|
Na początek chciałbym zdementować: Wbrew temu, co mówi Dorota Masłowska w „Przekroju” Robertowi Mazurkowi nie jest ona współpracowniczką Krytyki Politycznej. Choć w 2006 podobno zadzwoniła do Sierakowskiego, że tylko on dobrze zrozumiał jej książkę. To od tamtego czasu najwyraźniej przestali się rozumieć. Ja też zresztą nie rozumiem już Masłowskiej. Choć Bóg mi świadkiem, że rozumiem zupełnie inne rzeczy niż Sierakowski. Masłowska nie znajduje się też na żadnej liście współpracowników Krytyki. A przynajmniej żadnej, o której bym wiedział. Chyba, że mamy jeszcze inne, tajne listy, o których nie wiem. Niewykluczone, że na takiej liście się ona znajduje. W końcu jest jedną z tych osób, które nawet w trakcie rozmowy o tym, co robią na obiad, muszą dodać też coś o Krytyce Politycznej. Jeśli taka lista naszych tajnych współpracowników jest, to z pewnością jest ona długa. To w końcu dzięki kreciej robocie naszych tajnych współpracowników, tyle się pisze o Krytyce. Ale tego, co tajne, nie należy ujawniać, więc proszę zapomnieć o tym, co przed chwilą napisałem. Nie ma żadnej tajny listy. Wszyscy, którzy piszą i mówią o Krytyce, robią to z czystej potrzeby serca. A Dorota Masłowska nie tylko nie jest współpracowniczką Krytyki, ale nawet nie chciała mi udzielić wywiadu, gdy zadzwoniłem do nie w okolicach kwietnia tego roku. A przecież nie trzeba być współpracownikiem, żeby z kimś porozmawiać. A może trzeba? Wywiad z Masłowską jest zresztą całkiem ciekawy. Bo oto dowiadujemy się, że jest ona jedną z „na pewno najbardziej kontrowersyjnych młodych pisarek”. Cóż to takiego kontrowersyjnego nam mówi, że redakcja „Przekroju” postanowiła ją tak ochrzcić? Miałem dużą trudność ze znalezieniem czegokolwiek. Bo przecież nie jest kontrowersyjne ani to, że czyta bajki swojej córce, ani że pracować jej się nie chce, skoro nie musi, ani że denerwują ją zarówno ci z PO jak i z PiS, ale szczególnie język mediów. A może kontrowersyjne miało być stwierdzenie „moja konstrukcja świata jest katolicka”? Albo „uwielbiam jeszcze czytać Tuwima”? Trudno też uznać za szczególnie budzące sprzeciw twierdzenie – które powtarzamy w Krytyce od dłuższego czasu – że fenomen Radia Maryja „pokazuje nam, ilu jest naprawdę wykluczonych ludzi” w Polsce. A jednak znalazłem jedną kontrowersyjną rzecz. Masłowska dodaje kukurydzę do pomidorówki! Nawet Mazurek był oburzony, choć przecież nie z jednego garnka pomidorówkę jadł. Ja oburzony nie jestem, bo popieram wolność, ale jednak nigdy bym tak nie zrobił. Zresztą w ogóle chyba nie znam osoby, która by taki czyn popełniła. Więc ten ruch Masłowskiej trzeba uznać za kontrowersyjny. Być może pomidorówka z kukurydzą byłaby tą zupełnie nową jakością, na którą czekamy i słusznie Mazurek proponuje Masłowskiej wydanie książki kulinarnej. Zapewne byłaby to jej najbardziej kontrowersyjna książka, gdyby znalazło się w niej więcej tego rodzaju przepisów. Zostanie jedną z najbardziej kontrowersyjnych młodych kucharek z pewnością byłoby jakimś rozwiązaniem na przyszłość, skoro literatura ją nuży. Miałem nie ujawniać innych tajnych współpracowników KP, ale jednak nie mogę się powstrzymać. Jak wiadomo w Krytyce jesteśmy raczej za seksem, a przeciwko przemocy. (Choć różne są na ten temat opinie.) Do niedawna wydawało mi się, że jesteśmy jedyną formacją głoszącą politykę seksu, ale oto wczoraj na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu w sprawie OFE przyszedł nam w sukurs sam Donald Tuska. Zapytany, czy zmiany w OFE przyczynią się do rozbrojenia ciążącej nad polską „bomby demograficznej” odpowiedział: „bomba demograficzna po polsku nazywa się: za mało dzieci. A skoro za mało dzieci, to nie trzeba pisać ustaw, tylko wziąć się do zupełnie innej roboty”. Jaka to robota nie chciał wyjaśnić, ale rzecznik rządu Paweł Graś obiecał to uczynić po konferencji. Nie wiem, czy panowie to zrobili, ale chętnie bym zobaczył, jak premier z rzecznikiem prezentują, do jakiej roboty należy się zabrać, żeby rozwiązać polskie problemy i jak to należy robić. Słysząc to popatrzyłem na Tuska z zupełnie innej perspektywy. Być może zawsze chciał on jedynie uprawiać seks, a nie pisać ustawy, tylko smutna rzeczywistość zmusiła go do zajęcia się polityką. Z łatwością przychodzi mi sobie wyobrazić Tuska pokazującego, jak to się robi. Jak się robić powinno. Znacznie większe trudności mam z pojęciem, że jest szefem rządu dużego państwa. Ale jest. I oto objawił się człon jego koncepcji – polityka seksu. Z dala od polityki, uprawiajmy seks. Masłowska już to zrobiła. I wydaje się zadowolona.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...