> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Pozwólcie mu padać |
|
|
Jaś Kapela
|
|
01.12.2010 |
Łukasz Warzecha jest oburzony na śnieg, a może nie tyle na śnieg, co na całą cywilizację. Choć oczywiście nie wie, że jest oburzony na cywilizację, więc oburza się na śnieg i na Gronkiewicz-Waltz, która śniegu nie posprzątała. Chciałby nawet, żeby „HGW osobiście chwyciłaby za szuflę”. Popieram ten pomysł. Każdemu urzędnikowi czasami przydałoby się chwycić za łopatę i zobaczyć, jak to jest nią pomachać, a nie jedynie wymyślać przetargi, kto będzie machał łopatą, gdzie i za ile. W PRL-u, poza tym, że spadanie śniegu wydawało się bardziej naturalnym zjawiskiem, zwyczaj ten bywał kultywowany. Dziś z personelu zakładów publicznych jedynie więźniowie poczuwają się do odśnieżania. A i ci - jak można podejrzewać - nie we własnym interesie, bo raczej nie zależy im na tym, żeby dojechać do centrum albo wrócić do domu pod miasto, a raczej z przydziału.
„Adekwatne określenia wczorajszej sytuacji to horror, armagedon, klęska” - wylewa żale Warzecha, bo zapewne musiał trochę postać w korku. Ale skoro wie, że opady były „przewidywane przez meteorologów od wielu dni”, to mógł się na taką sytuację zabezpieczyć i na przykład zabrać do auta, jakąś lekturę adekwatną na długie zimowe wieczory. „Zbrodnię i karę” na przykład albo „W poszukiwaniu utraconego czasu”. Oczywiście w wersji audio. Bo do czytania w trakcie jazdy redaktora Warzechy nie zachęcam. (Choć może zachęcam. Gdyby się rozpierdolił o drzewo, być może doceniłby prawdziwe znacznie słowa „horror”.) A może wierzy tak bardzo w propagandę PO, iż uznał, że partia pokona każdą wrażą siłę natury? I choćby śniegu spadło trzydzieści pięć centymetrów, to raz ciach wyśle lasery i zniknie on czym prędzej z ulic miasta? Widziałem w życiu parę horrorów i działy się w nich rzeczy trochę bardziej nieprzyjemne niż wzmożone opady śniegu. W ostatnim np. ktoś wbił dzidę w środek czoła Paris Hilton. Być może redaktorowi również ktoś wbił dzidę, ale podejrzewam, że jednak nie, skoro miał okazję napisać, co napisał. Niewykluczone, że winna jest moja nadmierna edukacja religijna, ale armagedon wyobrażam sobie jako „miejsce, w którym przy końcu świata odbędzie się bitwa między narodami”, czyli raczej tak.
Warzecha przytomnie zauważa, że opady śniegu nie powinny być klęską porównywalną do tsunami. No, rzeczywiście. Nie powinny. To czemu sugeruje, że są? W ostatnim tsunami w Chile lista śmiertelnych ofiar sięgnęła kilkuset, a straty są szacowana na dziesiątki milionów dolarów. Zupełnie jak w poniedziałek w Warszawie? Kataklizm na miarę tsunami? Rozumiem, że redaktor pracuje w „Fakcie”, ale nawet czytelnicy tej, skądinąd przyjemnej w lekturze, gazety potrafią odróżnić padający śnieg od dwumetrowej fali powodziowej.
Na warszawskie drogi wyruszyło 170 solarek i 308 pługów. Były gotowe już od rana i robiły, co mogły. Powinno być ich więcej? Może każdy autobus powinien być wyposażony w pług i piaskarkę. Gdyby nagle spadł śnieg, wszyscy byliby gotowi. Tylko, czy rzeczywiście nie ma pilniejszych problemów? I czy na to chcemy wydawać podatki, żeby przypadkiem nikt z setek tysięcy ludzi, którzy codziennie pchają się swoimi autami do centrum miast nie stał w korku? W metrze śnieg nie padał. Gdyby więcej ludzi korzystało z komunikacji miejskiej, drogi również byłyby bardziej przejezdne. Co można było zobaczyć pięknie we wtorek. Auta jeździły powoli, ale sprawnie. Głównie dlatego, że nie było ich zbyt wiele, a tony śniegu, które spadły dzień wcześniej udało się w dużej mierze uprzątnąć. Ale czy rzeczywiście jedynie natura może nas przekonać do tego, że czasem warto zostawić auto w domu? Czy musimy najpierw postać parę godzin w korku, żeby wpaść na taką błyskotliwą myśl, że wszystkim byłoby się po mieście łatwiej poruszać, gdyby nie każdy pchał się do miasta swoim SUV-em, a potem szukał miejsca parkingowego, aby je tarasować przez ileś godzin, które ma ochotę spędzić w pracy? Jeśli tylko śnieg może do tej refleksji kierowców skłonić, to niech pada. Niech pada codziennie.
Warzecha krytykuje cywilizację (z sobą na czele), choć tego nie wie. Złoszcząc się i pieniąc, że za długo stał w korku, pokazuje, jak mali i śmieszni jesteśmy. Jeśli śnieg robi z nas takich żałosnych awanturników - a przecież Warzecha nie jest jedyny, co roku ktoś się oburza, że zima znowu zaskoczyła drogowców, nawet jeśli wcale nie zaskoczyła drogowców, a jedynie autora takich sentencji - to, co by się z nami działo, gdyby pojawiły się jakieś rzeczywiste problemy. Być może w każdym z nas siedzi taki mały redaktor Warzecha i drze japę: „Czemu pada? Niech nie pada. Niech ktoś to posprząta.” Jakim cudem nie czujemy się głupio wobec tych, którzy mają rzeczywiste problemy? Nie wiem. Ale w takich momentach wierzę w cuda.
Felietony Jasia Kapeli publikujemy w czwartki i w soboty.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 05.12.2010 )
|
|
|
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...