> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Nie ma alternatywy dla ścięć Drukuj
Jaś Kapela   
21.10.2011

„Czy mają prawo być oburzeni?” – pyta patetycznie „Dziennik Gazeta Prawna”, jakby oburzenie powinno być przywilejem dostępnym jedynie nielicznym i tylko po wcześniejszym złożeniu podania w odpowiednim urzędzie. Otóż nie, drodzy państwo. Możecie prywatyzować szkoły, szpitale, a nawet więzienia. Podnosić podatki biednym i obniżać bogatym. Możecie upokarzać słabych, każąc im żebrać o pomoc i wykonywać testy na obecność narkotyków, choć sami bierzecie ich o wiele więcej. Ale nie możecie nikomu zabraniać się oburzać. Oburzenie to nie prawo, tylko emocja i jest dla wszystkich za darmo. Więc nie dziwcie się, że nie wahamy się go używać w czasach, gdy wszystko ma być za pieniądze.

  



Gdy czyta się kolejne teksty publicystów i dziennikarzy oburzonych na oburzonych, trudno się nie zastanawiać, o co tak naprawdę chodzi. Dlaczego ta niewielka stosunkowo manifestacja tak bardzo ich wnerwia? Tak bardzo, że nie wahają się kłamać, kręcić i manipulować w bronieniu status quo. Nagonkę na oburzonych zaczęła „Gazeta Wyborcza”, która na stronie głównej internetowego wydania postanowiła ogłosić, że manifestantów było około setki. Potem poprawiła na 100 – 200. Trzeba było dopiero wejść do depeszy przeklejanych na stronie gazeta.pl z PAP-u, żeby przeczytać, że demonstrantów było kilkuset. Nie musiałem czytać, bo sam widziałem, że było przynajmniej z pięćset osób. Dlaczego więc Gazeta pisała o 100 – 200, skoro sam podawała gdzie indziej, że jest ich kilkaset? W DGP, czy „Fakcie” również można było przeczytać mocno zaniżoną liczbę – 150. Tak bardzo boją się tych pięciuset osób, że muszą pisać o stu pięćdziesięciu?  

 

  

Na pierwszej stronie DGP czytamy również, że protestujący „żądają utrzymania przywilejów, dzięki którym ich rodzice mogli łatwo żyć”, co wygląda już na prawdziwą groteskę. Jeśli ktoś żąda utrzymania przywilejów, to bankierzy. Co zresztą znalazło już swój wyraz nawet na okładce  „New Yorkera”, więc raczej nie jest żadną tajemnicą. A przynajmniej nie powinno być nawet dla mało wykształconych dziennikarzy prowincjonalnych gazet w stylu DGP. Podejrzewam zresztą, że tajemnicą nie jest. Jest raczej jak na innym satyrycznym rysunku, gdzie na tle setek demonstrantów trzymających transparenty z wypisanymi żądaniami bankier krzyczy do dziennikarki, żeby powiedziała, że tak naprawdę nie wiadomo o co protestującym chodzi. Co zabawniejsze: Taki argument pada również w tekście Jędrzeja Bieleckiego w DGP. Czyżby widział rysunek i postanowił w ten sposób puścić oko do czytelników? Taki cynizm wcale by mnie nie zdziwił. W końcu walka z mediami będącymi na usługach kapitału jest jednym z postulatów oburzonych. Pan Bielecki może zatem słusznie drżeć o swoją posadę. 



  

Nie sądzę jednak, by oburzanie się na media miało na celu ich ostateczne zamknięcie. Raczej rozproszenie. Zresztą dziennikarze, którzy pluli na oburzonych – jak Bielecki, Warzecha, czy Gursztyn – sami kręcą na siebie bat. Jestem przekonany, że każde kłamstwo, które beztrosko wypowiedzą w obronie swoich mocodawców i status quo, zaowocuje kolejnymi oburzonymi. To już nie są czasy, że można napisać cokolwiek i nikt tego nie sprawdzi w google. Jak widzisz pięćset osób, a potem czytasz, że było ich sto pięćdziesiąt, to być może zastanowisz się, czy ci się nie wydawało, ale równie dobrze możesz sprawdzić, gdzie indziej. Wtedy może okazać się, że słusznie ci się wydawało i zaczniesz się zastanawiać, dlaczego kłamią. Odkryć, dlaczego kłamią, również nie jest trudno. Trudniej wyjść na ulice, ale przecież wcale nie wszyscy muszą. Być może wystarczy, że ludzie będą wiedzieć, że mają powody się oburzać. Bo przecież mają.



