|
Na początek anegdota, którą nie pamiętam już, kto mi opowiadał, ale było to parę lat temu. W każdym razie ta osoba, a może jakaś inna, opowiadała dwóm albo większej ilości Amerykanek o nazistowskich obozach zagłady, w których działy się rzeczy straszne. Amerykanki wcześniej o nich nie słyszały. Być może tłumaczy to fakt, że były to młode Amerykanki. W każdym razie, w którymś momencie przerwały opowieść pytaniem: Ale skoro te obozy były tak blisko niemieckiej granicy, to czemu Niemcy nic nie zrobili? No, właśnie: czemu? Nikt chyba już nie pozna odpowiedzi na to pytanie, co nie znaczy, że należy przestać je sobie zadawać. Czemu Niemcy nic nie zrobili? Albo czemu zrobili to, co zrobili? Czemu Polacy zrobili to, co zrobili? A nie zrobili innych rzeczy? Czemu Amerykanie nic nie zrobili? Itd. Ci ostatni pewnie dlatego, że Auschwitz było jednak kawałek od ich granicy. Ale czy to coś zmienia? Czy naprawdę odległość usprawiedliwia bierność?
Anegdota ta przypomniała mi się przy okazji pomysłu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, aby z adresów stron internetowych muzeów obozów usunąć „.pl”, żeby się ludziom źle nie kojarzyło. Jest to jakiś pomysł. Myślę, że zbiorcza strona wszystkich obozów powinna znajdować się pod adresem www.niemieckie-obozy-koncentracyjne.de i nie powinna mieć polskiej wersji językowej. Żeby ktoś przypadkiem nie pomyślał, że jacyś Polacy maczali w tym palce. Oczywiście byłoby to pierwszym krokiem do przeniesienie obozów na tereny rdzennie niemieckie. To w końcu ich obozy, więc niech je sobie wezmą. Tyle się w końcu mówiło o mieniu odzyskanym i straszyło, że przyjadą Niemcy nam domy odbierać. Domów nie oddamy, bo i tak mamy ich za mało, ale tych kilku obozów raczej nikt nie potrzebuje. Zważywszy, że tylko stoją i wyglądają. A do tego niszczeją, jak alarmuje kampania „INtervene Now!”. „Po 66 latach budynki i teren obozu — wraz z tysiącami bezcennych historycznych przedmiotów — narażone są na nieodwracalne skutki przyspieszonej erozji i zniszczeń”. Niech Niemcy sypną kasą, aby obozy zachować w nienaruszonym stanie. W końcu to ich obozy.
Na stronie kampanii możemy podpisać się pod apelem, w którym padają między innymi takie słowa: „Ja, chcę pamiętać i deklaruję swoje wsparcie dla działań na rzecz zachowania autentyzmu Miejsca Pamięci Auschwitz”. Hm, czy jeśli chcielibyśmy naprawdę działać na rzecz zachowania autentyzmu miejsca, to nie powinniśmy z powrotem odpalić pieców i uruchomić komory gazowe? Czy nie na tym polegał autentyzm tego miejsca? Bo nie wiem, czy jest coś takiego jak autentyzm miejsca pamięci. Miejsce pamięci to miejsce pamięci, muzeum, rekonstrukcja, a autentyzm to autentyzm, komory gazowe, więźniowie w pasiakach. „Chcę pomóc w zachowaniu tego świadectwa, jako żywego symbolu ludobójstwa i nietolerancji” - brzmią dalsze słowa apelu. Żywy symbol również brzmi trochę jak oksymoron. Mało to mamy żywych przykładów ludobójstwa i nietolerancji, że nam symbolów potrzeba? Co sześć sekund na świecie z głodu umiera dziecko. Spora część z nich na skutek zmian klimatycznych wywołanych przez zachodnią rewolucję przemysłową, inna część z powodu postkolonialnych wojen czy wciąż kolonialnego zachowania krajów rozwiniętych, które wolą dopłacać swoim rolnikom za to, żeby nic nie produkowali, niż pozwolić, żeby rozwinęło się rolnictwo w krajach biednych. Programy gospodarcze narzucone przez Bank Światowy czy MFW sprawiają, że w wielu miejscach Afryki taniej jest kupić żywność sprowadzaną z Europy czy Ameryki niż hodowaną na miejscu.
Może zamiast kłócić się o końcówki, które mogą się komuś źle skojarzyć - a i tak będą się źle kojarzyć, vide: anegdota – i czynić z Auschwitz-Birkenau żywy symbol i autentyczne miejsce, odnówmy baraki i przyjmijmy do nich uchodźców. Z pewnością ucieszą się z każdego dachu nad głową. Nawet z końcówką .pl w nazwie.
Felietony Jasia Kapeli publikujemy w soboty.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...