Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gdzie jest lewica? Drukuj
ASz   
20.10.2004
W tekście „Między PRL a Krytyką Polityczną” („Rzeczpospolita” z 20 października 2004) Marek Garztecki, działacz PPS, definiuje lewicę jako „pewien w miarę stały zestaw poglądów, takich jak przekonanie o tym, że ludzie są naturalnie równi, a nierówności między nimi są wytworem sztucznym i powinno się dążyć do ich usuwania”. Autor nie odnajduje takiego myślenia ani w SLD, ani w „środowisku młodych intelektualistów spod znaku Krytyki Politycznej”. We wtorek lub w środę „Rzeczpospolita” opublikuje odpowiedź Sławomira Sierakowskiego (a nie, jak w cześniej podawaliśmy, w poniedziałek) .
Komentarze
Dodaj nowy
krzytom  - czekajac na   |20.10.2004 20:25:33
to czekam na tą odpowiedz, bo te tekst właściwie o niczym, nie za bardzo wiem co
z niego ma wynikać
sztiwi   |21.10.2004 03:03:50
No wlasnie, tekst chyba o tym, ze nikt w Polsce nie rozumie, co to jest lewica
(poza autorem)
Żyd-katolik  - szansa dla lewicy   |21.10.2004 09:57:50
Jedyna szansa dla lewicy polskiej jako formacji politycznej jest zainteresowanie
sie losem zwyklych ludzi. Nie ekscentrycznych bywalcow klubow gejowskich -
ktorzy staja sie dla "nowej lewicy" kims w rodzaju proletariatu - ale
naprawde zwyklych ludzi. Wtedy okazaloby sie, ze nie da sie byc milosnikiem ludu
bez szacunku dla tradycji, religii, "patriarchatu". Lewica musi wiec
dokonac wyboru, czy chce wyrazac interesy ofiar polityki oligarchicznych elit
czy bawic sie w walke z "ciemnogrodem".
thomas  - to robi samoobrona   |21.10.2004 12:56:34
Żydzie-Katoliku, pomyliłeś lewicę z Samoobroną. Oni to już robią, co
postulujesz, i dlatego są tacy, jacy są. Ludowi. Tradycyjni. Patriarchalni.
Religijni. Głosuj na nich. Smacznego!
MM  - ani egalitaryzm, ani ludowość   |21.10.2004 13:00:51
Wyznacznikami lewicowości nie jest skrajny egalitaryzm, tylko raczej działanie
na rzecz wyrównywania szans, bo własnie o to chodzi, że ludzie są na świecie
nierówni, ale uzasadniona sprawiedliwością jest większa równość.
A populizm i
miłość do zwykłego człowieka nie są w tradycji oświeceniowej lewicy, która po to
walczy z ciemnogrodem, aby zwiększyć zakres wolności, która wszystkim ma po
równo przysługiwać. I to jest sens lewicy.
Żyd-katolik  - do thomasa   |21.10.2004 13:31:13
Samoobrona to partia resentymentu. A ja proponuje lewicy rozstanie sie z
wszelkim resentymentem: czy to wobec "klas posiadajacych" czy to wobec
religii i tradycji.
Żyd-katolik  - do MM   |21.10.2004 13:38:05
Walka z "ciemnogrodem" jeszcze nikogo nie uszczesliwila. Tak zwana
"wolnosc" okazuje sie czesto zludzeniem. Ludzie "wyzwoleni"
porzucaja jeden autorytet (Kosciol) na rzecz innego (lewicowa inteligencja),
religie tradycyjna na rzecz quasi-religii kontrkulturowej, przeswiadczenie o
zyciu porzadkowanym przez wiare w Boga i tradycje na rzecz przeswiadczenia o
tym, ze "Boga nie ma". Ale nadal podpieraja sie argumentami nie tyle
swoimi, co jakichs intelektualistow kreujacych "nowy wspanialy swiat".
marcel  - bicie piany   |21.10.2004 14:52:00
Przeciez Pan G napisal tekst glownie po to, zeby Pan S mogl odpowiedziec i aby
obydwaj mogli utrwalic swoja obecnosc w ‘dyskursie’ (potem bedzie riposta Pana
G, nastepnie odpowiedz Pana S, moze z Pania D - ad infinitum). A panowie G i S
pewnie po ‘pracy’ piwo pija. Mimo Keynesowskich sztandarow wierza w prawo Saya:
ze podaz tworzy popyt. No to tworza. A my komentujemy i konsumujemy.
