> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Rewolucja była wczoraj |
|
|
Jaś Kapela
|
|
04.12.2010 |
Jak kocham facebooka, tak nienawidzę naszej-klasy. O ile pomysł, że mogą się ze mną kolegować wszyscy, którzy chcą, wydaję mi się całkiem sympatyczny, o tyle idea, że mieliby to być znajomi z najbardziej represyjnej instytucji, z jaką miałem okazję się zetknąć (Izby Wytrzeźwień nie licząc), wydaje mi się nie tylko groteskowy, ale też zwyczajnie obrzydliwy. Rozumiem, że istnieje coś takiego jak syndrom sztokholmski. Każdemu może się zdarzyć, że zakocha się w swoim prześladowcy. Ale fakt, że cierpi na niego w Polsce dziesięć milionów ludzi, jest dosyć przygnębiający. Jakoś portal nasza-cela nie zagrzał zbyt długo miejsca na serwerach. Choć i taki portal powstał. Więc dlaczego ludzie chcą się kolegować z ludźmi, na których obecność zostali skazani w szkole? Pojąć tego nie mogę.
A jednak czasami przyjemnie dowiedzieć się, co się dzieje z kolegami i koleżankami ze szkolnej ławy. Na przykład jedna moja koleżanka wyspecjalizowała się w opowiadaniu na łamach kolorowej prasy, że jest nie tylko dziewczyną papieża, ale i arystokratką. Podobno nawet występuje w jakimś serialu. Nie wiem, nie widziałem. Nie mam telewizora. To znaczy mam. Ale nie oglądam. Więc często zapominam, że go mam. Zresztą działają mi tylko trzy kanały. Więc Anię znam głównie z Pudelka. Choć kiedyś prawie przez nią wyleciałem ze szkoły, bo słuchałem walkmana w trakcie jest solowego występu. Być może dlatego nie wiem, że poza byciem dziewczyną papieża świetnie wykonuje też „Summertime”. Ale nie o Ani chciałem. Tylko o innym świeżo upieczonym celebrycie.
Dawid kojarzy mi się głównie z tym, że snuł się w dresach po szkole i dziwnie przegięty wygłaszał flegmatyczne opinie. Jakie więc było moje zaskoczenie, gdy w dzisiejszej „Rzeczpospolitej” odkryłem, że ciągle to robi. Tym większe, gdy przeczytałem, że podpisano go jako studenta filozofii. Z tego, co pamiętam, Dawid poszedł na studia dwa lata przede mną. A ja je skończyłem dwa lata temu. Jakim więc cudem on ciągle jest studentem, ciągle snuje się w dresach i wygłasza flegmatyczne opinie? I to na łamach wysokonakładowej prasy? I czy mnie tam nie drukują, bo już nie jestem studentem? A może dlatego, że nie przeczytałem „Biesów”, co świadczy, że kiepski był ze mnie student. Przeczytałem natomiast początek „Doliny nicości”, skąd dowiedziałem się, że w Polsce rządzi salon. No i zrobiło mi się smutno, że ja w tym salonie nie siedzę. Zamiast tego siedzę w szatni. Bo taka jest w Polsce ekonomia kultury, że poeci siedzą w szatniach. A studentów filozofii drukują wysokonakładowe dzienniki z 49 proc. udziałem Skarbu Państwa.
Dawidowi nie podoba się, że „w lokalu finansowanym z publicznych pieniędzy” studenci piją i knują, ale nie przeszkadza mu, że jego flegmatyczne opinie z tych samych pieniędzy zostaną opłacone. „Teoretycznie” z tych samych. Bo o ile Rzeczpospolita rzeczywiście należy do jednoosobowej spółki Skarbu Państwo, o tyle Krytyka Polityczna przez taką Spółkę wspierana nie jest. Choć oczywiście szkoda, bo przecież powinna. Dużo jeszcze knucia przed nami, żeby nasze państwo doprowadzić do jako takiej cywilizacji. Niestety nasz lokal nie jest finansowany z publicznych pieniędzy. Co gorsza musimy nawet płacić czynsz, więc jeszcze się do kasy publicznej dokładamy. Czynsz, co prawda, niższy, niż gdybyśmy byli bankiem. No, ale nie jesteśmy bankiem. I z tego powodu już naprawdę trudno mi rozpaczać. Całe szczęście, że Dawid nie studiuje dziewiąty rok za publiczne pieniądze, a jedynie zupełnie prywatne. Uniwersytet Warszawski to chyba też jakiś NGO-s, czy się mylę? Koszt jego wykształcenia przekracza dochód całego życia połowy mieszkańców naszej planety. Ale z tego powodu jakoś nie rozpacza.
Choć rozpaczanie przychodzi mu nad wyraz łatwo. Wylewa żale, że ponoć w naszym lokalu „analizuje się i tworzy strategie łamania prawa i stosowania przemocy”. Dosyć to zabawne, bo jak rok temu spotkałem Dawida, to akurat z rusztowania na Alejach Jerozolimskich rzucał puszkami po piwie w Strażników Miejskich. Rzucanie puszkami po piwie w Strażników jest spoko, „analizowanie strategii” woła o pomstę do nieba? Jakkolwiek nie lubię Straży Miejskiej i zostałem nawet skazany prawomocnym wyrokiem sądowym za naruszanie nietykalności cielesnej jednego (choć Bóg i obdukcja świadkiem, że on naruszył moją nietykalność o wiele mocniej), to sytuacja wydaje się dość zabawna. Teoria sobie, a praktyka sobie? A może chodzi o to „analizowanie”? Może nie należy analizować, lecz aktywnie sprzeciwiać się systemowi represji poczynając od jego zbrojnego(w gaz) ramienia? Z tym mógłbym się zgodzić. Ale jakoś nie o tym jest tekst Dawida. Jest nawet o czymś wręcz przeciwnym.
O czym? Trudno powiedzieć. Jeśli dobrze rozumiem Dawidowi wydaje się, że Helsińska Fundacja Praw człowiek planuje zamach i przejęcie władzy w Polsce, a następnie zesłanie do łagrów nieprawomyślnej (politycznie) opozycji. To ciekawa teoria i niewątpliwie godna rozpowszechniania na łamach wysokonakładowej prasy. Liczę, że się ziści.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 04.12.2010 )
|
|
|
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...