  

Co przyznaje nawet Bielecki, choć z bólem. Co prawda wzrastają nierówności, a o kryzys gospodarczy można obwiniać instytucje finansowe, ale: „oburzeni nie mają jednak żadnego pomysłu, jak temu zaradzić”. Na co dowodem nie jest to, że nie mają pomysłu, tylko fakt, że ruch oburzonych nie popiera żadna konkretna opcja polityczna, w domyśle partia. Bielecki jakoś zapomina, że ruch oburzonych wymierzony jest w istniejące opcje polityczne i partie. Nie przytacza nawet znamiennych i lokalnych przykładów z wygwizdaniem Kalisza czy młodzieżą, która kazała Ikonowiczowi zwinąć transparenty jego partyjki. Pomysły oczywiście są, choć rozumiem, że w DGP mogą być niepublikowalne. Jeszcze by się komuś spodobał podatek Tobina albo dochód gwarantowany. I co by wtedy było? Koniec świata, co najmniej.    

 


Bielecki nie ogranicza się do snucia kłamstw na temat oburzonych. To by było za mało. Kłamstwa można sprawdzić i się na nie oburzyć. Szczucie trudniej zweryfikować. Dlatego Bielecki szczuje. Szczuje młodzież na budżetówkę, twierdząc, że ich interesy są w istocie sprzeczne. Więc nie powinni być oburzeni ramię w ramię. Ten prymitywny darwinizm społeczny jest dość obrzydliwy. Nawet jeśli prawdą jest, że jedna trzecia oburzonych pracuje na państwowych posadach, to wcale nie musi to wynikać z ich chęci zachowania przywilejów. (Jakich przywilejów zresztą? W skarbówce ciągle często nie mają przywileju posiadania komputera na biurku.) Poza tym nie tego dotyczą protesty. Natomiast praca w budżetówce może dawać pewną swobodę głoszenia poglądów. Nauczycielom zazwyczaj nie pierze się tak mózgów, jak pracownikom korporacji.


Dopełnieniem do tekstu Bieleckiego Oburzeni: bunt, który niczego nie może zmienić  jest wywiad z pracownikiem Instytutu Bruegla pod tytułem Nie ma alternatywny dla cięć (niestety dostęp w necie tylko dla wybranych). Oczywiście, że nie ma, skoro szefem rady instytutu jest Leszek Balcerowicz. Obu panom polecałbym tekst Michała Bilewicza Psychologia oburzonych, który można streścić w zdaniu: „Rząd, który będzie powtarzał mantrę «there is no alternative», będzie odpowiadał za brutalizację protestów sfrustrowanej młodzieży, również tej z klasy średniej. W dzisiejszej Europie niewysłuchane miasteczko namiotowe to splądrowany sklep i spalony samochód”. Będziecie jeszcze jakiś czas powtarzać, że nie ma alternatywy dla cięć, a może się okazać, że jest. Pytanie tylko, co będzie się ciąć i komu. Bardzo bym nie chciał, żeby nie okazało się: że nie ma alternatyw dla ścięć. Ale nie da się ukryć, że wielu ludzi na całym świecie ciężko pracuje, aby te słowa okazały się prawdą. 



  

  

  

  


