> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Orła Wrona nie pokona Drukuj
Jaś Kapela   
06.01.2011

- „Na początku byłem w moich staraniach osamotniony. Patrzyli na mnie jak na wariata” –  mówi o walce z piractwem internetowym znany dziennikarz muzyczny Hieronim Wrona, a na jego twarzy rysuje się smutek. Pragnę pocieszyć Hieronima Wronę: ciągle są tacy, którzy traktuję go jak wariata i nic może tego zmienić. Wiem, bo sam do nich należę. Nie tylko zresztą wariata, ale wręcz szkodliwego wariata i pachołka korporacji. Może giąć się i prężyć, pielgrzymować od radia do telewizji i z powrotem. Tworzyć strony internetowe i zegary odliczające, ile własności intelektualnej już ukradliśmy, a my i tak będziemy dalej to robić i patrzeć na ciebie, jak na wariata. Jeśli nie gorzej.  
Wariata może przynajmniej usprawiedliwiać to, że nie wie, co czyni. Hirka Wrony nic nie usprawiedliwia. Jeśli toczymy wojnę (a toczymy) między wolnością a zniewoleniem, twórczością a bezwolną konsumpcją, to stoi on po stronie wroga. Nasyła policję na biedne dzieciaki i każe jej wtrącać je do więzienia. Z radością pewnie również podrzynałby im gardła, gdyby tylko mogło to chronić święte prawo własności intelektualnej. Jest po stronie zła, krótko mówiąc. A na dodatek to lubi: „Mam takie szczęście, że moja praca sprawia mi przyjemność - moje hobby stało się moim zawodem.”

To, co jest szczęściem dla Hieronima Wrony, zupełnie inaczej może wyglądać w oczach didżejów, których policja aresztuje razem z obfitymi płytotekami. Dla pana Wrony niczym nie różnią się oni od ulicznych złodziei. Ale może dlatego, że rzeczywiście jest wariatem? Na pewno cierpi na rozdwojenie jaźni. Np. na pytanie, czy gra w gry komputerowe odpowiada, że nie, aby wypowiedź spuentować: „Czasem grywam w brydża w Internecie, ale też rzadko, bo nie mam za bardzo czasu.” Brydż – jak wiadomo – nie jest grą, to styl życia. Nie pobiera też oczywiście nic nielegalnego z sieci, poza mixtape’ami kolegów, ale „wyłącznie w celach poznawczych”, a nie żadnych złodziejskich, jak ci okropni didżej z Białegostoku, Legionowa i Sobolewa, którzy nie tylko kradną muzykę, w którą on „zainwestował 30-40 tys. funtów.” Tych, którzy podejrzewają, że didżeje z Białegostoku mogą nie mieć tyle funtów, pragnę uspokoić. Roczny haracz dla ZPAV to tylko dwa tysiące złotych. „Nawet w Rumunii płacą więcej - mówi Hirek Wrona.” 

Rumunia to zresztą ciekawa sprawa. Od nowego roku rumuńskie władze uznają za legalne zawody takie jak czarownica czy astrolog. Można je zrozumieć. Ściągalność podatków w tym kraju kształtuje się na granicy 30 procent. Z pewnością łatwiej wyposażyć czarownice w kasy fiskalne, żeby wystawiały paragon za każdy rzucony urok, niż dobrać się do kasy komuś, kto może naprawdę sprawić, że się nie wygra w kolejnych wyborach. Czy w Polsce zresztą nie jest tak samo? Podnosi się VAT, żeby wszyscy musieli więcej płacić za chleb i ubrania. Łatwiej obciążyć biedaków, niż wprowadzić podatek od transakcji finansowych. Łatwiej nałożyć haracz na didżei, który potem będą mogli podzielić między siebie ludzie z Sony czy EMI, niż zrozumieć, że didżejowanie też jest rodzajem twórczości. Zapośredniczonej, co prawda, w twórczości innych artystów, ale podobnie jak każda inna twórczości. Połowy wierszy by nie było, gdyby nie Biblia. Ale jakoś Stowarzyszenie Producentów i Obrońcy Biblii nie domaga się, żeby wszyscy poeci płacili mu po dwa tysiące złotych rocznie za udostępnianie im słów i zwrotów, które już się znalazły w ich książce wcześniej. 

