Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Obcy w domu Drukuj
Jaś Kapela   
24.06.2010
Gdybym nie był, tym kim jestem, chciałbym pracować jako hydraulik albo ankieter GUS. Żeby móc wchodzić ludziom do mieszkań i patrzeć, jak żyją. Zawsze mnie to zastanawiało, że ludzie żyją. A jeszcze bardziej, jak to robią. Bo oni wszyscy to robią i przeważnie wcale nie chcą przestać. A nawet, jeśli chcą, to i tak to robią. Jak? To jest to pytanie, na które nie znam odpowiedzi, więc chciałbym chodzić ludziom po domach, żeby sprawdzać. Jednak jestem, kim jestem, więc na co dzień nie ma okazji wchodzić ludziom do mieszkań. Dlatego chętnie korzystam, gdy taka okazja się nadarza.
 
A nadarzyła się ostatnio za sprawą akcji „x-apartments”. Akcji starannie zaplanowanej, więc poniekąd wykluczające nieprzewidywalność spontanicznego wejść do czyjegoś domu. A jednak do domów się wchodzi, aby następnie przebywać w nich, w mniej lub bardziej krępujących okolicznościach. Piszę „krępujących”, bo wydaje mi się, że wstyd jest podstawowym uczuciem związanym z wkroczeniem w ludzką intymność, jaką stanowi jego schronienie, jakim przeważnie jest mieszkanie. Piszę „przeważnie”, bo mogą też istnieć mieszkania, które schronieniami nie są, lecz pełnią inne funkcje. Bardziej użytkowe na przykład. Albo jeszcze inne. Wystarczy pomyśleć o tych wszystkich mieszkaniach, w który są biura albo zupełnie nic nie ma. Problem mieszkań, w których nikt nie mieszka, jest również bliskimi mi problemem. Ale gdy mieszkanie stoi puste, jest raczej przestrzenią potencjalności, nie budzi skrępowania. A przynajmniej nie skrępowania spowodowanego uczestniczeniem w czyjejś intymności. Bo jestem w stanie wyobrazić sobie skrępowania innego rodzaju, natury własnościowej. Byłoby to skrępowania tych, którzy nie mają wiele lub zgoła nic, bezpłodnością posiadaczy, którzy wolą nasycać się samą pustką posiadania, zamiast pozwolić, by w tę pustkę wkroczyło życie. Życie zawsze jest chaosem i grozi niebezpieczeństwem. Pustka łatwiejsza jest. Ale to już inny rodzaj skrępowania. Jeszcze bardziej potężny i przerażający.
 
Wchodząc do cudzego mieszania, nie wiemy, co nas tam spotka. Lecz wiemy, że coś nas tam spotka. To jest wyższości zaplanowanej akcji nad spontanicznym i przewidywalnym życiem zawodowym hydraulika czy ankietera. Chodząc po cudzych mieszkaniach w celach nieprofesjonalnych, lecz zgoła amatorskich, nie jesteśmy jednocześnie chronieni przez immunitet funkcji. Nie mamy przygotowanego zestawu pytań ani rury do naprawienia. Nie wiemy, co robić. Jak się zachować. To nie jest teatr, w którym role na publiczność i aktorów są zawczasu rozdane i usankcjonowane przez mieszczańską tradycję. A jednocześnie nie jest to przyjacielska wizyta. Wiemy, że uczestniczymy w spektaklu, więc nie poprosimy o herbatę. A nawet, gdy zostanie nam ona zaproponowana, nie jesteśmy pewni, czy powinniśmy ją pić. Ja przynajmniej nie byłem pewien, więc na wszelki wypadek zgadzałem się na wszelkie propozycje. Siadałem, gdy kazali siadać. Wstawałem, gdy był dany sygnał do wstania. Jadłem ciasta, orzechy i truskawki. Choć potem miałem problem, co zrobić z łupinami i szypułkami. Przecież nie mogę ich wyrzucić na scenę spektaklu. Tym bardziej, że na tej scenie ktoś na co dzień mieszka. W ten sposób mój wstyd i moja niewiedza stawała się częścią przedstawienia.
 
Właśnie te sytuacje, które wkraczały w intymność i budziły niepokój podobały mi się najbardziej. Tak z pewnością stało się w dawnym mieszkaniu Walendowskich, gdzie toczyły się dyskusje PRL-owskich dysydentów i ludzi kultury. Atmosferę dyskusji o konieczności (lub niekonieczności) zaangażowania sztuki odtworzyła Agnieszka Kurant. Ale zrobiła to w sposób oczywiście przekorny. Cofanie się w czasie stało się cofaniem dosłownie. Kuroń z Konwickim dyskutowali od tyłu i od tyłu leciała etiuda rewolucyjna Chopina. Do tyłu chodzili też dwaj podejrzani panowie na podwórku. Ich chodzenie do tyłu wydało się zresztą mieszkańcom na tyle prowokacyjne, że postanowili wezwać policję. Policja nic jednak nie poradziła na ich chodzenie do tyłu (choć pewnie by chciała), zważywszy że było ono częścią artystycznej akcji odbywającej się za zgodą władz. Do tyłu można chodzić, a czasem nawet trzeba. 
 