Komentarze
Dodaj nowy
kot   |22.10.2011 11:53:21
Kapela coraz lepsza i celującą w najlepsze polskie wzory. Chociaż tutaj po
brawurowym zaczęciu, trochę rozjechała się jednorodność stylu. Ten ironiczny
dystans z początku przedzierzgnął się
w poważny.
W ogóle fajnie.
katka  - 150-500-1500   |22.10.2011 12:23:51
A jakie to ma znaczenie. Onan nad liczbami a tak czy inaczej ruch ciągle bez
znaczenia.
W tym kraju jest kilka ważniejszych tematów - tak dla
"odurzonych" - dostosowanie szkolnictwa wyższego do potrzeb rynku.
Roczniki, które aktualnie opuszczają uczelnie w sporej większości nadają się
ponownie do szkoły a nie do rozpoczęcia jakiejkolwiek pracy. Od kilku miesięcy
szukam w Warszawie absolwentów z głową (nie, nie na darmowy staż) i jest słabo,
bardzo słabo. Albo zastraszeni przyjezdni - ambitni i pracowici ale jak się
odezwą to wstyd dla uczelni, na której studiują (a może to już nie wstyd na UW
mówić "Ja rozumię" i "poszłem" albo dzieciaki z Warszawy (4000
netto na "dzień dobry" i samochód koniecznie - pewnie rodzice po
studiach chcą zabrać ten, którym przyjeżdżają jeszcze na rozmowę).
Jak czytamy
w pracy, że oburzeni, są oburzeni bo muszą pracować całe studia i że mieszkanie
powinno być dostępne dla każdego to ręce opadają.
Pekok  - "ścięcie" nie brzmi pokojowo   |22.10.2011 12:44:13
Słowo "ścięcie" nie licuje z pokojową ideą protestów, nie każdy je
odczytuje przenośnie. To mój jedyny zarzut. Ogólnie bardzo dobra robota.
Tradycjonalista   |22.10.2011 12:52:22
Bardzo sugestywny i czytelny przekaz! Tak trzymać!
turkish   |22.10.2011 13:24:28
Kłamstwo w mediach to jedna sprawa, ale nie zbliżajcie się retoryką do swoich
przeciwników.
Wydawało mi się że lewak ma w d.. wykształcenie czy pochodzenie,
bo każdy inny wszyscy równi. Monsieur Kapela wali natomiast akapit o słabo
wykształconych prowincjuszach.
Proponuję złożyć CV do DGP to będziemy mieć
wielkomiejską gazetę z perfekcyjnie wykształconym.
i jedno na koniec -
Gdy
widzę kto "się pluje" i wkleja "Brooklyn Bridge" oraz maskę
Guy’a Fawkesa w swoje profile tu i tam …..
Patrzcie dookoła ponad połowa z
nich to dzieci fejsów, nk-ów itd. uniesione modą na protest.
orka  - o co walczą   |22.10.2011 13:28:42
Zabrakło mi w tym felietonie doprecyzowania, czy też jeszcze dosadniejszego
wyartykułowania, jednego - moim zdaniem ważnego - spostrzeżenia. Otóż,
rzeczywiście media podkreślały/podkreślają, że oburzeni nie wiedzą o co walczą.
Wydaje mi się to ciekawym zjawiskiem. Przecież dokładnie wiemy o co walczą. To -
użyję skrótu myślowego - ruch młodych 2011, antyestabliszmentowy, przerażony
umowami śmieciowymi, drapieżnym, dzikim i nieludzkim kapitalizmem itp. Tak więc
zarzut dziennikarzy i komentatorów, jak wnoszę, dotyczy tego, że oburzeni nie
podali konkretnych rozwiązań swojej sytuacji (projektów ustaw? wyliczeń?). I
taka postawa wydaje mi się absurdalna. Jak pielęgniarki idą ulicami i żądają
poprawienia swojej sytuacji finansowo-zawodowej, nikt od nich nie oczekuje
propozycji, skąd mają w budżecie wziąć się pieniądze na spełnienie ich
oczekiwań. Nikt tego od nich nie wymaga, nikt im nie wmawia, że nie wiedzą,
czego chcą. Jakaś grupa wyraża swoje oczekiwanie, swoje potrzeby, zadaniem
rządzących (ale też komentatorów) jest określenie, co można z tymi żądaniami
zrobić. Inna sprawa, co faktycznie można zrobić z "dzikim kapitalizmem"
z transparentów oburzonych. Ale przecież trochę już wiemy, co szwankuje, m.in. z
raportu Boniego, z analiz sytuacji w innych krajach, gdzie oburzenie oburzonych
jest większe, gdzie już eksplodowało. Diagnozy już mamy. Teraz po wyborach czas
na odpowiedź, jak można to zmienić. I tego żądam od wybranych ludzi w
Parlamencie, a także od członków "czwartej władzy". Oczekuję poważnych
odpowiedzi.
md   |22.10.2011 14:15:38
Dobry tekst. Najbardziej bawi mnie to utyskiwanie "co ci
osiemnasto-dwudziestolatkowie wiedzą o świecie, żeby protestować i być
oburzonym". Kto jak kto, ale środowisko GW powinno wiedzieć, że rewolucje
robią właśnie dwudziestolatkowie. Oni są potem nazywani "pokoleniem".
Pan Kapela, pan Sierakowski, czy ja jesteśmy już za starzy. Możemy tylko
wspierać "gówniarzy" w ich antyestabishmentowej rewolucji!
Batistuta   |22.10.2011 14:54:24
Jest więcej takich zjawisk, na które można się oburzać. Ostatnio centralnie
naprzeciw bloku wyrosła mi stacja bazowa telefonii komórkowej, i nic nie można z
tym kurestwem zrobić, a przecież wiadomo, że to szkodliwe. Umówiliśmy się z
chłopakami, że najebiemy przedstawiciela telefonii, jak tylko go zobaczymy- ale
to przecież żadne rozwiązanie.
Takich spraw, gdzie zwykły obywatel przekonuje
się, jak głęboko państwo ma go w dupie- jest mnóstwo.
Ściepan   |22.10.2011 15:33:00
@katka: Jesteś pewna, że mieszkania nie powinny być dostępne dla wszystkich?
‘To co, móżdżku, kogo dziś eksmitujemy?’
viking   |22.10.2011 15:47:38
@ md