ZPAV reprezentuje jedynie dwadzieścia kilka firm, więc domaganie się ich imieniu haraczu wobec wszystkich, którzy w tym kraju miksują muzykę jest właśnie niczym więcej, jak haraczem i wykorzystywaniem swojej monopolistycznej pozycji, którą niestety globalne korporacje mają. Ale które nigdy nie pokonają mocy P2P i wolnej wymiany plików, nie zniszczą mediafire’ów i filestubów. Serwisy będą się mnożyć, plik rozmnażać, a napisy tłumaczyć. A raczej - to my będziemy to robić. A Hieronim Wrona będzie w swoich działaniach coraz bardziej osamotniony. 



Felietony Jasia Kapeli publikujemy w czwartki i w soboty.
  

Komentarze
Dodaj nowy
wtret   |06.01.2011 03:14:58
" Z radością pewnie również podrzynałby im gardła, gdyby tylko mogło to
chronić święte prawo własności intelektualnej."

Rozumiem, ze to jakis
zabieg literacki, ale po bandzie. Jak Ziemkiewicz pisal, ze chlopcy z Krytyki
nie moga sie doczekac rozlewu krwi (nie pamietam jak to dokladnie ujal, ale
wlasnie w tym stylu) to nie bylo Wam fajnie chlopaki i dziewczyny, co?
soso   |06.01.2011 09:11:31
Brawo Jasiu!
józio   |06.01.2011 14:11:32
Fragment o podrzynaniu gardła - można by z niego zrezygnować, trzeba się hamować
i brać odpowiedzialność za to, co się pisze.
Co do meritum, czyli co do
kwestii piractwa, oj ciężka sprawa. Kradniemy na potęgę, ale to, że robi to tak
wielu ludzi, nie znaczy, że to przestaje być kradzieżą. Masowość tego zjawiska -
mam nadzieję - skłoni korporacje do zmiany strategii, do zmiany sposobu
działania i do obniżenia cen w krajach, w których ludzie nie są jeszcze zbyt
bogaci albo są wręcz biedni. Może w Polsce będzie można kupić i ściągnąć płytę
przez internet za powiedzmy kilkanaście zł. Np. za 15 PLN. Albo 1 zł od
piosenki, tak jak w Stanach jest: 1 dolar. Jeśli miałbym przy tym zarabiać
powiedzmy 3-4 tys. to nie wydałbym 50 zł na 4 płyty miesięcznie? Nawet bym tego
nie poczuł. Tak to powinno wygladać, to byłoby ok. Bo w końcu artysta z czegoś
musi żyć, sam też płyty sobie nie wyda. Ale głoszenie, że każdy właściciel
(własności intelektualnej) to złodziej, bo w ogóle się domaga pieniędzy za towar
- nie mogę takiego poglądu pojąć.
Spokojny   |06.01.2011 15:54:39
Z czysto prawnego punktu widzenia utwór jest towarem jak każdy inny. Jednak z
psychologicznego punktu widzenia sprawa jest bardziej złożona. Z jednej strony
mamy artystę znanego na całym świecie, który właśnie kupił wyspę z plażą i
palmami, na tej wyspie ma dom wielkości pałacu, garaż pełen pozłacanych
samochodów, autokar szwedzkich modelek na podjeździe i kilogram kokainy w
sypialni. Z drugiej strony mamy szesnastolatka z osiedla na Tarchominie, który z
kasy za roznoszenie ulotek właśnie złożył sobie peceta i ściąga pliki. I ten
właściciel wyspy jest wściekły, że ten nastolatek zrobił mu jakąś krzywdę o
charakterze ekonomicznym. Gdy spojrzy się na nich dwu, to słuchając prawnika
gardłującego za klientem to trudno znaleźć kontrargumenty, ale równie trudno nie
mieć poczucia, że coś tu jest nie tak.
A nie tak jest to, że twórczość stała
się towarem takim samym jak każdy inny. Jeśli jest towarem, to jest rzeczą.
Jeśli jest rzeczą, to artysta bierze rzecz i robi z niej sztukę i tak właśnie
powstali didżeje. Oni nie traktują utworów jak utworów tylko jak rzeczy z
których tworzy się dzieło. Nie stałoby sie tak gdyby artysta który je stworzył
wcześniej sam nie potraktował ich jak rzeczy, tylko nie takie z których można
zrobić dzieło tylko takie które można sprzedawać. Kiedy widzi się kogoś kto
dzieki społeczeństwu, dzięki bardzo szczególnej kulturze którą ono stworzyło
prowadzi kompletnie oderwaną od ziemskiej rzeczywistości egzystencję
olimpijskiego boga, a taką prowadzi wielu popularnych aktorów i muzyków, to
trudno się z tym kimś solidaryzować w jego pretensjach o trzydzieści pięć
złotych za płytę. Takie olimpijskie bóstwo nie jest widziane jako realna
osoba,stąd zresztą patologie psychiczne dręczące tych ludzi, bo tylną stroną ich
boskiego życia jest uprzedmiotowienie ich jako osób. Samo ich istnienie jest
produktem. Jeśli artysta tworzyłby muzykę i rozpowszechniał ją w internecie
jednocześnie dając ludziom możliwość wyrażenia uznania poprzez wpłatę jakichś
pieniędzy, z pewnością wyspy by nie kupił, ale kokaina może by się jakaś