Niestety nie wiem, co było w mieszkaniu przygotowanym przez Krzysztofa Warlikowskiego i Małgorzatę Szczęśniak, bo trzeba było czekać w kolejce, żeby to zobaczyć. A czekanie w kolejce, żeby wejść do czyjegoś mieszkania, jest jednak dziwną czynnością. Tym bardziej, że to wcale chyba nie było mieszkanie, ale raczej jakieś pomieszczenie dawnego teatru, w którym byłem już parę razy przy okazji rozmaitych akcji organizowanych przez Nowy Teatr. Poszliśmy więc dalej. Dalej czekał Martin Clausen, który w swoim mieszkaniu rozstawił całe miasteczko papierowych domów. Jak można się było domyślać, było to miasto, z którego pochodził. A można się tak było domyślać, bo kazał nam wybierać domy i o każdym domu miał coś do opowiedzenia. No, prawie o każdym. Ale przecież nawet w małym, papierowym miasteczku nie można wiedzieć wszystkiego o wszystkich. I to znowu było wkroczenie w pewną intymność. Mimo że była to intymność małego, niemieckiego miasteczka.
 
Dalej było jeszcze gorzej. Albo lepiej. Zależy, jaki się ma system wartości. Na czym opiera się swoje sądy estetyczne i egzystencjalne. Jeśli na czymś w ogóle. Sądów często nie trzeba opierać. Bez oparcia również działają, również można je głosić i się nimi cieszyć. Choć czasami nie wiadomo, co sądzić. W kolejnym mieszkaniu jakiś pan coś mówił do mikrofonu i nie było wiadomo dlaczego, dopóki nie poszło się za nim na górę i nie okazało się, że jest lektorem filmowy. Wtedy ciągle nie było wiadomo, dlaczego był nim akurat wtedy. Ale przynajmniej było wiadomo, kim był. To też może być jakaś wiedza, która ułatwia istnienie. W kolejnym mieszkaniu poczęstowano nas ciastem i potem moja dziewczyna powiedziała, że jak tylko je zobaczyły, to wiedziała, że będę je jadł. Może dlatego, że ciasto było drożdżowe. A drożdże są zdrowe. A ja lubię się zdrowo odżywiać. Ale niewykluczone, że też z innych powodów. W każdym razie po cieście zaproponowano nam inne rzeczy, choć może raczej byłoby słuszniej użyć słowa „zaatakowano”, bo to, co się działo, było dość inwazyjne, a artyści zwracali się bezpośrednio do ciebie. Tak do ciebie, właśnie. Czy wiesz, że świat składa się z symetrii trójkątów, czy czujesz to spacerując między kuchnią a łazienką? Być może mówili coś zupełnie innego. Ale trudno mi się było skupić, gdy tak nad nami stali i perorowali.
 
Najbardziej irytująco domowa i rodzinna atmosfera panowała w mieszkaniu opanowanym przez zespół Ballady i Romanse. Urządzono tam święta Bożego Narodzenia, bez Boga, a za to ze wszystkimi przyległościami jak choinka, ozdoby na choinkę, śpiewanie kolęd, natarczywe ciotki itp. Przerażające, więc szybko uciekliśmy. Na końcu znajdowało się mieszkanie z lat siedemdziesiątych, w którym od tamtego czasu nikt nie mieszkał. Można było poczytać stare gazety albo powyglądać przez brudne okna. Przede wszystkim jednak było się podanym przymusowi przechodzenia z pomieszczenia do pomieszczenia zgodnie ze wskazówkami głosu, który słyszało się w słuchawkach. Oczywiście można też było tego nie robić. Bo nie istniała żadna forma kontroli, która by to tego zmuszała. A jednak posłusznie chodziliśmy tak jak głos kazał. I podejrzewam, że robiła tak większość. Poza konwencją, nie trzeba było żadnego więcej impulsu, żebyśmy postępowali zgodnie z wytycznymi. Co również daje do myślenia na temat tego, jak delikatnie może działać władza. Chcemy istnieć w konwencjach i chcemy podążać za oczekiwaniami. Nawet, jeśli się nam one nie podobają. A czasem może właśnie dlatego. Pragnienie zawsze jest masochistyczne, jak być może powiedziałby Lacan. Jak z pewnością powtarzało wielu jego uczniów. 
Komentarze
Dodaj nowy
Apfelbaum   |24.06.2010 09:39:48
Przeraża mnie pan. Taka speleologia ludzkich nor ma w sobie coś perwersyjnego.
Cieszę się, że nie jest pan hydraulikiem, czy ankieterem, a oni raczej są mało
zafascynowani tajemnicami mojej norki.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.82515 Seconds