Za starzy? No, bez jaj!
Rudi Dutschke miał w roku 1968, 28
lat;)Kapela, Sutowski, Sierakowski i wielu innych publicystów KP to bardzo
młodzi ludzie. A kwestie podnoszone przez Oburzonych dotyczą właśnie głównie
grupy wiekowej 20-35 lat.
Szczerze mówiąc, uważam, że to trochę śmieszne, że
polski protest Oburzonych, nie był organizowany przez najsilniejsze środowisko
lewicowe w Polsce, jakim jest Krytyka, tylko przez jakieś liceum.
Nie wiem
czemu tak się stało, ale na "podeszły wiek" tego środowiska raczej bym
tego faktu nie zwalał :)
pelnalufa  - @katka   |22.10.2011 16:12:46
4000 po studiach do za duzo? ja tyle dostaje za niepelny etat na zmywaku, a ceny
w irl. sa porownywalne do warszawy a czasem nawet nizsze. wcase sie nie dziwie,
ze sa oburzeni
kebe  - HARDCORE POPULIZM   |22.10.2011 21:47:19
1. medialna teoria spiskowa na miarę Macierewicza w najlepszej formie
2. zero
realizmu w zakresie ekonomii (opodatkuj więcej, patrz jak bezrobocie rośnie,
oburzaj się dalej)
3. nieudolnie tłumione pragnienie wielkiej rewolucji z
ofiarami w ludziach włącznie

* obudź się Człowieku, w socjalizmie lepiej Ci nie
będzie
katka  - re:   |22.10.2011 22:11:27
Ściepan napisa?:
@katka: Jesteś pewna, że mieszkania nie powinny być dostępne dla
wszystkich? ‘To co, móżdżku, kogo dziś eksmitujemy?’


A cóż to ma wspólnego z eksmisją?
Po prostu na mieszkanie trzeba zarobić
- na wynajem lub kupno. 
Tylko w jednym systemie się "należało"
i to też tylko tym równiejszym. Tymczasem młodzi ludzie ( i to nie
tylko oburzeni, spotykam się często z takim poglądem) uważają, że
państwo powinno DAĆ skoro jest tak drogo. Nie pomóc, nie ułatwić ale
dać.
vlcccc  - ZZz… zzz…   |23.10.2011 02:17:51
Tekst płytki, nudny i nietrafiony - czyli u pana Jasia wszystko po staremu.
Piotr  - sprawa zawężona do jednej małej perspektywy   |23.10.2011 11:36:26
No dobra, ale ten artykuł przedstawił jak to się miało w mediach nazwijmy to
"papierowych" i to niektórych naprawdę dość marginalnych, a trzeba
zwrócić uwagę że w tych bardziej słyszalnych np. w tvn24 sporo dziennikarzy było
otwartych na te kwestie, jak choćby zaproszenie dwójki młodych organizatorów do
porannego programu i wiele innych sytuacji. A trudno porównać Gazetę Prawną do
przekazu którejkolwiek popularnej telewizji.. A jeszcze dodajmy że pan Bielecki
z takim tekstem to ma straszne siły oddziaływania.. A i żeby nie było nie jestem
żadnym dziennikarzem :)
Ściepan  - Re:Re:Re:   |23.10.2011 13:50:45
Ja raczej jestem za ułatwieniem, przy czym średnio mi się zgadza ‘elastyczny
rynek pracy’ z ostatnią mieszkaniową promocją dla studentów (nowiuśkie kawalerki
na Białołęce już za 1200zł miesięcznie przez najbliższe 40 lat!), ale może mam
małą wyobraźnię, albo po prostu niczym nieuzasadniony pesymizm nie pozwala mi
skorzystać z okazji?
katka   |24.10.2011 02:18:09
1200 na 40 lat ? To kredyt na solidne 2 pokoje i to w Warszawie a nie na
Białołęce czy gdzieś tam.
Okrutnie zdzierają z tych studentów! Szubrawcy!
Najedzony  - @kebe   |24.10.2011 13:44:00
Wszyscy oburzają się że, w PRL-u władza nie słuchała obywateli, za to powtarzała
ciągle te same kłamstwa i frazesy. Tymczasem teraz każda wzmianka o podniesieniu
podatków czy o tym, że państwo ma jakieś OBOWIĄZKI wywołuje wściekłą tyradę. I
kończy się takim właśnie: w socjalizmie nie będzie ci lepiej.
W tekście nie ma
słowa na ten temat. Jest tylko o tym, że są problemy, których istnieniu
zaprzeczać już nie można. Państwo wstydzące się samo siebie wyprzedaje majątek i
boi się odważnych działań, aspiracje młodego pokolenia spotykają się z
zabetonowaną strukturą. "Elastyczność" oznacza tyle, co gotowość do
bycia zredukowanym w każdej chwili. Umowy śmieciowe rozpleniły się w przemyśle i
prostych usługach. I niby wszystko jest ok?
Oczywiście, że "na mieszkanie
trzeba zarobić". Tyle, że mogą sobie na nie pozwolić tylko ci z zarobkami
rzędu wyśmiewanych przez kebe 4000 zł. Ja mam szczęście, bo tyle zarabiam. Mam
własną firmę.
Ale mnie to, w przeciwieństwie do kebe, nie zaślepia. Przecież
widzę, że spekulacja na mieszkaniach, na którą nasz rząd nie ma pomysłu
doprowadziła do niespotykanego wcześniej uzależnienia młodych dorosłych od
rodziców. W domu rodzinnym mieszka się coraz dłużej. Alternatywą jest
wynajmowanie np. jednego pokoju. Tak mieszkają nawet młodzi radcy
prawni.
"Na mieszkanie trzeba zarobić" to znaczy "trzeba poczekać 10
lat i mieć trochę szczęścia i już zarabiając (pierwszy raz na etat) trochę ponad
średnią krajową można uzależnić się na resztę życia od banku".

