|
- „Na początku byłem w moich staraniach osamotniony. Patrzyli na mnie jak na wariata” – mówi o walce z piractwem internetowym znany dziennikarz muzyczny Hieronim Wrona, a na jego twarzy rysuje się smutek. Pragnę pocieszyć Hieronima Wronę: ciągle są tacy, którzy traktuję go jak wariata i nic może tego zmienić. Wiem, bo sam do nich należę. Nie tylko zresztą wariata, ale wręcz szkodliwego wariata i pachołka korporacji. Może giąć się i prężyć, pielgrzymować od radia do telewizji i z powrotem. Tworzyć strony internetowe i zegary odliczające, ile własności intelektualnej już ukradliśmy, a my i tak będziemy dalej to robić i patrzeć na ciebie, jak na wariata. Jeśli nie gorzej. Wariata może przynajmniej usprawiedliwiać to, że nie wie, co czyni. Hirka Wrony nic nie usprawiedliwia. Jeśli toczymy wojnę (a toczymy) między wolnością a zniewoleniem, twórczością a bezwolną konsumpcją, to stoi on po stronie wroga. Nasyła policję na biedne dzieciaki i każe jej wtrącać je do więzienia. Z radością pewnie również podrzynałby im gardła, gdyby tylko mogło to chronić święte prawo własności intelektualnej. Jest po stronie zła, krótko mówiąc. A na dodatek to lubi: „Mam takie szczęście, że moja praca sprawia mi przyjemność - moje hobby stało się moim zawodem.”
To, co jest szczęściem dla Hieronima Wrony, zupełnie inaczej może wyglądać w oczach didżejów, których policja aresztuje razem z obfitymi płytotekami. Dla pana Wrony niczym nie różnią się oni od ulicznych złodziei. Ale może dlatego, że rzeczywiście jest wariatem? Na pewno cierpi na rozdwojenie jaźni. Np. na pytanie, czy gra w gry komputerowe odpowiada, że nie, aby wypowiedź spuentować: „Czasem grywam w brydża w Internecie, ale też rzadko, bo nie mam za bardzo czasu.” Brydż – jak wiadomo – nie jest grą, to styl życia. Nie pobiera też oczywiście nic nielegalnego z sieci, poza mixtape’ami kolegów, ale „wyłącznie w celach poznawczych”, a nie żadnych złodziejskich, jak ci okropni didżej z Białegostoku, Legionowa i Sobolewa, którzy nie tylko kradną muzykę, w którą on „zainwestował 30-40 tys. funtów.” Tych, którzy podejrzewają, że didżeje z Białegostoku mogą nie mieć tyle funtów, pragnę uspokoić. Roczny haracz dla ZPAV to tylko dwa tysiące złotych. „Nawet w Rumunii płacą więcej - mówi Hirek Wrona.”
Rumunia to zresztą ciekawa sprawa. Od nowego roku rumuńskie władze uznają za legalne zawody takie jak czarownica czy astrolog. Można je zrozumieć. Ściągalność podatków w tym kraju kształtuje się na granicy 30 procent. Z pewnością łatwiej wyposażyć czarownice w kasy fiskalne, żeby wystawiały paragon za każdy rzucony urok, niż dobrać się do kasy komuś, kto może naprawdę sprawić, że się nie wygra w kolejnych wyborach. Czy w Polsce zresztą nie jest tak samo? Podnosi się VAT, żeby wszyscy musieli więcej płacić za chleb i ubrania. Łatwiej obciążyć biedaków, niż wprowadzić podatek od transakcji finansowych. Łatwiej nałożyć haracz na didżei, który potem będą mogli podzielić między siebie ludzie z Sony czy EMI, niż zrozumieć, że didżejowanie też jest rodzajem twórczości. Zapośredniczonej, co prawda, w twórczości innych artystów, ale podobnie jak każda inna twórczości. Połowy wierszy by nie było, gdyby nie Biblia. Ale jakoś Stowarzyszenie Producentów i Obrońcy Biblii nie domaga się, żeby wszyscy poeci płacili mu po dwa tysiące złotych rocznie za udostępnianie im słów i zwrotów, które już się znalazły w ich książce wcześniej.
ZPAV reprezentuje jedynie dwadzieścia kilka firm, więc domaganie się ich imieniu haraczu wobec wszystkich, którzy w tym kraju miksują muzykę jest właśnie niczym więcej, jak haraczem i wykorzystywaniem swojej monopolistycznej pozycji, którą niestety globalne korporacje mają. Ale które nigdy nie pokonają mocy P2P i wolnej wymiany plików, nie zniszczą mediafire’ów i filestubów. Serwisy będą się mnożyć, plik rozmnażać, a napisy tłumaczyć. A raczej - to my będziemy to robić. A Hieronim Wrona będzie w swoich działaniach coraz bardziej osamotniony.
Felietony Jasia Kapeli publikujemy w czwartki i w soboty.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...