znalazła i może nie autokar modelek, ale ze dwie fajne dziewczyny z osiedla na
pewno. Być może ktoś taki nie prowadziłby "życia artysty",być moze nie
byloby "celebrytów" i Pudelka, ale nie przypuszczam, by znikła przez to
sztuka, by ludzie przestali przez to tworzyć dobrą muzykę czy jej słuchać. Po
prostu taki muzyk oprócz tego, że by grał, ćpał, pozował do zdjęć, wydawał
rozkazy służbie i chodził do psychoanalityka rozpaczając nad pustką swego życia
to musiałby robić w tym życiu coś jeszcze. Wielu prawdziwych, wspaniałych
muzyków tak robi. Grają nie dlatego,że trzeba by nagrać płytę żeby ludzie nie
zapomnieli tylko grają bo nie są w stanie przestać.
Mnie ta krzywda artystów nie
przekonuje. Jeśli im brakuje pieniędzy, zawsze mogą grać w knajpie zamiast
dokładać do nagrywania płyt. Jest to fajne zajęcie i kasa bez żadnej ściemy
wchodzi z ręki do ręki.
ubik   |06.01.2011 16:20:29
Twórcy i tfurcy (Doda?), spójrzcie na to od tej strony, dzięki piractwu miliony
ludzi mogą obcować ze sztuką, bez tego nie stać by ich było na kupno waszych
płyt i filmów. Nigdy jeszcze muzyka i film nie były tak szeroko dostępne. Czy
to nie wspaniałe? Zawsze marzyliśmy o tym, aby sztuka zawędrowała pod strzechy.
blaise   |06.01.2011 17:26:05
Wszystko ok ale z czego będą żyć twórcy jeśli wszyscy będą ściągać za darmochę?
Pewnie z czasem powstanie jakiś model biznesowy, który pozwoli częściowo
pogodzić różne interesy. Ale znikną w ten sposób pośrednicy, już znikają. Nie ma
już prawie sklepów z płytami, a cyfryzacja książek i upowszechnienie się ebooków
spowoduje, że znikną i księgarnie. Internet zniszczył też tradycyjną prasę,
której właściciele wywalają dziennikarzy oraz tną koszty na reportaże i
korespondencję i nie tylko. To jest poważna strata, bo to co proponują gówniane
internetowe serwisy to wiadomo gdzie można sobie wsadzić. Po co wydawać
pieniądze na reportaż, skoro tekścik o uczestniczce tańca z gwiazdami przywabi
więcej klikaczy?
Nawet jeśli będzie można ściągnąć za 15 zł płytę większośc
pewnie i tak wybierze opcję "za frajer"
dekorder   |06.01.2011 18:35:59
Tak, kradnijmy dalej w imię wolności informacji - niedługo nie będzie już nic,
co można by ukraść. Żebyśmy się dobrze zrozumieli - nie popieram penalizacji
zjawiska, ale uważam, że należy społeczeństwu tłumaczyć, że jak twórcy nie
zwróci się to co w tworzenie "dzieła" włożył, to następne nie powstanie.
Zdaje się, że wydawnictwa Krytki Politycznej również za darmo rozdawane nie są.
józio   |07.01.2011 10:28:44
A ja rozumiem Hirka Wronę, on przedstawia pewną idealną sytuację. Ma pieniądze,
no to kupuje płyty i płaci tantiemy, i mówi tylko, że tak powinno być. Skoro sam
żyje z didżejowania (przy czym na pewno nie tylko z tego - co też jest ważne i
nie na samym didżejowaniu się dorobił swoich pieniędzy), to materiał na którym
pracuje, nie jest nielegalny. "Tak powinni robić wszyscy" - tyle mówi
Hirek Wrona.
Czy miał powiedzieć: mam kasę na zakup płyt, ale nie będę płacić
tym złodziejskim wytwórniom, choć czasami wydają one coś ciekawego i z tego w
swojej pracy korzystam?
Czy wtedy jego postawa byłaby bardziej godna
pochwały?
I co rozumiemy przez pojęcie didżeja?
Bo jeśli tego, kto istniejącą
muzyką posługuje się na zasadzie cytatu i tworzy coś nowego, no to można by
uznać, że on coś tworzy, jest - powiedzmy to sobie - twórcą (przynajmniej z
punktu widzenia prawa). Tylko jak znowu rozumieć cytat? Na pewno nie połowa
utworu, tylko jego mały fragment. Podjrzewam że to w prawie autorskim jest jakoś
zdefiniowane.
Ale jak ktoś robi składankę utworów i puszcza ją ludziom do
tańca, to jaki tu jest element twórczy? Jedynie kolejność utworów.
józio   |07.01.2011 10:54:40
blaise: racja, może może tak być, że nawet niska cena niewiele zmieni. Ale od
czegoś trzeba zacząć. Jakoś ludzi trzeba zachęcić do kupowania legalnych plików.
Gdyby za te 15 PLN (mówiąc orientacyjnie) były jakieś dodatkowe symboliczne
zniżki np. przy kupnie następnej płyty, czy rabat na bilet na koncert, jakieś
inne bzdury (członkowstwo w klubie, które by coś dawało więcej niż daje tylko
tylko samo sćiaganie plików z sieci P2P), to myślę, że po pewnym czasie
musiałoby to zadziałać. Nie wszyscy by zaczęli kupować, ale stopniowo coraz
więcej ludzi by tak robiło i tak dalej na zasadzie mody na legalność.


