|
Premier Tusk wziął udział w uroczystości zawieszenia wiechy na Stadionie Narodowym. Z tej okazji wygłosił krótkie przemówienie. Gazety podają niestety zaledwie jego fragment. Spróbujmy się więc domyślić tego, czego nie podają. Albo czego może wcale nie powiedział. A przecież powinien.
To jest wzruszający moment dla każdego, kto buduje. A szczególnie dla niemieckiego konsorcjum, które nie tylko buduje, ale też zgarnie za to dużo gotówki. Nieważne, że trochę bezsensu rozbierać i wywozić istniejącą i całkiem solidną konstrukcję ziemną, aby potem na jej miejsce tworzyć kosztowane palowanie, co mogłoby koszty trochę zmniejszyć. Ale w końcu stać nas na to, żeby zapłacić Niemcom za to, co sobie wymyślą. W końcu jesteśmy Polakami. Ten najwyższy punkt każdej konstrukcji w naszej tradycji powinien być przyozdobiony wiechą. Co prawda nie możemy zaprosić wszystkich, którzy pracowali przy budowie, bo by się nie zmieścili. Ani tym bardziej nie damy im wódki, bo się jeszcze upiją. Więc cała ta uroczystość jest tylko smutną parodią wiechy. Ale za to możemy pogratulować sobie nawzajem w gronie szefów, jacy jesteśmy fajni. Dzisiaj ten moment jest szczególnie wzruszający, bo oddajemy jedną z największych konstrukcji w historii Polski. Więc nieważne, że nie ma żłobków, przedszkoli, bibliotek, zamykane są szpitale i poczty, likwidowane kolejne połączenia kolejowe. Polska to wielki plac budowy, a ten stadion stał się symbolem najnowocześniejszych inwestycji, bo jest rzeczywiście imponujący. Prawie tak imponujący jak mojego ego. Choć moje ego jest chyba jednak jeszcze bardziej imponujące. Ale niestety nie świeci się tak ładnie w nocy, więc może je symbolizować ten stadion – powiedział premier Tusk i się zadumał.
Musiało minąć wiele lat, żeby Polacy z dumą mogli powiedzieć, że potrafią budować rzeczy wielkie, nieprzeciętne i tak przyjazne w przyszłości ludziom. Bo nieprawdą jest to, co niektórzy mali ludzie mówią. Wielkość ma znacznie. Każda kobieta ci to powie. To nieważne, że takich stadionów jest na świecie mnóstwo. To, że czegoś jest na świecie dużo, to nie znaczy, że jest przeciętne. Nasz stadion jest wyjątkowy, bo jest nasz i do tego jest w kolorze polskiej flagi, żeby nikt nie miał wątpliwości, że jest nasz, polski, narodowy. Nieprzeciętny czyni go też na pewno fakt, że jest repliką stadionu w Kapsztadzie. Co dwie nieprzeciętne rzeczy, to nie jedna. No i przyjazny. Przynajmniej, jeśli nie jesteś kibicem przeciwnej drużyny.
To będzie miejsce radości dla tysięcy, setek tysięcy, milionów ludzi, którzy ten stadion będą odwiedzać. I zgryzoty dla setek tysięcy innych, którzy go odwiedzać nie będą mogli, bo będą musieli się awanturować z teściowymi o opiekę nad wnuczkiem i nieustannie zastanawiać się jak odebrać dziecko z przedszkola przed piętnastą, skoro kończy się pracę o siedemnastej. A także tych, którzy umierać będą w kolejce do lekarza specjalisty. Bo ważne, żeby można było obejrzeć sobie mecz. Leczyć przecież można się prywatnie. A grać w piłkę już nie. Jest to też dobry moment, aby udowodnić wszystkim sceptykom, wszystkim niedowiarkom, że niemożliwe rzeczy stają się możliwe, kiedy ludzie mają w sobie energię, kiedy umiemy zorganizować środki i kiedy sprzyja nam, Polakom, trochę więcej szczęścia niż kiedyś w historii. I jeszcze wtedy, kiedy nie trzeba robotnikom płacić przez miesiące i można ich zatrudniać na czarno, bo przecież nikt się nie połapię w tym łańcuszku podwykonawców. To, że stadion jest państwowy nie znaczy przecież, że państwo musi dbać o wszystkich na nim zatrudnionych. Ostatecznie szkolenia BHP zawsze można przejść po śmierci. Szkolenia z pracy na wysokość zresztą pewnie też dałoby się zrobić po śmierci. To zresztą całkiem logiczne. Szkolenia z pracy na wysokości z pewnością lepiej odbywa się w niebie. Niestety, albo na szczęście, wcześniej zmarli robotnicy takiego szkolenia nie przeszli. Szkolenia to strata czasu, a przecież trzeba się wyrobić w terminie. Do tego samo szczęście nie wystarczy, trzeba też niestety zatrudniać niewykwalifikowanych robotników, bo szukanie wykwalifikowanych zajmuje czas i pieniądze. A Stadion będzie, co prawda, kosztował tyle, ile będzie kosztował, wg słów ministra Drzewieckiego. Ale lepiej, żeby więcej z tej kasy stało się wynagrodzeniem szefów. Dlatego dwie osoby musiały zginąć, bo nie było czasu zgłaszać żurawia, ani kosza, którym się poruszali do nadzoru technicznego i zatrudniać hakowego. To przecież tylko zbędna biurokracja, a śmierć dwójki ludzi to – umówmy się – niewiele przy tej ilości zatrudnionych. My, Polacy, wiemy przecież z historii, że rzeczy wielkie wymagają ofiar, a nie szkoleń BHP.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...