Nie
poszedłem na manifestację oburzonych. Dostałem ulotkę, na której było coś o
zmuszaniu ludzi do chodzenia do kościoła i coś o legalizacji marihuany. Ja
akurat jestem wierzący, chociaż nie uważam, żeby biskup Nycz miał zawsze rację.
Legalizacja też mnie nie przekonuje, ale gdyby została przegłosowana to bym to
przeżył. Myślałem, że oburzamy się na to, jak wygląda system ekonomiczny. A
wygląda źle. Posprzątajmy ulice, a bałaganem (ja uważam, że jest porządek, ale
ok) w domu zajmijcie się później! Widziałem zdjęcia z protestu - żadnych
moherów, żadnej prawicy. A przecież oni też są oburzeni!
Ja - właściciel firmy -
jestem oburzony! Niech państwo będzie nawet większe, ale bardziej przyjazne.
Niech będzie sprawiedliwe i traktuje wszystkich tak samo! Nie może być tak, że
"duży może więcej". Bo właśnie o sprawiedliwość tu chodzi!
Tak samo
niesprawiedliwe jest wykorzystywanie młodych na umowach śmieciowych, jak to że
nie mogą założyć firmy, bo państwo chce od nich od razu haraczu. Ani nie pilnuje
przestrzegania prawa pracy (wiem, co mówię, bo założyłem firmę po grubej aferze
w poprzedniej pracy), ani nie jest w stanie zrezygnować z pobierania tych groszy
od prowadzących działalność, którym jeszcze nie udało się wypracować zysku. To
przecież chore!
Nie zgadzam się z Krytyką w wielu sprawach, ale dobrze, że piszą
tu ludzie, którzy chociaż widzą, że coś jest nie tak.
Julia   |29.10.2011 13:19:50
Dlaczego Oburzeni "nie podają konkretnych rozwiązań"?
Ponieważ
mamy tu do czynienia z tzw. wicked problem: sytuacją, której nie można rozwiązać znanymi środkami i która zatem - z
definicji - nie ma zakończenia (więcej pod hasłem w Wikipedii).
Wicked problems można rozwiązywać metodami niestandardowymi, np. w tym wypadku - masowymi
ścięciami. Uważam więc, że intuicja autora znalazła jeden z
możliwych scenariuszy, wcale nie tak bardzo nierealny.
Żurek   |07.11.2011 00:30:10
Spoko. Przypominam, że nadal jesteś szatniarzem. Janie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 21.10.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.12702 Seconds