Zauważmy też, że mówimy tu o muzyce, a nie np. o oprogramowaniu. Jakoś do
ludzi zaczyna powoli docierać, że korzystanie z lewego oprogramowania, zwłaszcza
systemu operacyjnego, nie jest OK. Może więc to samo stanie się z muzyką? Oby,
przy czym niestety do tego potrzebna jest radykalna zmiana podejścia przez
korporacje. Na razie walczą z pojedynczymi przypadkami piractwa i okopują się na
swoich pozycjach.
escobar  - Hirek don kichot ;-)   |07.01.2011 17:12:19
a czemu biedy Hirek nie powie ze dostaje darmowe plyty od koncernow w ramach
promocji, tak jak rozdaje sie plyty, ksiazki czy kosmetyki wszelakiej masci
vipom, didzeja i innym szemranym celebrytom ;-) a najsmutniejsze jest to ze w
wiekszosci stacji radiowych didzeje/radiowcy sami puszczaja szmire w radiu z
puszki, tzw playliste (skladanka hitow najwiekszych wytworni muzycznych) nowe
hity plus evergreeny. Bardzo malo amnitnej, dobrej muzyki przebija sie do radia
(pan Hirek ma audycje w radiu czworka/polskie radio - posluchajcie sobie jego
autorskiej zapowiedzi/reklamy jego audycji [policjant zatrzymuje Hirka za
przekroczona dozwolona predkosc a ten raperskim grypsem reklamuje audycje i
odjezdza z piskiem opon] zenada) Prawda jest taka ze artysci zyja teraz z
tantiem za odtwarzane utwory w radiu i bilety z koncertow, ale takze za
wszelkiego rodzaja wyglupy/wystepy w reality schowach (taniec z gwizdami/jazda
po lodzie/inne gnioty do obejrzenie w tvp, polsacie czy tvnie, czy globalnie w
mtv czy vivie….
viking   |07.01.2011 22:02:42
Gdy w Stanach do kablówek weszła stacja MTV, artyści również twierdzili, że
przez nią biednieją- tak jak dziś przez internet. Po co kupować singla jeśli
można sobie nagrać teledysk na wideo ?
Szybko okazało się jednak, że MTV daje
też wielkie możliwości promocji i artyści polubili tę stację.
O tym jak można
się promować w internecie, współcześni wykonawcy wiedzą. Wolny przepływ
informacji pomaga dziś kreować nowe gwiazdy i przypominać o starych - ten jego
aspekt bardzo się artystom podoba. To, że możliwość ,,dzielenia się" muzyką
przez internautów podoba się im mniej, jest oczywiste, ale niestety wszystko ma
swoją cenę.

