|
dg
|
|
10.01.2007 |
Alfred Hitchcock mógłby się uczyć od Kościoła, jak się kręci horrory. Tyle że film pod niewinnie brzmiącym tytułem „Ingres abp. Wielgusa” to nie dzieło błyskotliwego scenarzysty, ale samo życie - pisze Jarosław Makowski w „Gazecie Wyborczej” (z 9 stycznia).
Na podobny temat
|
kiedyś chciałem kupić bilet kolejowy ...
gdyby mężczyzni słuchali instynktów ...