|
dg
|
|
05.10.2007 |
Opowieść o Marchew-Manie to film, który mógł powstać tylko w IV RP,
kataloguje wszelkie absurdy i niebezpieczeństwa rządów PiS-u i
przystawek (m.in. do szkół wprowadza się oprócz mundurków – karabinki,
wszystkie szpitale są puste, gdyż lekarze i pielęgniarki wyjechali
zagranicę, Jacek Kurski wymieniany jest na równi z pisarzami science
fiction, a skorumpowani politycy dla marketingu są w stanie przekupić
nawet latającego człowieka-warzywo). W takiej sytuacji jako wymysł
społeczeństwa pojawia się super-bohater, zagrany przez niepozornego
„chłopaka z sąsiedztwa” (Marcin Burchardt), który w przebraniu
marchewki roznosi ulotki i na własny rachunek szerzy prawo i
sprawiedliwość - Piotr Marecki o polskim kinie niezależnym („Polityka” nr 40 z 6 października).
W numerze również stypendyści „Polityki”, wśród nich autor artykułu, założyciel Korporacji Ha!art i członek zespołu KP. Gratulujemy!
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 05.10.2007 )
|
Na technice za bardzo się nie znam, a...
Echch, ale wam się marzy Wielki Polsk...