Żyd-katolik  - do marcela   |21.10.2004 15:22:26
Byc moze trafiles w dziesiatke. I wlasnie dlatego interesuje mnie lewica, ktora
ani nie bedzie bila piany (czyli plodzila kolejne o manifesty o koniecznosci
zmiany "dyskursu") ani nie bedzie wszczynac rozrob w imie realizacji
hasel "sprawiedliwosci spolecznej". Czekam na lewice, ktora odwola sie
do elementarnego poczucia przyzwoitosci - ktora po prostu zacznie cos konkretnie
robic. Na przyklad powaznym problemem w Polsce jest to, ze wielu pracodawcow nie
placi pracownikom na czas pensji. I nie chodzi tu bynajmniej o antagonizowanie
"kapitalistow" i "proletariuszy" - obie wartstwy padaja ofiara
rzadow oligarchii - lecz o znalezienie takich rozwiazan prawno-ekonomicznych,
aby obie grupy mogly ze soba wspolpracowac. Dlatego trzeba porzucic wszelkie
resentymenty i stanac na gruncie realizmu politycznego, ktory mozna rowniez
pogodzic z lewicowa troska o przyzwoite traktowanie ludzi nie radzacych sobie w
"wyscigu szczurow". Tylko lewica musialaby mniej gadac, a wiecej robic.
Luga  - Dobre rady? Ja dziękuję!   |21.10.2004 22:52:38
W tej dyskusji jak w soczewce skupiają się wszystkie nieporozumienia obecnej
debaty na temat lewicy w Polsce. Argumenty jakie w niej padają upewniają mnie,
że to czego nam trzeba to tzw. gadanie. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że lewica
cały czas mylona jest z liberalizmem. Powracającą jak zły szeląg równość szans
może głosić Leszek Balcerowicz lecz nie czyni go to jeszcze przedstawicielem
polskiej myśli lewicowej. Lewica bije się nie o równość szans, lewica bije się o
mniejsze zróżnicowanie efektów (na rynku, w edukacji)! Po drugie rozbrajające są
te wszystkie lewicowe demaskacje, w których Ci, starający się nieco
zdestabilizować panujące reguły widzenia i podziałów od razu rozkminiani są jako
uzurpatorzy. Demaskacja się przeżyła, ironia się przeżyła, wszystkie te
strategie dające tyle przyjemności lewicowym inelektualistom stały się kulą u
nogi krytyki. No i na koniec rady dobrej roboty. Zakasać rękawy, ruszyć w lud,
znaleźć prawdziwego (np pracowników) nie przebranego (gej) bohatera. Realizować
lewicowość w bezpośredniości. Przecież prawda polityczna jest jak wystrzał z
pistoletu! Doskonale przysłużą się tu wszystkie organizacje, stowarzyszenia,
fundacje - lewica świetnie się w nich odnajdzie. A politykę zostawmy w spokoju
niech tkwi w swej naturalności i probemach redukujących się do korupcji i
problemach z komputeryzacją ZUS. Trzeba zatem wciąż gadać. Gadać z przekonaniem,
że może to coś zmienić.
thomas  - a czym się różni równość szans…   |21.10.2004 23:21:39
od mniejszego zróżnicowania efektów? Bo mój mały rozumek nie pojmuje. Przecież
dobrze, szeroko rozumiana równość szans obejmuje takie urządzenie społeczeństwa,
żeby szansy były maksymalnie wykorzystywane z najmniejszą szkodą dla najmniej
uprzywilejowanych. Egzorcyzmowanie liberalizmu jest też nie na miejscu.
