczanie Kosciola. Chyba trudno Panu tolerowac np. czyjes
przeswiadczenie o tym, ze akt homoseksualny jest grzechem. Wolalby Pan kogos
takiego albo "oswiecic" albo wsadzic do ciupy za zywienie
dyskryminujacych przekonan, nieprawdaz?
P.S. Znam pare osob z redakcji
Obywatela, i nie wykazuja one zadnych upodoban w kierunku srodowisk kibolskich i
dresiarskich. Cos sie Panu pomieszalo.
msoa  - Szanowny Panie Zol   |20.10.2005 10:54:13
naprawde Pana lubie, i trudno mi zaakceptowac Pana agresje - ale nie chcialbym
Pana za to wsadzac do ciupy. moze raczej spotkac sie na kawie :)
rowniez
zwolennikow przekonania ze akt homoseksualny jest grzechem nie mialbym pomyslu
karac - tylko ze poki co, to raczej zwolennicy tego pogladu mieliby ochote
wsadzac do ciupy homoseksalistow - czyz nie? czy slyszal Pan by jakis
homoseksualista uwazal ze heteryk to grzesznik i nalezy go leczyc? sama taka
mysl wydaje sie absurdalna, ale niech Pan sobie taki eksperyment myslowy
zrobi.
nie pisalem o czlonkach redakcji Obywatela - ktorych nie znam, a o
"prawicowcach i ludziach czytujacych Obywatela", bynajmniej nie bylo
moja intencja sugerowania prawicy czy tym bardziej Obywatelowi (ktore to pismo
rowniez czytuje i szanuje) ze ma zwiazki z dresiarstwem - jesli tak Pan to
odebral - przepraszam.
nameste  - Gramcsi i uroki Internetu   |20.10.2005 11:03:58
thomas,
znacznie dłużej niż o postulacie "ocieplenia" projektu lewicy
słyszy się w środowisku związanym z KP o potrzebie odnowienia języka lewicowego,
o odzyskaniu zawłaszczonego przez tzw. dyskurs dominujący symbolicznego
terytorium. Otóż wydaje mi się, że sięganie po takie wytarte schematy jak
"hegemonia" ("klasa robotnicza hegemonem…"), "myśli klasy
panującej panują" (aż się prosi o analizę klasową baudrillardowskiego
simulacrum ;)) służy raczej postarzeniu języka. Rozumiem, że tekst wywiadu
adresowany jest do rocznika 1984 i zbliżonych, ale bez przesady z tym
upraszczaniem. Z tego punktu widzenia Gramcsi ani pany, ani ssie - tylko
passe.

zol,
nie widzę żadnego powodu, aby szanować "poglądy szerokich
mas", choćby dlatego, że "szerokie masy" nie istnieją, chyba że
statystycznie. Czyjeś przeświadczenie, że akt homoseksualny jest grzechem,
toleruję, póki to przeświadczenie nie ogranicza sfery wolności osobistej i
politycznej. Itd. zol się tu specjalizuje w wypowiedziach nie na temat; szkoda,
że administrator nie moderuje choć trochę wypowiedzi na tym forum, tak by
przynajmniej były do sensu i na temat komentowanego artykułu. Albo chociaż jakiś
pstryczek, żeby dało się w wątku ukryć tekst wypowiedzi: niechby chętni
otwierali teksty zola na własne życzenie i ryzyko. Mnie szkoda czasu na
dociekanie, co mógł mieć zol na myśli, pisząc choćby "zrewoltowana
wielkomiejska inteligencja". Jest coś takiego? Czym się różni od
średniomiejskiej? Przeciw czemu/komu zrewoltowana? Jak to się objawia? W
większości wypowiedzi zola podobne dyrdymały :>.

