|
Można by powiedzieć, że sytuacja braku mieszkań w Polsce jest paląca. Można by, gdyby nie wydarzenia z ostatniego tygodnia. W Lesie Kabackim w Warszawie zostało znalezione spalone ciało 64-letniej Jolanty Brzeskiej. Brzeska była aktywną działaczką Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, zamieszkującą kamienicę odzyskaną przez Marka Mossakowskiego, znanego z podejrzanych sposobów pozyskiwania reprywatyzowanych budynków i brutalnego traktowania ich mieszkańców. Policja wyklucza udział osób trzecich w śmierci Brzeskiej. Policja może sobie wykluczać. Na pewno ma ku temu swoje powody. Ale fakty są nieubłagane. Brzeska nie była w stanie zapłacić czynszu w zreprywatyzowanym mieszkaniu, a Warszawa nie potrafiła jej zapewnić lokalu zastępczego. Kilkadziesiąt tysięcy złotych długu i oczekiwanie na eksmisję, nie musi być powodem do tak dramatycznych czynów jak samospalenie. Ale czy rzeczywiście było to samospalenie? Pewności mieć nie możemy. Z relacji wynika, że była aktywną kobietą, walczącą nie tylko o swoje, ale też o prawa lokatorów w ogóle.
W tej sprawie pewności nie ma, ale mamy za to w sprawie innej. Polityka mieszkaniowa państwa jest tragiczna. W zeszłym roku na dopłaty do budowy mieszkań komunalnych państwo polskie przeznaczyło 40 milionów złotych. Na dopłaty. Czyli gminy, których nie stać było na wkład własny, nie miały w ogóle możliwości zapewnienia lokali swoim najuboższym mieszkańcom. 40 milionów! To jakaś jedna trzecia tego, co rząd przeznaczył na budowę Świątyni Opatrzności Bożej. Pięćdziesiąt razy mniej, niż będzie kosztował Stadion Narodowy. Stadion Narodowy będzie miał 55 tysięcy miejsc. Ilość brakujących mieszkań szacuje się na prawie dwa miliony. Średnia cena mieszkania w Polsce to ponad 380 tysięcy. Łatwo policzyć, ile mieszkań można wybudować za 80 milionów (40 dopłaty od państwa, 40 od gmin). Jakieś 210. A ile potrzebujemy? Pewnie niecałe dwa miliony (badania NIK wykazały brak ponad półtora miliona mieszkań w stosunku do liczby gospodarstw domowych). Jak zatem zmieścić dwa miliony rodzin w 210 mieszkaniach? To realne pytanie, przed jakim stoi polski rząd. A jego puentą jest historia pani Brzeskiej. I kontenery. Nie można zapominać o kontenerach, które od pewnego czasu stają się realnym i stosowanym sposobem rozwiązywania problemu braku mieszkań. „Ja wychodzę z założenia, że dobrze można żyć wszędzie, bez względu na to, gdzie się mieszka. A wiele osób będzie wdzięcznych za dach nad głową” – uważa zastępca prezydent Lublina Grzegorz Siemiński, którego chciałbym w tym miejscu serdecznie pozdrowić. Kontenery już na pana czekają. Podobnie jak dobre życie. Oczywiście 380 tysięcy za mieszkanie to średnia cena rynkowa. Miasto ma możliwość budowania taniej. Krystian Legierski wylicza, że koszt budowy 40-metrowego mieszkania to około 130 tys. zł. Więc być może mieszkań można by wybudować nawet trzy razy więcej. Co nie zmienia, że wciąż jest to żałośnie niska liczba i kropla w morzu potrzeb. Kropla w morzu, którego nikt nawet nie ma ochoty zauważyć. A przecież nie trzeba daleko szukać. Wspomniany Marek Mossakowski za świstek potwierdzający prawa do kamienicy na Hożej zapłacił 50 pln. Teraz żąda od miasta odszkodowania w wysokości 5 milionów złotych. Nie wiem, czy udało mu się je uzyskać, ale wiele spraw wygrał. Skupując roszczenia i będąc pełnomocnikiem właścicieli, sam stał się kamienicznikiem. Polskie prawo wspiera takich jak on. To oni mają prawa do mieszkań, a nie ich lokatorzy. A wszystko to w imię świętego prawa własności. Szkoda, że bardziej świętego niż prawo do godnego, czy w ogóle jakiegokolwiek, życia. W Warszawie cały czas więcej mieszkań się reprywatyzuje, niż buduje komunalnych.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...