Najwybitniejszy myśliciel lewicy XX wieku (na francuskich popapranych marksistów
spuśćmy zasłonę milczenia, bo wstyd o nich gadać), John Rawls, napisał wszak
„Polityczny liberalizm”…
marcel  - bicie piany2   |22.10.2004 10:43:17
Roznica jest chyba taka jak miedzy zasada ‘niedyskryminacji’ a affirmative
action. Idzie o korekcje ex post, a nie o ograniczanie sie do rownania szans na
starcie (ex ante). Tyle ze ktos z KP kiedys pisal w GW, ze nie chodzi im o
banalne kwestie redystrybucji. Wiec moze jednak chodzi o gadanie, o raison
d’etre paru elokwentych i oczytanych osob. Osob, ktorych irytuje, ze nikt im nie
moze wymyslec trzeciej drogi (bo Blair to tez liberalizm) i ze jedynie mozna
troche pokrzyczec, ze kawa niemoralna i ze WTO niedemokratyczne. Wiec lewicy
zostaje obyczajowosc typu troska o los przyslowiowego geja w Birmie.
Luga  - Rawlsem po oczach   |22.10.2004 12:06:36
Dawno nie zaglądałem do Rawlsa (bardziej inspirujący są popaprani francuscy
marksiści). Z tego co pamiętam Rawls nie ogranicza się do równości szans,
wszakze napisal jeszcze Teorię sprawiedliwosci…
aight  - jeśli Rawls   |22.10.2004 12:36:00
jeśli Rawls jest myślicielem lewicowym, w dodatku najwybitniejszym, czyli -
jeśli dobrze rozumiem - ustalającym jakiś lewicowości paradygmat, to powróćmy
może do początku dyskusji: zdaje się, że pierwsze i "generatywne" dla
niej pytanie brzmiało "a czym jest zatem lewica?". pozwolę sobie je
powtórzyć, kierując je w szczególności do Thomasa: więc co to jest ta lewica
(której wybitnym przedstawicielem jest Rawls)? [a może, po prostu, lewica jest
kobietą?]
krzytom  - sprostowanie   |22.10.2004 15:20:49
to Polska jest kobietą ;-)

wątpiących odsyłam do świetnego filmu jerzego
krysiaka :-)
thomas  - lewica   |22.10.2004 16:53:23
a czyż nie powiada się, że lewicy chodzi o sprawiedliwość społeczną? dlatego
autor najlepszej obecnie teorii sprawiedliwości jest najwybitniejszym
lewicowcem, nieprawdaż?

równość szans można rozumieć tak jak wolność formalną
rozumieli angielscy kapitaliści (robotnik był wolny, ale także wolny od środków
do życia, jak celnie pisywał Marks), ale ja przez równość szans myślałem nie o
równości startu życiowego, tylko równość szans przez cały czas. Gdyby lewica
dążyła nie do wyrównywania szans powiedzmy w szkole, lecz do minimalizacji
efektow zróżnicowania, to należałoby znosić wszelkie zasługi, jakie w efekcie
nauki można sobie wypracować. A to byłoby niesprawiedliwe, bo dlaczego osoba,
która zasługuje na tytuł licencjata, ma go dostać na równi z kimś, kto na niego
nie zapracował, choć miał równe szanse, taki sam dostęp do książek i
wykładowców, lecz mu się nie chciało?
no, ewentualnie można darować sobie
mówienie o równości szans i mówić o równości wolności. I skrótowo zdefiniować
lewicowy program jako dążenie do maksymalnie dużej równej wolności dla
wszystkich. I to nie wolności na starcie, tylko cały czas.
aight   |22.10.2004 20:29:19
zawsze mi się wydawało, że Rawls napisał "Liberalizm polityczny",
ponieważ doszedł do wniosku, że "Teoria sprawiedliwości" jest koncepcją
chybioną. niewystarczającą. ale nie bardzo mam ochotę specjalizować się w tymże
filozofie. Wolę Raymonda Arona, którego pod rozwagę polecam :)
Luga  - A może jeszcze inaczej?   |23.10.2004 14:54:13
Równość szans konceptualizowana jako równość wolności brzmi o wiele
sympatyczniej, ale wciąż zawiera w sobie taki element, który budzi we mnie opór.
Przytoczone przez thomasa przykłady doskonale pokazują co kryje się pod pojęciem
równości szans. W pojecie to wpisany jest imperatyw konkurownia i maksymalizacji
produktywności. Jednostkom należy umożliwić realizację "naturalnych"
zdolności co pozostanie sprawiedliwe zarówno na indywidualnym (realizacja
aspiracji) jak i ponadindywidualnym poziomie (produktywność na poziomie makro).
Widać tu całą konstrukcję myślową właściwą myśli liberalnej.
