|
Rząd wypowiedział wojnę kibolom. Tak przynajmniej pisze Wyborcza. Tylko, że jak się wypowiada wojnę, to należałoby co najmniej poinformować o tym fakcie wroga (a może nawet uczynić parę innych kroków przewidzianych przez międzynarodowe konwencje). Nie słyszałem jednak, żeby rząd poinformował kiboli, że znajdują się w stanie wojny z państwem Polskim. Jeśli taka wojna rzeczywiście istnieje – a można tak domniemywać – to trudno ją uznać za legalną, a tym bardziej moralną.
„Gazeta Wyborcza” również wypowiedziała wojną kibolom, a teraz retorycznie pyta: Gdzie jest granica eskalacji wojny kiboli z mediami? Na co trudno nie odpowiedzieć: Gdzie jest granica eskalacji wojny mediów z kibolami? Gdyby czerpać wiedzę o kibolach wyłącznie z łam GW, można by łatwo odnieść wrażenie, że kibolstwo jest synonimem mafii. A jeśli tak, to może rząd i GW powinny wypowiedzieć wojnę mafii, a kiboli zostawić w spokoju? Piłka nożna ani mnie grzeje, ani ziębi, choć trochę podejrzewam, że świat bez piłki nożnej byłby światem lepszym. Ale jednocześnie znam pewne argumenty na poparcie przeciwnej tezy, więc nieważne. Choć piłka nożna mnie nie interesuje, to interesuje mnie wojna. Więc gdy jakąś widzę, to się jej przyglądam. Wojna rządu z kibolami jest całkiem ciekawa.
Po pierwsze dlatego, że władze, czy szerzej elity, wydają się dosyć zdziwione siłą fenomenu kibolstwa. Może ja czegoś nie rozumiem, ale w piątej klasie byłem dobry z matematyki. To mi wystarczy, żeby policzyć: ponad 1800 orlików, średni koszt: milion sto tysięcy pln, co daje to nam bagatelną sumę dwóch miliardów złotych. Stadion Narodowy to kolejne dwa miliardy, pozostałe stadiony na Euro to trzy miliardy. Czyli lekko licząc w ostatnich latach wydano lub będzie wydane na kiboli 7 miliardów złotych. Czy można się zatem dziwić, że rosną w siłę? Trzeba być raczej ślepym. Nie obrażając ślepych. Bo większość ślepych zapewne to dostrzega. Oczywiście nie wszyscy kibice to kibole. Ale podobnie nie wszyscy kibole to mafia, co nie przeszkadza tworzyć takich uogólnień.
Gdyby wydać te siedem miliardów na biblioteki, zapewne mogłoby to również zrodzić różne szkodliwe patologie. Być może bylibyśmy świadkami narodzenia się nowej paskudnej kasty czytoli. Agresywnych i powiązanych z mafią fanów literaturoznawstwa. Ponieważ jednak nie wydaliśmy tych pieniędzy na promocję czytelnictwa, tylko na piłkę nożną, to nie mamy takiego problemu. Mamy za to inny. Jednak trudno mu się dziwić. Tam, gdzie jest za dużo pieniędzy, ktoś z tych pieniędzy korzysta. Nie jest przypadkiem, jak sądzę, że firma Litara, prezesa Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszeń Kibiców (znanego z opluwania rodzin należących do klasy średniej), robiła catering nie tylko na stadionie, ale również dla prezydenta Poznania. Gdyby zamiast na stadion, wydać te pieniądze na centrum biblioteczne, być może catering u prezydenta robiłaby nie firma Litara, ale jakiejś osoby obsługującej bibliotekę. W bibliotekach ludzie też czasami na siebie plują, ale przynajmniej nie mają zasady, że kto nie czyta, temu trzeba zajebać. Choć może mają. Co prawda w żadnej bibliotece nikt mi nie powiedział, cytuję: „Nie wiem, czy część z was się zorientowała, ale jesteśmy w »bibliotece«. A to nie jest miejsce dla jakichś, kurwa, odpicowanych małolatek, dla jakichś długowłosych, kurwa pazi, dla jakichś, kurwa, gamoni. Jak widzisz, że kolega obok ciebie nie czyta, to zajeb mu w łeb”. Ale to przecież niczego nie dowodzi.
To w kwestii zdziwienia. No, ale nic. Rząd się dziwi, więc szykuje specjalne represje. Cele na stadionie. Sąsiadujące z nimi „sądy odmiejscowione”, czyli wydawanie wyroków już na stadionie. Dozór elektroniczny. Słyszałem też niedawno wypowiedź jakiegoś rzecznika policji, który postulował, że kary dla kibiców powinny wynosić nie tysiąc złotych, czy dwa, ale co najmniej kilkadziesiąt tysięcy. Bo w innym przypadku kibole nie traktują ich poważnie. Kilkadziesiąt tysięcy za zakłócanie porządku? Może też ciszy nocnej? Wtedy nie tylko prawdziwi kibice ucieszyliby się z takiego rozwiązania, lecz również osoby lubiące chodzić spać przed 23. Wszystko to piękne i godne pochwały reformy. Może w ogóle zróbmy specjalne sądy dla kiboli, złożone z wyselekcjonowanych prawdziwych kibiców piłki nożnej. Wszyscy się przecież zgadzają, że obecny system sądownictwa źle działa. Dokładanie mu kolejnych obowiązków na pewno tego stanu rzeczy nie zmieni. Do takich sądów obywatelskich na pewno znajdziemy wielu chętnych. Nawet, gdybyśmy szukali wyłącznie pośród dziennikarzy Wyborczej, a przecież nie musimy się tak ograniczać. Takie sądy mogłoby działać natychmiast po złapaniu kibola i od razu wymierzać mu stosowną karę. Począwszy od kilkudziesięciu złotych polskich grzywny za plucie na klasę średnią, po karę śmierci za obrażanie Michnika. Dozór elektroniczny też wydaje mi się zbyt łagodnym i skomplikowanym rozwiązaniem. Do tej pory został zastosowany w przypadku ledwie ponad tysiąca skazanych. Kiboli jest w Polsce znacznie więcej. Zamiast więc wydawać pieniądze z budżetu na kosztowną aparaturę, łapmy po prostu takiego delikwenta i tatuujmy mu na czole „kibol”. To słowo proste i jednoznaczne powinno wystarczyć, żeby taki gostek nie zbliżał się do naszych pięknych i lśniących stadionów.
To wszystko oczywiście nie oznacza, że nie widzę problemu. On oczywiście jest. Tylko jest znacznie szerszy, niż potrafi zrozumieć to rząd i Wyborcza. Problem jest wręcz fundamentalny. A brzmi tak: liberalna demokracja jest nudna. Co widzimy świetnie w poświęconym kibolstwie reportażu Izy Kosmali: „ – Gdyby interesowała mnie piłka, to zostałbym piłką. – Marcel zaciąga się fajką jak Sartre. W zasadzie liczy się tylko wynik, bo służy do obrony honoru, o który trzeba walczyć, inaczej nie ma czucia w żyłach i życie wygląda jak zabawa w cmentarz. Praca, zakupy, dom, telewizor, wyro… Codziennie to samo w tych samych godzinach”. Marcel pracuje w ministerstwie sportu, jest kibolem i wie, że życie w liberalnej demokracji jest potworne. Szkoda, że zamiast robić rewolucję, napierdala się na ustawkach. Ale co ma robić w czasach, kiedy idea rewolucji wydaje się martwa. Natomiast idea napierdalania się na ustawkach jest żywa, prosta i ma się dobrze.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...