|
Bitwa pod Grunwaldem „zajmuje szczególne miejsce w świadomości naszych rodaków, z których każdy na pewno zna właściwie tylko dwie historyczne daty: swojego urodzenia i 1410” pisze Sławomir Patlewicz w zbioru esejów Grunwald - walka 600-lecia wydanym przez Narodowe Centrum Kultury. Można to zrozumieć, bo ładnie to brzmi, ale trudno się z tym zgadzać. Gdy wpiszemy w Google słowa: „kiedy była bitwa…”, nie trzeba doprecyzowywać, o jaką bitwę chodzi, bo wyszukiwarka uprzejmie podsuwa Grunwald na pierwszej pozycji. Co świadczy oczywiście o tym, że jest to wiedza poszukiwana, ale bynajmniej nie pewna. Polacy być może nawet chcieliby wiedzieć, kiedy ta bitwa była, ale pewności nie mają. Skąd mieliby mieć? Wbrew tytułowi wydanego przez NCK zbioru, Grunwald nie był bitwą 600 lecia, a jedynie był 600 lat temu. Można nawet śmiało założyć, że był jedną z kilku ważnych rzeczy, które się 600 lat temu zdarzyły. Ale upierać się, że przez ostatnie 600 lat nie był bitew ważniejszych, jest nie tylko retorycznym podstępem, ale również zwykłą bezczelnością.
Bezczelnością, na którą mogą sobie oczywiście pozwolić autorzy NCK-owskiego zbiorku, bo w końcu centrum to nazywa się narodowym nie bez powodu. Mimo zrozumiałego zdziwienia, jakie musi wywoływać używanie terminu „narodu” w stosunku do bitwy wojów zgromadzonych przez Jagiełłę z zakonem krzyżackim i jego poplecznikami. Zresztą nawet sami autorzy zdają sobie z tego sprawę, co nie przeszkadza im szafować pojęciem „narodu” na lewo i prawo.
Bardziej jednak zdumiewające są inne rzeczy. Na przykład w poczytnym tygodniku opinii przeczytać możemy felieton Łukasza Orbitowskiego narzekającego, jakby się wydawało, na nadmiar wokół grunwaldzkiej cepelii. Co zrobić z tym absurdalnym przedobrzeniem? Autora ma dla nas, genialną w swojej prostocie, radę: nadąć się jeszcze bardziej! Zrobić z Grunwaldu towar eksportowy. Produkować barbie figurki Jagiełły i gry komputerowe. Niech Bitwa stanie się naszym Władcą Pierścieni!
Bardzo to wszystko piękne. Tylko Orbitowski zdaje się nie dostrzegać jednej podstawowej różnicy. Władca Pierścieni jest uniwersalną opowieścią o walce dobra ze złem. Bitwa pod Grunwaldem jest partykularną opowieścią o… O czym? O tym, że polska szlachta we współpracy z litewskimi bojarami, zaciężnymi Czechami, Morawianami, Ślązakami, Mołdawianami oraz Chorągwią Białego Niedźwiedzia z Chełma pokonała rycerzy zakonu krzyżackiego (i ich sprzymierzeńców), których sama sprowadziła na swoje ziemie niecałe dwa wieki wcześniej, aby potem zwlekać tygodnie z najazdem na jego główną siedzibę, której ostatecznie nie udało się zdobyć? Już widzę jak co drugie dziecko w Unii Europejskiej i co trzecie w USA utożsamia się z tą wspaniała opowieścią. Jagiełło zastępuje Gandalfa, a Ulrich von Jungingen występuje w roli Saurona. Nie widzieć tych podobieństw? Łukasz Orbitowski z radością je wam wyłuszczy.
Ale nie chciałem wcale pisać o Grunwaldzie. 15 lipca to przecież rocznica również wielu innych wydarzeń, o których jakbyśmy zapomnieli pod wpływem natarczywej cepeliowskiej propagandy. 15 lipca 1961 na przykład władze komunistyczne usunęły naukę religii ze szkół. Trochę późno i niedostatecznie, jak widać, więc tym bardziej jest co wspominać. 15 lipca 1864 to data uzyskania przez Alfreda Nobla patentu na nitroglicerynę - która wydaje się mieć znacznie większy wpływ na losy świata, niż Grunwald. Pięć lat później Hippolyte Mege Mouriés wymyślił margarynę. O ile umiem sobie wyobrazić ludzkość bez bitwy, to bez margaryny przychodzi mi to znacznie trudniej. A kto 15 lipca wspomni biednego Hipolita? 15 lipca to również światowy dzień bez telefonu komórkowego. Oraz data urodzenia Rembrandta, Derridy i Iana Curtisa. Pomyślmy o nich, jeśli już musimy dumać o przeszłości, zamiast walczyć w bitwie, która nie jest nasza i nas nie dotyczy.
Felietony Jasia Kapeli publikujemy w czwartki i w soboty.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...