Ale może
zrezygnować z tematyzowania problemu różnicy pomiędzy lewicą a prawicą przez
kategorię dystrybucji (szans, dóbr, nagród, etc.). Wydaje mi się, że można
podjąć próbę rozróżnienia na lewicę i prawicę przez kategorię komunikacji. Jeśli
prawica posługuje się kategoriami tautologicznymi (swój do swego po swoje) to
lewica używa paradoksu. Prawica potwierdza tożsamość, lewica ją decentruje.
Lewicowa polityka byłaby próbą narzucenia nowych definicji samoopisu przez
odniesienie do czegoś czym nie jest całość polityczna. Przykładem takiego
lewicowego gestu jest Marksa analiza proletariatu. Proletaruisze są uniwersalną
klasą nie dlatego, że są większością, ale dlatego, że są klasą bez miejsca. Ich
wolność (wolność sprzedaży swej pracy na rynku) okazuje się najwyższą formą
zniewolenia. Wolność robotnikow okazuje się tym co nie pasuje (dlatego nie mają
swego miejsca) do systemu rynkowego. To właśnie nie pozwala systemowi rynkowemu
stać się kompletną całością. Każdy system (nie tylko rynkowy) posiada miejsce
takiej niespójności i identyfikacja z tym miejscem byłaby gestem lewicowym.

Do aight: No cóż są błędy młodości i są błędy wieku podeszłego:)
marcel  - lewica używa bełkotu   |23.10.2004 16:11:50
Równość konceptualizowana, tematyzowanie problemu, narzucenie nowych definicji
samoopisu. Lewica używa nie paradoksu, ale bełkotu. Czy jeśli prawica będzie
identyfikować się z niespójnościami w systemie ‘myślenia’ lewicy to też lewicą
się stanie? Jeśli tak, to w geście lewicowym identyfikuje sie z każdym
niespójnym zdaniem Luga/i.

Coż to znaczy, że rynek jest/nie jest kompletną
całością?! Ale załóżmy, że coś znaczy - czy organizacja ‘proletariatu’ w związek
zawodowy sprawi, że rynek będzie nagle całością? Czy znów całością nie będzie w
związku z utratą efektywności (patrz przykladowo modele insider-outsider)?


Wiem, wiem - efektywność (=imperatyw konkurowania) jest przecież passé.
Lepiej za szybko się nie bogacić, bo te wszystkie biedne rodziny na
antykoncepcje nagle będzie stać i nikt nie będzie już mógł się pochylać z
troską…
Luga  - Kontynuacje   |24.10.2004 12:35:12
Zdecydowanie kryterium decydującym w określaniu lewicowej polityki nie może być
zrozumienie. Marcel udaje że nie rozróżnia braku zrozumienia (lewicowego
bełkotu) od miejsca niespójności. Ja na przykład mógłbym napisać, że Marcel
posługuje się jakimś scjentystycznym bełkotem i nowomową (vide: modele insider -
outsider) nie znaczy to jednak, że jest to miejsce niespójności.
Warto
pochylić się nad problemem związku zawodowego. Jeśli funkcjonować on będzie tak
aby powstrzymać robotników od zmiany porządku (w teorii Marksa stosunku do
środków produkcji) to oczywiście związek zawodowy jest czymść co pozwala
zasłonić status proletariatu jako miejsca niespójności.
Proletariat jest
oczywiście tylko jednym z przykladów. Można tu równie dobrze przywołać stan
trzeci i jego rolę w Rewolucji Francuskiej. Stan bez swego miejsca w systemie
politycznym domaga się dla siebie praw mówiąc to my jesteśmy ludzkością. Pociąga
to za sobą zmianę całej organizacji politycznej w odniesieniu do elementu, który
uniemożliwia domknięcie całości. Można też przywołać kobiety, czarnych…


thomas  - decentrowanie tożsamości   |24.10.2004 22:47:10
Trudno nie zgodzić się z marcelem, że to mało przekonujące. To jednak nie jest
bełkot, tylko fałsz.