msoa,
kto karmi trolle sam
staje się trollem.
zol  - Szanowny Panie Msoa,   |20.10.2005 11:08:30
Rowniez nic do Pana nie mam ad personam. Nic tez nie wiem o tym, ze w Polsce sa
jakies powazne sily polityczne, ktore chca wsadzac ludzi do ciupy za zachowania
homoseksualne. A w takiej Szwecji pastorowi zielonoswiatkowemu wytoczono - na
podstawie donosu "obywatelskiego" - proces za gloszenie opinii o
homoseksualizmie jako grzechu. I tego sie obawiam. Dlatego jestem przeciwko
nowej lewicy, bo wroga upatruje ona w religii, kulturze i obyczajach. Bliska mi
- choc sie z nia nie utozsamiam - jest stara lewica
patriotyczno-niepodleglosciowa, ktora interesowala poprawa warunkow zycia
nizszych warstw spolecznych przy jednoczesnym uszanowaniu faktu, ze Kosciol
katolicki jest moralnym nauczycielem narodu..
msoa  - to mi wystarczy   |20.10.2005 11:18:50
do thomas - lubie czytac Pana wypowiedzi i z wiekszoscia sie zgadzam. jako
typowy mieszczanski intelektualista ;) zle znosze agresje, ale sa gorsze wady do
nameste - z tym trollem to ciekawa teoria, mozna prosic o jakies filozoficzne
uzasadnienie?
do zol - nie szanuje Kosciola katolickiego jako moralnego
nauczyciela narodu. wrecz przeciwnie - uwazam, ze w takich Czechach brak takiej
instytucji okazal sie zbawienny w pozbywaniu sie komunizmu.

i wszystkich
serdecznie pozdrawiam. jestem zmeczony praniem sie po pyskach - wciaz tesknie za
spokojna dyskusja… idiota ze mnie :/
zol  - dziekuje   |20.10.2005 11:31:45
Dziekuje Nameste i Msoa za szczerosc. Wasz stosunek do Kosciola i szerokich mas
spolecznych niewiele sie rozni od stosunku, jaki do nich mieli Jakub Berman i
Luna Brystygierowa (w przeciwienstwie do wielu miedzywojennych pepeesowcow).
msoa  - koniec   |20.10.2005 11:41:20
widac nemeste ma racje - proba spokojnej dyskusji z p.zol konczy sie tym ze
obrzuca on mnie obelgami.
jestem idiota, wiedzialem.
wystarczy.
zol   |20.10.2005 11:58:29
Przeciez Pan wyraznie zadeklarowal brak szacunku do Kosciola jako moralnego
nauczyciela narodu. Pozwolilem wiec sobie na konstatacje. Ale przyzwyczailem sie
juz do tego, ze na tym forum oszczerstwa pod adresem jednych uchodza za
"krytyke polityczna", pod adresem innych - za obraze. Jeszcze raz
powtorze, do Pana, Panie Msoa nic nie mam. Niech wiec wezmie sie Pan w garsc i
nie obraza sie na adwersarzy. Pozdrawiam. Zol
thomas  - o hegemonii raz jeszcze   |20.10.2005 13:54:16
nameste - Cóż, myślę, że coś w tym jest, Gramsci jest passe. Ale samo jego
przywołanie stanowi pewien prztyczek w nos panującemu językowi. I to jakoś
tłumaczy, czemu niekiedy warto Gramsciego przywołać. Oczywiście, ogólnie rzecz
biorąc poza samą ideą, iż przemiany ideowe są ideowe z natury, a nie
ekonomiczne, to z niego wiele brać nie trzeba. To samo można by wyciągnąć z
Webera czy np. Mannheima, a nawet z Lukacsa. Tyle że Gramsci jest bardziej sexy,
bo był bojownikiem, a nie nudnym Weberem.

