Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
O zgubnych skutkach niechęci do Marksa Drukuj
Julian Kutyła   
26.01.2009
Jakże się ucieszyłem, kiedy to życzliwi donieśli mi, że zasłużony felietonista „Polityki” Ludwik Stomma rozbija mnie w pył. Cóż, pomyślałem sobie, nie ja pierwszy i nie ostatni a lepiej ze Stommą przegrać niż z niejednym wygrać. Stommie mój skromny tekst o Lévi-Straussie wydał się wyjątkowo bzdurny – jego prawo. Mógł rozwścieczyć się faktyczną pomyłką w dacie wydania Smutku tropików. Aż sam własnym oczom nie wierzyłem, że palnąłem taką głupotę, zwłaszcza, że rok 1955 jest to przecież rok wspominanej przeze mnie jako ważny kontekst dla przyjęcia książki konferencji w Bandung a w dłuższej wersji tekstu wspominałem o pojawieniu  pierwszych fragmentów książki w „Les Temps Modernes” z kwietnia 1955 roku. Datę tę z łatwością można jednak sprawdzić w każdym egzemplarzu nota bene wznowionej ostatnio książki. Gdyby chodziło tylko o to, przyjąłbym krytykę pokornie i wycałował autora dubeltowo za wytknięcie zawstydzającej pomyłki. Niestety do soczystej polemiki wdało się kilka nieporozumień, które chyba warto wyjaśnić choćby z szacunku dla drogiej mi postaci francuskiego antropologa.

Pisze Stomma, że ustawiam Lévi-Straussa, pisząc o jego popularności, która nie dość, że ograniczała się do wąskiego kręgu antropologów specjalistów to i tak była nieco późniejsza. Przytoczę więc może kilka wyimków z niektórych recenzji Smutku tropików:

W „Le Figaro” Raymond Aron wychwala książkę jako „w najwyższym znaczeniu filozoficzną” i uznaje ją za wspaniałe odnowienie tradycji Monteskiusza. Combat porównuje Lévi-Straussa do… Cervantesa. W „Demain” Régis-Bastide rozpływa się w pochwałach, mówiąc, że narodził się właśnie nowy Chateaubriand. Do tego jury nagrody Goncourtów (najważniejsza francuska nagroda literacka) wydaje specjalny komunikat, w którym wyraża żal, że ze względów formalnych książka nie może otrzymać nagrody głównej (wszystkie te notki za pierwszym tomem Historii strukturalizmu François Dosse’a, s. 163-164).

Chyba całkiem nieźle jak na autora, który jakąkolwiek popularność (ograniczoną dodatkowo do wąskiego kręgu naukowców) miał zdobyć dopiero za trzy lata? Nie wiem jak Stomma, ale ja takie recenzje wziąłbym w ciemno.

Co do walki o rząd dusz między Levi-Straussem a Sartrem, to nie bardzo rozumiem co ma do rzeczy introwertyczny charakter tego pierwszego. Przecież nie chodziło o konkurs twista. Co więcej znowu ta walka szeroko komentowana była przez francuską prasę, a parę lat później, 1966 roku, dziennikarz „Le Figaro” w wywiadzie z Jacques’em Lacanem wspomina heroiczne czasy, gdy strukturalistyczny batalion pod dowództwem  Levi-Straussa, Lacana, Foucaulta i Althussera walczył z Sartrem i jego wiernymi (ta batalistyczna figura nie została przeze mnie wymyślona, niedowiarkom polecam numer z 29 grudnia 1966) .

Bardzo słusznie zauważa dalej Stomma, że egzystencjalizm jest czym innym niż marksizm. Ja poszedłbym nawet dalej i zacytował klasyka, który porównuje marksizm do Wiedzy przez duże W i nazywa go „nieprzekraczalną filozofią naszej epoki”, z kolei egzystencjalizm zaś nazywa „ledwie ideologią”, czyli „pasożytniczym systemem wegetującym na marginesie Wiedzy”. Drobny problem polega jednak na tym, że autorem przytoczonych tu słów nie jest żaden marksistowski politruk chcący Sartre-egzystencjalistę wysłać kibitkami na Sybir, tylko sam… Sartre. Pochodzą one ze wstępu do książki, która stała się podstawową areną wspomnianego sporu, czyli z Critique de la raison dialectique (s. 17-18, 25 oraz 29 wydania francuskiego z 1980 roku). Mocno powiedziane, nieprawdaż? Chyba na tyle mocno, żeby (parafrazując mojego polemistę) nawet Stomma zrozumiał. Inna sprawa czy ten akces Sartre’a do marksizmu zakończył się powodzeniem. Zdaniem większości totalną klapą, choć taki np. André Gorz stwierdzał w tekście poświęconym trudnym relacjom Sartre’a z marksizmem, że akurat Critique de la raison dialectique miało „prawdziwie marksowski charakter”.

Inne zdanie na ten temat miał chociażby Lévi-Strauss. W ostatnim rozdziale Myśli nieoswojonej Marks pojawia się na pewno więcej niż raz (bardzo łatwo można to zresztą sprawdzić) a kontekst pierwszego pojawienia jest następujący: Sartre uważa, że istnieją dwa całkowicie rozdzielne rodzaje rozumu – rozum dialektyczny i rozum analityczny. Na co Levi-Strauss odpowiada: „Choć zarówno myśl Sartre’a, jak i moje rozważania za punkt wyjścia obrały Marksa, wydaje mi się, że orientacja marksowska wiedzie do poglądu zgoła innego” (s. 326 polskiego wydania). A następnie trafnie pokazuje, jak to rozdzielenie jest niemożliwe, a Sartre z nauk Marksa (a przy okazji i Freuda) wziął „nie więcej niż połowę” (s. 337).

W ogóle na Marksa Stomma jakoś uczulony. Może przez kryzys? Może przez to, że Sarkozy’ego widziano z tomiszczem Kapitału pod pachą a na Sarkozy’ego Stomma uczulony jest ponad wszelką wątpliwość? Levi-Strauss antymarksistą? Ktoś kto wielokrotnie podkreślał, że marksizm wraz psychoanalizą i …geologią to jego najważniejsze fascynacje intelektualne? W teorii literatury nazywa się to bodaj „mocna interpretacja”.

Reszty zarzutów nie komentuję z braku miejsca. I tak rozpisałem się ponad przyzwoitość i zasady poczucia humoru, które nakazują raczej lekkie traktowanie felietonowych przytyków. Na zakończenie dodam tylko, że Leach nie odszczekał swoich kąśliwych uwag pod adresem Lévi-Straussa po jakimś nawróceniu na drodze do Damaszku, by następnie zostać apostołem Ewangelii wg świętego Claude’a. Przytoczone przeze mnie żartobliwe zdanie mówiące, że z analiz francuskiego antropologa wynika jakoby mieszkańcy wysp brytyjskich nie należeli do rodzaju ludzkiego pochodzi właśnie z najbardziej znanej książeczki Leacha popularyzującej myśl naszego bohatera. Tytuł jej brzmi po prostu Levi-Strauss i można ją przeczytać od dobrych paru lat w języku polskim. Czego i Ludwikowi Stommie z wyrazami serdeczności życzę.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.70086 Seconds