1. Mistyczne ujęcie proletariatu jako klasy uniwersalnej
zostało dawno poddane krytyce. Proletariat realny zawsze okazywał się inny od
wydumanego przez marksistów. Dlatego marksiści traktowali go w polityce tak jak
kapitaliści w fabryce: jak bydło. Przecież to Lenin pisał o
trade-unionistycznej, czyli błędnej świadomości proletariatu, którą chciał
zastąpić świadomością „prawdziwą”. I skończyło się gułagami. Bo sama
koncepcja jest głupia: postuluje się istnienie grupy, która z definicji ma mieć
monopol na prawdę, ale ta grupa istnieje realnie i myśli co innego. Z kobietami,
czarnymi i uciskanymi na całym świecie marksizm ma problem: oni nie są w
większości marksistami :)

2. Podział lewica-prawica nie przebiega bynajmniej
po linii paradoks-tautologia. Może Heraklit był pierwszym lewicowcem? A może
Heidegger, który w swoich faszyzujących tekstach pisał prawie wyłącznie
paradoksami?

3. Być może w innych sferach niż rynek można mówić o dystrybucji
itd. Jednak pamiętajmy, że pojęcie zasługi – tego, że coś komuś się
należy, bo na to zasłużył – jest podstawą sprawiedliwości dystrybucyjnej.
W warunkach rynkowych (re)dystrybucja musi uwzględniać osobistą zasługę, inaczej
jest arbitralna i niesprawiedliwa.

4. Miejsca niespójności… Hm, do
pomyślenia jest system teokratyczny, który neguje prawa człowieka itd., ale robi
to całkowicie spójnie. I co? Lewica miałaby go nie kontestować? Śmieszne. Można
bawić się w próby rozsadzania systemów politycznych mocą ich sprzeczności, lecz
to jest pewna maniera myślowa, a nie istota argumentacji. Czasami warto
krytykować z zewnątrz, bo np. analiza idei Dżucze Kim-Ir-Sena jest naprawdę
niepotrzebna, żeby wiedzieć, że w Korei Północnej jest totalitarny reżim, który
należy obalić.
czy to prawda…?   |25.10.2004 05:36:30
ze suawkowi sierowi smierdzi z buzi???????????
MM  - scjentystyczny bełkot??   |25.10.2004 13:35:46
Oj, przecież marcel posługuje się całkiem zrozumiałym językiem, a Luga odpowiada
w stylu: "vide: modele insider-outsider". Przykro mi, ale to jest
niezrozumiałe i być może to jest bełkot. Scjentystyczny bełkot Lugi.
Saba  - pracyzyjniej, proszę   |25.10.2004 14:04:20
Do MM: o modelu insider-outsider pisal marcel, a nie Luga. Czyzbysmy wszyscy tu
belkotali?
do Lugi: czy mozesz wyjasnic raz jeszcze, na czym polega
niedomkniecie systemu i z jakiego miejsca ocenia się , czy system jest
domknięty? Czy chodzi o jakieś samodeklaracje (systemu?!), a może o prawo? Albo
o interpretacje w dyskursie publicznym? A może o realizacje prawa?
Luga  - Przekonuję i dam się przekonać   |25.10.2004 19:05:11
1. Odwołanie do proletariatu miało stanowić jedynie przykład. Nigdzie też nie
twierdziłem, że kobiety i czarni to marksiści (z pewnością nie zakwalifikowałem
tak też stanu trzeciego…). Chodzi mi o zarysowanie mechanizmu zmiany
politycznej. Zmiana następuje przez odwołanie się do elementu posiadającego
szczególną właściwość. Element ten jest obecny (chciałoby się powiedzieć
uporczywie) i jednocześnie nie pozwala domknąć się danej całości. Co oznacza
domknięcie? Weźmy jako przykład gejów i lesbijki (marksitów/i i niemarksitów/i).
Można zapytać cóź oni komu przeszkadzają? A jednak przeszkadzają! Dlaczego? Bo
nie pozwalają domknąć się wizji, w której normalna relacja seksualna, to relacja
pomiędzy kobietą i mężczyzną, a naród to rodzina rodzin.
2. Nie upierałbym się
przy przypisywaniu Heraklitowi lewicowych sympatii politycznych. Problem
faszyzmu jest jednak bardzo istotny. Nie chodzi tu tylko o Heideggera, tylko o
sposób w jaki zorganizowana była radykalna zmiana społeczna. Jeśli lewicowe
działanie polityczne dopuszcza, ba nawet zakłada wybów, to wybów w przypadku
faszyzmu nie wchodzi w grę - nie można być żydowskim faszystą.
