|
Żyjemy w kraju, w którym prokurator musi wyjaśniać, czy Tymon Tymański śpiewając piosenkę pt. „D.O.B” znieważył symbole narodowe. A wystarczyłoby przeczytać tekst piosenki, żeby dowiedzieć się, że brzmi on: „Nikt nie będzie nam bezkarnie i bezwstydnie wszem i wobec/lżyć, upadlać, lekceważyć, skalać, szmacić i centralnie/Dymać Orła Białego”. Czy w dalszej kolejności ekshumujemy zwłoki Marii Konopnickiej, żeby stanęła przed sądem za oszczercze twierdzenie, że „będzie Niemiec pluł nam w twarz”?
Oczywiście składająca pozew piosenki nie słyszała, ani nie zna twórczości Tymańskiego, ale pytanie o to nie zbija jej z pantałyku: „W takich przypadkach kontekst zupełnie się nie liczy”. Jasne, w taki przypadkach liczy się tylko to, żeby zobaczyć swoje nazwisko w mediach, używając haseł obrony symboli narodowych nadaremnie. A potem dziwimy się, że Sądy nie działają tak sprawnie, jakbyśmy tego oczekiwali. Jak mają działać, skoro muszą się zajmować takimi sprawami? To znaczy, może nie muszą. Ale widocznie chcą. Jak widzimy na przykładzie dwa lata trwającego procesu o zarejestrowanie „zakazu pedałowania”. Jakby sędzia nie mógł powiedzieć wnioskodawcom, żeby spadali na drzewo.
To znaczy może tak dokładnie nie mógł, ale z pewnością byłby w stanie w jakiś inny sposób to wyrazić, gdyby nie był… No, właśnie kim? Nieco światła na wymiar sprawiedliwości rzuca prezes NOP-u Adam Gmurczyk. Jego zdaniem sąd, to: „nie zjazd Partii Miłośników Łechtania Tyłka, tutaj obowiązują inne zasady. Powiedzmy z dumą: normalne, heteroseksualne”. Pan Gmurczyk startując w 2005 w wyborach z lubelskiej listy NOP-u zdobył 141 głosów, więc z pewnością dobrze zna nastroje panujące w kraju, a w szczególności w systemie sądownictwa. Trochę sobie podkpiwam, ale może niesłusznie. Ktoś w końcu decyzję o zarejestrowaniu „zakazu pedałowania” wydał, a nie da się ukryć, że to największy sukces NOP-u, sądząc po ilości doniesień medialnych, na przestrzeni ostatniego dwudziestolecia. Do tego prezes chwali się na stronie, że ich znakowi nie można nic zrobić. „Był już objęty postępowaniem prokuratorskim i wyszedł z tego obronną ręką. W roku 2004 (na wniosek Danuty Waniek, ówczesnej szefowej KRRiT) prokuratura wszczęła, a następnie postępowanie umorzyła z powodu niestwierdzenia przestępstwa”. Czyli może rzeczywiście ma rację, mówiąc, że sądy w Polsce są „normalne”.
Dlatego cieszy, że Tomasz Terlikowski ogłasza na łamach Super Ekspresu, że „Krytyka Polityczna jest śmiertelnie niebezpieczna”. Może jacyś sędziowie to przeczytają i pomyślą dwa razy, zanim wydadzą kolejny „normalny” wyrok. Zabrzmiało jak groźba? Niepotrzebnie. Chodzi tylko o pewne podstawy kultury. Kultury, która jak twierdzi naczelny Frondy i jestem gotów się z nim w tej kwestii zgodzić: „zmienia czasem rzeczywistość równie głośno i boleśnie jak bomby”. Mamy książki, warsztaty gry na flecie i wkurzenie, wymierzone w ciebie, że tak sobie pozwolę zaktualizować piosenkę Cool Kids of Death. Więc żaden Terlikowski tego świata nie powinien czuć się bezpiecznie.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...