Inna sprawa, że zmianę języka warto
dokonywać, a znacznie mniej warto o tej zmianie mówić, bo to zatrąca o
autotematyzm, niespecjalnie ciekawy w polityce.
amta  - cele i priorytety:)   |20.10.2005 18:28:51
Wydaje sie, ze caly tutejszy spor toczy sie wokol osobistych i grupowych
priorytetow i celow. Jesli celem dyskursu lewicowego ma byc jedynie wymiana
cytatow i obrona lub zwalczanie pogladow roznych filozofow, to KP jest
doskonalym forum do takiej dyskusji. Tylko nie nazwalabym jej nowa, prawdziwa
lewica, raczej klubem dyskusyjnym, ktory funkcjonuje glownie dla samoadoracji
oraz zaspokojenia intelektualnego hedonizmu dyskutantow, a nie aspiruje do
jakichkolwiek dzialan praktycznych. Z drugiej strony mamy ugrupowania ludzi, dla
których dyskusja jest wymiana politycznych i praktycznych idei, których
ostatecznych celem sa konkretne dzialania zmierzające do poprawy zycia ludzi
najbardziej uposledzonych. Nie ma nic nagannego w prowadzeniu abstrakcyjnych
dyskursow filozoficznych jako sztuce dla sztuki (nawet takie dyskursy maja
pewien urok), ale nazywanie takich klubow dyskusyjnych „prawdziwa
nowoczesna lewica”, wydaje mi się nieporozumieniem. Zauważcie, ze Bog
nowoczesnej lewicy, Marks, zawsze tworzyl z naczelna mysla o działaniach
praktycznych. Rewolucja 1848 r. była w dużej mierze inspirowana jego ideami.

:)
thomas  - trochę tak jest   |20.10.2005 19:53:16
To znaczy komentarze pod tekstami to w najlepszym wypadku klub
dyskusyjny.

Ale poza komentarzami jest coś, co komentujemy… I to może już
mieć coś z praktyką wspólnego.

A że wywiad jest na temat lewicy, to o lewicy
dyskutujemy. Ja nie wielbię Marksa, bo nie lubię konserwatystów, więc moim
bożkiem nie jest, ale przyznam, że działanie jest w polityce istotne. Ale
niechże stoi za nim jakaś myśl ;)
eryk   |20.10.2005 21:14:33
Tak, amta, masz rację, ale Marks był przez burżuazję zwalczany, a Sierakowski
jest na tejże burżuazji "żołdzie". I dlatego też środowisko KP robi coś
zgoła odmiennego niż środowisko Marksa. I na nic więcej nie licz.
amta  - pacyfikacja lewicy przez kapital   |20.10.2005 22:05:21
Istnieja bardzo powazne zagrozenia ze strony globalnego kapitalizmu, ktorego
celem jest pacyfikacja i karykaturyzacja mysli lewicowej i zastapienie jej
ideami, ktore maja niewiele wspolnego z podstawowymi celami lewicy – czyli
z poprawa losu ludzi wyzyskiwanych i zwalczaniem wszelkich form opresji i
wyzysku. To zjawisko jest widocze na zachodzie i pisalo o nim wielu wybitnych
lewicowych filozofow (Rorty, Chomsky, Parenti, Vidal, itp.). Globalny kapital,
który zyje i tyje z globalnego wyzysku, rutynowo stara sie przekupywac
lewicowych myslcieli i kierowac ich wysilki intelektualne na boczne tory – 
dlatego dzis za najważniejsze cele tzw. „nowoczesnej lewicy” często
uznaje się walke o prawa gejow do parad czy ekologie. Bez watpienia sa to wazne
aspekty mysli i dzialania społeczeństw demokratycznych. Nie mniej sa one raczej
uboczne do podstawowych problemow lewicy – czyli do zwalczania globalnego
wyzysku przez globalny kapital - i nie powinny byc zastepcze, najwyżej
uzupełniające. Grupy „lewicowe” , które pojda na garnuszek
globalnego kapitalu, straca lewicowy kredyt zaufania i będą uznawane najwyżej za
forum wyzycia się „goracej” młodzieży , bezpieczne dla globalnego
kapitalu i przez niego kontrolowane. Trzeba mieć świadomość tych faktow.
Polska znalazla się w szponach liberalnego kapitalizmu, ktorego celem jest
pacyfikacja, wypaczenie badz całkowite stlumienie prawdziwych idei lewicowych.
glutaminian  - cele liberalnego kapitalizmu :)   |20.10.2005 22:19:59
obawiam sie, amta, niestety, ze wypaczenie lub stlumienie idei lewicowych to
gdzies na 30 stronie listy celow neoliberalow:( jestesmy (wszyscy, od
"szwedzkich" czy "finlandzkich" socjaldemokratow po fanow
chaveza czy anarchosyndykalistow) na tak glebokim marginesie polityki, ze
liberalny kapitalizm niespecjalnie sie nami niestety przejmuje. chocby dlatego
dyskusje, kto jest prrrrawdziwszym lewicowcem a’la kolega eryk, sa dosyc
purnonsensowym sekciarstwem. mialyby moze sens, gdybysmy sie zastanawiali nad
kierunkiem dzialania nieistniejacej dzis reprezentacji politycznej klas i
wartstw spolecznych, ktore od neoliberalizmu dostaja po dupie. poki tej nie ma,
nie sa zadnymi dyskusjami programowymi, tylko sekciarska masturbacja…
eryk   |20.10.2005 22:29:19
Drogi glutaminianie - lepiej sie masturbowac niz byc impotentem.
"Lewica" a la KP to lewica wykastrowana i probujaca wykastrowac innych.
Jesli chcesz budowac porzadna, bojowa lewice, to nie wystarczy, ze wzniesiesz
solidne mury, musisz jeszcze miec fundament. Fundamentem lewicy nie beda
natomiast gadki a la pozny Kuron i "lewica" Unii Wolnosci - a dokladnie
to probuje nam wcisnac KP. Na jakim fundamencie chcesz zbudowac bojowa lewice?
Na farmazonach o rownych szansach? Na gejach, feministkach i "sztuce
nowoczesnej"? Na pogadankach z niszowymi literatami? Nawiasem mowiac, to KP
spelnia wszelkie definicje sekty ideowej.
amta  - cos na temat:)   |20.10.2005 22:44:30
podsylam ciekawy wywiad z Gorem Vidalem z The Nation, jako przyklad odwaznych
tekstow lewicowych, jakie ukazuja sie na zachodzie. Napiszcie, czy mozecie
otworzyc ten link:)

