|
A mogliby porozmawiać jak historyk z kulturoznawcą. Usiąść na kawie gdzieś na Mokotowie. Tusk mógłby powspominać stare czasy, gdy był szefem Klubu Kibica Lechii Gdańsk. Staruch zrewanżowałby mu się opowieścią, jak dzisiaj wygląda prowadzenie dopingu na meczach Legii. Czy naprawdę trzeba angażować policję, wojewodów, „Gazetę Wyborczą” i bóg wie, kogo jeszcze, żeby mógł się dogadać absolwent Wydziału Humanistycznego UG z absolwentem Instytutu Kultury Polskiej UW?
Okazuje się, że tak. Może i warto rozmawiać, ale jeszcze lepiej pozamykać przeciwników w więzieniach. Skąd my to znamy? Ja tylko z podręczników do historii i kilku książek. Ale niektórzy chyba z autopsji. Czyżby tajnym planem Tuska było zrobienie ze Starucha i jego kolegów dysydentów? Jak wiemy, w polskiej polityce jest miejsce tylko dla byłych opozycjonistów. Cała reszta to komunistyczni agenci. Ewentualnie postkomunistyczni. A może PO już rzeczywiście tak blisko do PZPR, że nawet przestaje to dostrzegać? Posłowie Platformy chwalą się, że budujemy dróg więcej, niż za Gierka. (Niektórzy sami zresztą nie wiedzą ile, ale wiedzą, że za 82 miliardy. A to, że w okresie sześciu lat, a nie roku, to nie robi nikomu różnicy. Pogląd, że jedna czwarta budżetu państwa może iść na budowanie dróg, ciekawie świadczy o kompetencji pana posła.) Do PZPR upodobnia PO również marzenie objęcia całego spektrum światopoglądowego. Z jednej strony mamy Gowina, z drugiej ukradniemy Arłukowicza. Jeden będzie zajmował się wykluczonymi nienarodzonymi, drugi tymi, którzy czują się wykluczeni. Np. dlatego, że się urodzili, choć wcale nie chcieli.
To by było nawet śmieszne. Uzbrojeni po zęby antyterroryści wpadają więc o szóstej rano do mieszkania absolwenta kulturoznawstwa, gdyż parę dni wcześniej zdarzyło mu się wbiec na murawę. Rozumiem, że żyjemy w kraju, w którym NIE WOLNO DEPTAĆ TRAWNIKÓW. Ale wciąż. Zważywszy, że Piotr Staruchowicz i tak się regularnie zgłasza na komendę, bo został mu nałożony dozór policyjny, to chyba nie trzeba wysyłać na niego antyterrorystów. A jeśli już trzeba, to warto byłoby im podać właściwy adres. Jak czytamy: „Uzbrojeni po zęby antyterroryści wtargnęli do mieszkania Mateusza Janiszewskiego na Pradze Południe wczesnym rankiem. Mężczyzna był jeszcze w samej bieliźnie. Na rozkaz policjantów, którzy wymierzyli w niego broń, miał się poddać i uklęknąć na podłodze. Antyterroryści byli przekonani, że mają na muszce Piotra Staruchowicza „Starucha” lidera kibiców Legionistów. Tymczasem okazało się, że to Bogu ducha winien chłopak, który nawet na meczu ostatni raz był 10 lat temu”.
Doprawdy nie wiem, czy tak powinno się ścigać mężczyznę podejrzanego o to, że bezprawnie wbiegł na murawę. Rozumiem, że opinia publiczna wymaga, żeby Tusk czytał Harlana Cobena, a nie np. takie egzotyczne pozycje wydawane w nakładzie dwustu egzemplarzy jak Społeczne zmagania ze sportem. Ale już ktoś z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów mógłby się zabrać za taką lekturę. Im nikt nie patrzy na ręce i mogą czytać, co chcą. A jak nie mają czasu, to niech przynajmniej przejrzą umieszczony tam artykuł Wojciecha Kołacza Wpływy metod zapobiegania i zwalczania chuligaństwa futbolowego na zachowania kibiców. Z tej ledwie kilkunastostronicowej lektury mogliby się dowiedzieć, że praktycznie wszystko, co polski rząd usiłuje robić, żeby skończyć z przemocą na stadionach jest przeciwskuteczne. A wiemy to dzięki wieloletnim doświadczeniom różnych krajów. W tekście autor wymienia cztery negatywne, czyli nieskuteczne, metody walki z przemocą: – reakcyjne – stanowią odpowiedź na dewiacyjne zachowania kibiców – konfrontacyjne – w głównej mierze opierają się na sile
; – demonstracyjne – opierają się na demonstracji siły
; – represyjne – represjonują negatywne zachowania chuliganów. Jak widzimy, wszystkie one są namiętnie stosowane przez polskie władzę. Co nie znaczy, że nie istnieją rozwiązania pozytywne, czyli skuteczne, jak: – przyjazna i bezpieczna infrastruktura stadionowa; – odpowiedzialna polityka medialna; – dyskretny styl ochrony policyjnej; – wywiad
– spotting
; – stewarding i ambasady kibiców; – przedsprzedaż biletów
; – fan coaching”. Z tego wszystkiego mamy w Polsce chyba tylko przedsprzedaż biletów. Miejsca dla publiczności na stadionach nierzadko wyglądają jak klatki, co raczej nie wzmaga poczucia bezpieczeństwa. Przykład odpowiedzialnej polityki medialnej mieliśmy np. na jedynce czwartkowej „Wyborczej” w artykule Tusk grozi kibolo”, gdzie premier grozi m.in. dalszym zamykaniem stadionów (która to metoda?), twierdzi, że nie ma zamiaru negocjować oraz porównuje kibiców do mafii. Dyskretny styl ochrony policyjnej prezentują pewnie antyterroryści przystawiający karabiny do głów osób, które odważyły się wbiec na murawę. NIE DEPTAĆ TRAWNIKÓW. Co do wywiadu, to problemem jest, jak widzimy, nawet zdobycie adresu osoby objętej dozorem policyjnym. Spotting to metoda polegając na przypisaniu do grupy kibiców specjalnie przeszkolonego, ubranego po cywilnemu policjanta-obserwatora, który zna obyczaje grupy i monitoruje jej zachowanie. Żeby umożliwić taką działalność, postanowiliśmy wycofać policję ze stadionów. Może reagować dopiero, gdy ochrona przestaje sobie radzić (metoda konfrontacyjna). Stewarding, jeśli w Polsce istnieje, to jest zorganizowany przez organizacje kibiców. Policja mogłaby z nimi współpracować, ale woli aresztować ich członków. Fan coaching z kolej w polskich warunkach wygląda tak, że kibice czują, że muszą dać piłkarzowi w mordę, żeby mieć jakieś wrażenie wpływu na działanie klubu. Reasumując, wróże Staruchowi karierę Tuska. Nie tylko dlatego, że jest bardziej sympatyczny, charyzmatyczny, wie, co mówi, ale również stoi za nim silna organizacja, która jest w stanie przełamać zabetonowaną polską scenę polityczną. No i ten etos dysydenta, nękanego przez władzę za poglądy. To się sprzeda.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...