Jest jeszcze jeden istotny aspekt ,,piractwa". Umożliwia ono
ludziom, dostęp do wysokiej kultury, np. do ambitnego kina.
Wydawnictwa
filmowe coraz rzadziej wydają klasykę kina a dostanie w wypożyczalni DVD filmów
Bergmana, Tarkowskiego czy Felliniego, graniczy z cudem.
haaap  - komentarz do komentarzy   |09.01.2011 21:48:49
Felieton był o DJ’ach, którzy żeby formalnie być DJ’ami i legalnie zarabiać
muszą płacić ZAIKS’owi, łupieżcy który ma chronić interesy Twórców.
Sprawa
skomplikowana z każdej strony i wałkowana w szerokim aspekcie od lat (w necie) i
stuleci ( w ogólności).

A komentarze o całkiem czym innym.

I właśnie
komentarze skłoniły mnie do zabrania głosu i przypomnienia, że pomimo zgrzytów,
czy absurdów w "Prawie Autorskim i .. Pokrewnych" mam prawo do
zassania, wysłuchania, przeczytania czy obejrzenia każdej muzyki, filmu i
książki jaką wyszperam w necie.
I to nie żadne piractwo (jak skutecznie
wmawiają media) i o żadnej "kradzieży" nie ma mowy.

To moje prawo, a
kto nie wierzy, niech poczyta Ustawę.

Dla
niecierpliwych:
http://wiadomosci.dziennik.pl/wyd
arzenia/artykuly/130479,sciaganie-mp3-z-internetu- legalne.html
Dla
wnikliwych:
http://pl.wikisource.org/wiki/Prawo_a
utorskie_(ustawa)
http://isip.sejm.gov.pl/Downloa
d;jsessionid=12EC658254179F2A2826A132B7A31EC2?id=W DU19940240083&type=3
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 06.01.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.92871 Seconds