|
Ideał kobiety według krakowskiego konserwatysty? Zakonnica. „Siostra zakonna wydaje mi się postacią bardzo kobiecą. Uosabia ona cnoty, które kobieta powinna posiadać, skromność, małomówność, posłuszeństwo, łagodność, uprzejmość. Mógłbym wymieniać bez końca. Świeckie panie powinny traktować je jako wzór .”
Ośmielę się zauważyć, że wyżej wymienione cnoty powinni też posiąść niektórzy mężczyźni. Gdyby niszowy krakowski konserwatysta Marek Przychodzeń został wyposażony w szlachetny dar małomówności, być może nikt by się z niego nie nabijał na lewackich portalach. Niestety tak się nie stało. Zresztą jak wiemy, to kobiety powinny posiadać wymienione cnoty. O męskości natomiast dobrze świadczy, gdy jest nieskromna, krzykliwa, skłonna do sporów, agresywna i nieuprzejma. A może się mylę? Może niesłusznie mi się wydaje, że skoro pewne cechy są uznawane za kobiece, to męskie są ich przeciwieństwem? W końcu chłopcy muszą czymś się różnić od dziewcząt. I chyba nie wystarczy kształt organów płciowych.
Do tych przemyśleń młodego wykładowcę skłonił styl ubierania się studentek z Instytutu Filozofii. Charakteryzuje go krótko, ale sprawnie: „Tandetna kurtka do pasa, wulgarne spodnie, kiedyś wyłącznie atrybut mężczyzn, eksponujące tzw. tył, badziewne kozaczki”. Tajemnicza sprawa. Byłem kilka razy we wspomnianym Instytucie. Ba, nawet moja była dziewczyna tam studiowała, a nie przypominam sobie, żebym spotkał tam podobnie wyglądającą dziewczynę. Jeśli z czymś mi się ten styl kojarzy, to raczej z blogiem białekekozaczki.pl. Może wykładowca za często odwiedza tę stronę i wydaje mu się, że wszystkie kobiety tak wyglądają?
Studenci filozofii mogli się od moich czasów zmienić, ale warto zwrócić uwagę na przymiotniki, jakimi deprecjonuje strój studentek młody konserwatysta. Kurtka jest „tandetna”, a kozaczki „badziewne”. Nie wiem jak państwo, ale wydaje mi się, że nikt z własnej woli nie wybiera rzeczy tandetnych i badziewnych. Jeśli takich rzeczy używamy, to przeważnie zmusza nas do tego sytuacja ekonomiczna, niepozwalająca zakupić rzeczy lepszej jakości. Czyżby krakowskiego konserwatystę wkurzało, że jego studentki są biedne?
Trudno mi nie czuć empatii dla Marka Przychodzenia. Skoro tak bardzo cierpi, oglądając studentki na filozofii, jak może się czuć, gdy zdarzy mu się wyjść na ulicę? Tam to dopiero brewerie. Kobiety eksponują nie tylko tzw. tyły, ale również tzw. przody. Ciekawe, co o nich sądzi krakowski konserwatysta, skoro na podstawie stroju swoich studentek dochodzi do wniosku: „Wszystko to ujawnia dość prymitywny gust i odwoływanie się dziewczyn do najniższych instynktów”. Zastanawia mnie też, co ujawnia fotografia autora, na której pozuje uśmiechnięty z karabinem w jednej dłoni i pistoletem w drugiej. Do jakich instynktów się odwołuje? Zapewne do najwyższych i odwiecznych instynktów prawa i sprawiedliwości.
Trzeba zauważyć, że swoje komentarze na temat „wulgarnych spodni” poczynił Przychodzień w środku zimy. Proszę sobie tylko wyobrazić, jak się czuje w lato, gdy kobiety noszą nie tylko spodnie, ale wręcz spodenki, czy sukienki mini. Każde wyjście na miasto musi być dla niego traumą. Odkąd cywilizację śmierci zdominowały wulgarne spodnie, człowiek nigdzie nie jest bezpieczny. „Siedzę w kościele, usiłuję się skupić, a przede mną parada jak w klubie nocnym. Klęczy potem taka i modli się, a ja w duchu myślę sobie, że jej złożone ręce mają się tak do jej ubioru, jak sowiecka gazeta „Prawda” miała się do prawdy”. O czym jeszcze myśli, wolę nie widzieć. Ale na pewno o spodniach myśli dużo, skoro poświęcił im cały tekst.
Właściwie jest on tak śmieszny, że można by go zacytować w całości. Ale wystarczy kluczowy fragment: „Oczywiście można wynajdywać rozmaite walory takiego ubioru (szczególnie w przypadku sportu czy pracy fizycznej, gdzie kryterium naczelnym pozostaje wygoda), niemniej jednak fakt pozostaje faktem. W Europie walka o spodnie była zasadniczo walką powiązaną z prawami kobiet i zmianom stroju towarzyszyły zmiany społecznej pozycji pań, a mówiąc bez ogródek, zataczające coraz szersze kręgi egalitaryzacja”. Jak dowiedzieliśmy się bez ogródek, w całych tych wulgarnych spodniach chodzi o, tfu tfu, egalitaryzację. Na szczęście są jeszcze tacy, którzy się jej bohaterską sprzeciwiają.
A przecież wystarczyłoby utemperować swoje kosmate myśli (to myśli i słowa są wulgarne, nie ubrania) i zamiast załamywać ręce, że ten czy inny rodzaj stroju świadczy o prymitywizmie czy arogancji, zrozumieć, że wszyscy jesteśmy dziećmi bożymi i chcemy być piękni. Czy tak trudno krakowskiemu konserwatyście docenić piękno kobiecego ciała? To w końcu Bóg je stworzył, więc chyba lepiej, gdy widać go więcej niż mniej.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...