http://www.thenation.com/doc/20051107/cooper
amta  - jeszcze jeden przyklad odwagi   |20.10.2005 23:23:20
prawdziwej zachodniej/amerykanskiej lewicy.



http://www.thenation.com/doc/20051107/editor s
glutaminian  - masturbacja czy impotencja?…   |21.10.2005 00:10:48
no coz, masturbacja jest z pewnoscia przyjemniejsza dla masturbujacego sie. co
nie zmienia zasadniczego problemu - ze jest bezplodna:)

to pitolenie o
lewicy unii wolnosci to nudne jest troche… chlopakom z KP moznaby pare rzeczy
zarzucic (np. swoisty autotematyzm, w sensie ciaglego mowienia o potrzebie
zmiany jezyka, ale bez pokazania pomyslow na konkretne zastosowanie tej
koncepcji, ktos zreszta pisal o tym na tym forum czy na lewicy.pl niedawno), ale
jak juz mowia o swoich pogladach, to wygladaja na taka porzadna, skandynawska
socjaldemokracje, z sympatiami na lewo. jednym slowem, w polskich warunkach to
radykalna lewica;)

a co do fundamentu - proponujesz walke o czystosc
ideologiczna, ja uwazam, ze to bez sensu, ze to marnowanie sil w wojnie roznych
grup i grupek, ktore dziela uprzedzenia, personalne urazy oraz opinia o tym, co
zrobic za 50 lat - a nie co do tego, o co walczyc dzisiaj. zreszta, odsylam do
marksowskiej definicji sekty, a jesli wolisz, to nawet do leninowskiego
terminarza osiagania poszczegolnych etapow zdobywania swiadomosci przez klase
robotnicza;)
haneczka  - mieszajmy w nadbudowie!!   |21.10.2005 00:31:51
mieszajmy w nadbudowie, powtorze, bo ostatnie posty dowodza jak bardzo jest to
potrzebne.

walka o mandat na reprezentacje lewicy, jaka tu sie nagle rozgrywa
(ciekawe, ciekawe, swoja droga, znaczy ze pole sie otwiera, powieksza…),
przypomina mi bardziej dzisiejsza naparzanke kaczora i donalda, jaka sie
rozpoczela po rozbrajajacym pytaniu dziennikarzy tvn brzmiacym mniej wiecej tak:
ktory z panow jest solidarnosciowy bardziej.

