|
Jeden z najlepszych komiksów, które czytałem, to Black Hole Charlesa Burnsa. Opowiada on historię grupy nastolatków, których dopada tajemnicza choroba, powodując mutacje genetyczne. Kolejni bohaterowie zmieniają się w przerośnięte robaki. Najwyraźniej Leszek Balcerowicz pozazdrościł Burnsowi, bo ogłosił konkurs na komiks o czarnej dziurze.
Opowieści o czarnej dziurze nagrodzone przez fundację Balcerowicza trochę się różnią od historii Burnsa. Ale nie tak bardzo. Nie wiadomo, co prawda, czy groźna choroba, którą straszą, jest przenoszona drogą płciową, ale nie można tego wykluczyć. Z pewnością czyni społecznych wyrzutków z wszystkich, którzy na nią zapadną. W wielu komiksowych historiach powtarza się ten sam motyw. Jeśli nic się nie zmieni, wpadniemy w czarną dziurę.
Co to za dziwna dolegliwość, przed którą chce nas chronić Balcerowicz? To dług publiczny. Dlaczego dług publiczny jest taki zły, do końca nie wiadomo. Zasadniczo jest zły sam w sobie. Jest jak choroba. Co go powoduje? Oczywiście nie budowa odpicowanych stadionów, zwalnianie z podatków międzynarodowych korporacji ani tym bardziej OFE. Przyczyna długu publicznego jest tylko jedna: rozdęte wydatki socjalne.
Jak bardzo są rozdęte i otyłe, możemy zobaczyć na załączonym komiksie. Renty mają mordę świni i są zadowolone z siebie. Emerytury wyglądają jak wyfiokowana paniusia z trwałą na głowie i również robią niezbyt sympatyczne wrażenie. Ale najbardziej obleśna jest służba zdrowia o wyglądzie skretyniałego mordercy. Jedynie jury jest eleganckie i dostojnie. Dziwnym trafem wszyscy trzej jego członkowie mają dostojną twarz Balcerowicza. Jury już ma zadecydować, który z otyłych wydatków socjalnych wygra w ogólnokrajowym konkursie na największy deficyt, gdy nagle się okazuje, że przegrywają wszyscy. Wpadają do czarnej dziury. Trochę się w tym gubię, bo mam wrażenie, że gdybyśmy nagle przestali wypłacać renty, emerytury i zlikwidowali służbę zdrowia, to nasze szanse na czarną dziurę byłyby znacznie większe. Ale może myślę indywidualnie i tylko o sobie, zamiast pomyśleć globalnie, jak robi to Leszek Balcerowicz. On nie potrzebuje służby zdrowia, dlatego na komiksie reprezentujący ją bohater jest najbardziej rozdęty. I nieważne, że nakłady w Polsce na służbę zdrowia są alarmująco niskie, bo i tak są rozdęte.
Kolejny komiks jest jeszcze bardziej mroczny i psychodeliczny. Tutaj już na początku podatek wrzuca się do czarnej dziury, z której wędruje prosto do budżetu państwa. Dowiadujemy się też, że składka jest odprowadzana od każdego pracownika. Na potwierdzenie tej tezy mamy na obrazku pracownika, a na drugim trzech panów pijący piwo. O dziwo, rysunek przedstawiający pijących piwo nie jest podpisany tekstem stwierdzającym, że dwie trzecie budżetu państwa pochodzi z podatku VAT i akcyzy. Czyli panowie pijący piwo również płacą podatki. A jeśli piją tego piwa bardzo dużo, na co wskazuje rysunek, to być może nawet ich obciążenie podatkowe jest większe niż pracowników, którzy zamiast konsumować piwo w Polsce, marnują pieniądze na zagranicznych wakacjach albo odkładają na lokatach bankowych.
Nie wiedzieć czemu osoby płacące VAT i akcyzę są negatywny bohaterem, a te płacące PIT są zdrowe i dorodne. Choć przecież wcale nie musi tak być. W końcu żeby płacić PIT, trzeba wykazywać dochody. A nie jest to obowiązkowe. Dlatego wiele zdrowych i dorodnych osób ich nie wykazuje. Ale to jakoś nie szkodzi ich zdrowiu i urodzie. I znowu dowiadujemy się, że główną przyczyną dziury budżetowej są wydatki socjalne. Dlatego ich beneficjenci są małymi czarnymi dziurami. Samotne matki, renciści, emeryci. Same czarne dziury pochłaniające budżet. Jedynym możliwym sposobem na wypełnienie dziury budżetowej okazuje się wzięcie kredytu. A przecież można by podnieść podatki. Albo ustanowić jakieś nowe. Na przykład od spekulacji finansowych. Można też nie wypuszczać obligacji, które potem kupuje OFE. Ale to chyba już zbyt skomplikowane jak na komiks. Choć może wcale nie.
Dlaczego OFE powiększające dziurę budżetową są dobre, a wydatki socjalne złe? Przecież teoretycznie OFE też jest wydatkiem socjalnym, a przynajmniej ma nim być w przyszłości. Wszystko to się jakoś kupy nie trzyma. Dlaczego młodzi ludzie biorący kredyt, który kilkadziesiąt razy przekracza ich budżet roczny, są dobrzy, a państwo, którego dziura budżetowa nie dochodzi nawet do połowy jego rocznych zarobków, jest złe? Podobno młodzi ludzi, zadłużając się, inwestują w swoją przyszłość. A państwo nie? Wydaje mi się, że państwo, w którym ludzi nie przymierają głodem, w przyszłości może być lepszym państwem niż kraj, którego prawie połowa mieszkańców żyje poniżej minimum socjalnego. A w takim kraju właśnie żyjemy. Balcerowicz chciałby, żeby ci ludzie mieli jeszcze mniej. Jak mamy się rozwijać, jeśli nie możemy inwestować? Tylko czy naprawdę ludzie, którzy nie będę się leczyć i nie będą mieli prawa do emerytury, stworzą lepszą przyszłość naszym dzieciom? Raczej chyba wielką czarną dziurę. Problem z dziurą Balcerowicza jest taki, że jest ono wyobrażona, a dziura, w którą wpadają ludzie pozbawieni środków do życia, jest realna. Wpadają w nią przecież tu i teraz.
Gdy mam do wyboru fantazje Burnsa i Balcerowicza, wybieram Burnsa. Nie tylko z powodu lepszej kreski, ale też ot tak, po prostu. Bardziej prawdopodobne jest przecież, że zaszkodzi nam choroba genetyczna zamieniająca nastolatków w przerośnięte robaki niż wydatki socjalne.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...