3. Ale niech tam
dam wam się przekonać do waszych kryteriów rozróżniania na lewicę i prawicę za
pomocą odniesienia do problemu równości i dystrybucji. Wytłumacznie mi tylko
dlaczego LPR i PIS są takie równościowe i głosowały za wprowadzeniem 50% podatku
dla najbogatszych. Tylko błagam nie piszcie, że prawica jest lewicowa w
kwestiach gospodarczych.
MM  - a rzeczywiście   |25.10.2004 19:10:53
nie zauważyłem, że to marcel pisał o insider-outsider :( No to wycofuję; choć
cała wypowiedź Lugi jest nadal dla mnie dosyć hermetyczna.

Swoją drogą,
ciekawe, że L definiuje tym razem lewicowość chyba jako coś w rodzaju
solidaryzacji się uciskanych z całą ludzkością. Może thomas nie ma więc racji,
tak podkreślając sprawę niespójności, może Ludze chodziło o ucisk, który bywa w
nowoczesnych ustrojach ideologicznie zakłamywany (i stąd niespójności)? Apel do
Lugi: wyjaśnij to tak, jakbyś mówił do dziesięciolatków; w końcu głosowanie na
partie ma być dostępne dla każdego, nawet bez wykształcenia wyższego i kursów
czytania Hegla (bo chyba o niego chodziło w aluzji o całości??)
thomas  - o faszystach jeszcze raz   |25.10.2004 19:18:31
1. LPR i PIS za wysokim podatkiem są z prostych powodów. W końcu nazizm to skrót
od narodowy socjalizm :) A ten chyba zakłada pewien egalitaryzm w łonie czystych
rasowo….

2. Był taki film o Żydzie-faszyście (pt. Fanatyk bodajże), to nie
było nawet takie całkiem psychologicznie nieprawdopodobne. Bardziej
prawdopodobne niż samoopodatkowanie się Zyty Gilowskiej czy McDonalda Tuska…
Luga  - O Uniwersalistach i faszystach   |25.10.2004 23:12:45
1. Wróćmy do proletariatu pamiętając, że to tylko przykład! Istnieje rynek. Tym
co sprawia, że rynek jest rynkiem jest wolność, to, że każdy może sprzedać,
kupić, wytworzyć to, na co ma ochotę. Wolność sprawia, żę rynek jest nie tylko
efektywny (konkurencja), ale i moralny (każdy dostaje wedle swej pracy i
zdolności). Widać, że to dobra instytucja. Są także robotnicy. Robotnicy też są
wolni. Na rynku sprzedają swoją pracę. Za pracę dostają wynagrodzenie. Zatem
jest sprawiedliwie - coś za coś, słuszna wymiana. Co zatem nie gra? Praca
robotnika wytwarza wartość dodaną. Czy dostają ją robotnicy? Nie tą część
dostają kapitaliści. A robotnicy? Dostają tylko tyle, aby przeżyć na minimalnym
poziomie. Przecież mogą iść do innej pracy! Ano nie mogą bo gdzie indziej jest
tak samo - prawo konkurencji kapitaliści nie mogą pozwolić sobie na inny podział
wartości. Wolność robotnika okazuje się przypadkiem zniewolenia, czymś co w
danym systemie podważa samą zasadę na jakiej ufundowany jest system. Wolność
jest podstawą rynku, ale wolność robotnika = zniewolenie. Dlatego proletariat
jest klasą, która sprawia, że rynek nie jest kompletną całością. Jest bowiem
element funkcjonujący wedle fundującej reguły i jednocześnie podważający system.
Podjęcie działań politycznych poprzez uwzględnienie tego elementu jest
działaniem lewicowym.
2. Co do Fanatyka, to z tego co pamiętam, gdy
zorientował się, że jest Żydem rozpoczęły się jego problemy z
identyfikacją:)
3. Czyli LPR i PiS to naziści, a nazim to nie prawica. Uznaje
to za rozwiązanie problemu przez obejście go.