wrobelki!!!

sam fakt
licytowania sie na stara i nowa lewice, na to ktore kryteria - czy ekonomiczne
czy kulturowo-tozsamosciowe sa istotniejsze, jest najlepszym potwierdzeniem sily
medialnego przekazu. bo oto udalo sie wmowic nawet temu jakze progresywnemu i
krytycznemu srodowisku (mysle tu szanownych uczestniczkach i uczestnikach tych
coraz ciekawszych debat), ze bezrobocie, bezrobocie, bezrobocie. tylko to sie
liczy. jedyna istotna kwestia. jedyny problem, na ktory cierpi nasz kraj. reszta
do odlozenia na polke, jak uporamy sie z tym co NAPRAWDE WAZNE.

gdzie
swiadomosc wspolczesnego swiata, w ktorym taka linearna sekwencja dawno juz
stracila sens? i gdzie wiekszosc "goracych", lewicoewych projektow wiaze
cala mase roznych kwestii w sposob wielowymiarowy, kompleksowy? jasne ze wymiar
ekonomiczny wciaz jest najbardziej spektakularny - kazda stacja telewizyjna da
relacje z protestow organizowanych w czasie rozmaitych forow. ale wciaz nie
jedyny!

caly szkopul polega na tym, ze oto nagle "mieszanie w
nadbudowie" zostalo zredukowane do majsterkowania przy mediach.
"krzewienie krytycznego spojrzenia na rzeczywistosc", postulowanego
przez thomasa - sprowadzone do swoistej fiksacji na srodkach masowego przekazu.
i tu bede sie spierac wlasnie o tych krytykowanych przed chwila
"gejow,
feministki i sztuke nowoczesna". nie uciekniemy od tego ekonomicznego
determinizmu bez wyjscia poza wasko definiowane pole dyskursu publicznego,
ograniczonego tylko do tego co nam sprzedaja mainstreamowe media, nawet jesli
zostanie ono chwilowo poszerzone przez srodowiska w rodzaju kp. zreszta, takie
wejscie wydaje mi sie - paradoksalnie - okupione przyjeciem tej zdeterminowanej
ekonomicznie hierarchii.
haneczka  - o, to ladnie tu pasuje (cytuje z adama o   |21.10.2005 00:55:02
"lewicowa polityka opiera się na tezie, że kwestie te są z konieczności
nierozdzielne. Nie można poszerzać zakresu wolności jednostki, nie gwarantując
jednocześnie środków do korzystania z niej – wolność taka jest bowiem dla
większości ludzi czystą fikcją. Ale nie można też budować państwa socjalnego bez
gwarancji wolności jednostki – państwo takie nie służyłoby bowiem realnym
potrzebom ludzi. Wyizolowane i postawione przeciwko sobie, lewicowe postulaty
obracają się w swoje przeciwieństwo."
haneczka   |21.10.2005 00:55:55
…ostolskiego
amta  - problemy amerykanskiej lewicy:))   |21.10.2005 05:27:40
Do glutaminianu: widac lubisz chinszczyzne i jej wysublimowane efekty
psychofizjologiczne:)) Zgadzam sie, ze warto zrobic teoretyczna liste grup
spolecznych, ktore dostaja w skore od neokonsow. Wg mnie ta lista jest bardzo
dluga i obejmuje ok. 80 % ludzi, od wyzyskiwanych robotnikow i innych
pracownikow, po oszukiwanych naukowcow, sprzedawane na bazarze burdelowym dzieci
i kobiety, gejow, feministki, żołnierzy, itd. Trzeba jednak najpierw
zdefiniowac neoliberalizm, bo jest on rozumiany roznie. Nadal uwazam, ze praca,
czyli zapewnienie środków do zycia dla rosnacych rzesz bezrobotnych sa dzis
najważniejsze w dyskursie lewicowym. Bez środków do zycia nie ma wolności,
demokracji, zycia, ale jest wola rewolucyjnego dzialania i destrukcji.


