Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Gonitwa za słowem i gestem |
|
|
Redakcja KP
|
|
23.05.2006 |
Każdy krok papieża, każde jego słowo i każdy gest podczas pielgrzymki
pokaże telewizja publiczna. Relacje obsługiwać będzie 1200 osób i 24
wozy transmisyjne” - informuje „Gazeta Telewizyjna”. Zastępca
kierownika Redakcji Programów Katolickich TVP Bogdan Sadowski obiecuje:
„Nie będziemy w zakrystii tylko wtedy, kiedy papież będzie się
przebierał i odpoczywał”.
W gonitwę za każdym słowem i gestem zaangażowani zostali nawet
dziennikarze sportowi Przemysław Babiarz i Piotr Sobczyński. TVP
przygotowuje się także do wysyłania sygnału do telefonów komórkowych.
Po zakończeniu wizyty będzie można kupić w sklepach płytę DVD z
relacją. Inne telewizje nie chcą być gorsze, także szykują już
zwiastuny, teledyski, klipy i scenariusze.
Wizyta Benedykta XVI to także wymarzona okazja dla polityków, żeby
uwieńczyć dotychczasowe umizgi do Kościoła. „Dziennik” donosi, że
zakończyły się wielotygodniowe negocjacje między Kancelarią Prezydenta
a Stolicą Apostolską dotyczące tego, jak często i kiedy Lech Kaczyński
pojawi się z papieżem. Premier Marcinkiewicz już zdążył pomodlić się do
kamerna kolanach przed grobem Jana Pawła II.
Reszta musi się zadowolić zbiorową pielgrzymką do kardynała Dziwisza.
Pielgrzymują więc i Andrzej Lepper, i Lech Wałęsa, a wcześniej do
Krakowa przyjechał posypać głowę popiołem minister Andrzej Urbański, po
tym, jak zbeształ kardynała za wtrącanie się do debaty na temat
proponowanych przez PiS wcześniejszych wyborów.
Politycy ćwiczący już w kuluarach klękanie oraz dziennikarze
obliczający korzyści z oczekiwanych wysokich reitingów to jedna strona
„Benedykt XVI Live Show”. Druga to społeczeństwo. Potraktowane
protekcjonalnie, jak stado nieodpowiedzialnych i niezbyt rozgarniętych
osobników. Prohibicja, wstrzymanie reklam urażających uczucia religijne
(wcześniej nie urażały?), zamknięcie urzędów oraz Uniwersytetu
Warszawskiego, jedna wielka transmisja we wszystkich kanałach, jakby
niejasne i niepewne było, czy aby na pewno każdy obejrzy.
Zarówno duszpasterze tego Kościoła, jak i władze państwowe odwołujące
się na każdym kroku do „wartości chrześcijańskich” robią wszystko, by
Polak pozostał prostaczkiem, który przede wszystkim ma do Kościoła
regularnie chodzić, chrzcić dzieci, posyłać je do Pierwszej Komunii,
bierzmowania, a na końcu zadbać o katolicki pochówek. Tak więc żadnych
pytań, żadnych wątpliwości: Dlaczego i po co wierzę? Co wiara
chrześcijańska mówi o mnie i jak każe mi odnosić się do przedstawicieli
innych religii czy niewierzących? Nie spotkałem komentarza odnoszącego
się do tego, że jednym z głównych punktów wizyty Benedykta jest
spotkanie ekumeniczne.
Kim jest więc papież, poza tym, że pozdrawia polskich pielgrzymów coraz
mniej łamaną polszczyzną? W jakim kierunku prowadzi Kościół? Jakie to
ma konsekwencje dla wiernych? Takie treści to temat dla zagranicy. Cały
świat rozmawia o planowanej wizycie niemieckiego papieża w Oświęcimiu,
przyjedzie wielu wybitnych teologów, jak choćby Amerykanin John
Pawlikowski, sygnatariusz oświadczenia „Święty obowiązek” z roku 2002,
będącego odpowiedzią na słynny już dokument „Dabru emet” z roku 2000,
będący oświadczeniem ponad 250 żydowskich uczonych z USA, wzywający
żydów do zrewidowania swojego myślenia o chrześcijanach i
chrześcijaństwie.
Ale u nas o tym cisza, a jeżeli już mówi się o dialogu
katolicko-żydowskim, to za sprawą antysemickich wystąpień mediów ojca
Rydzyka. Dla polskiego Kościoła ważniejsze zdają się kwestie
techniczne, telebimy i pytania, czy Benedykt pokaże się w Krakowie w
słynnym „papieskim” oknie i będzie - jak jego poprzednik - rozmawiał z
młodzieżą.
Oprawa wizyty papieża jest tego samego rodzaju co teleturniejów,
talk-show i całej muzyczno-obrazkowej papki podawanej nam przez media.
Godzą się na to chętnie wszyscy w obłudnym przekonaniu, że to wyścig
nie za pieniądzem i panowaniem symbolicznym, ale spełnianie potrzeb
katolickiego społeczeństwa. Już dawno zaprzestano myślenia o sytuacji
niewierzącej jego części, a naprawdę trudno jest osobom niewierzącym
czuć się częścią polskiego społeczeństwa, słuchając bez przerwy o tym,
że wszyscy Polacy w skupieniu i modlitwie oczekują pielgrzymki Ojca
Świętego.
Wypłukany z jakiejkolwiek kulturowej i społecznej refleksji przekaz
staje się wyłącznie rytuałem potwierdzenia tożsamości wspólnoty
definiowanej coraz bardziej ponad głowami obywateli przez interesy
polityczne i biznesowe. Nie ma miejsca na dialog, gdy nie ma treści, a
forma ma więcej wspólnego z marketingiem niż obyczajami religijnymi.
Czy nikt ze strony Kościoła i sprzyjających mu polityków i dziennikarzy
nie dostrzega niebezpiecznego dla wartości demokratycznych i
destrukcyjnego dla moralnych kręgosłupów obywateli szantażu, jaki
pojawia się w takim modelu obecności katolicyzmu w sferze publicznej?
Na wiernych wymuszana jest licytacja, kto bardziej i więcej, na
obojętnych zaś dostosowanie się do tych pierwszych, jeśli chcą pozostać
w sferze publicznej na prawach partnerskich. A ci, którzy się na taki
szantaż nie godzą, mogą zająć w niej najwyżej margines. Czy ludziom,
którym zależy na dobru Kościoła, naprawdę podoba się ta produkcja
obłudy? Czy chodzi tylko o władzę i zdobywanie jej każdymi środkami?
Jeśli ten czy ów polityk nagle zaczyna ostentacyjnie chodzić do
Kościoła, brać ślub kościelny po dziesięcioleciach małżeństwa,
cynicznie głosić konserwatywne poglądy, czy nie jest to dla nas
informacja, że równie elastyczny będzie, jak przyjdzie do niego ktoś z
łapówką? Zamiast wychowywać postmodernistycznych permisywistów,
wychowuje się dziś katolickich permisywistów.
Sławomir Sierakowski
Tekst ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 22 maja 2006.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 23.05.2006 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...