Żyd-katolik  - do Lugi   |26.10.2004 10:04:10
W filmie "Fanatyk", glowny bohater od poczatku wie kim jest, przeciez
opuszcza on jesziwe jako nastolatek. Jego problemy z identyfikacja towarzysza mu
potem przez cale zycie. Istotny zwrot zaczyna sie w momencie spotkania
zydowskich przyjaciol ze szkoly.
thomas  - nazizm to prawica…   |26.10.2004 10:48:20
tylko że prawica to niekoniecznie obrona wolnego rynku; przeciwnie, prawica,
czyli tradycjonaliści i konserwatyści w Oświeceniu stawiali opór burżuazji
prącej do wolnego rynku, a nazizm to w końcu połączenie nowoczesnej techniki z
ideami prosto z Hamanna czy innych ultrakonserwatystów
Żyd-katolik  - do thomasa   |26.10.2004 11:33:49
Istnieje proste rozroznienie "prawica - lewica". Prawicowcy w
najglebszym sensie tego slowa to nie sa ani antykomunisci ani zwolennicy wolnego
rynku, tylko po prostu zwolennicy i praktycy realizmu politycznego. Z kolei
lewicowcy sa wyznawcami wszelkiego rodzaju utopii, takze takich, ktore promuja
nostalgie za utracona przeszloscia. Z tego punktu widzenia zarowno NSDAP, jak i
PiS oraz LPR trudno zakwalifikowac do ktorejs ze stron sceny politycznej.
MM  - realizm polityczny…   |26.10.2004 14:13:59
to określenie jawnie ideologiczne, bo dopóki czegoś nie zrobisz, póty nie wiesz,
czy to było realne, jak uczył Tadeusz Kotarbiński. Tymczasem ów realizm, o
którym pisze ŻK, to (1) ideologia w sensie Mannheima; (2) brak jakiejkolwiek
teorii i pojęciowego ujęcia rzeczywistości politycznej; (3) dążność do
zachowania struktury społecznej, choćby była niesprawiedliwa. To tworzy
niespójny koktajl zwany „konserwatyzmem” czy
„tradycjonalizmem”. Paradoksem tradycjonalizmu jest zwykle to, że za
realny podaje świat, który dawno się rozpadł, sprzed Rewolucji Francuskiej,
przemysłowej itd. W tym sensie nazizm, PiS i LPR to typowo tradycjonalistyczne
tęsknoty za nieistniejącym, a podawanym za realny, światem; a to wyznacznik
właśnie myślenia prawicowego. Czasem prawicowiec może być zwolennikiem
Realpolitik czy też realizmu w sensie pragmatyczności czy też utartych kolein; w
tym sensie prawicowy jest np. Miller et consortes, ale już nie LPR – i ŻK
musiałby być zwolennikiem Millera, jeśli poważnie traktuje swoją prawicowość i
jej definicję :)
Żyd-katolik  - do MM   |26.10.2004 14:42:53
Jestes blisko. Popieralbym postkomunistow, gdyby potrafili ewolucyjnie
przeprowadzic Polske do wolnego rynku, odbudowac klase srednia, zachowac
paradoksalny konserwatyzm obyczajowy spoleczenstwa peerelowskiego, stworzyc
silne panstwo nie poddajace sie naciskom lokalnych i obcych oligarchow. Ale
postkomunisci wybrali zupelnie inna droga: na swoich sztandarach wypisali hasla
utopijne, a w praktyce sa po prostu zwyklymi nihilistami.
thomas  - jacy nihiliści? lepkie łapki i tyle   |27.10.2004 00:05:15
Nihilizm to akurat tradycja judeochrześcijańska, jak można przeczytać u
Nietzschego. Dlatego ona powinna być ŻK bliska, choćby ze względu na brzmienie
jego pseudonimu.
Tylko że nielubiane łebki z LSD to nie są nihiliści, tylko
raczej oportuniści czy lepkie łapki, które nie mają wątpliwości, co jest
wartością (money, money, money).
Żyd-katolik  - do thomasa   |27.10.2004 10:08:04
Nihilizm nie jedno ma imie. Ale niech Ci bedzie, SLD to oportunisci.
Marcin  - do thomasa   |18.11.2004 19:19:27
Wiem, że Nietzsche jest myslicielem "na każdą okazję", ale wydaje mi
się, ze troche jego uniwersalności nadużywasz.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 25.10.2004 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.59119 Seconds