Ponizej zalaczam link do najwiekszego problemu dla amerykanskiej lewicy.
Trzeba znac anglielski, zeby zrozymiec:))


http://www.thefrown.com/player.php?/frowners/b ecomerepublican
amta  - zachwyty nad Finlandia:)   |21.10.2005 05:59:31
czy ktos wie, czy w Finladii istnieje lewica i jesli tak, o co ona walczy?


http://news.bbc.co.uk/2/hi/europe/4358046.stm
amta  - globaliazacja zabija Europe (i USA)   |21.10.2005 06:07:27
a rzady nic nie robia, bo boja sie konfrontacji z korporacjami. I to jest IMO
robota dla lewicy!!! Wymusic na rzadach Europy wielkie cla zaporowe na tanie
towary z Azji, szczegolnie te, ktore mozna produkowac w Europie. Koszty
spolecznie nieograniczonego wpuszczania tych towarow na nasze rynki sa ogromne.


http://news.bbc.co.uk/2/hi/europe/4359684.stm
msoa  - finlandia   |21.10.2005 09:52:40
no w finlandii to lewicy masz do wyboru do koloru ;)
- http://www.sdp.fi
-
http://www.vasemmistoliitto.fi
- http://www.vihrealiitto.fi/
a prawica tez
jest dosc (na polskie standardy) lewicowa ;)
msoa  - i jeszcze…   |21.10.2005 10:09:09
a tu jest dla ciekawskich troche historii
:
http://virtual.finland.fi/netcomm/news/showarti cle.asp?intNWSAID=25784
:)
Publius  - Polityka   |21.10.2005 13:37:17
Uważam tak a nie innaczej bo innaczej byłoby innaczej a nie tak, aczkolwiek tak
to jest innaczej chyba że powiemy innaczej to będzie tak.

Co do tego
chciałbym dodać tamtego i owego, i zasadniczą kwestią musi stać się też owamto
bo tamto bez owamto zdaje się być pozbawione tego i owego, a to doprowadzić nas
musi do złego.

Pan taki się myli, pani taka ma rację, chyba że odwrócimy kota
ogonem i przedłużymy intelektualną masturbację.

Przytoczę też paru przykładów
z Marsa, Jowisza, z Księżyca wzięte, i opluje przeciwników bezdusznych,
okrutnych wszycy wyklęte.

I tak będę się kłócił od rana do wieczora…

Bo
to wszystko bardzo bardzo bardzo ważne jest.

Publius
Bombel   |22.10.2005 22:00:32
"staramy się budować adekwatny do polskich problemów dyskurs lewicowy",
ale nawiązując do wiktoriańskiej Angli i XIX- wiecznego Kongo..mizerny dyskurs;
może pomóc Panu partię lewicową założyć?
Bombel  - prasa   |22.10.2005 22:24:21
A to dobre:
"Razem możemy przeciwstawić się wyzyskowi kapitalistów" -
napisali działacze Nowej Lewicy w jednej z ulotek przygotowanych dla pracowników
fabryki lodówek Indesit w Łodzi. Pracownicy rozpoczęli serię pikiet przeciwko
złym warunkom pracy. Kilka tygodni temu brak zapezpieczeń prasy spowodował
wypadek, w którym zginął 21-letni robotnik Tomasz Johann. Prasa zmiażdżyła mu
głowę. "
Jest ofiara kapitalizmu! I to kapitalizmu
międzynarodowego!!Robotnik! Wielkoprzemyslowy!!
Lubię Państwa forum…jest dla
mnie swoistym cyrkiem, miłą niezobowiązującą rozrywką.
thomas  - do p. Bombla   |24.10.2005 19:38:37
Niech Pan się chwilę zastanowi i przeczyta trochę na temat tego wypadku.


Zginął człowiek.

Być może wina jest po stronie silniejszego, to znaczy
pracodawcy.

Od kiedy uchodzi naśmiewać się ze śmierci? Od kiedy chęć
uchronienia przed śmiercią jest tematem żartów?

Jest Pan po prostu
niesmaczny.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.10.2005 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.35544 Seconds